Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 897 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


W Nowym Roku

sobota, 14 stycznia 2017 13:52

nadzieja.jpgNowy Rok
Kiedy nadchodzi Nowy Rok
Żegnamy stary Rok
I wspominamy najlepsze chwile
Chwile smutku i rozpaczy
Chwile radości i miłości
Kiedy stary rok przemija
Każdy z nas staje cię starczy o jeden Rok
Każdy się zastanawia jaką nowinę niesie Nowy Rok
Myślą że szczęście
Toast wznoszą życzenia wypowiadają
Wspaniałą radością
Szampanem popijają
Aby szczęściu dobrze się wiodło
Aby szczęście o nas nigdy nie zapomniało
Bawią się do samego ranna
Aby nie przespać całego rocznego ranna

Sobiech Piotr

Nawet się nie obejrzeliśmy, a minął kolejny rok w naszym życiu. Znowu otworzyliśmy drzwi, aby Nowy Rok mógł rozgościć się w naszym domu. Jednak dla mnie ta zmiana w kalendarzu jest prawie niezauważalna. To zapewne dlatego, że mój zegarek zdecydowanie zwolnił i pokazuje inną godzinę niż wszystkie pozostałe. To nie jest czas, w którym powinnam się zatrzymać.Od dawna nie biegnę już za uciekającym światem, a chciałabym Moje liczne starania niestety przynoszą niewielki skutek. Może, jak sądzą inni, powinnam bardziej się postarać? Ale co oni mogą o tym wiedzieć? Nie zdają sobie bowiem dokładnie  sprawy z mojej sytuacji. A przecież często napotykamy przeszkody, które z jakiś powodów nie da pokonać. I tak jest w ze mną.

Każdy może przyznać, że w naszym życiu są sprawy,  na które nie mamy żadnego wpływu, są zupełnie od nas niezależne. Dlatego dni, tygodnie, a nawet miesiące upływają bez mojego udziału. Tak właśnie jest teraz ze mną.

Dla większości z nas moment wyrwania ostatniej kartki z kalendarza wydaje się magiczny. Jakby zmiana daty, roku w cudowny sposób miała przynieść upragnione zmiany w życiu. Potrzebujemy takich symbolicznych, granicznych momentów w życiu. Nowy rok ma nas motywować, abyśmy zaczęli działać jeszcze skuteczniej. A przecież pierwszego stycznia jesteśmy nadal tacy sami. Po sylwestrowej nocy jak co roku wracamy do domu i starych przyzwyczajeń.

Często nadzieje wiążące się z nowym rokiem pryskają dlatego, że zbyt dużo nadziei pokładamy w działaniu losu czy przeznaczenia, a zbyt małą odpowiedzialność bierzemy za swoje własne działania

W Nowym Roku mam zatem tylko jedno życzenie: niech znajdzie się dobry zegarmistrz, który naprawi mój zegarek, abym już nie pozostawała tak bardzo w tyle.

Zegarmistrz Światła

A kiedy przyjdzie także po mnie,
Zegarmistrz Światła purpurowy,nowy rok2.jpg
by mi zabełtać błękit w głowie,
To będę jasny i gotowy.

Spłyną przeze mnie dni na przestrzał,
Zgasną podłogi i powietrza,
Na wszystko jeszcze raz popatrzę,
I pójdę, nie wiem gdzie – na zawsze.

No nie całkiem. Chciałabym, aby zegarmistrz zabrał mnie tam, gdzie zegary nadążają i nie spóźniają się. 

Czy tak właśnie będzie w roku, który w Chinach jeszcze w styczniu, zaczyna się pod panowaniem Koguta?

No nie wiem….

Rok Koguta niesie niezłe perspektywy dla osoby urodzonej pod znakiem Konia (to ja). Jednak wiadomo, że Koń i Kogut, choć w pewnych kwestiach są do siebie bardzo podobne, nie zawsze dobrze się dogadują. Dlatego  człowiek urodzony w roku Konia będzie musiał w 2017 ciężko pracować, aby osiągnąć zamierzony cel, nie może więc liczyć na lekką i łatwą pracę.

Kogut wstaje rano jako pierwszy i budzi domowników swoją energią i entuzjazmem. Czas brać się do pracy – zdaje się mówić. I tak właśnie wszyscy powinniśmy zrobić. Może i ja też?

Koń powinien w tym roku dokładnie przygotować się do każdego zadania i w rezultacie zmienić to i owo, by poprawić swój los.

Zatem Koń nie będzie miał łatwo w tym roku, lecz nie powinien się poddawać. Jego siła i zaangażowanie zostaną w końcu docenione – choć raczej nie w tym roku.
Dlatego postaram się zmobilizować, aby pod koniec roku móc przyznać, że kończący się rok był faktycznie lepszy od poprzedniego. A mój zegarek nie będzie się już spóźniać

nowy rok3.jpgZegary
Tiknął-taknął zegar stary:
„Prześcignęły mnie zegary,
bo ja z winy złej sprężyny
spóźniam się o pół godziny.”

„Tik-tak-tak! – odpowie budzik. –
Niepotrzebnie się pan trudzi,
bo mój dzwonek wieści dzionek
jeszcze wcześniej niż skowronek.”

Władysław Broniewski



Zaszumiało (9) | Zostaw myśl

To już 10 lat

piątek, 27 maja 2016 11:25

10 urodziny.jpg

 

Dziś 10 kończę lat
i marzę, aby przede mną był cały świat! 

Dziś są moje urodziny
nie chce mi się wierzyć, że piszę tyle lat.
 

Dziś są moje urodziny
Ktoś napisze, wpadnie ktoś

Za życzliwe każde słowo
stokrotnie dziękuję

a we wtorek zapraszam na imieniny

 

imieniny.jpg

 

 

 



Zaszumiało (9) | Zostaw myśl

Polacy nie gęsi

piątek, 20 maja 2016 10:44

łąka.jpg

W zieleni łąka majowa
gdzieś w trawie świerszczyk się schował.
Nastroił skrzypce maleńkie
gra dla mamy piosenki.
 

W zieleni łąka majowa,
już od stokrotek różowa.
A od stokrotek błękitna,
wszystkie kwiaty zakwitły.

znalezione w Internecie

Przyszedł maj i rozgościł się u nas na dobre. Świat się zazielenił, zakwitły kasztany, pachną bzy, maturzyści zdają egzaminy dojrzałości. Maj przyniósł nam z wiosennym powiewem swoje niepowtarzalne zapachy.

Choć czasami jeszcze słońce schowane jest za chmurami, to jest ciepło. Nareszcie można podziwiać wiosnę w pełnej krasie i kolorach. Chce się żyć w zgodzie z naturą, jej swoim ojcem rytmem prawami. Chce się podziwiać wszechobecną królewnę Wiosnę. To ona waz z królem Słońce potrafi ogrzać, rozweselić, rozświetlić świat. Nawet majowe powietrze jest inne. Takie świeże, przejrzyste, pachnące, kojące....

Wiosna, maj …i jakoś tak mi cieplej na duszy, ale czy lżej?

Nic nowego. Co roku to samo.

Jednak niezmiennie o tej porze w maju nie mogę wyjść z podziwu, jak niedościgniona w swym uroku jest przyroda.

Właśnie niedawno w Internecie znalazłam wiersz, który mówi o tym, co sama chciałabym napisać.

 

Kocham maj za leżenie w trawie…

Za dmuchawce…za wiatru taniec…

Za zieloną lasu sukienkę,

laka_trawa.jpgZa wieczorną słowika piosenkę…

Kocham maj za słońca promienie,

Za bzy dzikie, jaśminu westchnienie,

Złotem kipiące pola rzepaku

Zakochanie, rozśpiewanie ptaków…

Kocham maj za kwiatów naręcze

Za szum deszczu i burzę i tęczę

Za motyle w głowie i zieleń….

Za co jeszcze? Sama tego nie wiem. …

Piękny wiersz. Czasami żałuję, że nie potrafię tak pięknie przelewać swoich myśli, uczuć na papier, tworząc z nich wiersze. Dlatego zazdroszczę każdemu, kto taki dar posiada.Od zawsze każda wypowiedź, zwłaszcza ta ustna, przysparzała mi wiele kłopotu i stresu. Nie lubiłam i nadal nie lubię odzywać się w większym gronie ludzi.
Jedno jest tylko zastanawiające.... Przez parę lat uczyłam w szkole i naprawdę kochałam ten zawód.
W szkole jednak zawsze miałam problem z językiem polskim.
Teraz ze smutkiem stwierdzam, że prawdziwy język polski, który został ukształtowany na przestrzeni wielu lat i którym z dumą posługiwali się nasi przodkowie, w rzeczywistości zanika. Oczywiście nie zanika samo mówienie nim. Zanika piękno naszego języka.Obecnie jest on poprzetykany angielskimi słówkami, które, na co dzień wtrącamy do zdania. Niektóre z nich już na dobre usadowiły się w naszych słownikach.A zapewne z czasem stopniowo przygarniemy resztę ich angielskich przyjaciół. Słowa "weekend", „sorry”, „please” nie robią już na nas wrażenia. Część polskiej młodzieży jest obecnie praktycznie dwujęzyczna. Oprócz oczywiście polskiego , biegle mówi po angielsku. Trochę się obawiam powolnego, ale jednak, zaniku naszego języka, wyparcia wielu słów przez ich, często krótsze, angielskie odpowiedniki.
Nawet takiego wiersza nikt już chyba nie napisze

 

Wiosna nim miłym dżdżem

ziemię poleje,

Zwyczajna wiatrem tęgim

naprzód wieje.

łąka baĹźant.jpgZ ciepłych ptaszęta

krajów przylatują,

Wnet nam głosami swymi zaśpiewają.

Kaczek, żurawi, gęsi

wnet się jazda

Powietrzem puści,

zwiją sobie gniazda.

Wylęgą jaja

i napłodzą dzieci,

z których ze starymi

i młody poleci.

 Ł.Baranowicz

Młodzież chętnie uczy się nowych słówek, ale niestety zapomina lub wręcz nigdy nie słyszało o pięknych, polskich słowach.
Uświadomiłam to sobie ostatnio, gdy mój Kajtek czytał "Przygody Tomka Sawyera" . Wszyscy z naszego dzieciństwa pamiętamy tą książkę. Należy ona do tych lektur, które zapadają w pamięć na zawsze. Jeszcze dziś przed oczami mam przygody Tomka. Teraz jednak nowe, współczesne tłumaczenie tej książki jest inne.Zdania są proste, opisy krótkie, słownictwo uwspółcześnione. Tomek np. nie podążą, ale idzie, nie maluje już parkanu, tylko płot. Spytałam więc mojego bratanka, czy wie co to znaczy słowo "parkan" . Niestety nie wiedział.
Cóż czasem nawet najlepsza klasyka domaga się od czasu do czasu unowocześnienia. Przecież od pierwszego polskiego tłumaczenia „Przygód Tomka Sawyera” minęło ponad 90lat. Już w tym wieku powstało kilka nowych przekładów. Żałuję tylko, że niedługo nie będzie już śladu po wielu pięknych wyrażeniach: farelka, kanka, szaber, onegdaj, urwipołeć, safanduła, harmider, galimatias, dyrdymałki, podfruwajka, wszelako, przeto, wtrynić, rozbisurmaniony, ścichapęk.... Długo można jeszcze tak wymieniać. Jednak, czy wszystkie na pewno mają swoje korzenie w naszym języku? Nieważne.... Szkoda mi tylko, że zanikają.
Może warto o nich pamiętać, bo inaczej pozwolimy im sczeznąć.
Zastąpią je bowiem nowe. ale czy lepsze?

łączka.jpg

w moim barbarzyńskim języku
kwiaty nazywają się kwiaty
i o powietrzu mówię powietrze
i stąpając po kostkach bruku
obcasami wystukuję
bruk bruk bruk
i mówię kamień tak miękko
jak gdyby kamień był aksamitem
i wtulam twarz w twoją szyję
jak gdyby rosło tam ciepłe futro kota
i kocham
mój barbarzyński język
i mówię: kocham

Halina Poświatowska

 



Zaszumiało (8) | Zostaw myśl

Zrób się na szaro?

poniedziałek, 30 listopada 2015 13:50

szare-drzewo.jpg

SZARA GODZINA

Szare niebo za oknem.
Szare drzewa w sadzie.
Szary deszcz się na wszystkim
szarą mgiełką kładzie.
Szary piesek pod piecem
krótką pali fajkę
i szaremu kotkowi
prawi długą bajkę
o małej, szarej myszce,
która siedzi w norze
i wcale w ten dzień słotny
na dwór wyjść nie może.

E. Szelburg-Zarembina

anemiczny, apatyczny, banalny, bez polotu, bez wyrazu, bezbarwny, bezpłciowy, blady, byle jaki, cichy, ciemnawy, codzienny, czarno-biały, deszczowy, dżdżysty, gołębi, grafitowy, jeden z wielu, jednakowy, jednostajny, ledwie widoczny, lichy, maluczki, mało urozmaicony, mało wyrazisty, mało znaczący, mdły, melancholijny, mglisty, mgławy, miałki, mierny, mizerny, monotonny, mroczny, mysi, nachmurzony, nieatrakcyjny, nieciekawy, nieczysty, nieefektowny, nieinteresujący, niejasny, niemrawy, nienadzwyczajny, nieokreślony, niepozorny, nieskomplikowany, niespecjalny, nieszczególny, nieszczęśliwy, nieśmiały, nietreściwy, nietrudny, nieurozmaicony, nieważny, niewydarzony, niewymyślny, niewyraźny, niewyróżniający się, niewyszukany, niewyzywający, niezajmujący, niezdecydowany, niezłożony, niezmienny, nijaki, normalny, nudny, nużący, obojętny, ocieniony, ołowiany, osowiały, otępiały, papierowy, płytki, pobrudzony, pochmurny, pod zdechłym psem, podrzędny, pogrążony w mroku, ponury, popielaty, pospolity, pośledni, powalany, powierzchowny, powszechny, powszedni, powściągliwy, prosty, prozaiczny, przeciętny, przyciemniony, przygaszony, przygnębiony, przyziemny, pusty, rozmazany, rutynowy, siwy, skromny, smętny, smutny, , spłowiały, spospoliciały, spowszedniały, stalowy, stały, standardowy, statystyczny, stereotypowy, szablonowy, szeregowy, sztampowy, średni, tani, , tradycyjny, truistyczny, trywialny, tuzinkowy, typowy, ubogi, ubrudzony, umiarkowany, uśredniony, utarty, utytłany, uwalany, wyblakły, wypłowiały, wyświechtany, wytarty, zabrudzony, zachmurzony, zacieniony, zamazany, zamglony, zanieczyszczony, zaplamiony, zasmarowany, zasmucony, zbielały, zdawkowy, zgaszony, zgnębiony, zgrzebny, ziemisty, zmatowiały, zwyczajny, zwykły....
Jednym słowem SZARY czyli , barwa uzyskana przez połączenie bieli i czerni.
Szarość symbolizuje monotonię, pospolitość w przeciwieństwie do barwności, koloru, które kojarzone są z barwami czystymi. Dlatego potocznie szarość oznacza brak koloru, nijakość. Także niektórych ludzi nazywa się "szarą myszką".

 

Szara myszka

Jedna szara myszka mała
Drugiej w uszko wyszeptała:
Kolorową chcę być myszką,
Szary kolor to nie wszystko.
Szary ogon, szare uszka,
Szary puszek i poduszka,

szara_myszka.jpg

Szary myszor i myszątka...

Strasznie szaro w naszych domkach.

Pójdę, bo poszukać muszę

Z kolorową farbą puszek.

Pomaluję sobie uszka,

Nosek, ogon i poduszkę.

A gdy świat się z kolorowi,

Wszyscy będą tęsknić znowu

Za najszarszą z szarych myszek

Co to o niej wiersz ten piszę. 

Sylwek Szweda

 Jaka jest "szara myszka"?
Nudna, niepozorna, bojaźliwa, często samotna. Niepotrafiąca i niechcąca wyrażać siebie i swoich życiowych przekonań.
Nie wyróżnia się, nie zabiera głosu (przecież i tak nikt by jej nie usłyszał), jest spokojna, zamknięta w sobie, środek sali, ulicy zdecydowanie nie jest dla niej. To ktoś niepewny siebie, ktoś kto nie zna własnej wartości i nie wierzy, że może kierować swoim życiem. Boi się tego, co ludzie powiedzą, pomyślą. Często ulega wpływom i choć ma własne zdanie, to nie ujawnia go z obawy przed reakcją innych.
Szarą myszą zostaje często osoba nietypowa lub po prostu niepopularna, która nie potrafi się przebić na tle znajomych ze swoimi zainteresowaniami, poglądami czy stylem bycia. Woli podporządkować się reszcie lub być zupełnie obok niej.
"Nie lubię się wyróżniać" - to jej motto i tym samym sposób na życie. Szara myszka woli nie zwracać swoją osobą uwagi, niepotrzebnego zamieszania.
Szara myszka stara się innym nie zaprzątać głowy, nawet jeśli ma problemy i naprawdę potrzebuje pomocy innych. Mało kto zwraca na nią uwagę, bo przecież jest jak powietrze. Nawet jak jest, to i tak jej nie ma. I co czasem bardzo niedobre – tak chce być traktowana. Bywa też tak, że w głębi duszy chciałaby zaistnieć w danym kręgu osób, ale niestety nieśmiałość czy inne powody im to uniemożliwiają. Czasem „szare myszki” same usuwają się na boczny tor, o którym każdy zapomniał i do którego nikt nie zagląda.
Dla mnie "szara myszka” to trochę denerwujące wyrażenie. Fakt, chociaż nikogo nie obraża, ale niesie w sobie coś nie do końca pozytywnego. Odbiera się owej osobie jakiegokolwiek „kolorytu”, tym samym czyniąc ją „niczym”.
A przecież tak nie jest. Wiem to dobrze. Sama przez całe życie jestem taką szarą myszką. Były jednak takie chwile, gdy starałam się je ubarwić, a raczej nie życie, tylko ubiór... W liceum nosiłam kolorowe słoneczno - landrynkowe swetry zrobione jeszcze przez moją Babcię. Na studiach do wszystkiego nosiłam czerwone dodatki: rękawiczki, czapki, torebki......
Jednak w środku cały czas dominował i dominuje kolor szary.
Czasem więc zadaję sobie pytanie : co ja tutaj robię?
Żyję przecież w XXI wieku, w dobie cyfryzacji, nowych technologii.... Świat to globalna wioska, gdzie skraca się dystans między ludźmi. Niestety wiąże się to również z wyścigiem szczurów, z samotnością, z walką o własne dobra, o siebie samego, o swoje poglądy. Czasem mi się wydaje, że nie mam predyspozycji do tego, aby sobie w tym świecie poradzić. Przecież z taką osobowością można się zagubić w takiej rzeczywistości.

szara.jpgMały szary człowiek

Mały szary człowiek
taki szary jak poniedziałek po niedzieli
szary jak szara mysz na szarym polu
dowolnie sortowany magazynowany
i sprzedawany hurtownie oraz krążący
w obiegu detalicznie jako jeden z detali
detal właściwie zbędny o wiele bardziej
zbędny od cyfry pod która jest zapisany
zapłonął wielką miłością.

Elżbieta Wojnowska

Co jednak, jeżeli właśnie owa „szarość” jest sposobem na normalne życie i przezwyciężenie przeciwności losu?
Często szare myszki radzą sobie lepiej niż inni! Strategia „bycia szarą myszką” daje czasem przewagę i święty spokój. Nikt się jej nie obawia, nie czuje w niej konkurencji. jej nie dotyczy walka o stołki, wielkie podboje, ale i związane z tym wielkie upadki. Ona w tym czasie spokojnie może robić swoje.
Szare myszki swoim usposobieniem chronią siebie przed niepowodzeniami, bólem... „Szare myszki” swoim usposobieniem chronią same siebie przed złem, niepowodzeniami, wstydem, czy bólem. Maskują jak kameleon. Przystosowują do otoczenia, ale jednocześnie nie tracąc przy tym własnego ja.
Swoją wiedzę czy przemyślenia wolą zachować dla siebie.
Szara myszka także ubiór traktuje nieraz jako sprawę indywidualną, często w sprzeczności z panującą modą. . Bywa, że prezentuje wyjątkowo oryginalny styl czy sposób bycia.
Przypominają wszystkim „szczurom w wyścigu”, że czasami łatwiej być „szarym i zwyczajnym”, niż „szalonym i kolorowym”.
Czasem zaskakują, gdy zdejmują maski i ukazują prawdziwą naturę.
Zwłaszcza teraz kolor szary jest modny tej jesieni .Kolor szary rządzi na ulicach całego świata. Jest to jeden z ulubionych kolorów Diora. Kolor szary nie musi być monotonny i nudny. Jest kolorem ponadczasowym i świetnie sprawdza się w każdej sytuacji. Często szary mylnie jest określany jako kolor nijaki. Jest wiele odcieni szarości i dzięki odpowiedniemu połączeniu szarości możemy stworzyć bardzo wyrazistą stylizację.
Szary kolor opanowuje miasta i wioski. Nie boi się konkurencji. Ani kolorowych, ani błyszczących dodatków
A w Polsce jest szczególnie modny.Polska jest w czołówce państw z naszej części Europy, w których pracuje się bez umowy.
Czy zatem warto być modnym i zrobić się na szaro?

 

Szara godzina.

Jesienną porą, o szarej godzinie,
Nic tak nie lubię jak ogień w kominie.
Widok tych jego złocistych płomieni
Coraz to zmiennych światełek i cieni,
Kiedy na pokój padają wśród zmroku,
Pełen jest dla mnie dziwnego uroku...
I lubię śledzić iskierek tysiące, 
szary.gif

 

I porównywać je z dolą mą własną,
Z snami co były jak one błyszczące,
A dziś, jak one, blednieją i gasną...
I tak mi wieczór jak chwilka przeminie,
Ot patrząc sobie na ogień w kominie.
A gdy już tylko na czarnem polanie,

 

Garstka popiołu lub węgli zostanie,
Nie wiem dlaczego, tlejące te szczątki,
Zdają się dla mnie być drogie pamiątki,
Niby odblaski wspomnienia lat dawnych,
Chwil często smutnych, czasami zabawnych...
A gdy tak siedzę, i tęsknię, i marzę,
Myślą wracając w rodzinne zacisze,
Widząc pomarłe od dawna już twarze,
Słuchając głosów, co już nie usłyszę,
Nieraz mi wolno po licu łza spłynie,
Ot, patrząc sobie na ogień w kominie...
Szembekowa

 



Zaszumiało (2) | Zostaw myśl

Oczywiście, że herbata....

poniedziałek, 27 lipca 2015 15:23

Herbata

mam swoja herbatę
już od lat
jedynąkawa.jpg
pijam ja od święta
z cytryną
i odrobiną
słodyczy waniliowej liany
czuję
nastrój przychodzi
ciepłym aromatem
znad
wschodniej porcelany
i płyną obrazy
jak fatamorgany
nirwana lotosem
zakwita na twarzy
woda bulgoce
herbata się parzy...
monsun dobrych myśli
wspaniale się marzy!

Znalezione w Internecie

Lipiec, zazwyczaj bywa niespokojny, jednak  w tym roku jest wyjątkowo kapryśny.  Za oknem albo leje się żar z nieba, albo płyną gwałtowne potoki wody. W moim ogrodzie kwiaty szybko przekwitają pod wpływem wysokiej temperatury lub tracą  płatki z każdym silniejszym porywem wiatru. Taka pogoda mnie przygnębia. Dla poprawy nastroju potrzebuję przede wszystkim odrobiny kofeiny.

Dlatego mój dzień w pracy, zwłaszcza, gdy za oknem jest szaro i buro, zaczyna się zazwyczaj standardowo od dialogu

progi-raju.jpg

– Pijesz tylko herbatę?

   Nie potrzebujesz kawy, aby

   stanąć na nogi?

– Nie piję kawy - odpowiadam

– Jak to, tak wcale?

– Wcale

– Dlaczego przestałaś pić kawę?

– Nigdy nie zaczęłam.

–Nigdy? To niemożliwe. Ale dlaczego? Nie smakuje ci?

Dobre pytanie. Właściwie dlaczego nie znam praktycznie smaku kawy?

Owszem lubię zapach kawy o poranku, ale żeby ją pić? Do tego nie dałam się przekonać. Po co? Tak naprawdę nie mam ochoty się uczyć rozpoczynać dzień od tego napoju.

Od lat obserwuję rano ludzi. Są zaspani, nieprzytomni, nie odpowiadają jasno na pytania…. Stoją w kolejce do ekspresu, a w głowie kołacze im jedna myśl – jak najszybciej zaczerpnąć choć łyczek z tego czarnego źródła kofeiny. A ja, chociaż mam niedociśnienie i jak najbardziej wskazany byłby taki zastrzyk porządnej kofeiny, spokojnie piję herbatę i cieszę się, że nigdy takie uzależnienie mi nie grozi. A nawet, gdy potrzebuję mobilizacji do działania, to herbata stawia na nogi bardzo skutecznie.
Tak wiem, że niektórzy mogą pomyśleć, że rzadko można spotkać taki okaz jak ja, który praktycznie nie zna smaku kawy.

Herbata jest jednak nieodzownym towarzyszem mojego życia. Nie zdarzyło się jeszcze, abym była tak zajęta, abym nie miała czasu nawet napić się herbaty.

201838_filizanka_herbaty_bukiecik_stokrotek_ksiazka.jpg

Herbatę piję gdy:

- zaczynam rano dzień,

- jestem w pracy,

- czytałam książkę,

- rozmawiam dłużej przez telefon,

- zmarznę zimą,

- na dworze jest gorąco,

- ma padać deszcz, pada lub padało.

- nie wiem co ze sobą zrobić (chociaż takie chwile prawie się nie zdarzają).

Jednak, gdy tak obejrzę się wstecz i przypomnę sobie mój pierwszy kontakt z herbatą w przedszkolu, to dochodzę do wniosku, że jej nie cierpiałam. Była to bowiem bawarka, z dodatkiem słodkiego mleka, który był moją jeszcze większą zmorą. Długo trwało, zanim przekonałam otoczenie, że bawarka, mleko, kakao, czy też kawa zbożowa, to nie są moje napoje i że mogę pić tylko herbatę.

Jaka powinna być herbata?

Mocna, słodka i tylko gorąca. Tak nawet, gdy jest upał:

herbara.jpg

nie lubię
zimnej herbaty
nijakich potraw
letnich uczuć

taka herbata
nie ugasi pragnienia
taka potrawa
nie podrażni podniebienia
takie uczucie
nie uskrzydli

Alicja Marzec

Dlatego, gdy jestem w domu nalewam ją do ulubionego kubka i stawiam na podgrzewaczu, aby szybko nie wystygła. W pracy mam specjalny kubek, który długo trzyma ciepło. A w gościach… I tu zaczyna się problem, zwłaszcza, gdy jestem u kogoś po raz pierwszy. Nienawidzę po prostu, gdy bez pytania co piję, podają mi słabiutką „herbatę” w ogromnej szklance. Po pierwsze nigdy nie wypiję tak dużej ilości płynu. No może dałabym radę, ale wówczas napój nie byłby już gorący. Po drugie herbata pita ze szklanki mi nie smakuje. Cóż jednak mam zrobić? Robię tylko uprzejmą minę i przez całe spotkanie piję tylko parę łyków i ku niezadowoleniu gospodarzy cała zimna już herbata zostaje w szklance.

Jednak coraz więcej jest osób, które chociaż spytają co piję, gdy jednak proszę o herbatę w filiżance, robią zdziwioną minę, bo cóż to za różnica, w czym jest herbata.

Na szczęście bywam zazwyczaj u osób, które podobne sytuacje mają już za sobą i albo przynoszą mi herbatę w pięknej filiżance, albo zapraszają do kredensu i proponują, abym sama sobie taką wybrała. Ba, u niektórych mam nawet przywilej zaparzenia sobie sama herbaty.

Uważam, że będąc w gościach herbatę należy pić w filiżankach, najlepiej z cienkiej porcelany, najlepiej rozszerzanych do góry. Dlaczego? Piękna filiżanka, to sama przyjemność, a taki kształt filiżanki pozwala uchwycić aromat napoju.

Herbaty nie powinno się serwować w szklankach, po pierwsze nie jest to wygodne, parzy w dłonie, a po drugie po prostu nieeleganckie. Czasy picia herbaty z przezroczystego szkła powoli mijają. Jednak w wielu domach można jednak spotkać się ze szklankami. Zapewne każdy z nas znajdzie w domu kilka wiklinowych koszyczków czy metalowych uchwytów na szklanki

Tak wiem, może mogłabym zacisnąć zęby i wypić "herbatę" ze szklanki. Jednak dlaczego miałabym to robić? Przecież przy następnej wizycie znowu cierpiałabym. A może jednak powinnam się powstrzymać i nie robić kłopotu?

A przecież rodzaj naczynia, jego kształt mają wpływ nie tylko na smak i aromat herbaty, ale także na moje samopoczucie.

Jaką herbatę piję? Przede wszystkim czarną. Jednak chętnie delektuję się białymi, zielonymi, czerwonymi. Po przebudzeniu i przed snem nie pogardzę herbatkami ziołowymi. Ale czy je można nazwać herbatami?

 

Gdzie Herbata Różą Pachnie...
Znam taką jedną herbaciarnię
w małym domku na końcu świata
Tam właśnie zaprosić Cię chcę
tam Różą pachnie herbata

herbata.jpg

Czajnik z napisem "Batumi"
kipi już dla nas wrzątkiem
Czy to prawda,czy mi się śni?
Obojętnie...
tej herbaty napić się chcę.

 

Już filiżanki napełnione
łyżeczkę cukru wsypuję

patrzę na Twoje Dłonie
one drżą...ja to czuję.

 

Jeden maleńki herbatki łyczek
Jeden maleńki ruch ustami.
Powoli upływa nam życie,
tak...herbatka pachnie Różami
R.J M – znalezione w Internecie

Tak czarna herbata z dodatkiem róży, a zwłaszcza z konfiturą z płatków róży jest niepowtarzalna. Taką mogłabym pić codziennie.

Jednak bez filiżanki czarnej herbaty, trudno byłoby mi przetrwać dzień.

T’ien Yiheng:

„Herbatę się pija, by zapomnieć o hałasie świata.”

William Gladstone:

„Jeśli jet ci zimno, herbata cię ogrzeje.

Jeśli jest ci gorąco, herbata cię ochłodzi.

Jeśli jesteś pobudzony, herbata cię uspokoi.”

Regina Helker:

„Gdzie jest herbata tam jest nadzieja.”

 Lu Tung:

„Nie interesuje mnie nieśmiertelność,

interesuje mnie tylko smak herbaty.”

Catherine Douzel:

„Każda filiżanka herbaty jest wyimaginowaną podróżą.”

 



Zaszumiało (12) | Zostaw myśl

Mój portret???

niedziela, 01 lutego 2015 9:06

sowa.jpgJej portret
Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt
Bo tego nie wiesz nawet sama Ty
W tańczących wokół szarych lustrach dni
Rozbłyska Twój złoty śmiech
Przerwany w pół czuły gest
W pamięci składam wciąż
Pasjans z samych serc

Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt
To prawda nie potrzebna wcale mi
Gdy nie po drodze będzie razem iść
Uniosę Twój zapach snu
Rysunek ust, barwę słów
Niedokończony, jasny portret Twój

Uniosę go ocalę wszędzie
Czy będziesz przy mnie, czy nie będziesz
Talizman mój, zamyśleń nagłych Twych i rzęs
Obdarowany Tobą miła
Gdy powiesz do mnie kiedyś: wybacz
Przez życie pójdę oglądając się wstecz
Jonasz Kofta
Już nie raz tutaj zastanawiałam się jaka naprawdę jestem. Na pewno skomplikowana, bo na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi.
Ostatnio brałam udział w takiej towarzyskiej zabawie.
Należało wymienić 3 pierwsze zwierzęta, które przyjdą na myśl, a potem trzeba było dopisać do każdego z nich 3 cechy charakteru które opisują to zwierzę.
Po zapisaniu tego poznaliśmy interpretację testu.
A jakie było rozwiązanie?
Każde z wymienionych zwierząt z cechami charakteru daje odpowiedź na pytania:
1) Co o sobie myślisz, jaki chcesz być,
2) Co myślą o tobie inni,
3) Jacy jesteście naprawdę
Z wymienieniem dwóch pierwszych zwierząt nie miałam problemu. Nad trzecim musiałam sekundę pomyśleć.
Jakie stworzenia napisałam na kartce?
Bez zastanowienia na pierwszym miejscu umieściłam konia. Ten kto mnie zna, dobrze wie, że zgodnie z chińskim horoskopem urodziłam się w roku Konia - pisałam już o tym szczegółowo rok temu, gdy zaczynał się kolejny rok jego panowania. Teraz ten rok już się kończy. Jakie cechy konia są dla mnie najważniejsze? Wolność, szybkość, szlachetność - a raczej klasa, szlachetność. Ale o tym już kiedyś pisałam.
Zdziwiłam się jednak, że to piękne zwierzę może być widziane zupełnie inaczej. Inna osoba również wymieniła konia, ale przypisała mu pracowitość, siłę oraz to, że zawsze wraca do domu. Nigdy nie wymieniłabym tych cech opisując konia. Przecież to najpiękniejsze zwierzę na świecie. Jakże inaczej oceniamy, opisujemy rzeczy, o których mówimy. Niby widzimy to samo, a potem okazuje się, że nie.
Drugi zwierzęciem był kot - niezależny, puszysty, tajemniczy. To prawda oprócz jednej cechy, tak zostałabym opisana przez innych. Jestem zielonookim kotem chodzącym własnymi ścieżkami. W ogrodzie kocham wszystkie zakątki, ale intruzów najchętniej bym pogoniła. Kocham moje terytorium, i nie lubię, kiedy ktoś na nie wchodzi. Rzadko ktoś wie co naprawdę myślę. Chciałabym mieć też całkowitą niezależność i radzić sobie ze wszystkim sama. Niestety nie jest to wykonalne. Przypominam kota, który daje się pogłaskać tylko wtedy, gdy sam na na to ochotę. Narzucanie się, głaskanie i rozpieszczanie na siłę wywołuje zupełnie odwrotny skutek. Bywają też takie chwile, że lubię się położyć najchętniej na trawie i gdy świeci słońce. Jestem wówczas łagodnym i spokojnym, ale rzadko mruczącym kotem. Jednak dla innych po prostu milczącym, niezależnym (a raczej upartym) i leniwym zwierzęciem.
Ostatnie stworzenie, które wybrałam to sowa. Sama się zdziwiłam, że właśnie ona przyszła mi na myśl. Dla mnie sowa to mądrość, samotność, intuicja. Sowa często uważana jest także za posłańca czarownic. Czy jestem mądra? Nie wiem. Na pewno chciałabym wiedzieć więcej i więcej, zwłaszcza w tych dziedzinach, które mnie interesują, fascynują. Natomiast samotność to czasem moja towarzyszka podróży przez życie. Lubię niekiedy zanurzyć się w moją samotność, w której jest mi dobrze i może czasem nawet doskwiera, jednak na swój sposób jet ciepła i przytulna. Intuicji nigdy nie lekceważę. A co do czarownic. To przecież od dawno wiadomo, że jestem jedną z nich. A na koniec ciekawostka. Wg horoskopu Inków jestem właśnie sową, białą sową,
Większość osób wymieniała przede wszystkim psa i niektórzy trochę się dziwili, że pytana odpowiadałam, że nawet nie przyszedł mi on do głowy. Oczywiście dobrze jest mieć takiego przyjaciela jak pies. Jest on wierny, oddany, ufny. A czy ja jestem ufna? Chyba nie.
A jaka jestem naprawdę? Może o mnie jest ten utwór?

jak kot.jpg

Groszki i róże
Masz takie oczy zielone
Zielone jak letni wiatr
Zaczarowanych lasów
I zaczarowanych malw
Dla ciebie mały ogrodnik
Zasadził groszków tysiąc
W kapocie stracha na wróble
Pragnął ci miłość przysiąc
Więc z koszem groszków mały strach
Pierwszy raz spojrzał ci w oczy
O tysiąc więcej znalazł barw
Niż wyśnił sobie w nocy
I odtąd pod oknem twoim
Zaczarowany kamienny
Z bukietem groszków stoi
Strach romantyczny wierny

Masz takie usta czerwone
Czerwone jak pożar zórz
Zaczarowanych ranków
I zaczarowanych róż
Dla ciebie mały ogrodnik
Posadził pnące róże
Że tobą był urzeczony
Pragnął cię nimi urzec
I z róż naręczem przyszedł raz byle-do-wiosny.jpg
Prosić o jedno twe słowo
Oślepił go twych oczu blask
Milczałaś kolorowo
I odtąd pod oknem twoim
I groszki kwitną i róże
Na modłę wiotkich powoi
Pną się i pną po murze

Masz takie usta czerwone
Czerwone jak pożar zórz
Zaczarowanych ranków
I zaczarowanych róż

Masz takie oczy zielone
Zielone jak letni wiatr
Zaczarowanych lasów
I zaczarowanych malw
Julian Kacper, Henryk Rostworowski



Zaszumiało (15) | Zostaw myśl

Żal małych kin

poniedziałek, 13 października 2014 7:41

W małym kinie
Mieliśmy pójść do kina
wybacz, nie pójdę dziś.

w_starym_kinie.jpg

W mroku zasiądę do pianina
w przeszłość pobiegnie myśl.

Małe kino
czy pamiętasz małe, nieme kino?
Na ekranie Rudolf

Valentino
a w zacisznej loży ty i ja...

Na ekranie
on ją kocha i umiera dla niej.
My wierzymy, bośmy zakochani
dla nas to jest prawda, a nie gra.

To jakby o nas był film
więc my wpatrzeni
ach, jak wzruszeni miłością swą.

W małym kinie
nikt już nie gra dzisiaj na pianinie.

kino_stare-.jpg

 

Nie ma już seansów w małym kinie.

W małym niemym kinie "Petit Trianon".

Nic tak nie przypomina
dawnych odległych chwil

jak muzyczka z niemego kina
rzewna jak stary film.

Właśnie wróciłam z kolejnej wyprawy. Tym razem była to sentymentalna podróż do mojego dzieciństwa.
Jechałam do mojego miasteczka pełna oczekiwania ujrzenia ukochanych, ale dawno niewidzianych miejsc.
Gdy tylko wysiadłam z pociągu, poczułam, że świat tutaj prawie się zatrzymał. Nikt tutaj nie pędzi, nie stara się gonić uciekającego czasu. Dlaczego w dużym mieście jesteśmy uosobieniem pośpiechu?
Prawie udało mi się zwolnić przez te parę dni.
Jednak pobyt w krainie do której tęskniłam od lat nie mógł trwać wiecznie, chociaż prawdę powiedziawszy zostałabym tam na dłużej, czy na zawsze? Chyba nie…

Na szczęście nazbierałam woreczek wspomnień i będę do niego zaglądać, jak tylko zatęsknię.

To prawda, podróże sentymentalne są piękne, ale czasem robi się mokro na policzkach, gdy zobaczy się miejsca, do których tęskniło się ponad rok.
Wracając jednak pociągiem do domu przeczytałam reportaż o zamykaniu małych kin w Polsce. Poruszył on czuły punkt w mojej duszy.
Podobnie jak ludzie wypowiadający się w reportażu tęsknię do starego kina, w którym czas się zatrzymał. Dlatego żałuję, że nie przeczytałam tego artykułu wcześniej. Pewnie w miasteczku, które odwiedziłam, skierowałabym kroki na małego, starego kina, które na zawsze będzie mi się kojarzyć z Gwiezdnymi Wojnami i moim Dziadkiem. Czy ono jeszcze istnieje?
Teraz dookoła są multikina pachnące tonami chipsów i prażonej kukurydzy. Naturalnie obraz jest doskonałej jakości, podobnie jak dźwięk.
Co się stało ze starymi kinami? Z upływem lat z map miast znikają kolejne małe, kina. Konkurencja z multipleksami zabija większość z nich.
Czasy, w których kupując bilet do kina mieliśmy pewność, że zobaczymy przede wszystkim film, dawno się skończyły. Teraz film jest często dodatkiem do paczki popcornu, nachosów i reklam.
Ponieważ reklamy trwają 20 min, to nikt już nie przychodzi punktualnie. Kiedyś nie wypadało się spóźnić. Jednak Polska na tle innych krajów wypada blado. Na zachodzie Europy reklamy trwają około 30-40 min, a w USA, w niektórych kinach jest nawet przerwa reklamowa w trakcie seansu. Na szczęście na przerywanie filmów reklamami nie zgodzili się polscy dystrybutorzy.
A kiedyś było inaczej, Czy ktoś to jeszcze pamięta?
Stare kino pachniało wzruszeniem, zachwytem, uśmiechem. Dookoła przykurzona czerwień lub zieleń kotar, skrzypienie drewnianych foteli, szum przewijającej się w projektorze taśmy. Pamiętam je już z dzieciństwa, kiedy popularne były poranki. Do kina jechaliśmy autobusem, a sala była pełna.
Marzy mi się, aby znowu pójść do małego starego kina. Gdzie idzie się obejrzeć film, a po nim podyskutować... Bez zapachu popcornu, a za to z charakterystycznym turkotem taśmy i skrzypiącą drewnianą podłogą..... Stare kino ma duszę a opowiadane w nim historie są zaczarowane, magiczne, niebanalne, prawdziwe...
Niestety czas jednak mija, płynie nieustannie. Powstaj ą coraz nowsze technologie. Rosną pokolenia, które znają już tylko multikina. Multikina tworzą własny klimat i atmosferę. Tworzą kulturę na miarę dzisiejszych czasów. Usytuowane są  najczęściej w sąsiedztwie atrakcyjnych galerii handlowych, dlatego chętniej niż małe kina odwiedzane są przez widzów. Ludzie wolą połączyć zakupy i rozrywkę w klimatyzowanej galerii handlowej, zamiast iść do starego kina, które nie zawsze może zaoferować nowe filmy Multikina zadowalają ludzi wygodnych i żyjących w ciągłym pośpiechu. Ludzie jednak teraz przychodzą do multikina, a nie na film.
I tak sobie myślę, czy moi chłopcy będą wiedzieli co to małe, stare kino. I tak mi się jakoś żal zrobiło.... Bo przecież :

Najlepsze to małe kina
w rozterce i w udręce,
z krzesłami wyściełanymi
pluszem czerwonym jak serce.

Na dworze jeszcze widno,
a już się lampa kołysze
i cienie meandrem biegną
nad zwiastującym afiszem.

Chłopcy się drą wniebogłosy
w promieniach sztucznego świata,
sprzedają papierosy,
irysy i sznurowadła.
stare_kino_poznan.jpg


O, już się wieczór zaczyna!
Księżyc wyciąga ręce.
Najlepsze te małe kina
w rozterce i w udręce.

Kasjerka ma loki spadziste,
króluje w budce złocistej,
więc bierzesz bilet i wchodzisz
w ciemność, gdzie śpiewa film:

szeleszczą gaje kinowe,
nareszcie inne, palmowe,
a po chodniku bezkresnym
snuje się srebrny dym.

Jakże tu miło się wtulić,
deszcz, zawieruchę przeczekać
i nic, i nic nie mówić,
i trwać, i nie uciekać.

Srebrzysta struga płynie
przez umęczone serce
Drzemiesz w tym małym kinie
jak list miłosny w kopercie:

"Ty moje śliczne śliczności!
Znów się do łóżka sam kładę.
Na jakimż spotkam cię moście?
Twój
Pluszowy niedźwiadek".

Wychodzisz zatumaniony,
zasnuty, zakiniony,
przez wietrzna peryferie
wędrujesz i myślisz, że

najlepsze te małe kina,
gdzie wszystko się zapomina;
że to gospoda ubogich,
którym dzień spłynął źle.
Konstanty Ildefons Gałczyński



Zaszumiało (9) | Zostaw myśl

Już za parę dni, za dni parę...

piątek, 22 sierpnia 2014 21:53

 

Przed urlopem

W wierszach powiewa już jesiennie,
tchnie melancholią, żal się tli.
Ja jestem jeszcze przed urlopem,
czekaj przygodo, otwórz drzwi!

Wyjadę w góry, jak co roku,

wakacyjne.jpgodbiorę swoje dary losu.
Coś mi się w życiu też należy,

bo monotonnie żyć nie sposób.

Stanę na szczycie nad doliną,
może dopadnie mnie tam wena?
Chętnie nakarmię sielskim widokiem
tęsknotę przekazaną w genach.

 

Najbardziej w świecie lubię góry,
gdzie cuda-niewidy tkwią co krok.
Już mam ochotę niewątpliwą,
spędzić tam urlop znów za rok.

Zejdę w dolinę łagodnym stokiem
i do potoczka grosik wrzucę.
Spieniona woda go poniesie,
na pewno w góry jeszcze wrócę!,

Znalezione w Internecie

Już za parę dni, za dni parę..... Jednak w góry nie wyjadę. Trochę tego żałuję, bo dawno tam nie byłam i muszę przyznać, że nawet tęsknie za ich widokiem. Kiedyś co roku starałam się spędzić w górach przynajmniej parę dni. Czasem zastanawiam się dlaczego to się zmieniło. Może powinnam to zmienić? Urlopu nie można rozciągnąć. A przecież są też inne miejsca, które chcę odwiedzić, do których tęskni moje serce. Musze więc wybierać. I wybrałam.... Z tego nie potrafiłabym zrezygnować.
Jak co roku o tej porze jadę na południe, do miasta w którym jestem zakochana od lat.
Zanim jednak będę wędrować pięknymi, starymi uliczkami, muszę dotrwać do mojego urlopu. Jak mam to jednak zrobić? Są różne teorie na ten temat.
Niektórym osobom przed urlopem trudno jest się skupić w pracy, dlatego odkładają niektóre sprawy na później. Mając w perspektywie urlop są w pracy na zasadzie „dotrwania”, są już oderwani od rzeczywistości zawodowej. Przyjmują stoicką postawę Scarlett O’Hary „pomyślę o tym jutro”, czyli „zrobię to po urlopie”.
Ja jednak w tym przypadku nie jestem Scarlett.
Mając w perspektywie wypoczynek staram się zmobilizować, aby możliwie ze wszystkim zdążyć. Na urlopie chcę mieć „wolną głowę” i w spokoju odpoczywać. Znam siebie i wiem, że niezałatwione sprawy będą zaprzątać moje myśli.
Najchętniej chciałabym odciąć się od obowiązków służbowych, wyjechać gdzieś, gdzie nie ma dostępu do Internetu, a zasięg telefonu komórkowego jest ograniczony. Tylko czy w dzisiejszych czasach to się jeszcze udaje? Telefon można wyłączyć, ale czy szef to zrozumie? Mój chyba nie.....
wakacje.jpg
Mam koleżankę, która nigdy nie miała telefonu komórkowego i jest jej z tym dobrze. Czasem jej zazdroszczę, ale czasem jestem trochę zła na nią, gdy jesteśmy umówione na spotkanie. Umawiamy się przeważnie tydzień wcześniej. A do naszego spotkania jeszcze wiele może się zmienić. Mam nadzieję więc, że i tym razem uda się nam spotkać w jej kraju i mieście.Jednak powracając do tematu... Niestety pracownicy coraz częściej za dużo myślą o pracy przed urlopem, ale i w jego trakcie. Błogie lenistwo i oderwanie się od pracy jest coraz trudniejsze nie tylko przed wakacjami, lecz także w ciągu nich.
Dla wielu mało realne jest “niemyślenie o pracy”. Nie jesteśmy robotami z przyciskiem, który w trakcie urlopu można przełączyć tylko na “tryb wakacyjny”. Każdemu z nas zdarza się w ciągu odpoczynku pomyśleć o pracy.

Jednak takie myślenie o pracy, to coś, co poza brzydką pogodą czy nieciekawym towarzystwem, może skutecznie zepsuć urlop. Wierzę, że odpocznę, wyciszę się. Moje szare komórki, moje ciało, moja dusza potrzebują wypoczynku. Mam nadzieje, że na urlopie uda mi się zwolnić, zdjąć część ciężaru przygniatającego moje ramiona….
Już cieszą mnie dni, które spędzę w moim ukochanym mieście. Wiem, że będą one inne niż te zwykłe. Będę mogła sobie pozwolić na coś innego niż normalnego dnia pracy. Oderwę się od wszystkich znanych rzeczy. Znajdę czas na spojrzenie dookoła, na piękny świat. Już tęsknię, za dniami, kiedy nic nie musi być zaplanowane, gdy nie trzeba nigdzie gonić.

Teraz jednak muszę się tylko spakować, załatwić to co konieczne i w drogę...

 
 
urlop.jpg
W drogę! Żegnajcie, chłopcy!
W drogę! Już na mnie czas!
Dokąd poniosą oczy ...
W drogę!(...)
W drogę! Bez drogowskazów!
W drogę! Po własny los.
"Kłamiesz!" powiedzieć światu -
W drogę!(...)
W drogę! Żegnajcie, chłopcy!
W drogę! Już na mnie czas!
Słońce dla wszystkich wschodzi.
W drogę!
Czerwone Gitary


Zaszumiało (12) | Zostaw myśl

Pamiętamy? Zapominamy...

sobota, 24 maja 2014 9:46

 

JUBILEUSZ

Gdzie się nie popatrzę, gdzie się nie ruszę,
Wszędzie się mnożą jubileusze.
Tu jubileusz wytwórni śrutu,
Tam jubileusz ciągarni drutu
Ówdzie miasteczko, zaś indziej gdzieś
Swój jubileusz obchodzi wieś.
Zróbmyż naprędce więc analizę
Jak się urządza taką siurpryzę?
Logika mówi nam, iż jubiląt
Godny czci, sławy, tudzież defilad,
Winien odpocząć, natomiast inni
jemu ten jubel zrobić powinni... Niezapominajki.jpg

Ale w praktyce? Nieszczęsny pryk
Sam się do pracy wziąć musi w mig,

Bo gdyby dłużej siedział i zwlekał,
Skonałby nim by czegoś doczekał...
Dalej więc ganiać z przejęcia blady,
Prosić: - Zamieśćcie ze mną wywiady!

Dalejże szukać pomocy, porad,
Prosić o wsparcie i protektorat,
I udawadniać w każdym detalu

Bezsprzeczne prawo swe do medalu.
Później rozkosze ma również duże:
malije ściany, wyciera kurze,
Myje odnóża jak również szyję
Wywiesza napis: "Joj! Niech ja żyję"!!!
Pierze koszulę, prasuje mankiet,
Zamawia salę, orkiestrę, bankiet,
I o krok będąc od upadłości
Wielu dostojnych zaprasza gości,
Poczem - od trudów całkiem niebieski
Po pierwszej wódce idzie na deski...
Przeto zanoszę korne błaganie:
- Jubileuszem nie karz mnie, panie!
Kończ waść, a wstydu oszczędź i męki,
Niech mam zgon szybki lekki i miękki!

Andrzej Waligórski

Każdy kolejny rok to okazja do upamiętnienia lub przypomnienia ważnych wydarzeń sprzed lat. Sejm i Senat podjęły uchwały, w których rok 2014 będzie upamiętniały: Jana Karskiego, Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Oskara Kolberga, św. Jana z Dukli oraz Wielki Jubileusz Uniwersytetu Jagiellońskiego. To także rocznice wybuchu II Wojny Światowej, Powstania Warszawskiego, bitwy na Monte Casino, rocznica pierwszych, częściowo wolnych wyborów parlamentarnych w powojennej Polsce. Już od początku roku w mediach wspominano także o innych rocznicach: śmierci Jacka Kaczmarskiego, Czesława Niemena, Jeremiego Przybory, Waldemara Milewicza....

Jednak o niektórych datach zapominamy. Pamiętamy o nich niczym o majowych niezapominajkach, które tylko przez chwilę zaprzątają naszą uwagę, aby z czasem ulecieć w niepamięć.  W tym roku jednak ta chwila była wyjątkowo długa

Niestety w wielu kalendariach jak dla mnie zabrakło tej jednej, ale czy mniej ważnej? A przecież w sławnie niedawno minęło 20 lat od tej daty.

Dzień 10 maja 1992 roku zapamiętałam dobrze. Odszedł wówczas Andrzej Waligórski, legenda polskiego radia, jeden z twórców "Studia 202"ś jednak nie chce mi się wierzyć, że w tym miesiącu minęło już 20 lat od tej daty. Tego dnia całkiem niespodziewanie odszedł Andrzej Waligórski, legenda polskiego radia, jeden z założycieli "Studia 202", twórca Dreptaka, autor między innymi "Bajeczek Babci Pimpusiowej", "Rycerzy".

Wówczas w pogrzebie na wrocławskim Grabiszynku udział wzięło ponad 4 tys. osób. Zdolność przewidywania w tym przypadku zawiodła go. Nie spoczął ani na Osobowicach, ani na Bujwida. Jego grób można odwiedzać na cmentarzu Grabiszyńskim. Tego Grabiszynku Andrzej Waliórski nie przewidział. Pisał bowiem w Mojej małej stabilizacji

Niezapominajk.jpg

Nie przeczytam i Gide'a,
Że na Osobowicach
Spocznę lub na Bujwida,
Że napiszą wspomnienie,
Jaki to byłem zdolny,
Że krótkie przemówienie
Zasunie Józio Wolny,
Wiem, że prędko szlochaniem
Kres przyjdzie i prostracji...
Zdolność przewidywania
To atut stabilizacji!!!

W tym roku w okrągła rocznicę śmierci Andrzeja Waligórskiego Mało kto pamiętał o tej dacie (cóż ja także o tym nie myślałam). W studio wrocławskiego Polskiego Radia Wrocław miał się odbyć uroczysty koncert, jednak zabrakło pieniędzy. Gdy to przeczytałam, zrobiło się mi smutno na sercu. Przecież Andrzej Waligórski był wrocławianinem z wyboru i kochał to miasto całym sercem. Był legendą wrocławskiego polskiego radia.Cóż teraz musi wystarczyć uliczka na Krzykach, którą nazwano jego imieniem, i gimnazjum na Jemiołowej, któremu patronuje. Jednak, czy to wystarcza?
Dlaczego o jednych ludziach pamiętamy, a inni odchodzą w mroki niepamięci?

Dlaczego niektóre rocznice celebrujemy, a niektóre trwają tylko na stronach książek historycznych?

Czy tak powinno być?

Ja też niedługo będę obchodzić swoją małą rocznice na moich Zielonych Szumiących Stronkach. Szumię już tutaj parę lat. Ale czy ktoś o tym jeszcze pamięta?
Jednak nie będę się tym martwić. Najważniejsze, że na moje nadchodzące imieniny zapowiedziało się już parę osób. A już myślałam, że wykręcę się od przygotowywania przyjęcia. Mam tylko nadzieję, że tylko pogoda dopisze.

 

Dlaczego zapominamy ?

Szybko o innych zapominamy,
ze swej pamięci wręcz usuwamy Niezabudki.jpgchoć te osoby nam radość sprawiały,
teraz gdzieś w cieniu się zapodziały...

Bardzo ulotnie świat postrzegamy,
tylko o siebie za bardzo dbamy...
Dlaczego pamięć jest bardzo krucha,
dlaczego w sercu jest taka posucha?

 

Bądźmy więc mili i pamiętliwi
wówczas to inni będą szczęśliwi.
Znalezione w Internecie



Zaszumiało (14) | Zostaw myśl

Telefony, telefony....

sobota, 29 marca 2014 9:27

 

Zieleń w mieście

Zieleń w mieście
ledwie się mieści.
Mało jej ogródków na przedmieściach.
To ciasnota jej doskwiera
na skwerach.zapomnieć.jpg

To ją dusi dym.
To bruk ją uwiera.
Tyle —

 

że wyściubia trawkę spod chodnika.
Tyle —
że zza płotu listek wytyka.
Tyle —

 

że wysunie się brzózką nad rynną.
Tyle —
że tam będzie,
gdzie jej być nie powinno.
Otwórzmy jej drzwi i okna
na przestrzał —
żeby mogła wejść swobodnie
do mieszkań.

Joanna Kulmowa

Przyszła Wiosna. Pajęczyną zieleni otuliła gałęzie drzew.
W czasach pogańskich Wiosna uchodziła za początek roku. Wierzenia te wynikały z obserwacji natury i przyrody. Wiosną wszystko dookoła budzi się do życia, zwierzęta i rośliny. W niepamięć odchodzą zimowe, długie wieczory, nadchodzi okres nadziei i radości. Dni stają się coraz dłuższe.
Postanowiłam zastanowić się, co mi jest jeszcze potrzebne do szczęścia w ramach tej wszechogarniającej wiosny.
W te pogodne, słoneczne dni chciałabym się zatrzymać, wysiąść z pędzącego pociągu i popatrzeć na zieleniejący dokoła świat. Marzę, aby zostawić współczesny świat i uciec. Tylko gdzie? Może na koniec świata lub na inną planetę?
Jednak takie oderwanie od życia jest dobre, ale nie na długo. Zawsze wracamy do tego co zostawiliśmy, do czego już zdążyliśmy się przywyknąć. Nie wystarczy zaśpiewać "ja wysiadam, przez życie nie chcę gnać bez tchu ". Nie można tak po prostu uciec od codzienności i udawać, że dotychczasowe życie nie istnieje. Niestety nasza pamięć i przywiązanie do osób, rzeczy, miejsc na to nie pozwoli.Zresztą nie tylko...
Sami założyliśmy sobie smycze, zwłaszcza te elektroniczne. Lubimy czuć ich naprężenie, bo wówczas wydaje się nam, że jesteśmy bezpieczni, chociaż mniej swobodni. Nie umiemy już bez nich żyć. Szczególnie jesteśmy uzależnieni od telefonów komórkowych
Jeszcze kilka lat temu trudno było przewidzieć, jak zmieni się nasze życie za sprawą telefonów komórkowych.
Ja pamiętam, że moi rodzice chociaż mieszkają w mieście, telefon dostali dopiero, gdy ja wyprowadzałam się z domu. A było to w ro po moich studiach.
Wiele osób teraz nie może sobie wyobrazić życia bez komórki. A my żyliśmy bez telefonu stacjonarnego przez wiele długich lat i było dobrze. Pewnie brak telefonu odczuwali moi rodzice, zwłaszcza w nagłych wypadkach, a mieszkaliśmy na peryferiach miasta, gdzie komunikacja nie funkcjonowała tak często i punktualnie.
Ale dzięki temu mieliśmy wspaniałe miejsce spotkań - jedyną na osiedlu budkę telefoniczną. Tam, nawet jak telefon nie działał, a tak było zazwyczaj, to i tak można było trafić na znajomych (to jednak temat na inny wpis)

telefonow_komorkowych.jpg

Smycz...

Zerwałam się ze smyczy.
Nie wzięłam telefonu.
Mogę pójść gdzie zechcę.
Nic do tego nikomu.

Zerwałam się ze smyczy.
Złość i niepokój narasta.
Ta chwilowa swoboda,
zaczyna mnie przerastać.

Zerwałam się ze smyczy.
Nie wzięłam telefonu.
Jak przeżyję dzień cały,
znalezione w Internecie

Teraz nie możemy wyobrazić sobie dnia bez komórki. Ba.... dnia? Często trudno nam nawet wytrzymać przez kilka godzin.
Większość z nas rzuca wszystko, aby odebrać telefon, czasem drugi telefon i przez moment rozmawia przez oba. Albo są przy okienku w urzędzie, niezważając na osobę po drugiej stronie.
Osoba, która głośno oświadcza, że komórki nie posiada, bo nie jest jej ona do niczego potrzebna, budzi zdziwienie. Mam koleżankę w innym kraju, z którą zawsze się widzę, gdy jestem u niej w mieście i chociaż nie ma ona komórki, to zawsze udaje się nam spotkać. Chociaż przyznam, że do tej całej sytuacji na początku podchodziłam z rezerwą. Teraz przestałam się dziwić.
Zresztą i ja nie jestem tak bardzo przywiązana do mojego telefonu. W pracy telefonów nie odbieram, wyłączam komórkę na noc. Jednak bez niej na co dzień nie czułabym się niepewnie
Ale czy aby na pewno możliwość posiadania telefonu komórkowego jest dla nas tylko czystym szczęściem? Na pewno nie w przypadku telefonu służbowego.
Jednak...
Jednak jak zawsze odeszłam od tematu. Przecież miało być o wiośnie i moim Ogrodzie. Natchnęła mnie do tego moja ostatnia tam wizyta. Było ciepło i słonecznie. Niestety pogoda zmieniła się i moje myśli również powędrowały w innym kierunku.

ogrĂłd.jpg

Telefony

Własny telefon miał Antoni,
a może nawet własną rentę,
lecz gdy zadzwonił do Pomponii,
odpowiedziano mu: Z a j ę t e.

Przemknęły lata jak na koniach;
jej coś nie wyszło, on był inny...
i zadzwoniła don Pomponia,
odpowiedziano: już N i e c z y n n y.

Tak przeszło znów parę stuleci,
starzał się świat przeinaczony,
nie rozumiały ojców dzieci;
ponieważ numer był: Z m i e n i o n y.

Technika naprzód szła i przemian
tysiące gasło w gwiezdnych pyłkach.
I spytał Księżyc: - Czy to Ziemia?
Odpowiedziano mu: P o m y ł k a.

Konstanty Ildefons Gałczyński



Zaszumiało (10) | Zostaw myśl

Międzyurlopowe myśli

sobota, 24 sierpnia 2013 10:39

dobrze jesteś.jpg

 

"Pusty dom"
Puste schody 
Opuszczony dom 
Bez 
Hałasujących dzieci 
Dymu z komina 
I kuchennych woni... 
Bez 
Kłótni rodzinnych 
Bez 
Przemocy 
Dwojga staruszków
na ławce... 
Bez 
Całujących się
za rogiem 
Nastolatków 
Wydaje się
że za tym Domem 
Zaszło życie 
Jak słońce 

 Trzeszczą niedomknięte okiennice.....

Znalezione w Internecie

 Jestem, wróciłam....Znów wszystko minęło zbyt szybko. A przecież dopiero "wczoraj" szłam uliczkami i ścieżkami miasteczka mojego dzieciństwa, starając się uchwycić i zachować kolejne wspomnienia, które będą mnie ogrzewać w jesienne i zimowe długie wieczory. Nazbierałam ich tyle, że powinny mi wystarczyć na rok.

Często będę wracać myślami do tego miejsca. Trudno jest mi zaakceptować fakt, że życie toczy się tam już beze mnie, stale idzie do przodu. Jak dla mnie powinno się zatrzymać dawno temu i trwać takie, jakie mam je zachowane w moim sercu. Jednak nie jest to możliwe. Miasteczko zmienia się, zmieniają się ludzie. Z roku na rok powoli odchodzą, a ja patrząc na młode, nowe, nieznane twarze uświadamiam sobie, że wszystko jest kruche i mija zbyt szybko.

Na szczęście spotkałam jeszcze ludzi, z którymi można było zacząć rozmowę od "dobrze, że jesteś", "a pamiętasz....?". Właśnie to "a pamiętasz....?" lub "to były czasy" sprawia, że na sercu i duszy robi się zawsze przyjemnie ciepło. A przecież po takim nudnym wstępie jako dziecko często uciekałam, nie miałam czasu.... Czy zatem to,że teraz sama tak mówię jest oznaką, że młodość już minęła?

Wieczorem spacerując po uliczkach patrzyłam na stare, puste domy lub na miejsca, gdzie wznoszą się już nowe budynki. Kiedyś mieszkali tu ludzie, którzy prowadzili zwyczajne życie. Niektórych, znajomych moich dziadków, miałam okazję odwiedzać, kiedy przyjeżdżałam w wakacje.

Z nostalgią patrzyłam na te miejsca. Przecież dom to nie tylko ściany z cegieł, okna i drzwi... To także ich dusza, historia. Tutaj pozostał śmiech i łzy dawnych mieszkańców, ich marzenia, dziecięca beztroska, dorosłe zmartwienia...... Może właśnie dlatego opuszczone budzą we mnie ogromny smutek, zwłaszcza gdy pamięć przywołuje z przeszłości żywe obrazy.

Tak wiem, już "jutro" będę tęsknić znowu za tym miejscem, za krzykiem żurawi, zachodem słońca nad polami, tysiącem gwiazd nad jeziorem i zapachem papierówek.

Tęsknota....

I ona mnie wreszcie przygnała,

opuszczony_dom.jpg

Że widzę was oko w oko,

Że słyszę, jak szumisz, ty wodo,

Szeroko i głęboko.

Tak! Chodzę i patrzę, i słucham -

O jakżeż tu miło! jak miło! -

I śledzę, czy coś się tu może

Od kiedyś nie zmieniło?

Jan Kasprowicz

Jednak zanim to "jutro" nastąpi przede mną kolejne pakowanie i wyjazd w przeciwnym kierunku. Tak wiem, te moje sierpniowo - wrześniowe podróże w to samo miejsce. Niektórym może się to wydać dziwne. Co ja jeszcze nowego mogę tam zobaczyć? Dlaczego nie chcę poznać innych miast, miasteczek, wsi..... Przecież są inne jeszcze bardziej zachwycające miejsca na świecie. . A ja po prostu jestem zakochana w tym moim miejscu na ziemi i mam nadzieję, że chyba trochę z wzajemnością. Co teraz mnie tam zaskoczy, zadziwi? Czy istnieje jeszcze coś takiego? Wierzę, że tak. Mam tylko nadzieję, że tylko pozytywnie. Nie chciałabym tam patrzeć, na puste, opuszczone domy.

zachod.jpg



Zaszumiało (8) | Zostaw myśl

Sierpniowe myśli

czwartek, 08 sierpnia 2013 8:15

spadajaca.jpg

 POLSKIE GWIAZDY

Mówię do gwiazd: — Cudowne,

nie śpieszcie się, przystańcie.

I stanęły pod oknem

jak wiejscy muzykanci.

 Popatrzały ku sobie,

złotą brew zgięła jedna

I zadźwięczał w ogrodzie

sierpnia kwartet, pieśń gwiezdna:

 wsią błysnęło, kogutem,

tęczą, polem, obłokiem…

Polską wysoką nutę

gwiazdy grały wysokie

 Posłuchaj tylko: ten szum, to noc tak płynie,

szeroka noc, gwiaździsta noc sierpniowa,

sierpniowy czas, sierpniowy wiatr w Szczecinie —

o, cóż za szczęście w tej godzinie

przez okno patrzeć w świat i kochać go od nowa.

 Gwiazdy rzekły: — Spójrz, jak skrzy się

ta noc, więc będzie dzisiaj
pieśń o tej nocy jasnej,

 która ma suknię modrą,

a urodę i mądrość

z ziemi czerpie;

 nad nią srebrne obłoki,
przed nią zielonooki

tańczy sierpień.

 przystanęły — w porządku. Muzykanci? To cóż?

Gwiazdy zawsze tak w sierpniu, na nowo.

Więc podszedłem do okna. W okno bił srebrny kurz

i otworzyłem okno na noc sierpniową.

K.I. Gałczyński

Sierpień jest tradycyjnie miesiącem ulubionym przez romantyków (czy można mnie tak nazwać?), którzy zadzierają głowę do góry i podziwiają "spadające gwiazdy".

W tym roku spadających gwiazd będę szukać w miasteczku, za którym każdego lata moje serce tęskni.  Wieczorem pójdę na spacer wzdłuż jeziora, a potem z klasztornego okienka będę patrzeć na niebo poprzetykane błyszczącymi gwiazdkami, które wraz z księżycem będą się przeglądać w tafli wody. Może spadająca gwiazda spełni moje marzenie i za rok znowu tutaj zawitam? W dawnych czasach gwiazdom przypisywano symboliczne znaczenie - zwiastować mogły wiele różnych zdarzeń. Niektóre starożytne ludy uważały na przykład, że spadająca gwiazda oznacza czyjąś śmierć - podobno każdy człowiek w chwili narodzin otrzymywał swój własny punkt na niebie, który gasł wraz z jego odchodzącym życiem. Chrześcijanie z kolei uważali ją za znak, że czyjaś dusza opuściła czyściec, by trafić do nieba. W wierzeniach starożytnych Rzymian spadająca gwiazda symbolizowała z kolei narodziny dziecka.
Dziś w wielu krajach świata uważa się, że dostrzeżenie spadającej gwiazdy może być wspaniałym omenem, o ile tylko natychmiast zamkniemy oczy i pomyślimy życzenie, które ma się spełnić. Wielu twierdzi, że koniecznym warunkiem, by ta magia się wypełniła jest zachowanie marzenia tylko dla siebie. Podobno spadające gwiazdy wspomagają tylko osoby o dobrym sercu, bowiem spadająca gwiazda jest ludzką duszą idącą do nieba - wypowiedziane życzenie ma więc szansę trafić bezpośrednio do raju i zostać spełnione.

"Spadające z nieba"

Przemija magia, chociaż wielkie moce

jak były są. W sierpniowe nocetrzeba-marzyc.jpg

nie wiesz, czy gwiazda spada, czy rzecz inna.

I nie wiesz, czy to właśnie rzecz, co spaść powinna.
I nie wiesz, czy przystoi bawić się w życzenia,
wróżyć? Z gwiezdnego nieporozumienia?
Wisława Szymborska

Pojedyncze spadające gwiazdy odbierano raczej jako dobry omen, o tyle obfite deszcze meteorytów traktowano jako zły znak. W czasach, gdy polowano na rzekome czarownice, roje meteorów uważano za jawny dowód na czyjeś kontakty z diabłem, dlatego często zdarzało się, iż zjawisko to stanowiło jeden z dowodów winy oskarżonego. Wiele ludów traktowało deszcz spadających gwiazd jako zapowiedź nadchodzącego kataklizmu lub strasznego wydarzenia.

Na szczęście przed nieszczęściem może nas ochronić bukiet z uzbieranych roślin.

 Na Matkę Boską Zielną

  Kwiaty z pół okolicznych uszczknięte i zioła,zielna.jpg

 Przenajmilsze ofiary pracowitej wioski

 Przyniosły swe zapachy do wnętrza kościoła,

 Przyniosły przed oblicze dobre Matki Boskiej.

 W górze jako głos starczy, organ przepowiada,

 W dole z piersi ludu płynie pieśń kościelna,

 U stóp Twych, jasna Pani, wieś swe dary składa,

 Opół rządczyni mądra, o królowo zielna.

 Przed ołtarzem ksiądz szepcze łacińskie wyrazy,

 Woń kwiatów coraz żywiej nad głowy się wznasza:

 Ochraniaj nas od klęski, chorób i zarazy,

 Królowo ziół przedziwna, pół rządczyni nasza!

 Rozśpiewały się usty, organ wciąż przewodzi,

 Ten w piersi się uderza, ten znak krzyża czyni:

 Obraniaj nas od wojny, ognia i powodzi.

 O ziół królowo można, naszych pól rządczyni.

 Wacław Rolicz-Lieder ,

Zbliża się ponownie Święto Matki Boskiej Zielnej, które oprócz Matki Boskiej Gromnicznej należny do moich ulubionych, specjalnie celebrowanych. Trochę mi przykro,że święto w moim mieście powoli zanika, a najmłodsze pokolenie już o nim nie pamięta.W malutkiej parafii, do której należy mój Dom na szczęście jeszcze zachował się ten zwyczaj święcenia tego, co urosło, zakwitło w ogrodzie. Jednak pamiętają on nim najstarsi mieszkańcy, których niestety jest już coraz mniej. Ja chyba należę do wyjątków, ale już średniego pokolenia. Tak wiem, co roku piszę o tym dniu i nie wiem, co jeszcze nowego mogłabym o nim napisać, aby się nie powtarzać. Ale chyba znalazłam coś, co mogę zacytować.

W Polsce i na Litwie największą miłością darzy się Matkę Boską Zielną. To "ziołowe" określenie przymiotów Matki Jezusa wzięło się ze średniowiecznej legendy, w której apostołowie po otwarciu grobu Maryi znaleźli w nim tylko pięknie pachnące kwiaty i zioła. Dlatego uważa się ją za patronkę roślinności i plonów (zbóż, owoców, warzyw). Samo święcenie zielnych bukietów pojawiło się pod koniec X w. Kolejna legenda opowiada o tym, że gdy Maryja spojrzała na kłosy, urodzaj był zapewniony. Z "zielnymi" właściwościami Matki Bożej wiążą się też powiedzenia: "Na Wniebowzięcie pokończone żęcie", "Każdy kwiatek w ten dzień woła: weź mnie do kościoła, a ja cię tam przywołam" czy "Po Zielnej każdy chodzi jak cielny". Powiązanie plonów i roślin z Maryją ma też odzwierciedlanie w nazewnictwie ludowym.

Dziurawiec zwyczajny to dzwonki Panny Maryi lub krew Matki Boskiej.

Szczeć to szczoteczki Najświętszej Panny.

Dziewięćsił to osetek Najświętszej Panny.

Wierzbnica - ziele Matki Bożej.

Goryczka wąskolistna - rękawki Matki Bożej, sukienki Matki Bożej.

Koniczyna polna - kądziołka Matki Bożej

Drżączka średnia - łzy Matki Bożej,

Dziewanna drobnokwiatowa - warkocze Matki Bożej.

Wiele nazw ziół, zbieranych do wianków na Matkę Boską Zielną, wiąże się z Rodziną Świętą, Panem Bogiem czy postaciami świętych. Z gwary ludowej niektóre weszły do nazewnictwa oficjalnego

Bylica - Boże drzewo, czy świętojańskie ziele

Dziurawiec zwyczajny nazywany jest też krzyżowym zielem, krwią Pana Jezusa, zielem św. Jana.

 Chciałabym aby ten dzień co roku był świętowany. W tym dniu trochę "żałuję"nie mam bratanic. Trudno mi uwierzyć, aby moje chłopaki (chociaż bardzo ich kocham) zbierały w przyszłości zioła, kwiaty, zboża..... Ale zawsze jest jeszcze nadzieja, która z moja małą pomocą może zachowa to święto w mojej rodzinie.

O wy, kwiaty mej młodości, prosto z łąki zioła,
Co na Matkę Boską Zielną znoszą do kościoła,

 I stawiają Częstochowskiej, by podniosła rączkę,schody do nieba.jpg

  Nad firletkę, macierzankę i nad srebrną drżączkę,

 Nad rozchodnik i lawendę, nad rutę i miętę,

 Bo to wszystko przecież Boże, bo to wszystko święte,

 Jak stajenka betlejemska z prostym polskim bydłem,
Tak zrównane są te zioła z mirrą i kadzidłem..

 Jan Lechoń



Zaszumiało (6) | Zostaw myśl

Byłam w raju

niedziela, 03 czerwca 2012 12:32
 Z Tobą chcę oglądać świat
wśród wysokich błądzić traw
Wtedy to wszystko to, to co widzę, czuję
naprawdę jest
Kwitnie sad, powiał wiatr, tak jak śnieg
sypnął kwiat, wszystko to naprawdę jest
Z Tobą chcę oglądać świat, jaki piękny księżyc, patrz
Widzisz to , to co ja, jakie to jest proste
wystarczy być
Jaki świt, jaki blask, jaki śpiew, jaki ptak
wszystko to, to wszystko w nas
Gdy ty i ja, cały świat jest dla nas
gdy ty i ja
 Zapach łąk, plaży piach, nocy mrok
światło dnia
wszystko to, gdy ty i ja
Wiem to, czuję, życie mnie nie mija
Obok Ciebie ważna każda chwila
Żyję znów, gdy jesteś tu
W obłoku snów
Piękny świat dziś znów ma sens
Naprawdę jest to takie proste
Spójrz jak wszystko się niezmiennie zmienia
Nigdy dosyć tego zachwycenia
Widzisz spójrz, znów zakwitł bez
To wszystko jest
Znów widzę sad , kwitnący sad
gdy płatków śnieg na nasze głowy spadł
Z tobą chcę oglądać świat
Wciąż niezmiennie zmienny
Z tobą chcę oglądać świat
Co dzień niecodzienny świat

Chcę powiedzieć, jestem, istnieję….

Urlop minął, nawet nie zauważyłam kiedy.

Wróciłam z jednego z najpiękniejszych zakątków świata, otulona pięknem tego miejsca, które chyba na dłużej pozostanie w mojej pamięci.
Na szczęście pogodę miałam wspaniałą, sprzyjającą wędrówką brzegiem morza, podziwianiu widoków z cudowną roślinnością , wędrówkom po starych, wąskich  uliczkach, zachwytom poruszającej serce architektury…  Tak , tak byłam w raju. Głowę mam jeszcze pełną obrazów lazurowego morza, błękitnego nieba, słońca….

 Spod codziennej skorupy zmęczenia udało mi się wyłonić uśmiechniętą twarz. Przez parę dni przestałam byś mrówką zmagającą się z życiem i na chwilę stałam się barwnym motylem, który ma czas, aby przysiąść na kwiatku, aby zachwycić się pięknem świata dookoła.  Zachwycały mnie też rzeczy, które innym wydawały się nieważne, nieinteresujące.

Z zachwytem spoglądałam na błękitne niebo, lazurową wodę, delektowałam się zapachem mięty, lawendy, tymianku, rumianku…. Jeszcze teraz, gdy zamykam oczy moje serce raduje się kolorową roślinnością rosnąca wśród malowniczych kamienistych wzgórz.  Obrazy napływają stale, jeszcze wyraźne, nierozproszone. Gdy wszyscy spali, a słońce taktownie wschodziło po cichu,  mogłam  porozmawiać z ptakami, kwiatami i wiatrem muskającym mi twarz,  złapać rozgrzewający promień słońca.

Każdego dnia szłam wypełniona oczekiwaniem ujrzenia kolejnych, nieznanych jeszcze miejsc. Mijałam kolorowy tłum turystów. Tutaj nikt się nie spieszył. Otulona byłam przez melancholijne lenistwo,  jeden z tych staromodnych grzechów głównych.   Te dni były zupełnie inne od tych zwykłych, kiedy dźwięk budzika wyrywał mnie z marzeń sennych i przypominał o szarej rzeczywistości. Dlaczego na

co dzień jesteśmy uosobieniem pośpiechu?

Nareszcie żyłam bez ciągłego spoglądania na zegarek, nigdzie się nie spieszyłam, nie miałam dostępu do wirtualnego świata, nie słuchałam wiadomości… Najpiękniejsze, najcudowniejsze było jednak obserwowanie zachwytu mojego bratanka. Dla niego była to pierwsza taka wyprawa.

Niestety za pięknie by było gdyby mój spokój, pobyt w raju mógł trwać wiecznie.

Zastanawiam się jak mogę funkcjonować z tym natłokiem obrazów w sercu. Obrazy kłębią się i nabrzmiewają. Jak mogę zrobić miejsce dla codzienności? Jak zatrzymać wspomnienia?  Niestety wiele rzeczy się zapomina, tak wiele z tego co się widziało znika. Rzeczywistość zawsze zwycięża. Proza życia już mnie złapała w swoje ręce, jednak nie dam się tak łatwo.



Zaszumiało (15) | Zostaw myśl

Już za parę dni, za dni parę....

czwartek, 25 sierpnia 2011 16:15

W wielkim mieście niebo jasne
i wiadomo żyć nie łatwo
w wielkim mieście
oto widać idą ludzie przy wystawach
i o cudzie myślą i nareszcie
nad głowami anioł leci od tej pory
komuś w życiu będzie znacznie lepiej
kto nie poznał tych radości
niech spróbuje
znów pokochać kogoś jeszcze prościej
i ja
doczekam kiedyś takiej chwili
i nie mogę się nadziwić
że ja
doczekam tego dnia
by osłodzić sobie życie mały złodziej
tuż przed kasą kradnie
kokosowy baton
zanim zdążą go przyłapać zje go i
przestanie płakać bo już za plecami
to policjant jak sam anioł w samą
porę będzie mógł się teraz
wstawić za nim
i przebaczy to co może i zapomni
przecież inni robią jeszcze gorzej
w wielkim mieście rośnie balon
wielkich marzeń które pracę znów
gwiazdorom dają
a gwiazdorzy te marzenia
noszą w workach
po kieszeniach czasem coś sprzedają
i tramwajem jadą w święta
aż do nieba
tylko po co tak daleko jechać
gdyby któryś ruszył głową można
by choinkę
nocą znowu ukraść z lasu
w wielkim mieście gasną światła
i wiadomo
żyć nie łatwo w wielkim mieście
oto widać nikną ludzie jeszcze
ktoś przez
popołudnie przejdzie i nareszcie
nad głowami leci anioł co szczęśliwsze
dzieci z gwiazdorami rozmawiają
kto nie poznał tych radości
niech spróbuje
znów pokochać kogoś jeszcze prościej
 

Szykuję się powoli do wyjazdu. Nareszcie…. Pod koniec tego tygodnia moje ramiona wyjątkowo obciążone są zmęczeniem ostatnich miesięcy. Ciężko wchodzę po schodach, z trudem zasypiam, a jeszcze trudniej wstać rano do pracy. Taką mam ochotę nic nie robić, nie myśleć… Chcę nareszcie uciec od codziennego zmęczenia, drobnych, czasem  nieistotnych spraw, które pochłaniają moją energię. Czasem najtrudniejsze są właśnie dla mnie rzeczy proste, codzienne: W świecie pełnym coraz to nowych produktów czasem czuję się bezradna i zagubiona. Staram się nadążać, aby nie pozostawać w tyle. Jednak dochodzę do wniosku, że życie jest dla tych co są na bieżąco z najnowszymi wynalazkami cywilizacji. Moje umiejętności wyniesione ze szkoły są już przestarzałe. Niedawno nawet przeczytałam, że w pewnym mieście USA dzieci nie potrzebują długopisów, bo pisanie wychodzi z mody. Zamiast tego mają uczyć się szybszego pisania na klawiaturze komputera. Co to w ogóle za pomysł?

Współczesne młode pokolenie przyzwyczajone do komputerów, komórek i zaczyna uważać odręczne pisanie za archaiczną, nikomu niepotrzebną umiejętność. Z duchem czasu postanowiły właśnie iść władze stanu Indiana w USA. Trudno mi jednak sobie wyobrazić pokolenie młodych ludzi, którzy potrafią pisać smsy z szybkością światła, ale nie umieją podpisać. Zresztą patrząc na mojego bratanka i jego kolegów dochodzę do wniosku, że dzieci nie przykładają już uwagi do charakteru pisma. Piszą nieuważnie, spieszą się, robią błędy. Teraz w świecie korektorów, nikt tego od nich nie wymaga. Czasy starannego pisania, kiedy szanowało się każdą napisaną literkę odchodzą w niepamięć… Mam tylko nadzieję, że tak szybko jego unicestwienie nie nastąpi. Zastanawiam się tylko, czy skoro uczniowie nie będą uczyli się pisać ręcznie, będą w stanie odczytać odręczne pismo. Dla mnie cała ta sprawa jest kompletnym nieporozumieniem.

Teraz jednak najważniejszy jest mój urlop.

Chcę się wyspać, a przede wszystkim wyrwać się na parę dni, aby powstrzymać tą wewnętrzną gonitwę a znaleźć spokój.

Będę w moim ukochanym mieście siedzieć rano w małej kawiarence, pić herbatę i patrzeć na ludzi biegnących do pracy, odprowadzających dzieci do przedszkola lub biegnących po prostu do sklepu po ciepłe bułeczki.  Będę szczęśliwa, że nigdzie nie muszę pędzić.

Chciałabym się zatrzymać. Stanąć nagle na ulicy i trwać w tym przez…..

Potem znowu przysiądę sobie na chwilkę na rynku lub innym placu, może pod fontanną  i znowu będę przyglądać się wszystkim twarzom, które tylko przechodzą przez to miejsce. Mogłabym zmieniać ławki, jedną za drugą.

Dla mnie osobiście każda podróż, nawet w to samo miejsce co roku,  jest inna, każda z nich wnosi do mojego życia coraz to więcej radości, harmonii i spełnienia. Uwielbiam odkrywać coraz to nowe zakątki, których jeszcze nie poznałam, ale powrót na stare. Wydeptane już uliczki też jest dla mnie ogromną radością.

Już nie mogę się doczekać.

Jeszcze tylko parę ostatnich listów i już za chwilę czas na pakowanie...  Szafa już otwarta, a walizka jak co roku uśmiecha się do mnie wyczekując i zachęcająco. Dobrze wie, że nie lubię się pakować. Nigdy nie wiem, czy uda mi się zabrać tylko same najpotrzebniejsze rzeczy. Do tego lato tego roku jest bardzo kapryśne.

Cóż nie pozostaje mi nic innego jak tylko porządnie się sprężyć i jak najszybciej mieć pakowanie za sobą. Perspektywa najbliższych dni jest taka zachęcająca, że warto włożyć w to trochę wysiłku…



Zaszumiało (14) | Zostaw myśl

Jak zwykle o tej porze....

czwartek, 11 sierpnia 2011 19:16
 Kwiaty z pół okolicznych uszczknięte i zioła,
Przenajmilsze ofiary pracowitej wioski
Przyniosły swe zapachy do wnętrza kościoła,
Przyniosły przed oblicze dobre Matki Boskiej.
 
W górze jako głos starczy, organ przepowiada,
W dole z piersi ludu płynie pieśń kościelna,
U stóp Twych, jasna Pani, wieś swe dary składa,
Opół rządczyni mądra, o królowo zielna.
 
Przed ołtarzem ksiądz szepcze łacińskie wyrazy,
Woń kwiatów coraz żywiej nad głowy się wznasza:
Ochraniaj nas od klęski, chorób i zarazy,
Królowo ziół przedziwna, pół rządczyni nasza!
 
Rozśpiewały się usty, organ wciąż przewodzi,
Ten w piersi się uderza, ten znak krzyża czyni:
Obraniaj nas od wojny, ognia i powodzi.
O ziół królowo można, naszych pól rządczyni.
Wacław Rolicz-Lieder ,W Matkę Boską Zielną

 

„Każdy kwiatek woła – Weź mnie do kościoła”.

 

Zbliża się Święto Matki Boskiej Zielnej. Bardzo lubię to święto, chociaż w mieście ludzie już nie niosą "pierwocin ziemi" do pobłogosławienia, nie dziękuja za dary, które dała nam Matka Natura. Na szczęście mój Dom należy do malutkiej parafii, gdzie jeszcze zachował się zwyczaj święcenia tego, co urosło, zakwitło....

Trochę jednak żałuję, że ta tradycja powoli zanika. Za kilkanaście lat pokolenie moich bratanków nie będzie już celebrowało tego święta.  Może dlatego prawie co roku piszę o tym dniu. Nie wiem, co jeszcze nowego mogę napisać na ten temat. Zapewne się powtarzam, ale lubię ten dzień i chcę aby co roku był on świętowany. 

W Kościele katolickim w Polsce uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny nazywana jest Świętem Matki Boskiej Zielnej, Matki Boskiej Znakomitej w Kongo, Matki Boskiej Korzennej w Czechach.

Fakt, że w naszym społeczeństwie ta druga nazwa jest bardziej powszechna, świadczy o tym, że nasz katolicki kraj, swoje korzenie ma w czasach pogańskich.

Religia dawnych Słowian była ściśle związana z kultem przyrody. Jej święta wyznaczał naturalny cykl upraw i zjawisk atmosferycznych. Od narodzin wiosny, poprzez letni rozkwit, jesienny zbiór plonów i zimowy odpoczynek. Podstawowe kulty wiązały się z naturą: kult Słońca, Ognia, Matki - Ziemi. Dzisiejsze święto Matki Boskiej Zielnej jest naturalnym przedłużeniem kultu Matki - Ziemi. Matka Boska jest uważana właśnie za patronkę Ziemi. W naszym kraju od V wieku 15 sierpnia tradycyjnie przynoszono do kościołów płody ziemi: zioła, zboża, kwiaty, owoce, warzywa. Wierzono, że poświęcone w tym dniu wiązanki nabierają szczególnych mocy. Ułożone pośród pola miały przynieść dobre plony w roku następnym, ustawione w domu wróżyły szczęście i spokój domostwa. Wszystkie te praktyki mają tak naprawdę więcej wspólnego z pogaństwem niż z religią chrześcijańską. Cieszę się jednak, że wpisały się tak mocno w naszą tradycję. Nie sposób wyznaczyć już granicę, która oddziela zwyczaje pogańskie od chrześcijańskich.

Naturalnym procesem zachodzącym podczas ekspansji nowej religii, jest przejmowanie niektórych cech i obrzędów wierzeń wcześniejszych. W ten sposób łatwiej przekonać ludzi do nowej wiary. Nawet współcześni misjonarze, chcąc nawrócić nowe plemiona, nie wywracają ich świata duchowego do góry nogami. Nie twierdzą, że to wszystko, w co od wieków wierzyli ich przodkowie i w co oni dziś tez wierzą to nieprawda. W ten sposób nikogo nie da się nawrócić. Co innego, jeśli powoli przemyca się nowe treści do starych obrzędów. W ten sposób niektóre pogańskie zwyczaje zachowały się po dziś dzień i są już mocno wpisane w tradycje chrześcijańskie, że wielu wydaje się, że właśnie z tej tradycji to się wywodzi. Tymczasem połowa obrzędów towarzyszących, na przykład Świętom Wielkanocnym pochodzi z czasów pogańskich i ma związek z kultem ziemi.

Skoro to święto dla mnie tak wiele znaczy, to może w poprzednim wcieleniu byłam „praktykującą poganką”? Może? Chyba raczej na pewno, ale o tym może później…



Zaszumiało (8) | Zostaw myśl

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 24 czerwca 2017

Przemknęło:  401 281  

Ziarenka myśli

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Przeminęło z wiatrem?

Czy to ja??????

Dziewczyna po lepszej (?) stronie życia
Staram się być optymistycznie nastawiona do świata i ludzi, szukać dobrych stron życia choć w moim życiu nie brakuje trudnych chwil.

O moich stronkach

Piszę więc jestem

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Tropiciel myśli

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Gołąbek pocztowy

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Przemknęło

Zajrzało: 401281
Zostawione myśli
  • liczba: 489
  • komentarze: 4599
Galerie
  • liczba zdjęć: 98
  • komentarze: 45
Liczba uśmiechów: 2598
Szumię : 4046 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl