Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 074 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Jesiennie o książkach

sobota, 29 października 2016 13:42

Jesień
Jabłka świecą na drzewach jak węgle w popiele,
wiatrak pęka ze śmiechu i powietrze miele.jesień ksiazka__kubek.jpg
Jak na fryzie klasycznym dziewczyny dostojne
z różowymi żądzami mężną wiodą wojnę.
Już kasztan się osypał i ochłodły ranki;
o, młody przyjacielu, poszukaj kochanki
z małym domkiem, ogródkiem, sennym fortepianem,
która by włosy twoje czesała nad ranem,
z którą byś po śniadaniu czytał Mickiewicza -
niech będzie silna w ręku, a piękna z oblicza,
jak jesień zamyślona, jak Jesień śmiertelna
i jako jabłka owe cierpka i weselna.
Konstanty Ildefons Gałczyński

Mickiewicza czytać nie będę, ale jakaś inna książka i to niejedna na pewno zostanie przeze mnie przeczytana tej jesieni.
Rudowłosa królewna Jesień zadomowiła się u nas na dobre. Ochłodziło się, wieczory stają się coraz dłuższe. Wełniane skarpetki na stopach, zapach grzybów unoszący się po całym domu mogą oznaczać tylko jedno – królewna Jesień zamieszkała u nas na dobre. Na szczęście za oknem jest jeszcze kolorowo, król Słońce ma jeszcze siłę świecić, ale już niedługo to się zmieni. Już teraz znikają intensywne kolory, a powoli dochodzi do głosu szarość.
Ta późniejsza, ubrana już w coraz bardziej szarą sukienkę królewna Jesień, nie należy do naszych ulubionych, zwłaszcza, że przestaje się uśmiechać i zaczyna płakać. Trudno nam także od niej uciec. Nie mamy też możliwości by przespać czas jej panowania, albo przeczekać w domu, aż minie. Możemy ją za to oswoić i zrobić wszystko, by polubić ta szarą, często smutną córkę króla Słońce.
Nic wiec dziwnego, że z tą porą bardzo mocno kojarzy mi się gorąca herbata, dres, ciepły koc, wygodny fotel i ciekawa książka. Jesienno-zimowe czytanie sprawia mi najwięcej przyjemności, chociaż praktycznie czytam cały rok. Jednak długie wieczory są idealne do tego, aby dodatkowo założyć dres, ciepłe skarpety, zawinąć się w koc i usiąść w ulubionym fotelu z kubkiem gorącej herbaty i książką w ręku.
Od dawna mam wrażenie, że Jesień, jak żadna z jej sióstr, no może jeszcze Zima, nie zachęca do czytania.Od książek byłam, jestem i zawsze będę uzależniona, bez względu na to co będzie się działo dookoła.
śmiało mogę powtórzyć za Magdaleną Samozwaniec: Dobra książka to rodzaj alkoholu – też idzie do głowy.
Nie wyobrażam sobie mojego życia bez książek. Bez telewizji, bez internetu tak, ale nie bez książek, no i chyba radia....Może jeszcze jesienią będę pisać listy.

 

jesienna ksiazka.jpgDzień jesieni
Panie: już pora. Wielkie było lato,
Cieniom zegarów pozwól - niech się dłużą
i po obszarach pozwól hulać burzom.
Owocom każ dopełnić się, a jeśli
potrzeba, daj im ze dwa dni gorętsze.
Do dojrzałości nakłoń je i ześlij
słodycz ostatnią w ciężkie wina wnętrze.
Kto teraz domu nie ma, już go nie zdobędzie. jesien ksiazki.jpg
Kto jest samotny, ten zostanie sam.
Czuwać i czytać, listy pisać będzie
długie i po alejach - tam i sam -
błąkać się w liści niespokojnym pędzie.
Rainer Maria Rilke


Jednak książki są na pierwszym miejscu.

Ostatnio usłyszałam w radio, że sprzedaż książek ciągle spada, o czytelnika trzeba walczyć. Powodem jest nie tylko zmiana naszych nawyków i odwrót w stronę książek elektronicznych. Książki są drogie. Obecnie dla większości Polaków jest to towar luksusowy, na który mogą sobie pozwolić jedynie nieliczni lub też rodzice, którzy muszą kupić podręczniki. Sprzedaż znacząco spadła odkąd wprowadzony został VAT na książki. Coraz rzadziej zaglądamy do księgarń, które tym samym chcą sobie dorobić i windują ceny.
Dodatkowo 15 proc. wzrostu cen książek w ciągu ostatnich lat to efekt trudności związanych z rosnącymi kosztami dystrybucji. 
Politycy twierdzą, że że "wzrost stawki VAT nie musi automatycznie oznaczać obniżenia sprzedaży książek i spadku czytelnictwa". "Przykładowo w Danii, gdzie VAT na książki wynosi 25 proc., książki czyta proporcjonalnie dwa razy więcej osób niż w Polsce". Jednak nie wzięto pod uwagę, że w Danii średnia stawka za godzinę pracy wynosi kilka razy więcej niż u nas. Natomiast ceny książek, paliw, żywności i wielu innych towarów mamy w Polsce europejskie.
Eksperci twierdzą, że dzisiaj książka powinna szukać czytelnika, tak jak niedawno to jeszcze czytelnik poszukiwał książki i dowiadywał się, czy już nakład przyszedł, czy jeszcze jest jakiś egzemplarz w sprzedaży. . Dokładnie pamiętam czasy, gdy z koleżanką polowałyśmy na nasze ulubione pozycje. Miałyśmy zaprzyjaźnioną księgarnię, gdzie czasem udało się coś dla nas odłożyć. A kupno poszukiwanej książki było dla nas naprawdę dużym sukcesem i powodem do zadowolenia. Tak, to czytelnik szukał książek.
A dzisiaj to książka powinna wychodzić do czytelnika i oferować, prosić, żeby czytelnik się nią zainteresował. Ale przy takiej cenie....?
Co więc robią czytelnicy, których na nie nie stać, a nie chcą korzystać z biblioteki? Po prostu ściągają pirackie utwory.Przyszłością są więc książki elektroniczne – audiobooki oraz e-booki. Nie ma tutaj przede wszystkim kosztów drukarni, papieru.... Ale czy taka książka jest naprawdę rozwiązaniem?

 

jesien ksiÄ…zka.jpg

Przecież już Eliza Orzeszkowa słusznie zauważyła:  
Istnieje KSIĄŻKA – chleb
KSIĄŻKA – wino
KSIĄŻKA – skrzydła
KSIĄŻKA – haszysz



Zaszumiało (7) | Zostaw myśl

Na jesienne wieczory

wtorek, 20 października 2015 15:40

 

Złota jesień

Brąz się zakrada między trawy,

słońce żółci liście jaworów.

Podobne chmurom małe stawyjesien.jpg

skrywają na dnie ciszę wieczoru.

Wrzesień minął, nadszedł październik,

nić białą lato snuje jesieni.

Czas na rozłąkę ludzi niewiernych,

nim mróz uczucia w sople zamieni.

 

Na pojednanie czas, na zgodę

serc, którym spokój nadzieje mości.

W te dni powrócić musi młodość

do kraju pięknej dalekości.

Ciesz się, że słońce zwycięża słotę

 

i świat jak jabłko w dłoniach trzyma.

Bowiem po dniach jesieni złotej

nadejdzie skuta srebrem zima.

Jan Kasprowicz

 Jesień zadomowiła się już w naszym kraju. Październik rozgościł się na dobre.

Ostatnio pisałam o tym za co można lubić lub nie kolorową, często kapryśną córkę króla Słońce. Ma oma swoje dobre i złe strony. Jednak z wiekiem coraz częściej doceniam jej zalety.

Wełniane skarpety, ciepły koc, kubek z gorąca herbatą, ulubiony fotel i ciekawa książka - to jest to, co kocham.

Panowanie rudowłosej Jesieni to dla dla mnie najlepszą pora na zatopienie się i zatracenie się w lekturze. To czas, gdy życie na chwilę zwalnia. Staram się w miarę możliwości zapomnieć o biegnącym w pospiechu świecie i chociaż wyciszyć się na moment.

Nie ma lepszego zajęcia w jesienny wieczór niż zakopanie się pod kocem z kubkiem herbaty i dobrą książką w ręce.

Kiedy królewna Jesień płacze za oknem, wówczas czyta się najlepiej.

Moje upodobania związane z książkami nie zmieniają się w raz z kolejnym przyjściem Jesieni. Nadal czytam bardzo różne książki, nie mam określonych upodobań, poza tym, że nie czytam science fiction i ciężkich cegieł.

W zależności od nastroju sięgam po to co czyta się lekko, łatwo, ale nie zawsze przyjemnie. Lubię, gdy skłaniają do myślenia i na następny dzień nie odpływają w zapomnienie. Jednak, czasem potrzebuję książki, która właśnie pozwoli mi oderwać się od rzeczywistości, ale o której nie będę pamiętała na drugi dzień.

ksiĹźaka na jesien.jpg

Ostatnio trafiłam jednak na książkę, o której trudno zapomnieć.

To kolejna historia napisana przez Lisę Genova - “Lewa strona życia”

Szukałam jej długo. Jakiś czas temu czytałam "Motyla" tej autorki, który zrobił na mnie niesamowite wrażenie.

Przeczytałam także to, co napisała o tej książce Jodi Picoult:

Przypominacie sobie jak nie potrafiłyście odłożyć "Motyla"? Wygospodarujcie sobie trochę czasu, ponieważ teraz czeka Was to samo.

Dlatego jak “Lewa strona życia” w końcu trafiła w moje ręce, wygospodarowałam trochę czasu każdego dnia, aby zatopić się w innym (ale czy napewno?)świecie .

Lisa Genova ponownie w swojej powieści pokazuje niezwykły przypadek medyczny. Jednocześnie maluje fascynujący portret kobiety walczącej o powrót do normalnego życia po urazie doznanym w wypadku samochodowym.

Sarah Nickerson jest jedną z wielu pracujących, ambitnych mam z Welmont, bogatego przedmieścia Bostonu. Mieszka tam z mężem Bobem i trójką dzieci – Lucy, Charliem i dziewięciomiesięcznym Linusem.

Jej życie widziane z zewnątrz to piękny przykład „American Dream”. Ukończone studia na prestiżowej uczelni, małżeństwo z równie dobrze wykształconym i ambitnym mężczyzną, modelowa rodzina, domek na przedmieściu Bostonu, dobrze płatna praca.

Sarah jest ambitna i zapracowana. Podobnie jak każda współczesna kobieta żyje w nieustannym biegu i praktycznie nie ma czasu na głębszy oddech. Jednak jakimś cudem Sarah trzyma w ryzach każdą minutę swojego życia.

Każda chwila jej dnia jest dokładnie zaplanowana i wykorzystana do maksimum.Czasem skupiając się na karierze zaniedbuje dom i rodzinę, zwłaszcza dzieci.

Jednak ten nadmuchany do granic możliwości balon musi kiedyś pęknąć.

Pewnego dnia jej życie zmienia się jednak o 180 stopni. Jak każdego „zwykłego” poranka jadąc do pracy rozmawia przez telefon i o sekundę za długo nie patrzy na drogę.

Sarah traci panowanie nad kierownicą i powoduje wypadek. W szpitalu budzi się, by usłyszeć szokującą diagnozę

– zespół pomijania stronnego.

Od tej pory nie widzi męża, gdy ten stoi po jej lewej stronie. Nie czuje lewej ręki, lewa połowa jej twarzy nie istnieje w jej umyśle, a tekst z lewej strony czytanej książki jest pomijany przez jej oczy, jakby w ogóle go tam nie było.

Jej mózg całkowicie ignoruje informacje dotyczące lewej strony świata. Sarah nie jest świadoma istnienia lewej strony, nie czuje jej i zupełnie jej nie kontroluje. Prognozy lekarzy są bardzo ostrożne. Zespół pomijania stronnego to wciąż mało znane nauce schorzenie, które może ustąpić całkowicie, może jednak cofnąć się nieznacznie lub wcale.

Wypadek i jego konsekwencje są dla bohaterki przerażającym doświadczeniem. W jednej chwili ta niezależna kobieta całkowicie zdana jest na opiekę najbliższych. Nagle jest skazana na bezczynność i mnóstwo wolnego czasu, który może wykorzystać, by przemyśleć swoje dotychczasowe życie i zastanowić się nad przyszłością. Zmuszona jest do przystosowania się do aktualnej sytuacji. Czeka ją długa i żmudna, nie dająca gwarancji całkowitego wyzdrowienia rehabilitacja.

Sarah musi dostosować się do zmiany, w której główną zmianą jest fakt, że teraz to nie ona stawia warunki. Jest zależna całkowicie od innych.

Ciekawym wątkiem, jaki porusza Genova, jest też relacja głównej bohaterki z jej matką. Przed chorobą Sarah nie miała z nią kontaktu. Matka odrzuciła ją, gdy w dzieciństwie tragicznie zginął jej brat. Perspektywa straty kolejnego dziecka wstrząsa jednak matką Sarah i obie kobiety powoli odbudowują łączącą ją niegdyś więź.

Pisarka nie skupia się tylko na problemach zdrowotnych bohaterki, ale także na trudnej codzienności, do której Sarah musi się nagle dostosować.

Ograniczenie sprawności fizycznej w każdych warunkach jest poważnym wyzwaniem. Jednak często sytuaja staje się poważniejsza, gdy jeszcze dochodzi do konfrontacji z realiami ekonomicznymi.

Rodzina Sary z dnia na dzień staje w obliczu poważnych problemów finansowych. Rehabilitacja wyczerpuje środki z ubezpieczenia i domowe oszczędności. Zarobki Billa wystarczają na przeżycie, lecz jeśli Sarah natychmiast nie wróci do pracy, nie będzie za co spłacać rat i kształcić dzieci.

W powieściowej rzeczywistości rodzinie Sary przychodzi z pomocą szczęśliwy przypadek. A jak wyglądałby los Sary, gdyby nie była wysokiego szczebla menedżerem, tylko na przykład pracowała na zlecenie bez dodatkowego ubezpieczenia? Strach pomyśleć…

Lewa strona życia to wyjątkowa, wzruszająca, mądrą, wartościową powieść. Jest słodko - gorzką opowieścią o tym, że nie dostrzegamy tego, co w życiu najważniejsze, co zwykle mamy na wyciągnięcie ręki, co tak trudno nam odkryć. Często jesteśmy skupieni na sukcesie, pracy.... a nie zwracamy uwagi na najbliższe otoczenie.

Książka Lisy Genovy niesie nadzieję i przypomnienie, że kiedy Bóg zamyka nam drzwi, to jednocześnie otwiera okno.

Lisa Genova jest prawdziwą mistrzynią w kreowaniu portretów psychologicznych. Jej kolejna bohaterka jest tak autentyczna w swych emocjach, uczuciach i rozterkach.

To ponownie poruszający portret kobiety, którą czeka długa i bolesna droga, by ten niespodziewany dar od losu przekuć w coś wartościowego i pięknego.

Jednak gdybym miała wybierać zdecydowanie wolałabym ponownie sięgnąć po Motyla. To ta książka zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, którego echo słychać w mojej duszy do dziś. Może dlatego, że kobiety w mojej rodzinie były i są już muśnięte skrzydłem Motyla.

 

ŻYCIE, JAK KSIĄŻKI CZYTANIE

,,Życie jest jak książka. Niektóre rozdziały są smutne,

niektóre radosne, a niektóre nawet ekscytujące.

Ale jeśli nie przewrócisz strony,

nie dowiesz się co kryje kolejny rozdział,,

 Lewa strona Ĺźycia.jpg

Nie zawsze w życiu idzie jak z płatka,

a nic nie dzieje się zgodnie z planem.

 

Pokonać trudy to wielka gratka,

wciąż nas czekają chwile nieznane.

 

Są dni pogody oraz radości,

wtedy i zapał jest do działania.

Lecz czasem człowiek jest w samotności

i ku smutkowi zaraz się skłania.

 

Trzeba odrzucić nastrój zwątpienia,

jak w książce szybko kartkę przewrócić.

Co się przeżyło warto doceniać,

uwierzyć w siebie i się nie smucić.

Trudno przewidzieć życia koleje,

los niespodzianki potrafi tworzyć.

Dobrze, że człowiek ma wciąż nadzieję,

że lepszych czasów przyjdzie mu dożyć.

Jan Siuda



Zaszumiało (13) | Zostaw myśl

Znane i nieznane, stare i nowe.....

poniedziałek, 14 września 2015 15:31

Jestem  wróciłam, urlop minął, nawet nie zauważyłam kiedy.
Trudno jednak tak od razu wtopić się z powrotem w codzienność.  Nadal jestem zachwycona i odurzona pięknymi widokami, które jeszcze mam przed oczyma.  Pełna jestem  wspomnień.
Chyba nigdy się nie nauczę, że dobre chwile  tak szybko mijają... Kolejne uciekły w przeszłość, a ja wciąż mam wrażenie niedosytu. A przecież jeszcze nie tak dawno z niecierpliwością czekałam na ten wyjazd.
Praga. To miasto, które dodaje mi energii i skrzydeł. Każdego roku jadę tam z radością, a ono wita mnie uśmiechem słońca na tle błękitnego nieba.

praga
praga nas witała deszczem
i historią starych kamienic.
kiedy przęsła mostu karola
wiązaliśmy gitar strunami,
złotych koron potoki znikały,
tyle barów było przed nami...

i spłynęły deszczu strugami,
wszystkie ulice starego mesta.
s spłynęły złotą pianą,

schody2.jpg

wszystkie bary malej strany.
a hradczanów mury tańczyły,
w księżyca świetle, w górze nad nami.

mala strana i stare mesto,
magią kusi złota uliczka.
staropramen, pilsner, budweiser,
śmiały do nas się z każdej gospody.
u kocoura, u hrocha, chimera,
tyle barów było za nami...

i spłynęły deszczu strugami,
wszystkie ulice starego mesta.
i spłynęły złotą pianą,
wszystkie bary malej strany.
a hradczanów mury tańczyły,
w księżyca świetle, w górze nad nami.
Mariusz Borowiec
Ale to nieprawda. Słońce wędrowało razem ze mną starymi uliczkami, czasem przeglądało się w oknach kamieniczek lub wodach rzeki.  Nieraz miałam nawet wrażenie , że jest zbyt towarzyskie.
Ale deszcz także się pojawił.  I dobrze. Padało, gdy miasto spało, po męczącym, upalnym dniu. Dzięki temu ranek był rześki i  zachęcał do dalszych wędrówek
śpiąca Praga
Już północ głaz ciemności wlecze z dali.

już śpiące miasto w cień otula szary;
wszystko zamarło, mgła wyczynia czary.
ruch dzienny, zda się, zniknął w rzecznej fali.
Latarnia mętnie w oparach się pali,schody1.jpg

rząd czarnych klinów malują filary
na wodzie, słychać jej leniwe gwary,
jakby umarli w grobach rozmawiali.

Ciemnieją domy jak ruin szkielety.
majaczą wieże, mglą się drzew bukiety,
po które sięga ręka Nocy naga.

Nagle baśń stara w myśli się rozplata
staje woźnica w pustkach, strzela z bata
i mówi: „Tutaj była kiedyś Praga”.
Jaroslav Vrchlicky

O czym jednak mam dzisiaj wspominać? Nie chciałabym się powtarzać. Przecież każdego roku, o tej porze piszę o tym cudownym mieście.
W tym roku szczególną uwagę zwróciłam na praskie schody.
Moje pierwsze, bardzo już odległe wspomnienie związane z praskimi schodami jest zupełnie inne.
To czym byłam zachwycona, co zrobiło na mnie i innych dzieciach wrażenie,  to ruchome schody w domach towarowych i metrze. To one przykuwały naszą uwagę, jeździliśmy nimi bez przerwy w górę i w dół podczas, gdy rodzice robili zakupy. A ponieważ polskie sklepy w tym czasie świeciły pustkami, mieliśmy na to sporo czasu.
Schody w metrze, zwłaszcza te najdłuższe z początku budziły moje obawy. Pędziły bowiem znacznie szybciej, niż te w sklepie i były zdecydowanie dłuższe. Ale fascynacja ruchomymi schodami zwyciężyła i strach szybko minął

Na stacji Jerzego z Podebrad
Widzimy się co dzień na schodach w metrze,

gdy ona jedzie na dół – ja na powierzchnię

Ja wracam z nocnej zmiany,

a ty pracujesz rano

schody.jpg

Ja jestem niewyspany,

ty z twarzą zatroskaną

A schody jadą, choć mogłyby stać

na stacji Jerzego z Podebrad

 

Praga o szóstej jeszcze sennie ziewa

i tylko my naiwni – robimy co trzeba

Ja spieszę się z kliniki,

gna do kiosku ona

Zmęczone dwa trybiki,

dwie wyspy wśród miliona

 

A schody jadą, choć mogłyby stać

na stacji Jerzego z Podebrad.

 

Choć o tej samej porze - randki są ruchome,

bo w tym tandemie każdy jedzie w swoją stronę

Ja w lewo, ona w prawo

nie ma odwrotu

ją czeka Rude pravo

a na mnie pusty pokój

 

A schody jadą, choć mogłyby stać

na stacji Jerzego z Podebrad.

 

Na czarodziejskich schodach czuję w sercu drżenie,

gdy  kioskareczka Ewa śle mi swe spojrzenie

W pospiechu ledwie zdążę

powiedzieć  - „witam z rana”,

bo całowania w biegu

schody1.jpgsurowo się zabrania

 

A schody jadą, choć mogłyby stać

na stacji Jerzego z Podebrad

 

A Praga drzemie i nic jeszcze nie wie

o dwojgu zakochanych, zapatrzonych w siebie

Już tęsknią nasze włosy

 

pędem rozwiane

do tego, co nas czeka

do tego, co nieznane

 

A schody jadą, choć mogłyby stać

na  stacji Jerzego z Podebrad.

JAROMIR NOHAVICA 

W Pradze jest też wiele innych schodów, zwłaszcza w pobliżu praskiego zamku. Jedne są znane, inne mniej. Wszyscy znają stare i nowe schody zamkowe. Każdego dnia przemierzają nimi tysiące turystów z całego świata. Ci najmniej zorientowani wspinają się z wysiłkiem, czasem aż z Mostu Karola. Zorganizowane grupy z przewodnikiem, zaczynają tradycyjnie od samego zamku, aby potem schodami zejść aż do Starego Rynku. A wystarczy tylko wsiąść do tramwaju nr 22, zająć miejsce po prawej stronie, aby cieszyć się najpiękniejszymi widokami i  wysiąść na przystanku Pohořelec. Ja robię tak każdego roku.  Tam ukrytymi między kamieniczkami schodami wspinam się na górę. Dzięki temu mogę z góry zachwycać się wspaniałą panoramą Hradczan, Malej Strany…. Prawie całej Pragi. Potrafię godzinę siedzieć na ławeczce i chłonąć ten piękny widok. Tego nie zaznają turyści, którzy standardowo wysiadają na przystanku Prasky Hrad lub wspinają się z trudem od strony Malej Strany. Na terenie praskiego zamku wiele jest jeszcze takich ukrytych schodów, które skracają drogę, dodają dodatkowych wrażeń. Choćby te łączące ulice Úvoz  i Loretánská. 
Niewiele jednak turystów o nich wie. Wszyscy biegną tylko wcześniej już wytyczonymi ścieżkami.  

Podobnie jest z zamkiem Vyšehrad. Tam także należy zacząć wycieczkę z góry, a potem kończyć ją schodząc schodami, a nie odwrotnie, jak czyni to wielu turystów…

Schody, schody,  schody…. Jest ich tyle w złotej Pradze. Może w przyszłym roku odkryję kolejne?

 Znowu łaziłem wśród balustrad

schodami w górę,schody.jpg

a obok mnie waliły tłumy

z taką beztroską,
z jaką się snułem i ja.

Widać byli szczęśliwi, i ja także byłem.

Skąd s z dołu, chyba od Wełtawy

Pobrzmiewał koncert.

Zaczynał się wieczór

i to powietrze posrebrzone wiatr roznosił,

dokąd tylko zapragnął.

Znalezione w Internecie

Skończył się wyjazd, zaczyna się codzienne życie.

Teraz jednak chciałabym bezboleśnie przejść do rutyny dnia codziennego, do obowiązków.  Dużo lepiej zatopić się bowiem we wspomnieniach  niż w rzeczywistości.

Na szczęscie są jeszcze weekendy....



Zaszumiało (7) | Zostaw myśl

Magia sierpnia

poniedziałek, 10 sierpnia 2015 15:43

 

Co lubi sierpień...?
Sierpień ziemię szanuje
i ziarna z kłosów wysypuje.pogoda.jpg
Słońce ma za kompana,

by akcja żniw była udana...

Odpoczywa wieczorem,
a w dzień pracuje z uporem.
Kołacze zasłużone je,
gdy sianokosy skończą się...

Słucha koncertu pasikoników,
bo ma grajków tych bez liku.
Księżyc złotem za to płaci,
gdyż lubi kiedy on się bogaci...

Rano myje się chłodną rosą
i chodzi po trawie boso.
Zadowolony zrywa poziomki,
dla wakacyjnej wybranki...
Aleksandra Baltissen

Jak ten czas biegnie, ucieka! Niestety ostatnio za nim nie nadążam i ciągle mi go brak.. 

Głową siedzę już na wakacjach, ciałem na miejscu niestety....

Do tego natura mi tego nie ułatwia. Jest albo za gorąco, albo za zimno. Do dodatkowo mnie zniechęca. A przecież trwa dla mnie jeden z najpiękniejszych miesięcy.

Sierpniowe poranki i wieczory są moimi ulubionymi, chociaż niosą już ze sobą nostalgię, że lato powoli się kończy, a ziemia przychyla się do jesieni. Sierpień to już nie lato i jeszcze nie jesień. Dla mnie kolejna urocza pora roku.

Piękna i spokojna jest noc sierpniowa. Księżyc wolno płynie drogą wytyczona przez gwiazdy, które teraz wyjątkowo są aktywne.

Piszę o tym każdego roku o tej porze. Może dla niektórych jest to już nudne, ale ja nie potrafię o tym nie wspomnieć.

Właśnie w sierpniu na niebie wybuchają naturalne fajerwerki. Mówimy o nich „spadające gwiazdy”, "łzy św. Wawrzyńca".

gwiazdy.jpg

Mówię do gwiazd: - Cudowne,
nie śpieszcie się, przystańcie.
I stanęły pod oknem

Popatrzyły ku sobie,
złotą brew zgięła jedna.
I zadźwięczał w ogrodzie
sierpnia kwartet, pieśń gwiezdna.

Posłuchaj tylko: ten szum, to noc tak płynie,
szeroka noc, gwiaździsta noc sierpniowa,
sierpniowy czas, sierpniowy wiatr w Szczecinie -
o, cóż za szczęście w tej godzinie
przez okno patrzeć w świat i kochać go od nowa.

Gwiazdy rzekły: - Spójrz, jak skrzy się
ta noc, więc będzie dzisiaj
pieśń o tej nocy jasnej.

Nad nią srebrne obłoki,
przed nią zielonooki
tańczy sierpień.

Przystanęły - w porządku. Muzykanci? To cóż?
Gwiazdy zawsze tak w sierpniu, na nowo.
Więc podszedłem do okna. W okno bił srebrny kurz
i otworzyłem okno na noc sierpniową.

I nagle wiatr mi okno
szerzej odemknął,
i nagle wiatr przeciągnął,
nagle ogród zaszumiał...

Ta noc się toczy kołem jak fortuna.  
Konstanty Ildefons Gałczyński

Tradycja ludowa głosi, że deszcz meteorów to tak zwane łzy świętego Wawrzyńca. Święty płacze, może dlatego że lato ma się już powoli ku końcowi?

W rzeczywistości są to deszcze meteorytów. Wyraźnie widać je zwłaszcza w bezchmurne sierpniowe noce. To czasem prawdziwa ulewa meteorytów. Trzeba mieć jednak szczęście, aby taką wypatrzyć.

Może w tym roku zdarzy się to samo, co 143 lata temu w Ponikwi na skraju Puszczy Białej? Wówczas na pola wsi, pola, domy i ścieżki posypał się deszcz „spadających gwiazd”. Wielki ośmiotonowy meteoryt rozpadł się na blisko 70 tysięcy kawałków. Jego odłamki rozjarzyły niebo na kilka sekund, tworząc fontannę świateł. Rankiem mieszkańcy wsi znaleźli na ziemi dziwne czarne kamienie…

Mam nadzieję, że w tym roku niebo będzie bezchmurne i będę mogła spoglądać na niebo. Zapewne pozostali domownicy będą pogrążeni w głębokim śnie i tylko ja na balkonie będę oczarowana pięknem księżycowej, letniej nocy.

Sierpniowe noce są wyjątkowe. Królewna Lato przystraja się wówczas w korale połyskujące srebrnymi gwiazdkami, a dookoła rozsiewa kojący zapach, który tylko o tej porze można poczuć.

Pracowita jest jednak ta królewna Lato.Nawet tego roku, gdy temperatura sięga blisko 400C.

zboze-1.jpg

Najświętsza Maria Panna

Po cichym chodzi sadzie,

Na grusze, na jabłonie

Swe świete dłonie kładzie.

Nad ziół grzędami staje,

Nad kwieciem się pochyla,

Gdy ujrzy gąsienicę,

Przemienia ją w motyla.

Drzewom dodaje siły,

Owocom zaś słodyczy,

Warzywa barwi tęczą,

I róże pilnie liczy.

Ewa Szelburg- Zarębina

W ogrodach i na działkach  nadchodzi czas zbiorów i  przetworów. Jak jeszcze żyła moja babcia na działce rosło sporo  sporo krzaczków agrestu i  porzeczek we wszystkich kolorach. Teraz trudno czasem  kupić te owoce. Na targowiskach sprzedający oferują maleńkie pojemniczki tych owoców. Gdzie podziały się przetwory z porzeczek i agrestu? Ostatnio bezskutecznie szukałam dżemu z czerwonej porzeczki. Dlaczego tak trudno jest dostępny w sklepach?  Przecież to wspaniały, smaczny dodatek np. do herbaty, a i skarbnica witamin.

Jestem za ocaleniem porzeczek i agrestu od zapomnienia!

Jaki piękny to był czas. W domu owocowe zapachy, bo jak nie dżem to kompot…. Nic się nie marnowało.

Trochę zatem szkoda, że zanika powoli tradycja obchodzenia święta Matki Boskiej Zielnej. A przecież to takie  piękne święto. Jedno z dwóch moich ulubionych.

 

Matka Zielna

Matka Zielona i Zielna

w słońcu

zielna.jpg

idzie do kościoła,

i bukiet zebranych zbóż

i kwiaty trzyma w dłoniach.

Matka dziś na nas czeka,

stoi w drzwiach kościoła,
rozdaje nam kwiaty i zioła,

które zerwała z pola.

 

 

Święta Pani

Święta Pani, Zielna, Zielona,

to Twój głos do pracy mnie woła,

żółty snop owsu, żyta białego,

chwastu, ostu fioletowego.

Święta Pani, w chabrach ukryta

i na smyczkach świerszcza grającego,
tyle pracy tu bez wytchnienia,

dla człowieka jednego.

Święta Pani, my ludzie prości,

nasze dłonie z ziemi plon wynoszą,

Ty błogosław w trudzie dnia żniwnego,

o to Ciebie dzisiaj wszyscy proszą.

 M.M.Orłowska 

Zimą zatęsknię za tymi dniami. Kiedy będzie wiało i będzie padał śnieg. Będę patrzeć przez okno na biel i szarość, będę marzyć o powrocie do tego wszystkiego



Zaszumiało (14) | Zostaw myśl

Mój zaczarowany świat

niedziela, 12 lipca 2015 6:18

Munro_3.jpg

PRZYJACIEL NA CAŁE ŻYCIE
Nie trzeba molem być książkowym,
grzbietu nad stołem ciągle schylać,
od kartek nie odrywać głowy
i książki w rękę brać co chwila.
Lecz w dzień powszechni czy w niedzielę
sam na sam z książką usiąść sobie,
witać się z nią jak z przyjacielem,
długo się bez niej nie móc obejść.
Nie trzeba bać się, że czasami
zmęczy nas książka albo znuży.
Bo ona chce pogadać z nami,
namówić chce nas do podróży,
pocieszyć chce, rozśmieszyć nieraz,
chce pożartować, bawić, uczyć
i kolorowych świat otwierać
czarną literą – cennym kluczem.

Hanna Łochocka

Książki, a raczej ich czytanie to duża część mojego życia. Kocham czytać książki, lubię uciekać  w inny świat całym swoim sercem i duszą. 

Książki dają mi możliwość odcięcia się problemów życia codziennego, dają mi niezapomniane wrażenia.  

Nie wyobrażam sobie mojego życia bez książek. Bez telewizji, bez Internetu tak, ale nie bez książek.  Nawet na urlop zabieram ze sobą kilka. Co prawda mam go dopiero we wrześniu, trudno mi już cierpliwie czekać, ale już staram się sobie coś przygotować. A zapewne do tego czasu stosik jeszcze urośnie?

Od książek byłam, jestem i będę uzależniona, jakkolwiek czasy by się nie zmieniły. Po prostu wyniosłam to z dzieciństwa i nic tego nie zmieni.  

Ostatnio dzięki  upałom, które panowały i nieźle dały mi się we znaki, wpadły mi ręce książki Alice Munro. I cóż mogę napisać? Zachwyciły mnie jej opowiadania.  

munro1.jpg

Kim jest ta pisarka?  

Urodziła się w 1931 roku, wychowywała się w południowo-zachodnich lasach prowincji Ontario, w rodzinie pobożnych protestanckich farmerów.  

Gdy Alice – wówczas jeszcze Laidlaw – ma osiem lat, do jej rodzinnego Wingham przyjeżdża Lucy Maud Montgomery (moja ukochana pisarka z lat młodzieńczych). Na Alice duże  wrażenie robi j „Emilka ze Srebrnego Nowiu”. W 1989 roku, już jako Alice Munro, pisze posłowie do nowego wydania tej powieści, jej zdaniem jednej z najwybitniejszych spośród kanadyjskich. Podkreśla motyw przemiany dziewczynki w pisarkę: „Emilka pod koniec książki mówi, że musi pisać – choćby nie wiadomo co – i my widzimy nie tylko, jak uczy się pisać, ale także jak odkrywa pisanie jako sposób na ocalenie samej siebie w świecie”. Nieprzypadkowo: pisanie jako sposób na (prze)życie wpisane jest także w jej biografię.  W swoich książkach Montgomery zaledwie szeptała o tym, o czy Alice mówi głośno.

Alice Munro to chyba druga po Lucy Maud Montgomery sławna pisarka, która w swojej literaturze prezentuje odległą nam Kanadę i jej najważniejszy region, czyli Ontario.
Kilkunastoletnia Alice, czując, że nigdzie nie pasuje, szuka swojego miejsca  i znajduje je w literaturze, najpierw jako czytelniczka. Pisze wiersze, odsyłane – jak w przypadku Emilki – przez czasopisma. Pisanie daje jej poczucie własnej wartości, stanowi rodzaj terapii pozwalającej odreagować problemy – biedę, w jaką po kryzysie i II wojnie światowej popadła rodzina Laidlawów, a przede wszystkim ciężką chorobę matki.  

Studiowała na University of Western Ontario, równocześnie pracując m.in. jako kelnerka, bibliotekarka, a nawet zbieraczka tytoniu.  

Pierwsze jej opowiadanie ukazało się na łamach studenckiego czasopisma, ale jego autorka nie zagrzała długo miejsca na uniwersytecie. Porzuciła uniwersytet na początku lat pięćdziesiątych, gdy poznała swego pierwszego męża, i wraz z nim przeprowadziła się do Kolumbii Brytyjskiej 

W wieku 26 lat miała już dwie córki i mieszkała w Vancouver u boku męża, Jamesa Munro. Dawne ambicje zeszły na dalszy plan, choć Alice nadal tworzyła, konsekwentnie starała się zapisywać określoną liczbę stron każdego dnia. 

W latach siedemdziesiątych, wraz z drugim mężem, powróciła do Ontario, gdzie mieszka do dziś. Wykładała gościnnie na wielu kanadyjskich uczelniach.  

Na sukces musi  jednak czekać. Opowiadania, które pisze wracają tak szybko. Trzydziestoletniej Alice  ktoś z rodziny sugeruje, żeby rzuciła  pisanie. Alice jednak nie posłuchała. I słusznie, było warto. Przełomowy okazuje się rok 1968 i nagrodzony prestiżową Governor General’s Award debiutancki tom „Dance of the Happy Shades”, wydany w momencie, gdy zaczyna się rozpadać jej pierwsze małżeństwo. Po rozwodzie z pierwszym mężem pisanie staje się dla Alice Munro dosłownie sposobem na przeżycie.

Alice zawsze trzymała się na uboczu współczesnego świata, nie udzielała wywiadów.

Pytana, dlaczego pisze opowiadania, mówiła: ''Tak widzę życie. Ludzie zmieniają się, kształtują na nowo po kawałku, robiąc rzeczy, których nie rozumieją. Powieść ma spójność, której nie widzę wokół siebie'' 

 Znana amerykańska pisarka Cynthia Ozick nazwała Alice Munro - „naszym Czechowem”. Również John Updike przyrównał ją nawet do Czechowa. 

Rzeczywiście, Alice Munro wykazuje się niezwykłą wrażliwością, prostotą stylu i wspaniałą techniką pisarską. 

Od rosyjskiego mistrza niewątpliwie nauczyła się słuszności maksymy "sztuka pisania jest sztuką skracania". Dobrze czuje się w krótkich formach.  

munro2.jpg

Jednak dla mnie blisko jej do autorki „Ani z Zielonego Wzgórza” . Podobnie  jak Lucy Maud Montgomery snuła opowieści z Avonlea, tak Alice Munro snuje opowieści z owej kanadyjskiej prowinicji lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Poznajemy historie kobiet i dziewcząt,  które są tak naprawdę historiami na wskroś uniwersalnymi.  Pisarka pokazuje trudy i pułapki wkraczanie w dorosłość. Obserwujemy dorastanie bohaterek, ich zmaganie się ze sobą, z codziennością.  Wraz z nimi obserwujemy otaczające je kobiety: młode i stare, wierzące i niewierzące,  wariatki i te, co uchodzące za normalne, mężatki i stare panny, podlotki i dojrzałe kobiety, ciotki, nauczycielki, sąsiadki, koleżanki. Pisarka mierzy się ze wszystkim tym, o czym zwykle się nie mówi lub nie chce się mówić.

Niekiedy można odnieść wrażenie, że w jej opowiadaniach to mężczyzna jest stroną optymistyczną, która wiąże się z pozytywnym nastawieniem do świata. Rzadko jest outsiderem, żyje w zgodzie ze światem. Inaczej jest z kobietami.  Zajmują one szczególne miejsce w tekstach pisarki. Nieraz płacąc wysoką cenę za naruszenie konwencji, wyjście poza rolę, jaka została im narzucona. Są sfrustrowane i nie chcą przystawać do tradycyjnych ról. Często czują się zagubione, przytłoczone smutną rzeczywistością, zmagają się z codziennymi problemami. Szukają własnej ścieżki, próbują znaleźć choć odrobinę prawdziwego uczucia. Czasami jednak decydują się bronić swej godności.

Munro opisuje zwykłe życie, społeczne relacje, dylematy i wybory postaci pozbawionych wszelkiego heroizmu. Bezbarwność małych miasteczek, przeistaczająca potęga seksu i problemy kobiet starających się zrobić coś po swojemu w świecie rządzonym przez mężczyzn.

Bohaterowie opowiadań Munro to zwykli ludzie. Nawet i ja odkryłam wiele moich cech, problemów, odczuć. W każdym z nich jest coś, co każe zatrzymać się na chwilę zastanowienia. Każde z nich kończy się pewnym niedopowiedzeniem, że można sobie samemu opowiedzieć swój własny dalszy ciąg. Pozostawienie takiej możliwości bardzo mi się podoba. Dzięki temu te opowiadania wcale tak szybko się nie kończą, ale trwają w czytelniku jeszcze przez jakiś czas po przeczytaniu.

Jednak sama pisarka nie lubi, gdy mówi się, że nikt tak jak ona nie potrafi dostrzec niezwykłości życia zwykłych ludzi: ''Nie rozumiem pojęcia zwykli ludzie. Wszyscy jesteśmy wyjątkowi''. Może to i prawda….. 

 Alice Munro, jedna z najważniejszych autorek opowiadań swojego pokolenia, tworzy historie, które są gęste i bogate niczym powieści: skupia całe życie na kilkunastu stronicach, ukazując przemiany, którym podlega miłość... Michiko Kakutani "The New York Times"

 Nawet opis prostego życia u Munro zyskuje psychologiczną głębię.   "The Observer"
Munro jest iluzjonistką, której sztuczek nie da się rozszyfrować. "The Washington Post"

Alice Munro należy cytować, bo cytat lepiej niż opis odda szlachetną spontaniczność jej prozy. "The New York Times"

Alice Munro daje niezbity dowód, że jak nikt inny potrafi uchwycić istotę ludzkiej natury w najróżniejszych naszych zachowaniach. Trudno sobie wyobrazić żywszy zmysł obserwacji . „Houston Post”

Munro podgląda swoich bohaterów zatrzymanych w kadrach pomiędzy poobiednim zmywaniem naczyń a decyzjami, które na zawsze zmienią ich los.  Piotr Stasiak, „Polityka”

"Alice Munro to autorka, która przede wszystkim szanuje czytelnika. Literatura jest tu tym, czym była od zawsze – komunikatem między autorem a odbiorcą, który widzi, czuje i stara się zrozumieć bohaterów opowiadań. " - Wojciech Chmielewski

"O Munro mówi się, że jest mistrzynią anegdoty, i właśnie wokół anegdoty buduje ona treść swoich opowiadań, porównywanych do miniatur Vermeera – jest w nich zawarta  cała gama emocji, wszystkie odcienie relacji międzyludzkich" - Katarzyna Kazimierowska
''Niektóre z tych historii są bliższe mojego życia niż inne, ale żadne nie są tak blisko, jak ludziom wydaje się, że są. Zawsze jednak piszę o momencie życia, w którym jestem'' – Alice Munro



Zaszumiało (7) | Zostaw myśl

Czy już zapomniane?

niedziela, 18 stycznia 2015 9:45
 
Nasze SMS-y

sms6.jpg

 

Już nie pisze się listów jak dawniej
Teraz w modzie komórki, e-mail
Teraz ludziom o kontakt jest łatwiej

 

Kto ma kasę, to gada, że hej!

Już nie pisze się listów serdecznych
Na papierze pachnącym jak bez
List-poemat jest mało pospieszny
Dla dzisiejszych Adamów i Ew

Nasze SMS-y to już nie te czasy
Kiedy biegły wolniej zegary i daty
Nasze komputery szyją drobnym ściegiem
Nie malują listów jak tęcza na niebie

Jeśli czasem przy oknie ktoś czeka
Na wiadomość, że miłość wciąż trwa
Gdy tęsknota porywa jak rzeka
W małym mieście, i nie klasy A

sms9.jpg

Jeśli dzisiaj listonosz jest ważny

To dlatego, że ściga nas bank
Bo poezji pocztowej los marny
Dziś Orfeusz komórkę już ma!


Nasze SMS-y to już nie te czasy
Kiedy biegły wolniej zegary i daty
Nasze komputery szyją drobnym ściegiem
Nie malują listów jak tęcza na niebie

Nasze SMS-y biegną po ekranach
Łatwo je kasują kolejne przesłania
Nasze komputery, nawet kolorowe
Gdzieś po drodze gubią poezji połowę

Jacek Bukowski

Niedawno znowu dostałam papierze.u lat list. Długi, taki tradycyjny w kopercie, pisany ręką na pięknym, kolorowy. Jednak gdy zadzwonił listonosz i mi go wręczył, to nie byłam zdziwiona. Od dwudziestu lat regularnie koresponduję z osobami mieszkającymi w rożnych częściach świata. Teraz jedna k głównie otrzymuję dużo e-maili. Cieszę się jednak, że są osoby, które chociaż mają dostęp do Internetu, nadal wysyłają mi listy z duszą.
Od zawsze zbieram otrzymane kartki pocztowe, listy... Te z od rodziny i przyjaciół z Polski trzymam w szufladzie, która za chwilę się przepełni. Te najnowsze ze świata mam w agregatorach. Te najstarsze zapełniły mi już dwa kartony po papierze na ksero. Nigdy żadnej kartki, koperty nie wyrzuciłam i nie wyrzucę. Jak mogłabym zniszczyć to, w co ktoś włożył tyle serca. To byłoby tak, jakbym wyrzuciła czyjeś myśli na śmieci. Te listy to moja historia, przeszłość. Przecież kiedyś ktoś kupił piękny papier listowy, stworzył te myśli w swojej głowie, aby potem cierpliwie je wykaligrafował.
Te listy otrzymałam w prezencie i teraz są moją pamiątką.
Z drugiej strony czasem zastanawiam się, czy moje pocztówki, listy także leżą u kogoś w szufladzie. A może po przeczytaniu trafiły z czasem do kosza?
Niestety era pisania listów - starannym pismem, na ozdobnym papierze, należy już do przeszłości. Komputery, Internet, telefony komórkowe zawładnęły całym światem. Dziś miejsce tradycyjnych listów zajęły drukowane pisma, maile czy SMS-y. Zdecydowanie łatwiej, szybciej i taniej jest napisać życzenia urodzinowe w sms-ie lub mailu, niż wysłać urodzinową pocztówkę. Ta
ki sms, mail jest bezosobowy. Za jednym kliknięciem wysyłasz bowie m tą samą treść nawet do kilkunastu osób.
A przecież oczekiwanie na list jest niesamowite. Codziennie wypatrujesz listonosza, zaglądasz do skrzynki pocztowej. A kiedy już ten list przyjdzie zabierasz go do domu, siadasz w ulubionym fotelu przy oknie sięgasz po specjalny nożyk i zagłębiasz się w słowach pisanych tylko do ciebie.
Niestety sztuka pisania listów zanika. Tak, właśnie, pisanie listów jest sztuką.
Dziś, w dobie sms-ów i Internetu nazwanie pisana listów sztuką wydaje się dziwne. Piszemy szybko, nastawieni przede wszystkim a przekazanie ważnej treści, nie zastanawiając się nad formą pisemnej wypowiedzi. Sms-y są dodatkowo ograniczone pod względem ilości znaków, staramy się więc zawrzeć swój przekaz jak najkrócej, pomijamy wszelkie formuły powitalne, czy grzecznościowe. Liczy się sama treść okrojona z wszelkich ozdobników, na które nie starcz miejsca ani czasu. Żyjemy wszak w dynamicznym świecie, gdzie liczy się informacja i szybkość jej przekazu. Tradycyjne listy są pisane coraz rzadziej, pośrednictwo poczty wymaga czasu, a napisanie treści na papierze okazuje się o wiele trudniejsze niż na ekranie komputera. Oczywiście w naszym pędzącym świecie, nie sposób nie dostrzec zalet elektronicznego przekazu, jednak czasem budzi się nuta nostalgii za osobistym listem, napisanym ręką bliskiej osoby.
Ars epistolandi oznacza sztukę pisania listów. 
Dawniej, kiedy jeszcze nie znano innych form przesyłania wiadomości, pisanie listu stanowiło prawdziwa sztukę. Obowiązywał cały szereg norm określających sposób przekazywania treści. Piszący dbali o odpowiedni zapis przekazywanych informacji. Pamiętali o formie, o oficjalnym nagłówku, pozdrowieniu, o odpowiedniej formie zwracania się do adresata. Ortografia i styl były bez zarzutu.
Każda epoka dyktowała swoje obyczaje w tym zakresie, jednak zasada pozostała niezmienna od stuleci – adresat, nadawca, koperta, znaczek, odręczne pismo.
Epistolografia to również dział piśmiennictwa zajmujący się listami i ich zbiorami, oraz utworami literackimi pisanymi w formie listów, zasadniczo dziełami minionych epok, w których funkcja listu była nieco bardziej donioślejsza niż obecnie. Nie traktowano ich jedynie jako prywatnej korespondencji, niektóre czytano zbiorowo na głos, udostępniano za zgodą adresata do szerszego obiegu jako źródło nowych wiadomości.
Najcenniejsze są dla nas dzisiaj listy pisarzy, którz y tę sztukę epistolograficzną doprowadzili do ideału, którzy w swoich listach pozostawili niezatarty dokument epoki i świadectwo swojego życia.
Niektóre ze starych listów można uznać za dzieła literackie, zresztą wielu pisarzy podejmowało się tej formy twórczości, kolekcjonowało korespondencję lub starało się pisać powieści w podobnej konwencji. Ten gatunek literacki spotykamy m.in. w Nowym Testamencie u św. Pawła. Listy, które znalazły się w kanonie literatury polskiej i światowej pisali król Jan III Sobieski, Monteskiusz, Sienkiewicz, Zygmunt Krasiński.
Dzisiaj większość zachowanych listów to głównie listy mówiące o uczuciach, emocjonalne i wzruszające. Przetrwało ich wiele. Zakochani wysyłali nawet po kilka listów tygodniowo, a niektórzy po kilka dzienn ie.
Pisał je Bonaparte do ukochanej Józefiny, Jan III Sobieski do Marysieńki, Jeremi Przybora do Agnieszki Osieckiej. Wysyłali je również Jimmy Hendrix czy Winston Churchill.
Czytając listy z dawnych epok trzeba pamiętać, ze były to jednak osobiste wypowiedzi, kierowane do konkretnej osoby, a nie do szerokiego grona odbiorców. Ostatecznie jesteśmy poniekąd intruzami, czytając ymi cudzą korespondencję nawet, jeśli osoby, których ona dotyczyła już dawno nie żyją.
I właśnie tak sobie myślę. Czy jeżeli autorzy nie wyrazili za życia zgody na publikację ich listów, to czy można to zrobić? Tak wiem listy te zapewne stanowią same w sobie arcydzieło, przybliżają postać autora.... Ale przecież są jakieś granice.
Tak wiem, pewnie wkładam kij w mrowisko.
Zaraz bowiem zostanie przytoczony najświeższy przykład - osobiste notatki Jana Pawła II. Do końca nie rozumiem dlaczego kardynał Dziwisz zdecydował się złamać wolę papieża i wydać coś, co wydane nie tylko być nie musiało, a nawet nie powinno.
Ale o tym już dzisiaj pisać nie będę. Miało być tylko o listach
 
Listy z tamtego brzegu

Już tyle lat
noszę zamiast serca
skrzynkę pocztową.

sms7.jpg


W niej listy
napisane a niewysłane

nienapisane a wysłane
z adresem - nieodebrane
bez adresu i odczytane.
Listy, listy
białe, niebieskie, różowe
w kopertach z jaskółką
i czarną obwódką

życzliwością
przyjaźnią, miłością, obowiązkiem,
wyrachowaniem, nienawiścią.

Duszne od słów,
zapewnień, zaklinań
usprawiedliwień, obietnic.
Spalają się w popiół
nim wrzuci się je w ogień.

Są listy
zawierające jedno słowo
i dlatego wszystko.

Już tyle lat
noszę zamiast serca

skrzynkę pocztową.
Piszę listy, odbieram listy,
czekam na listy,
nie odpowiadam na listy.

Najszczersze są te,
które piszemy
paznokciem na zamarzniętej szybie
wikliną na wodzie
atramentem zmroku
na białej poduszce.

Rano rozdajemy je
spojrzeniem, uściskiem rąk,
westchnieniem.

"Synku mój,
na początku mojego listu
pytam o Twoje zdrowie - "

Ten list grzeje
jak sweter
z rąk matki spleciony. (...)

Listy
pisane na marginesach gazet
bibułkach papierosów, pudełkach zapałek,
podszewkach -
z tamtego brzegu

sms8.jpg

związane czarną wstążką krwi.
Obok płynie
w koleinach wyżłobionych przez łzy
błękitna rzeka zapomnienia.
Listy
prawdziwe jak milczenie,
prawdziwe jak śmierć. (...)

"Gdyby niebo było papierem
a wszystkie morza atramentem
nie mógłbym Wam opisać wszystkich moich cierpień
i wszystkiego, co widzę dookoła siebie -
Moje nogi krwawią, bo zabrano mi buty -
Każdej nocy przychodzą pijani żołnierze
i biją nas kijami
Ciało moje jest czarne jak zwęglony kawałek drzewa -
Wiem, że nie wyjdę stąd żywy -
Wszystkich żegnam

Kochana mamo, kochany tato,
kochane rodzeństwo -
i płaczę"

Listy, listy
wysoka, biała ściana płaczu.

"Mam jeszcze dwie godziny życia -
Jestem jeszcze tak młody -
Dania wkrótce mnie zapomni"


Listy
muszę do was powracać
zrywać bandaże

z blizn pamięci -

Jeśli zdolni jesteśmy zapomnieć,
jakże ONI mogą nam wybaczyć,
że żyjemy -

zapomnienie gorsze jest od śmierci.
Henryk Jasiczek


Zaszumiało (9) | Zostaw myśl

Moje radio, nocne radio

niedziela, 30 listopada 2014 18:12
 
Powitanie Nocy
Popatrz przez okno, jak pięknie Noc nas wita
Gwiazdy rozbłysły, granat nieba w gỏrze,
Szmer liści, jakby ktoś poemat czytał
I zapach nocy jak kwitnące rỏże.

I księżyc pełny jak balon brzuchaty,
Natrętnym blaskiem srebrzy Twoje włosy.
Chỏr skrzydlatych artystỏw gdzieś śpiewa kantatay
noc.jpg

Ściana lasu swą czenią i straszy i wabi,

Wiatru lekki powiew rozkołysał sosnę
Jej strzelisty wierzchołek drży, wygląda prawie,
Jakby rỏsł w oczach czując w wietrze wiosnę.
A to jasień już przecież, lecz Noc jest wiosenna,
Widzę zgadzasz się ze mną, wiosna w nas rozkwita.
Powieki masz zmrużone, lecz nie jesteś senna;
Zbyt pięknie czarem swoim Noc nas dzisiaj wita....
Kaczmarek Piotr

Noc i mgła zamknęły kolejny dzień. Zapadła cisza. Noc tłumiła wszystkie dźwięki. Przykryła dom niczym koc. Nie mogę zasnąć. Patrzę przez okno na piękny widok. Setki rozjaśnionych okien migocących w ciemności niczym małe diamenty na czarnym aksamicie.
Zasłuchałam się w radio. W nocy są najciekawsze audycje. Dlaczego? w ciągu dnia karmieni jesteśmy polityką, reklamami, sensacjami...
Dopiero wieczorem możemy usłyszeć jak wiele piękna, poruszających rzeczy jest na świecie. Ten kto to prześpi nigdy się nie dowie.
Nocą radia słucha znacznie mniej ludzi, jednak są to wybrańcy, podobnie jak ja niemogący spać. W nocy ludzie się nie spieszą.
Nocne audycje mają dla mnie tajemną siłę. Ta pora stwarza specjalny nastrój, zwiększa wrażliwość osób, które zaczynają żyć w ciszy nocnej. Dlatego lubię je słuchać. Wtedy wszystkie sprawy dnia codziennego ulegają wyciszeniu.
Ludzie słuchają nocnych audycji bo chcą posłuchać spokojnej muzyki innej niż ta, którą się gra za dnia. Ja słucham radia nocą, bo lubię nocne rozmowy. Gdy słucham radia, to czuję jakby ten ktoś po drugiej stronie eteru szepcze specjalnie mi do ucha. Słuchając radia o tej porze wyciszam się, uspakajam.
W nocy radio potrafi być potrafi być romantyczne. Tak jak w moim ukochanym filmie „Bezsenność w Seattle”, gdy Annie słucha w radiu opowieści chłopca, a potem jego taty.... Takiego głosu, wyznania chce się słuchać w nieskończoność. Chcemy, aby mówił zawsze tak szczerze, czule.... Pragniemy, aby za właściwe struny poruszał.
Najważniejszy podczas nocnych audycji jest bliski kontakt autorów ze słuchaczami. Ludzie, którzy słuchają nocnego programu oczekują żywego kontaktu z drugim człowiekiem. Wtedy wychodzą z człowieka wszelkie frustracje, są rozżaleni na rzeczywistość, źle znoszą zderzenie z nią, pojawiają się lęki.... Ludzie chcą, aby ktoś ich zrozumiał.
Tylko że ludzie nie mówią dzisiaj tak pięknie, jak czasem można usłyszeć w nocnej audycji. Nie potrafią rozmawiać o uczuciach i nie na antenie. Jesteśmy bardziej ekshibicjonistami. Bez zastanowienia wrzucamy zdjęcia do Internetu, chwalimy się każdym drobiazgiem. Wstydzimy się opowiadać, że jest nam źle, jak dobrze byłoby mieć przy sobie kogoś, kto by nas zrozumiał.
A przecież to takie piękne, tak mówić. Na antenie radia, kiedy słowa lecą w ciszę, gdzieś są przez kogoś słyszane. Nie pokazywać twarzy, pokazywać uczucia. Przecież tam jest wszystko: słowa, zdania, ton, zawahanie, zawieszenie lub drżenie głosu.
Niestety coraz mniej jest takich stacji. Prezenterzy coraz częściej nagrywają programy. Zamiast zarywać noc na rozmowach ze słuchaczami, wolą się wyspać. - Oczywiście, można nagrać audycję, ale to nie jest żywe radio.
Na szczęście są jeszcze nocne audycje, które oparły się tej modzie. Tutaj mogą się spotkać ludzie, którzy oczekują prawdziwego, żywego radia.
3:20... Cyfry na podświetlonym wyświetlaczu leniwie przesuwają się do przodu, jakby nie miały swojego celu.
Nie chce mi się wstawać. Po co? Najchętniej zostałabym tutaj jak najdłużej. Zresztą przez to radio nie wyspałam się. Jest tak, jak powiedział Wojciech Młynarski:polski inteligent jest niewyspany.
Zaraz jednak wstanę. Jeszcze tylko dwie minuty do startu w kolejny przeładowany dzień.
Za oknem robi się szaro i mglisto. Chłodny, późnojesienny poranek podnosi się niezdarnie ze snu, aby mnie niespodziewanie uderzyć codziennością. Najpierw robi to radio. Byle szybko, byle krótko. Nawet jeżeli temat jest interesujący, to trzeba wszystko powiedzieć w określonym czasie. Spokojny głos i cicha muzyka znikają.
Ale jak powiedział Julian Tuwim "Radio to cudowny wynalazek! Jeden ruch ręki – i nic nie słychać."
 
Twoje radio
Wyciągnij się na brzuchu,
Odbiornik tuż przy uchu postaw.
Sprawy za sobą wszelkie,
Jak by nie były wielkie zostaw.
To ja to dla Ciebie gra
Twoje Radio
To ja to dla Ciebie gra
Twoje Radio

Najnowsze wiadomości,
nocÄ….jpg
Codziennie nowi goście w domu,
Nie musisz się ubierać,
Nie musisz drzwi otwierać komuś
To ja to dla Ciebie gra Twoje Radio
To ja to dla Ciebie gra Twoje Radio

Nigdzie się nie ruszaj,
To dla zdrowia niebezpieczne zbyt!
Wleję Ci do uszu rozkosz taką,
Jakiej nie znał nikt.
To ja to dla Ciebie gra Twoje Radio
To ja to dla Ciebie gra Twoje Radio

Nigdzie się nie ruszaj,
To dla zdrowia niebezpieczne zbyt!
Wleję Ci do uszu rozkosz, Jaką nie znał nikt.
To ja to dla Ciebie gra Twoje Radio
To ja to dla Ciebie gra Twoje Radio

Wyciągnij się na brzuchu,
Odbiornik tuż przy uchu postaw.
Sprawy za sobą wszelkie,
Jak by nie były wielkie zostaw.
To ja to dla Ciebie gra Twoje Radio
To ja to dla Ciebie gra Twoje Radio
To ja to dla Ciebie gra Twoje Radio
Andrzej Mogielnicki


Zaszumiało (10) | Zostaw myśl

Pamiętajcie o praskich ogrodach

piątek, 12 września 2014 8:08

 

na karlowym moście
Ten most Karola
W niebie się kończy
Na grzbiecie kaczek
Cud pływający

Korowód świętych
Trąby wzniesione
Do Pragi wiodą
Mosty Karlowe!

I na swą stronę
Diw wielkie wieże
Most przeciągają
Szóste stulecie

Bada grunt włócznią
Strażnik praw miejskich
Swe nogi włożył
W wełtawski cebrzyk

I dwa szeregi
Świętych jak szpaki
Co narzekają
Na grzeszne światy

Przed każdym świętym
Stoi latarnia
Ten czyta księgi
Ów zbija sandał

U Nepomuka infuły
Wełtawy zielone wstęgi
Biskup palcem popycha
Małe statków muszelki

Franciszek rybom
Głosi kazania
Żeby słuchały
Cesarza pana

 

W berecie lwo
Warkoczem chmury
Błękitem ciągnie
Złote kopuły

I rankiem na rzece
Łuszczy się Praga
Niewiele święty
Jeszcze poprawia

Miasto na mieście
Praga na Pradze
Spiętrza się serce
Spiętrza tarasem

Mury zarosłe
Gęstym listowiem
Pną się do nieba
Tłustym aniołem

Chorały kopuł
Pod wieków parą
Grzmi w złoty kocioł
Ten praski barok

Jak na gobelinie
Pływają same
Zielone wyspy
Po Wełtawie

Ten most Karola
W niebie się kończy
Na grzbiecie kaczek
Cud pływający

Korowód świętych
Trąby wzniesione
Do Pragi wiodą
Mosty Karolowe!

I tutaj muza
Mówi nam prosto
Że najważniejsze
Bracie rzemiosło

Że co po mitrze
Rzeźbionej brodzie
Kiedy jest ciasny
Sandał na nodze

Że najważniejszy
Jest bracie detal
Że krzywy cherub
Nie będzie leciał

Cherubom skrzydła
Wyciąć skrzydlacie
Trzeba samemu
Na swym warsztacie

I wielki wicher
Co w nich zaszumi
Spod naszej ręki
Ucieszy tłumy

Ten most Karola
W niebie się kończy
Na grzbiecie kaczek
Cud pływający

Korowód świętych
Trąby wzniesione
Do Pragi wiodą
Mosty Karlowe!

Skaczą po świętych
Świateł Pragi świerszcze
Cherub na moście
Siadł jak na wierzbie

I prawie macha
Sobie nogami
I kaczek puszcza
Zielony kamyk

Skrzydła i loki
Wiosną rozwiane
I kufel z chmurą
Trzyma jak Pragę

Ten most Karola
W niebie się kończy
Na grzbiecie kaczek
Cud pływający

Korowód świętych
Trąby wzniesione
Do Pragi wiodą
Mosty Karlowe!

Jerzy Harasymowicz

 

 

zielonapraga.jpg

Urlop, urlop i już po urlopie.... Jaka szkoda, że wakacje tak szybko się kończą. Jednak z drugiej strony gdyby nie koniec,  jak zwykł ponoć mówić Tewie Mleczarz, to i początku by nie było. Niemożliwe byłoby porównanie tego co dobre i miłe z tym co szare i konieczne w naszym życiu. 
Na szczęście pogodę miałam wspaniałą, sprzyjającą wędrówkom po starych uliczkach, Owszem padało, ale tylko wtedy, gdy odpoczywaliśmy po powrocie z wycieczki.
Czerwone dachy na tle błękitnego słonecznego nieba i jesiennych drzew to, to za czym tęsknię nieustannie. I każdego roku powracam tam o tej porze.

Nie zwiedzam już Pragi jak wszyscy, zaopatrzona w przewodnik i podążając tylko głównymi trasami. Owszem nadal czasem zaglądam do mojego "starego" przewodnika Pascala, ale staram się wybrać to co mało popularne, ale jakże interesujące. Zwiedzanie Pragi bez jakichkolwiek wskazówek byłoby zwyczajnie niemożliwe. Na szczęście zawsze mogę liczyć na jakąś ciekawą podpowiedź.
Przeciskanie się przez morze turystów płynących na Moście Karola już mnie pociąga. Jeżeli już, to wybieram się tam o świcie, gdy słońce zaczyna wschodzić.Staram się jednak wydeptać inne, własne ścieżki.

Praga wciąga i można przepaść bez reszty.

To nie tylko miasto pięknych mostów i stu wież. To miejsce wspaniałych ogrodów. Oczywiście wszyscy turyści zwiedzają Petřín, Královską zahradę. Jednak są i ogrody mało odwiedzane. Pewnie dlatego, że nie jest łatwo do nich trafić przypadkiem.

 

praga ogrĂłd.jpg

Tak jest ukryta Vrtbovská zahrada. Ogród usytuowany w centrum Pragi miejsce. Pokazała mi go moja praska koleżanka. Po przekroczeniu jego bramy poczułam, że znajduję się z dala od zgiełku miasta. Momentalnie przeniosłam się do XVIII wieku. W ogrodzie wśród wypielęgnowanych żywopłotów, kolorowych kwiatów, barokowych rzeźb, misterne kręconych schodów zapomniałam o całym świecie. Patrzyłam z podziwem na zapierające dech w piersiach widoki czerwonych dachów Malej Strany oraz na panoramę Hradczan

Na głównym turystycznym szlaku nie leży także Frantiskanska Zahrada.
"Obcy przechodzi ulicami, miejscowy wykorzystuje przechodnie domy, by skrócić sobie drogę lub by zaimponować swojej towarzyszce z prowincji znajomością wielkomiejskiej topografii" pisał Egon Erwin Kisch w 1920 roku. Praga nie jest znana z owych przechodnich domów, Niewielu turystów wie o ich istnieniu. I ja trafiłam tutaj przez przypadek, gdy chciałam skrócić sobie drogę. I to właśnie był dowód na to, że nie trzeba wędrować tylko utartymi, znanymi szlakami, Czasem warto oderwać sie od przewodnika, tłumu, zaglądać wszędzie gdzie się da...`

Frantiskanska Zahrada znajduje się tuż przy Placu Wacława. Jest jednak dobrze ukryta przed wzrokiem turystów, nieświadomych istnienia pachnącej setkami róż oazy spokoju. Kiedyś w tym miejscu zakonnicy uprawiali zioła, kwiaty, drzewka owocowe. Nad ogrodem góruje Kościół Matki Bożej Śnieżnej. Jest to najwyższa świątynia w Pradze.

Mało znanych ogrodów w Pradze jest wiele. Może napiszę o nich przy okazji mojej kolejnej wizyty w tym mieście. Dziś chyba nie starczyłoby mi czasu.

Zwiedzając Pragę warto wejść do tego tajemniczego, kolorowego świata, pełnego pokoju i zobaczyć te cuda architektury ogrodowej.

 W ogrodzie
W otoczeniu zieleni pod lazurem nieba
rozkołysanej w słońcu na wietrze
roztacza się cudowny zapach
ogród osłania kwitnący jaśmin
oblany bielą pachnącego kwiecia
oddziela od prawdziwego piękna
dla wielu ten widok to zauroczenie
dla innych cudo stworzonej natury
ciekawość przenika przez krzewypraha ogrĂłd.jpg
czując ten upojny zapach
zapiera oddech w piersiach

do ogrodu nie ma ścieżki
dlaczego tak skrywany
tajemnicą w zieleni
wzrok przenika w jaśminy
zachwyt i błysk fascynacji
w głebi różany ogród

powoli stąpam pomiędzy różami
aby nie zniszczyć piękna
kolce ranią nogi
nawet nie czuję bólu
pośród wonnego dywanu z róż
pochylam się ku ziemi
czuję kolejne ukłucia

trzymam jedną z nich
różowe płatki
rozdmuchuję ciepłym oddechem
patrzę z podziwem na jej piekno
w nozdrzach zapach ukojenia
poczułem lekki zawrót głowy
jak chwila zapomnienia
otaczającym pięknem

w mej dłoni
delikatność kwiatu
wychodzę z ogrodu
z radością patrzę
na jej różowe płatki 

Znalezione w Internecie



Zaszumiało (9) | Zostaw myśl

Lekcja życia

poniedziałek, 07 lipca 2014 14:47
 
Życie cudem jest
Kapać jak ze świecy, kroplą być
Znaczyć każdy dzień.
W ciemną chmurę palce wbić
I uformować słońcu dźwięk.
Z zimna dobyć ciepły głos.
Zrozumieć małych kwiatów cień.
Z zakamarków życia wziąć,
To, co chcę.
wiek-madrosci.jpg
Dziś wiem, życie cudem jest.
Co chcę, mogę z niego mieć.
Jak dźwięk słyszę jego głos.
Co dzień pragnę więcej.
Po lekkich śladach bosych stóp
Czasem się lawina śle.
A wielki grzmot i błysk czarnych chmur
Z ziemią też spotkania chce.
I mały motyl wie, gdzie jego brzeg.
Natura już ubiera Cię.
A krawcy świata zły szyją strój.
Nie daj się już...
Dziś wiem, życie cudem jest
Co chcę, mogę z niego mieć.
Jak dźwięk słyszę jego głos
Co dzień pragnę bardziej go.
Dziś wiem, życie cudem jest
Co chcę, mogę z niego mieć.
Jak dźwięk słyszę jego głos
Co dzień pragnę więcej (pragnę więcej go).
Dziś wiem, życie cudem jest
Co chcę, mogę z niego mieć.
Jak dźwięk słyszę jego głos
Co dzień (co dzień)pragnę więcej.
De Su
Królewna Lato ostatnio najczęściej ubierała ogrodniczki i kalosze. Zwiewną, kolorową sukienkę zostawiała w szafie. I ja raczej zostawałam w domu i zamiast cieszyć się ciepłym latem, którego  nie było,  uciekałam w świat literatury. I tak trafiłam na niezwykłą pozycję.
Niedawno na rynku pojawiła się nowa książka „Wiek mądrości. Lekcje z życia ocalonej z Zagłady Alice Herz-Sommer”, Caroline Stoessinger. Rzadko czytam książki biograficzne. Jednak jedno słowo zamieszczone na okładce sprawiło, że sięgnęłam po tą książkę.
Jakie jest to magiczne słowo, które przyciągnęło mnie niczym magnes? "Praga". Jak wiadomo, albo i nie, jestem zakochana w tym mieście. Nic więc dziwnego, że nie mogłam się oprzeć, aby nie przeczytać tej książki. I nie zawiodłam się, chociaż na początku bałam się, że będzie to głównie opowieść o Holokauście. Ale nic bardziej mylnego. „Wiek mądrości" to historia o życiu pianistki Alice Herz-Sommer, która w momencie pisania książki przez Caroline Stoessinger, miała 110 lat.
Historia Alice Herz-Sommer dosłownie zauroczyła mnie.
Alice Hertz-Sommer dorastała w Pradze, w dzieciństwie spędzała weekendy i święta w towarzystwie Franza Kafki (nazywała go "wujkiem Franzem"), a Gustav Mahler, Sigmund Freud i Rainer Maria Rilke byli przyjaciółmi jej matki.
Alice skończyła konserwatorium muzyczne w Pradze, wyszła za mąż i urodziła syna. Po dojściu Hitlera do władzy i aneksji Czechosłowacji, część jej rodziny wyemigrowała do Palestyny. Ona została, nie chciała opuszczać matki.
Z mężem i synkiem trafiła do Terezina, miasta-getta stworzonego przez Niemców dla Żydów. Tam z innymi muzykami Alice Herz-Sommer daje koncerty, które w pewien sposób dodawały otuchy więźniom getta. Sama zresztą mówiła: „Muzyka była naszym pokarmem. Tworząc ją pozostawaliśmy przy życiu”
"Muzyka uratowała mi życie. Muzyka to Bóg"
Jej mąż zostaje wywieziony do Dachau i już stamtąd nie wraca. W Terezinie Alice straciła matkę przyjaciół.
Po wojnie pod koniec lat 40. wraz z synem wyjeżdża z Pragi do Izraela. Tam na organizowanych w jej domu koncertach bywali Golda Meir, Artur Rubinstein, Leonard Bernstein, Isaac Stern. W Jerozolimie przyglądała się procesowi Adolfa Eichmanna.
Jej syn Raphael też został muzykiem. Gdy dostał posadę w Londynie, opuścił Izrael.I co zrobiła Alice? W wieku 83 lat przeprowadziła się dla syna do Londynu.
Przez całe życie Alice powtarzała, że na naukę nigdy nie jest za późno, że najcenniejsze jest to, co mamy w głowie.
Dlatego w Londynie chodziła na zajęcia Uniwersytetu musiała zmierzyć się z przedwczesną śmiercią jedynego syna.Wieku, udzielała lekcji muzyki i codziennie grała przez trzy godziny. Miała 107 lat, gdy spróbowała obsługi iPhone'a.
Niestety musiała się też zmierzyć z przedwczesną śmiercią jedynego syna.
Mimo smutnych wydarzeń w jej życiu nie popadła w zgorzknienie. Zawsze była pełna optymizmu, ciągle uśmiechnięta, pełna chęci życia, stale od nowa odkrywająca muzykę.W życiu patrzyła przed siebie, nie za siebie. Dla niej każdy dzień był cudem.
A jacy my jesteśmy? Często popadamy w zgorzknienie, niechęć, lenistwo, rutynę. A przecież powinniśmy cieszyć się życiem, bo czas ucieka, lata mijają i nie żyjemy w aż takich trudnych czasach w jakich żyła Alice.  
Alice Herz- Sommer była niezwykłą osobą i  w pełni zasłużyła na oba nazwiska.  
Zmarła 23 lutego tego roku, cóż zaledwie chwilę temu, dożywszy ponad 110 lat.
 
 
Alice.jpgSŁOWAMI ALICE SOMMER-HERZ

 

Jestem tak stara, ponieważ nieustannie używam mózgu.
Mózg jest najlepszym   lekarstwem dla ciała.

 

Dopiero na starość doceniamy urodę życia.

 

Wdzięczność jest niezbędna do szczęścia.

 

 Poczucie humoru pozwala nam zachować                      równowagę ducha w każdych okolicznościach, nawet w obliczu śmierci.

 

Narzekanie nie pomaga, lecz sprawia, że czujemy się jeszcze gorzej.

 

Śmiech jest wspaniały. Wszyscy czujemy się wtedy szczęśliwsi.

 

Miłość do pracy. Jeśli kochamy swą pracę, nigdy się nie nudzimy. Nuda jest niezdrowa.

 

Jeśli kochamy naszą pracę, możemy cieszyć się każdym osiągnięciem, choćby najmniejszym.

 

Wielkoduszność przede wszystkim.

 

Szkoła jest ważna, lecz to, czego dzieci nauczą się w domach rodzinnych, pozostaje na całe życie. Wspaniała atmosfera intelektualna mojego domu pełnego muzyki oddziałuje na mnie do dziś.

 

Szkoła to tylko początek. Uczymy się przez całe życie. Przyjaźń od dzieciństwa wiele dla mnie znaczyła. Zakochałam się w umyśle i wiedzy mego przyszłego męża. W małżeństwie przyjaźń jest ważniejsza niż romantyczna miłość.

 

Nigdy nie jestem zmęczona, ponieważ mój umysł wciąż pracuje.

 

Bądź zorientowany. Technika jest cudowna. Nauczyłam się iść do przodu z nadzieją.

 

Dzieci potrzebują bezwarunkowej miłości, by dorosnąć i w pełni stać się istotami ludzkimi. Moja rada to przekonywać dziecko, nigdy nie używać ostrych słów. Cierpliwość, dobroć i miłość - tego właśnie potrzebują dzieci.

 

Bądź dobry. To nic nie kosztuje, a wszyscy na tym zyskują.

 

Gdy gram Bacha, jestem w niebie.

 

Muzyka jest moim światem. Muzyka to marzenie. Przenosi nas do raju.

 

Jestem bogatsza od największych bogaczy na świecie, ponieważ jestem muzykiem.

 

Dzieci muszą uczyć się muzyki. To pomaga w całym dalszym życiu.

 

W towarzystwie młodych ludzi jestem młodsza. Kocham ludzi. Interesuje mnie życie innych.

 

Nikt nie może okraść twojego umysłu. Podziwiam Żydów za to, że przykładają niezwykłą wagę do nauki. Wykształcenie dzieci to dla rodziny największa wartość.

 

Zrozumienie innych ludzi jest drogą do pokoju.

 

Moim zdaniem wojna prowadzi tylko do wojny. Prawie każda religia na świecie nakazuje: "Nie zabijaj", ale większość z nich zabija w imię Boga. Nawet na sztyletach hitlerowców widniały słowa: Gatt mit uns.

 

Każdy dzień to cud. Bez względu na to, jak trudne są okoliczności, mamy swobodę wyboru postawy wobec życia, możemy się nim cieszyć. Zło nie jest niczym nowym. Od nas zależy, jak postąpimy zarówno wobec dobra, jak i zła. Nikt nie może nas z tego zwolnić.

 

Życie jest piękne. Wspaniale jest siedzieć z przyjaciółmi i rozmawiać o wszystkim.

 

Niepotrzebne są nam rzeczy. Liczą się przyjaciele.

 

Musimy cenić czas. Każda chwila, która mija na zawsze.

 

Optymizm pomagał mi w najczarniejszych chwilach. Pomaga i teraz.

 

Im więcej czytam, myślę i rozmawiam z ludźmi, tym lepiej zdaję sobie sprawę, jak bardzo jestem szczęśliwa.

 
Jestem artystką. W niektóre dni jestem z siebie bardzo zadowolona. Nieźle, myślę sobie. Ale im dłużej gram, tym mocniej sobie zdaję sprawę, że jestem dopiero na początku. Nieważne, jak dobrze znam, na przykład twórczość Beethovena, zawsze mogę pójść dalej i jeszcze dalej. Jedną z zalet bycia muzykiem jest to, że można ćwiczyć ten sam utwór co najmniej sto lat i odkrywać nowe znaczenia, nie nudząc się przy tym. Studiuję język muzyki z takim samym zapałem, z jakim badacze nieustannie zgłębiają na nowo Pismo Święte. Praca artysty nigdy nie jest skończona. To samo dotyczy życia. Możemy tylko dążyć do doskonałości, szukać sensu. Ja ćwiczę życie
Umrę zadowolona. Zrobiłam, ile w mojej mocy. Wierzę, że przeżyłam życie, jak należy


Zaszumiało (11) | Zostaw myśl

Trudne powroty

wtorek, 24 września 2013 15:06

Jestem, wróciłam z mojej kolejnej podróży do Pragi. Za Mariuszem Szczygłem mogę powtórzyć, że w Czechach mieszka moja dusza. To miejsce tak urokliwe i zachwycające, że przez chwilę nachodzi mnie myśl, że mogłabym tam zamieszkać. Nigdzie za granicą nie czuję się tak dobrze.
Praga jest intrygującą, piękną, chociaż już leciwą kobietą, o której jednak wszyscy mówią z zachwytem. Niektórzy nawet z zazdrością. Ale żeby ją naprawdę
zamek_dobris.jpg poznać, trzeba się z nią spotkać osobiście, ale to i tak nie gwarantuje, że będziemy o niej wszystko wiedzieć. Jak każda kobieta ma swoje tajemnice, które odkrywa stopniowo. Ja byłam tam już po raz... No właśnie który? Szczerze mogę napisać, że nie wiem. Dawno temu straciłam już rachubę.

Ale Czechy to nie tylko Praga. To wiele małych malowniczych miasteczek, które również mnie rozczulają. Każdego roku staram się poznać nowe, kolejne....

Tym razem wędrowałam wzdłuż Łaby. Nawiasem pisząc rzeka stanowi nieodłączny element miasteczek. Wije się przez miasto lub po prostu je otula.

Czeskie miasteczka są urokliwe i wyglądają jak bajki. Kiedy wędruję po wąskich, krętych i brukowanych uliczkach, między przytulonymi do siebie kamieniczkami, odnoszę wrażenie, że czas się tutaj zatrzymał...

Ten czas odmierzają zegary na kościelnych wieżach, czasem wygrywając melodie przy pełnych godzinach.

Na każdym kroku w cichych zaułkach napotykam nastrojowe gospody i piwiarnie. I chociaż znajdują się one w małych miejscowościach, to nigdy nie są one puste

Zazwyczaj nad czerwonymi dachami kamieniczek góruje zamki, które strzegą mieszkańców i chronią swoich tajemnic ZĂĄmek_BrandĂ˝s_nad_Labem.jpgi skarbów, aby nie odeszły w niepamięć.

Po wędrówce można usiąść na ławeczce w przyzamkowym ogrodzie i z zachwytem podziwiać jego architekturę: rzeźby, fontanny oraz układ ścieżek, które wraz z równo przyciętymi krzewami stanowią niesamowite labirynty.

Pięknych miasteczek i zamków w Czechach bardzo wiele. Jest tam także spokój. Od lat urzeka mnie senna atmosfera panująca tam zwłaszcza w niedzielne przedpołudnia.

 Cóż... W porównaniu z nami Czesi zdecydowanie mniej się stresują i mają większy dystans do życia, samych siebie…

Jaki z tego wniosek? Powinnam tam zamieszkać? Tak, nawet zastanawiałam się nad tym.

 kiedyś zamieszkam w pradze

kiedyś zamieszkam w pradze

Svata_hora_Pribram.JPG

w życiu trzeba mieć jakiś cel kochanie więc to będzie to

zamieszkam blisko wyszehradu

i blisko przystanku tramwaju linii numer siedemnaście

 

żebym mógł jeździć tam i z powrotem wzdłuż spokojnej

rzeki przyglądając się spokojnym ludziom

karlstejn.jpg

nauczę się ich języka który śmieszy

moich rodaków ale mnie się podoba

 

to prosím vás jest łagodne a mnie

potrzeba łagodności kochanie

i będę popełniał czeskie błędy cokolwiek one znaczą

i oglądał czeskie filmy

a w kieszeni nosił kamyki dla františka k.

i będę wypatrywał ciebie kochanie bo w życiu trzeba mieć jakiś cel

Grzegorz Kozera

Tak, widok z Wyszehradu jest cudowny i zawsze mnie wzrusza. Nigdy więc nie mogę zrozumieć, dlaczego tak wiele osób nie przysiada na ławeczce i nie patrzy na drugi brzeg Wełtawy z górującymi nad czerwonymi dachami Hradczanami.  Spacer do przystanku siedemnastki jest także interesujący.  Widok na płynącą w dole Wełtawę z sunącymi wzdłuż niej czerwonymi tramwajami również zapiera dech w piersiach. Moim zdaniem jak podróżować po Pradze to przede wszystkim tramwajem nr 17 i 22.

Tak.... Może rzeczywiście jak dorobię się jakiejś emerytury i przestanę pracować, to zastanowię się nad przeprowadzką? Ale czy taki moment w ogóle nadejdzie? Owszem kiedyś nie będę już pracować, ale czy będę miała za co żyć? Jednak to jest temat nie na dzisiaj.

Ale czy jak będę miała pieniądze, to zamieszkam w Czechach? Pewnie nigdy się na to nie zdecyduję. Będzie mi brakowało tak wielu osób i rzeczy. Do tego życie tam spowszedniałoby mi i nie nie byłoby dla mnie już takie wyjątkowe.Ale kto to wie co jeszcze w przyszłości wymyślę.

 Ciche miasteczko

W cichym miasteczku na krańcu świataZĂĄmek-MnĂ­ĹĄek.jpg

nie ma pośpiechu, zgiełku, gonitwy.

O brzasku wszystkich wita śpiew ptaków,
nocą las szumi ciche modlitwy.

Pośród uliczek wolno wędrują

ludzie z uśmiechem ciepłym na twarzy.

Płynie tu rzeczka wiecznie spokojna,

nawet wiatr mocno wiać się nie waży.

Jest tu kościółek pośród ogrodu-

 drewniany, skromny, lecz rozświetlony,

gdzie przy ołtarzu są wonne kwiaty.

 Znajdzie tu spokój człowiek znużony.

Z dala od wrzawy, zgiełku, gonitwy

płyną leniwie kolejne lata.

Nic nie zakłóca spokoju życia

w cichym miasteczku na krańcu świata.

 Kalina Beluch



Zaszumiało (7) | Zostaw myśl

Magia książki

niedziela, 16 czerwca 2013 9:51
 
 
Witam cię kartek szelestem,
Tytułem na pierwszej stronie,
witam!
Bo po to przecież jestem,
Żebyś mnie ujął w dłonie
I czytał!
Kiedy jesz obiad - na zdrowie!
Gdy chcesz się bawić - baw się!
magia.jpg
Ja ci nie bronię!
Ale gdy chcesz mieć opowieść
O wszystkim, co najciekawsze -
Ja ci się skłonię!
Kiedy ci smutno będzie,
Kiedyś samotny, chory;
Bez przyjaciela -
Ja z tobą pójdę wszędzie,
Poprzez zimowe wieczory,
W kraje wesela
Będziesz wraz ze mną oglądać
Baśnie i cuda, i dziwy
Na końcu świata
Po niebie, po morzach, i lądach
jako te ptaki szczęśliwe
będziemy latać.
Nigdy ci się nie znudzi!
Wędrówki po każdej kartce
Nie są tak straszne.
Przygody innych ludzi.
Są przecież nie mniej warte
Niż twoje własne.
Ja cię bez trudu nauczę
Tego, co przydać się może
Choćby po latach paru.
Ja tobie słowem, jak kluczem,
Cudowny sposób otworzę
pałace czarów.
Edward Szymański
W tym roku pogoda nas nie rozpieszcza. Dlatego więcej czasu spędzam w moim fotelu przy oknie, z gorącą herbatą i książką. To ostatnio moja najlepsza przyjaciółka. Tak, tak zdecydowanie nie jestem statystycznym Polakiem, kocham czytać książki. A dzięki panującej na dworze aurze, zdecydowanie podwyższyłam średnią przeczytanych książek przypadającą na obywatela naszego kraju.
Kiedyś Lagerfeld wyznał w jednym z wywiadów, że książki są jak narkotyk, na szczęście nie istnieje tu niebezpieczeństwo przedawkowania. Potwierdzam to i nie żałuję, że też jestem szczęśliwą ofiarą książek.
Jestem książkomanką (czy jest na to może inne ciekawe słowo?) Od kiedy pamiętam czytam nałogowo, nieuleczalnie. Nawyk czytania wyniosłam z domu. Chociaż cała moja rodzina ma umyły raczej ścisłe, to miłością do książek zaraziłam się od mamy, nauczycielki matematyki. Chociaż pamiętam, że w szkole średniej, gdy trafiłam do nowego środowiska, miałam pretensje do niej, że nic nie wiem o Muminkach i Kubusiu Puchatku (w dzieciństwie nie mogła zrozumieć, jak ktoś może się zachwycać takim głupiutkim misiem).
Nie potrafiłabym przeżyć dnia, gdybym choć przez chwilę nie zajrzała do książki. Książka zawsze przyciąga mnie mocno. Ma w sobie magiczną silę, której nie mogę się oprzeć.
Czytam książki ponieważ wtedy zapominam o moich smuteczkach i wkraczam w świat gdzie wszystko może się zdarzyć . Uwielbiam wędrować przez jego ścieżki i wyobrażać sobie zakończenie, a później powiedzieć "no tak, rozwiązanie było proste" albo "takie nieprzewidywalne zakończenie nie przyszłoby mi do głowy" lub "tak! wiedziałam! "
Czytam nie tylko wtedy gdy mam dość życia w stresie, ciągłego spieszenia się gdzieś albo gdy jest zła pogoda...
Książka jest najlepszym przyjacielem człowieka. Siadam w fotelu i zatapiam się w świecie kogoś kogo tak naprawdę nie ma, a którego życie na pewien czas staje mi się bliskie.
 
Przyjaciel na całe życie
Nie trzeba wielkich mieć bibliotek,
by przyjacielem książki zostać.
Piękną oprawę, zdobną złotem,
tekturka nam zastąpi prosta.
Ale na pewno nie zawadzi
półkę codziennie wytrzeć z kurzu
milosc-do-ksiazek.jpg
i kilka książek tam zgromadzić.
A potem więcej. Sporo. Dużo.
Nie trzeba molem być książkowym,
grzbietu nad stołem ciągle schylać,
od kartek nie odrywać głowy
i książki w rękę brać co chwila.
Lecz w dzień powszedni czy w niedzielę
sam na sam z książką usiąść sobie,
witać się z nią jak z przyjacielem,
długo się bez niej nie móc obejść.
Nie trzeba bać się, że czasami
zmęczy nas książka albo znuży.
Bo ona chce pogadać z nami,
namówić chce nas do podróży,
pocieszyć chce, rozśmieszyć nieraz,
chce pożartować, bawić, uczyć
i kolorowy świat otwierać
czarną literą - cennym kluczem
Hanna Łochocka
Za Arturo Pérez-Reverte mogę powtórzyć:
„Książki są bramą, przez którą wychodzisz na ulicę. Dzięki nim uczysz się, mądrzejesz, podróżujesz, marzysz, wyobrażasz sobie, przeżywasz losy innych, swoje życie mnożysz razy tysiąc. Ciekawe, czy ktoś da ci więcej za tak niewiele. Pomagają też odpędzić różne złe rzeczy - samotność, upiory i tym podobne gówna. Czasem się zastanawiam, jak możecie znieść to wszystko wy, które nie czytacie."
To prawda.Dla mnie takie oderwanie się od świata to wspaniała terapia Książki pozwalają mi zapomnieć o tym co mnie ostatnio martwi, denerwuje.... A jest tego naprawdę sporo i bez tej odskoczni, którą jest książka, zapewne nie potrafiłabym przestać myśleć o tej mojej nieciekawej rzeczywistości. Książki były zawsze dla mnie kluczem do innego świata, dalekiego od szarej codzienności, gdzie zazwyczaj nic ciekawego mnie nie czeka.
"Każdy tom, ma duszę. Duszę swojego autora, a także duszę tych, którzy go czytali i o nim marzyli. Za każdym razem, kiedy książka przechodzi z rąk do rąk, kiedy ktoś nowy zaczyna ją czytać, jej duch rośnie i staje się potężniejszy."
Książki powinny być czytane, nie powinny ginąć w mrokach niepamięci, stojąc w najciemniejszym zakamarku i stopniowo znikać pod warstwą kurzu. Powinny żyć wiecznie, czekając na kolejnego czytelnika, który odda im część swojej duszy, w zamian zabierając też coś nowego dla siebie.
Dlatego jestem dumna z tego, że czytanie polubił mój starszy bratanek. Dokładnie pamiętam jak zamęczał mnie czytaniem jednej książeczki na okrągło. Małpoludek robił to specjalnie i tylko czekał na moją reakcję. Teraz sam pochłania kolejne tomiszcza. Potrafi całkowicie wyłączyć się i zatopić w swoim czasem fantastycznym świecie, do którego ja raczej nie zaglądam - zdecydowanie wolę to, co może zdarzyć się w naprawdę. Jest jeszcze młodszy bratanek, który kocha jak się mu czyta. Robię to oczywiście z ochotą, ale najpierw z elementarza musi mi przeczytać przynajmniej dwie strony. Teraz już sam mnie prosi, kiedy może mi poczytać. Chce mieć to już jak najszybciej za sobą, aby móc zasłuchać się w czytane przeze mnie opowieści, najchętniej historyczne lub związane z wierzeniami lub legendami.
Wyjście do biblioteki z mamą jest dla moich chłopaków jest jak święto. Niestety w ich przypadku książka ma poważnych rywali: komputer, konsole... Może jednak z wiekiem docenią piękno zwykłej książki.
Boję się jednak, że czy książka przetrwa w krzykliwej rzeczywistości, pełnej coraz to nowych elektronicznych wynalazków.
Uwielbiam usłyszeć szelest przekładanych kartek, poczuć świeżość nowej książki, zapach druku... Jednak zastanawiam się czy te stare nie pachną jeszcze przyjemniej. Niestety bardzo rzadko widzę kogoś, kto wącha książkę. Książka powinna pachnieć, szeleścić, być przytulana przez dziecko przed spaniem, które z ciekawie otwartymi oczami i zarumienionymi z emocji policzkami czeka na kolejne przygody swojego bohatera. Nie tylko dla niego książka jest tajemnicą i obietnicą wspaniałej podróży
Dobrze jest na parę godzin odciąć się od normalnego świata i zatopić w życiu bohaterów książek. Często przeżywając ich losy i próbując postawić się w ich położeniu, dochodzę do wniosku, że tak naprawdę mam dobre i udane życie. Czytanie rozwija wyobraźnię która z wiekiem maleje, a bez której trudno byłoby odciąć się od problemów, smuteczków dnia codziennego.
"Książki sprawiają, że opisywane w nich historie i wyrażone opinie stają się twoimi i po skończonej lekturze nie jesteś już tym samym człowiekiem, jakim byłeś, kiedy ją zaczynałeś. Bardzo inteligentni ludzie napisali niektóre z tych stron; i jeśli potrafisz czytać z pokorą, cierpliwością i chęcią uczenia się, nigdy się nie zawiedziesz. Nawet to, czego się nie rozumie, utkwi ci w jakimś zakamarku głowy i czeka, żeby kiedyś w przyszłości nabrać sensu i zmienić się w rzeczy piękne i pożyteczne.”
Literatura jest delikatną sztuką poruszającą problemy nas trapiące. Z książek można się wiele nauczyć o otaczającym nas świecie nawet wtedy, jeśli nie mamy z tym opisywanym światem fizycznego kontaktu. Nieraz po lekturze rozumiem bardziej pewien problem, wyrabiam sobie pogląd na jakąś sprawę. Uczę się życia, choć mam już swoje latka.
Dlatego z tego powodu nadal będę czytać zawsze i wszędzie. Nigdy nie będę walczyć z tym nałogiem, który mnie uspokaja i jest moją jedną z największych przyjemnością, chociaż, że przez niego zapominam o tym co jest moim obowiązkiem. Wolę jednak, aby to je pokrył kurz.
ksiazka.jpg
Wiersz o czytaniu"
Czytaj, by być pewnym siebie,
Czytaj, by być w siódmym niebie,
Czytaj, żeby więcej wiedzieć,
Czytaj, żeby jaśniej myśleć,
Czytaj, żeby poznać świat,
Czytaj, nieważne ile
masz lat.
Bo ludzie sukcesu dużo czytają,
Chociaż niby czasu nie mają.
Jak to robią? - powiem ci,
Cały sekret w tym też tkwi,
Że szybkiego czytania techniki poznali,
Więc czytali, czytali i
jeszcze czytali,
Aż się takimi mądrymi stali.
Na co czekasz? - pytam się
Na kurs już dzisiaj zapisz się.
Renata Czajęcka



Zaszumiało (15) | Zostaw myśl

Może ponownie za rok, za rok cały....

niedziela, 16 września 2012 6:36

Jestem, wróciłam.... Znów wszystko minęło zbyt szybko.

A przecież dopiero "wczoraj" jechałam do mojego ukochanego miejsca pozbierać kolejne wspomnienia, aby po powrocie do domu "zapasteryzować' je na kolejny rok.

Czy stale, co roku muszę jeździć w to samo miejsce? Przecież są inne zapewne jeszcze bardziej zachwycające miasta.

Ja jednak kocham to moje miejsce na ziemi. Każdą z jego ulic, kamieniczek, mostów..... Wszystko tu jest przesiąknięte moja miłością. I wiem, że chyba trochę z wzajemnością.

Chciałabym ubrać w słowa moje wrażenia z tej wyprawy, ale opisanie tego co widziałam, przeżyłam jest niemożliwe. Nie chcę, aby to co naturalne, żywe stało się sztuczne, nieprawdziwe. Nie wysyłałam nawet kartek pocztowych, bałam się, że pisząc ją pomniejszę to co na prawdę przeżyte. Przez pisanie nieraz zabijamy to co kochamy. A ja nie chce tego uśmiercać.

Tym razem postanowiłam chłonąć każdy widok, każdą chwilę, nawet kosztem tego, że mniej zobaczę. Jednak z każdejchwili chciałam wycisnąć przynajmniej dwie, nie roniąc przy tym żadnej kropelki.

Każdego ranka jechałam do miasta. Chciałam jak najdłużej wszystkiego posłuchać, skraść wszystkie kolory, poczuć zapach późnego lata. Zawsze siadałam na moich ławeczkach, a jest ich kilka w tym mieście, jadłam śniadanie i zatapiałam się w budzącym się mieście. Parzyłam jak wiatr delikatnie zapraszał resztki snującej mgły do tańca, a "skrzydlate anioły" rozwiewały srebrne szale na niebie, a wschodzące słońce stopniowo odkrywało całe piękno miasta. Gdy tak siedziałam i zachwycałam się, miałam wrażenie, że nigdy stąd nie wyjeżdżałam, że jakaś moja cząstka mieszka tu na zawsze uwięziona niczym duch pomiędzy ścianami domów, wtopiona między cieniami drzew....

Tak sobie siedziałam i nie zwracałam uwagi na mijający czas.

Czasem na ławeczkach obok przysiadali ludzie, ale zazwyczaj gdzieś się spieszyli. Nawet turyści nie zdążali nacieszyć się pięknem miasta. Wkoło było tylko słychać: szybko, presto, schneller, bystrieje.... Tacy turyści którzy zwiedzają byle jak, stale gonią do przodu. Nie widzą kolorów, nie czują smaków i zapachów. Ja tak nie potrafiłam. No cóż, mnie zupełnie nie interesują wycieczki typu: byłam, zobaczyłam...

To były cudowne dni, gdyby tylko udało się rozłożyć nad nimi parasol.

Te piękne, spokojne dni minęły zbyt szybko.

Wieczorem z ciężkim sercem żegnałam moje miasto. Słońce powoli stawało się czerwonym wspomnieniem ciepłych promieni na zachodzie za dachami domów, a wieczór zarzucał na domy szarą pelerynę. Za oknem w oddali gasły światła jedno po drugim. Patrzyłam na nie z lekkim smutkiem, bo właśnie zrozumiałam, że już zaczynam je wspominać. Ponieważ wrócę tu najwcześniej za rok, o ile los na to pozwoli, wiem że jestem skazana by śnić o tym miejscu i raz po raz odtwarzać jego wspomnienia w pamięci.

Często będę wracać myślami do tych miejsc. Nie chcę przyjąć do wiadomości, że życie toczy się tam już beze mnie. Powinno się ono zatrzymać w chwili mojego wyjazdu i czekać na mnie. Jednak z drugiej strony nie mogłabym za każdym razem odkrywać czegoś nowego, chociaż niektóre zmiany mnie rozczarowują, denerwują, zasmucają....

Dla tubylców wszystko zmienia się powoli, a dla mnie wszystko jest za nagłe....

Tak, tak.... Powinnam być szczęśliwa, że dane mi było je poznać, ponownie wędrować jego uliczkami, zatopić się w błękicie nieba, otrzeć się o jego piękno.

Przymykam oczy starając się zachować jego obraz na zawsze

 na karlowym moście
Ten most Karola
W niebie się kończy
Na grzbiecie kaczek
Cud pływający

Korowód świętych
Trąby wzniesione
Do Pragi wiodą
Mosty Karlowe!

I na swą stronę
Diw wielkie wieże
Most przeciągają
Szóste stulecie

Bada grunt włócznią
Strażnik praw miejskich
Swe nogi włożył
W wełtawski cebrzyk

I dwa szeregi
Świętych jak szpaki
Co narzekają
Na grzeszne światy

Przed każdym świętym
Stoi latarnia
Ten czyta księgi
Ów zbija sandał

U Nepomuka infuły
Wełtawy zielone wstęgi
Biskup palcem popycha
Małe statków muszelki

Franciszek rybom
Głosi kazania
Żeby słuchały
Cesarza pana

W berecie lwo
Warkoczem chmury
Błękitem ciągnie
Złote kopuły

I rankiem na rzece
Łuszczy się Praga
Niewiele święty
Jeszcze poprawia

Miasto na mieście
Praga na Pradze
Spiętrza się serce
Spiętrza tarasem

Mury zarosłe
Gęstym listowiem
Pną się do nieba
Tłustym aniołem

Chorały kopuł
Pod wieków parą
Grzmi w złoty kocioł
Ten praski barok

Jak na gobelinie
Pływają same
Zielone wyspy
Po Wełtawie
 
I tutaj muza
Mówi nam prosto
Że najważniejsze
Bracie rzemiosło

Że co po mitrze
Rzeźbionej brodzie
Kiedy jest ciasny
Sandał na nodze

Że najważniejszy
Jest bracie detal
Że krzywy cherub
Nie będzie leciał

Cherubom skrzydła
Wyciąć skrzydlacie
Trzeba samemu
Na swym warsztacie

I wielki wicher
Co w nich zaszumi
Spod naszej ręki
Ucieszy tłumy

Skaczą po świętych
Świateł Pragi świerszcze
Cherub na moście
Siadł jak na wierzbie

I prawie macha
Sobie nogami
I kaczek puszcza
Zielony kamyk

Skrzydła i loki
Wiosną rozwiane
I kufel z chmurą
Trzyma jak Pragę

jerzy harasymowicz


Zaszumiało (10) | Zostaw myśl

Nie tylko o ksiązkach

wtorek, 31 stycznia 2012 8:01
Książko, przyjaciółko wierna, miła
Tyś mnie wprowadziła w piękny świat bajkowy.
Wtedy poznałam Kopciuszka i Śnieżkę,
I krasnoludków wesołe rozmowy.
Dziewczynkę z zapałkami pana Andersena,
co marzła samotna w mroźny dzień zimowy
A gdy urosłam - przez morza i lądy
Tyś mnie prowadziła po szerokim świecie,
Przeżywałaś ze mną rozliczne przygody.
Pomnażałaś wiedzę, kraju urodę dałaś mi poznać
I miłość przyrody budziłaś we mnie.
Uczyłaś szanować wszystko co żyje.
A w ciemne wieczory, gdy cisza dokoła,
Na gwiazd miliony patrzyłam w zachwycie
Zadając pytanie - czy i tam są ludzie?
Czy jakieś inne istoty rozumne,
Prowadzą podobne do naszego życie.
Na wiele pytań dałaś mi odpowiedź,
I tyle podróży z tobą odbywałam.
Z tobą zwierzęta, ptaki i rośliny
I dalekie kraje poznawałam.
Choć już siwizna włosy przyprószyła.
Zawsze jesteś ze mną przyjaciółko miła.
Janina Gałczyńska

Ostatnio przeczytałam, że przyszłość naszych bibliotek rysuje się jednak niepewnie. W niektórych miastach obniżono planowane wydatki na biblioteki publiczne. Taka polityka nieuchronnie doprowadzi do likwidacji części bibliotek a co za tym idzie pozbawia możliwości korzystania z ich zasobów ludzi niezamożnych, którzy z powodu nieustannego wzrostu cen książek nie mogą pozwolić sobie na ich zakup.

To prawda, że teraz brakuje pieniędzy na wszystko i oszczędności szuka się wszędzie. Dlatego także i w mojej bibliotece księgozbiór jest stary a nowości jak na lekarstwo. Jednak jako stała i wierna czytelniczka zupełnie nie rozumiem, dlaczego akurat oszczędności szuka się w bibliotekach. Przecież książka nie jest tylko produktem handlowym, ale dobrem kultury, narzędziem oświaty. Brak nowych książek, czy likwidacja bibliotek, na pewno przyniesie długofalowe skutki, które odczuje całe społeczeństwo. A przecież i tak ponad połowa Polaków nie czyta książek, niewiele mniej  nie czyta nawet artykułów, opowiadań albo innych krótszych tekstów. Większość Polaków ma już teraz problemy ze zrozumieniem całkiem prostych tekstów pisanych. Stajemy się narodem analfabetów. Ludzie przestali czytać.

Dzieci cały dniami grają na komputerze, bawią się telefonami komórkowymi. Dorośli siedzą przed telewizorem lub Internetem.  Wszyscy mamy  problemy z pamięcią i koncentracją dłuższą niż minutę. .

A jak już czytamy, to najchętniej  korzystamy z bibliotek, zbiorów domowych oraz tych, co gromadzą nasi znajomi. Niechętnie kupujemy. Dlatego wszystkim powinno zależeć na podtrzymaniu a nawet rozwijaniu działalności bibliotek publicznych.

 Zawsze byłam i jestem bardzo wierną czytelniczką i chociaż teraz na czytanie mam coraz mniej czasu, to nadal staram się każdego dnia przeczytać parę stron. Dlatego teraz raczej czytam książki z serii lekkich łatwych i przyjemnych, które nie zmuszają mnie do myślenia, przy których umysł odpoczywa. Są to książki napisane prostym językiem, ale nie są  też pozbawione różnych mądrości. Czytam wszystko, to co mi się podoba w zależności od nastroju i prawdę powiedziawszy jestem trochę wybredna w wyborze książek. Rzadko pożyczam książkę w ciemno, gdy nie ma recenzji na okładce, no chyba, że znam już autora.

Taka książka, to dla mnie odskocznia, od problemów dnia codziennego, które nie oszczędza problemów i zmartwień. Minął właśnie kolejny zwyczajny i podobny do innych weekend. Po pracowitej jak zwykle sobocie w niedzielę zagłębiłam się w lekturę kolejnej książki.

Ciekawa książka potrafi mnie wciągnąć i najchętniej przeczytałabym ją jak najszybciej, kradnąc chwile, które powinnam poświęcić na coś innego.

Po prostu kocham czytać. Dlatego nie wyobrażam sobie, aby kiedykolwiek zniknęła moja biblioteka, a na jej miejsce powstał kolejny market, tak jak to się wstało w przypadku EMPIK-u. Na jego miejscu już od dawna funkcjonuje hala handlowa. Tak, co chwila kultura wypierana jest na dalszy plan, chociaż w 2016 jej stolicą ma być właśnie polskie miasto.

Zresztą nie tylko kultura traci swój obszar, na którym do tej pory panowała. Podobnie jest amatorskim sportem. Od wielu lat koło mnie istniała hala sportowa przede wszystkim dla dzieci i młodzieży. Nieraz na zajęcia  odprowadzałam tam mojego bratanka. Bo przecież wiadomo, czym skorupka za młodu…

Ale co widzę ostatnio? Hali już nie ma, a w jej miejscu  otwarty został kolejny sklep.

Coraz więcej miast nie ma pieniędzy na kulturę, sport amatorski…. Są pilniejsze wydatki. Trzeba przecież remontować budynki, drogi… Nie chcę nawet myśleć o tym co będzie jak zaczną zamykać kolejne szkoły, jak zapowiadają.



Zaszumiało (12) | Zostaw myśl

A w górach już późna jesień

piątek, 21 października 2011 19:36
Witajcie, kochane góry,
O, witaj droga ma rzeko!
I oto znów jestem z wami,
A byłem tak daleko!
 
Dzielili mnie od was ludzie,
Wrzaskliwy rozgwar miasta,
I owa śmieszna cierpliwość,
Co z wyrzeczenia wyrasta.
 
Oddalne to są przestrzenie,
Pustkowia, bezpłodne głusze,
Przerywa je tylko tęsknota,
Co ku wam pędzi duszę.
 
I ona mnie wreszcie przygnała,
Że widzę was oko w oko,
Że słyszę, jak szumisz, ty wodo,
Szeroko i głęboko.
 
Tak! Chodzę i patrzę, i słucham -
O jakżeż tu miło! jak miło! -
I śledzę, czy coś się tu może
Od kiedyś nie zmieniło?
 
Nic, jeno w chacie przydrożnej
Zmarł mój przyjaciel leciwy
I uschły dwie wierzby nad rowem,
Strażniczki wiosennej niwy.
 
A za to świeżym się liściem
Pokryły nasze jesiony
I jaskry się złocą w trawie
Zielonej, nie pokoszonej.
 
A za to płyną od pola
Twórcze podmuchy wieczności,
Co śmierć na życie przetwarza
I ścieżki myśli mych prości.
 
Witajcie, kochane góry,
O, witaj, droga ma rzeko!
I oto znów jestem z wami,
A byłem tak daleko!
Jan Kasprowicz
 

Kolejne urlopowe dni minęły szybko, chociaż za wszelką cenę starałam się zatrzymać czas. Wróciłam pełna barw i słońca. Chciałabym zachować w pamięci do następnego roku resztki kolorowej jesieni, zapach lasu i wiatru.

Zawsze jest tyle wspomnień, które chciałoby się zapamiętać, utrwalić... Wciąż mam pod powiekami te wszystkie odcienie żółci, czerwieni i brązów….. Kolory te zmieniały się tak szybko. Pewnie dlatego chciałabym je utrwalić i nie godzę się na ich przemijanie. Chcę zatrzymać jesienne ciepłe dni, przedłużyć czas kolorów i słońca.

Dla mnie październikowa jesień jest najpiękniejsza właśnie w górach. Dlatego przez ostatnie dni starałam się nacieszyć i nasycić tą niespotykaną paletą kolorów rozświetloną promieniami słońca na tle jasnego nieba.

Jesień w górach , to kocham najbardziej. Lubię te poranne mgły otulające drzewa, krzewy, domy, aby potem podziwiać również świat rozświetlony ostatnimi błyskami październikowego słońca.

Zza żółtych, czerwonych i brązowych koron drzew widać było błękit nieba. Jak dobrze, że październik w tym roku daje nam znowu jeszcze tyle ciepła.
Drzewa malowane są niespotykanymi w mieście ciepłymi kolorami liści, które spadając pięknie szeleszczą pod stopami. To najpiękniejsze jesienne dźwięki, ale nie tylko.

Trawa szemrała jeszcze świerszczami i konikami polnymi, którym udało się przetrwać pierwsze przymrozki. tak, tak, niektóre jeszcze grały.

Bóg stworzył piękno świata. I może właśnie w ciszy gór ludzie powinni żyć, pracować i zasypiać, a nie tylko walczyć o każdą chwilę, złotówkę… Kocham tą jesienną ciszę w górach z zachodzącym w tle za stokami słońcem.

Tak bardzo chciałam zatrzymać te ulotne chwile na zawsze, słuchając ostatniego koncertu świerszczy w tym roku

Te parę dni napełniło mnie pozytywną energią, szkoda tylko, że moja ochota do pracy, życia nie jest silniejsza….

Do tego resztki górskiej jesieni snują się jeszcze po moich kątach... Koniec ciepłej, pogodnej jesieni już za pasem, coraz mniej liści na drzewach, coraz mniej słońca, coraz dłuższe noce do tego z przymrozkami.

Chciałoby się powiedzieć „chwilo trwaj”. Niestety, codzienność jak zwykle puka do drzwi.

Trudno było mi jednak ponownie wdrożyć się w ten codzienny kołowrotek. Najchętniej w górach zostałabym na dłużej. Niestety wszystko co dobre szybko się skończyło i trzeba było wrócić do szarej codzienności. Bardzo nie lubię tych powrotów do pustego mieszkania. To mnie zawsze napełnia smutkiem.

Wiem jednak, że to uczucie mimie, że znowu chętnie po zwariowanym dniu w pracy będę wracała do siebie. Jednak teraz jakoś tak ciężko na sercu…

 

Pusto  w  górach 
Pusto w Górach jest jesienią,
Chociaż w dole życie wre.
Tutaj w górach tylko buki
Złocą się wśród innych drzew.
 
Gdzieś w dolinę schodzą ślady
Ktoś niedawno siano zwiózł
Na polanie pozostały
Trzy ostrewki puste już.
 
Chodźmy wyżej, popatrzymy
W zarośniętą stawu twarz.
Może dojrzysz poprzez trzciny
Na dnie gdzieś zbójników skarb.
 
Już niedługo spadną śniegi
Staw pogrążą w śnie głębokim
Słuchaj, może w szelest liści
Wplotły się już zimy kroki
 
A w szałasie jeszcze ciepło
Może watra gdzieś się tli.
Jeszcze przecież gryzie w oczy
Jałowcowy ostry dym.
 
Może tutaj spotkasz szczęście
Co gdzieś pod gontami śpi
Szczęście które wspomnisz nieraz
Jak i te jesienne dni...
znalezione w Internecie


Zaszumiało (14) | Zostaw myśl

Czekam na list w kopercie....

niedziela, 20 lutego 2011 8:31

 Ludzie listy piszą" ; kiedyś tak śpiewano,
Gdy ceniono papier, pióro i atrament.
Kunsztem było piękny, czuły list napisać,
Tworząc go w skupieniu oraz błogiej ciszy.
Serce kształtowało myśli na papierze,
Umysł stał na straży, by się błąd nie szerzył
A charakter pisma znaczył bardzo wiele,

Gdyż wysiłek ręki czynił arcydzieła.
Wszystko z namaszczeniem skrzętnie powstawało,
Znaczek wraz z kopertą dopełniały całość.
Ileż to emocji się rodziło w duszy,
Kiedy człowiek z piórem do ataku ruszał,
Zaś oczekiwanie na odpowiedź było
Tak ekscytujące, jak największa miłość.
Łzy się cisną w oczy, serce żałość ściska;
Listy to już przeszłość - bo klikanie bliższe.
Znalezione w Internecie

Niedawno minęły Walentynki, święto zapożyczone, ale już dobrze rozpowszechnione w naszym kraju.

 Wysłaliśmy tysiące smsów, maili…. 

Niestety w dobie powszechnego używani najnowszych środków techniki zanika piękną tradycja pisania listów.

Napisanie i wysłanie listu lub zwykłej pocztówki to czynność, która pochłania nam za dużo czasu. Trzeba przecież kupić ładny papier listwy lub widokówkę, musimy przypomnieć sobie o zasadach kaligrafii i ortografii, nakleić znaczek, poszukać skrzynki pocztowej na zwykłe listy…. Zajmuje nam to dużo więcej czasu niż napisanie smsa lub maila, zwłaszcza, że dodatkowo jeszcze musimy wyjść z domu.. . A czasu mamy teraz niestety coraz mniej na osobisty kontakt z innymi ludźmi.

Współczesna technika poszła tak do przodu, że mamy wiele urządzeń ułatwiających nam komunikowanie się.  Mamy telefony, które nosimy cały czas przy sobie, więc w każdym momencie jesteśmy dostępni dla innych, możemy rozmawiać przez Internet, zamiast listów które długo pocztą do kogoś szły, teraz mamy maile, docierające w jednej chwili.

Tradycyjny list został wyparty mailami i smsami.

Najwygodniej i najszybciej jest więc wklepanie zwięzłego tekstu składającego się ze 160 znaków.

Nie ma co ukrywać, przyzwyczailiśmy się do wygód i zwykłe lenistwo popycha nas do korzystania najprostszych form komunikowania się. Nie mamy czasu, ani nawet ochoty, aby usiąść za biurkiem z piórem lub długopisem nad kartką i przelać swe myśli na papier.

Z żalem stwierdzam, że zapominamy o pięknych listach z duszą, wysyłanych w zwykłych kopertach.

Kto dziś już pisze listy ze znajomymi, nie wspominając już o osobach, których nigdy się nie spotkało? A przecież właśnie kiedyś tak było.

Lucy Maud Montgomery, autorka przygód mojej ulubionej rudej Ani,  nawiązała kilka korespondencyjnych przyjaźni. Przez wiele lat wymieniała listy z osobami, których praktycznie nie znała osobiście.

Jednym z moich ulubionych filmów jest 84 Charing Cross RoadAnthonyn Hopkinsem i Anne Bancroft. Za każdym razem wzruszam się oglądając długoletnią historię przyjaźni przez ocean filmowej Helen z Frankiem. Przez około 20 lat łączy ich coś więcej niż przyjaźń, chociaż nigdy się nie spotkali.

list

Czekam na list napisany na kolorowym papierze,

Wysłany w pachnącej kopercie.

Może wsunie go pod drzwi listonosz

Lub podrzuci gołąb na balkonie

A może przypłynie na fali w butelce

Wiem, że będzie z daleka,

A słowa będą przeznaczone tylko dla mnie

I zostanie ze mną na zawsze

Z czasem pożółknie,

Razem ze mną się starzeje….

Na szczęście czasem dostaję jeszcze takie listy doręczone przez listonosza. Moje listowne przyjaźnie trwają już kilkanaście lat, chociaż do tej pory nie udało mi się spotkać większości adresatów moich listów.

Dlatego za każdym razem cieszę się, kiedy nieraz plik listów ciekawie wyziera z mojej skrzynki pocztowej. Zabieram je zawsze z radością do domu.

A tam na stoliku czeka już nożyk do dobrych i złych wiadomości. Przez lata otworzył ich już tysiąc. Listy od rodziny, koleżanek ze szkolnej ławy, przyjaciół z zagranicy. Czasem są to przesyłki urzędowe, rachunki….Tak, tak ten nożyk pamięta wiele wiadomości, o których pewnie ja już nawet zapomniałam.

Jest to wspaniała rzecz czekać z niecierpliwością na list, jednak najbardziej lubię

 ten moment, w którym otwieram kopertę i czytam pierwsze słowa listu, a czasem także znajduję oprócz kartki zapisanego kolorowego papieru coś jeszcze... Kolorową pocztówkę z wakacji, ręcznie wyszywaną serwetkę, broszkę lub kolejny kalendarz na Nowy Rok z pięknymi zdjęciami do mojej kolekcji.

Dobrze jest dostawać jeszcze takie piękne listy z duszą, które już nie mieszczą się u mnie na półce. Cóż, czas poszukać dla nich dodatkowe miejsce. W listach jest zaklęty czar, zwłaszcza już tych pożółkłych...



Zaszumiało (16) | Zostaw myśl

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Przemknęło:  404 923  

Ziarenka myśli

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Przeminęło z wiatrem?

Czy to ja??????

Dziewczyna po lepszej (?) stronie życia
Staram się być optymistycznie nastawiona do świata i ludzi, szukać dobrych stron życia choć w moim życiu nie brakuje trudnych chwil.

O moich stronkach

Piszę więc jestem

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Tropiciel myśli

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Gołąbek pocztowy

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Przemknęło

Zajrzało: 404923
Zostawione myśli
  • liczba: 491
  • komentarze: 4610
Galerie
  • liczba zdjęć: 98
  • komentarze: 45
Liczba uśmiechów: 2598
Szumię : 4139 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Kobieta