Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 897 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Rozmowa z .....

środa, 21 grudnia 2016 11:38

Zamyślenia Adwentowe

Adwent czasem zadumania,
Nad przeżytym rokiem.
Do zastanowienia skłania,
Czy się lepszym jest choć trochę?
Czy spełnione są zadania?

Już listopad, w pierwszym dniu,
Tej zadumie sprzyja.adwent.jpg
Po swych bliskich, zmarłych – znów
Całun smutku nas spowija,
Wspominamy ich bez słów.

Znów dotyka przemijanie.
Upływ czasu, gdy przypomni,
Nam do śmierci przybliżanie,
I przed Bogiem rozliczanie,
Z darowanej, wolnej woli.

W czas adwentu, tęskny wzrok
I myśl tęskna Boga szuka,
Gdy Przyjaciel – Anioł Stróż,
Energicznie w serce puka,
Wzywa – „do pokuty rusz!”.

Lidia Szymanowska

W tym roku to moje zamyślenie jest szczególne. To nie tylko czas zadumy i oczekiwania na Boże Narodzenie. Od dawno wiadomo, że grudzień to mój miesiąc, z moją najdłuższą nocą w roku, w której dobre parę lat temu spojrzałam na świat po raz pierwszy. Lubię ten czas. Staram się go spędzić, o ile to możliwe przed świętami, w ciszy i spokoju, i jak zwykle troszkę w zadumie. Zaczynam spoglądać do tyłu, szukać tych najważniejszych i tych najtrudniejszych momentów. Chyba u każdego, takie refleksje, nasilają się z wiekiem. Kiedy człowiek ma za sobą pewne lata zaczyna o tym myśleć. Jak się jest młodym, to wszystko jest przed nami, nie oglądamy się wstecz.
Teraz moje myśli krążą wokół tego, czy tak jak inni ludzie przez te lata tak bardzo się zmieniłam?

Na pewno nie ma już tej naiwnej, dziecięcej czternastolatki.

" Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce."
1 Kor 13,11

Jednak z drugiej strony, gdy spotykam kogoś po latach, to słyszę: "Ty się wcale nie zmieniłaś". Jak zatem jest naprawdę?
Nadal mieszczę się w spodnie, które kupiłam na studiach. Jednak oprócz dodatkowych lat i kurzych łapek dostałam od życia doświadczenie, którego brakowało tej nastolatce.
Nie miałem z kalendarzem zbyt dobrej komitywy,

 

Młodość mojego życia przypadła na wiek siwy.

Gdy idę przez ulice - dusza pogania ciało;

Pięćdziesiąt lat przeżyłem i ciągle mi za mało!

Poeci piszą słowa, których nikt nie rozumie,

A życie takie proste - w słońcu i liści szumie...

dziewczyna1.jpg

Wiem o kwiatach to tylko, co mi powie ich zapach,

Lecz wiedzy tej nie znajdę w książkach ani na mapach.

Lato, choć nawet siwe, niechby najdłużej trwało -

Pięćdziesiąt lat przeżyłem i ciągle mi za mało.

I chciałoby się znowu za miastem zrywać chabry,

Uśmiechać się do dziewcząt powracających z fabryk,

Patrzeć z mostu na Wisłę mieniącą się tak złudnie,

Tańczyć na Mariensztacie w niedzielne popołudnie,

A potem z konduktorką z "czternastki" iść na lody

I udawać młodego - choć już się nie jest młodym.

Znalezione w Internecie

Kiedy byłam dziec­kiem, zaw­sze marzyłam o dorosłości... A te­raz chciałabym choć na jedną, krótką chwilę prze­nieść się do lat mo­jego dzieciństwa.
Chętnie to moje doświadczenie i wiedzę zamieniłabym na tą beztroską młodość, na złudzenia, a przede wszystkim na poczucie bezpieczeństwa.

Oczywiście podobnie jak wtedy nadal nie wiem wszystkiego, nadal nie rozumiem ludzi i otaczającego mnie świata, jednak w przyszłość spoglądam z lękiem i obawą. Dawniej ufnie patrzyłam przed siebie, miałam marzenia. Wierzyłam, że wszystko jest możliwe. Do tego czułam się bezpiecznie, pomimo, że czasy były niepewne, a dookoła wesoło nie było: stan wojenny, kryzys....

Wygląda na to, że tamtej nastolatki już nie ma. Jednak w pewien sposób pozostałam sobą, mimo, że stale się zmieniam. Wciąż się uczę, poznaję świat wokół mnie....

Jednak tamtej dziewczyny już nie ma.

 Tamta dziewczyna

Tamta dziewczyna mieszka parę myśli stąd
W tej samej głowie czasem przypomina mnie
Ale ma siłę, jaką miewa mało kto
A kiedy trzeba umie głośno mówić "nie".
Czy na pewno?
Czy już znasz ją?

Ref.: Ona nie chce być, taka sama jak ja
Nie zna granic i nie zamierza się bać.
Nie zatrzyma się, kiedy Ty będziesz chciał

dziewczyna.jpg

Ona nie chce być, taka sama jak ja.
Którą z nas chcesz kochać, którą z nas?

Tamta dziewczyna, tak mało o niej wiesz
Ma siłę by marzyć i tak zazdroszczę jej.

Bo właśnie taką byłam nim przyszedłeś tu
I w głowie wciąż jeszcze mam tyle snów.
A razem dawno już nie dotykamy gwiazd
Tamtą dziewczyną mogę stać się jeszcze raz.

Ref.: Ona nie chce być, taka sama jak ja
Nie zna granic i nie zamierza się bać.
Nie zatrzyma się, kiedy Ty będziesz chciał
Ona nie chce być taka sama jak ja.
Którą z nas chcesz kochać, którą z nas?

Tamta dziewczyna, tak mało o niej wiesz
Ma siłę by marzyć i tak zazdroszczę jej.

Ref.: Ona nie chce być, taka sama jak ja
Nie zna granic i nie zamierza się bać
Nie zatrzyma się, kiedy Ty będziesz chciał
Ona nie chce być, taka sama jak ja
Ona nie chce być, taka sama jak ja
Nie zna granic i nie zamierza się bać
Nie zatrzyma się, kiedy Ty będziesz chciał
Ona nie chce być, taka sama jak ja
Którą z nas chcesz kochać, którą z nas?

Tamta dziewczyna, tak mało o niej wiesz
Ma siłę by marzyć i tak zazdroszczę jej.

Marcin Piotrowski

Ciekawe, co dzisiaj powiedziałabym teraz tamtej dziewczynie? Przecież do końca nie rozumiem świata, który mnie otacza. Jak mam jej wytłumaczyć, że ludzie nie mają dla siebie czasu, tylko nieprzerwanie pędza do przodu, aby zdążyć, nie zostać w tyle..... Już słyszę jak mówi: przecież macie tyle przedmiotów ułatwiających życie, o których ja mogłam tylko pomarzyć, albo i nie, bo wówczas jeszcze ich nie było.... I jak to wytłumaczyć?

Jednak przed nią całe życie, a szanse mają dopiero pokazać.

Jest zatem parę wskazówek, które wyczytałam w książkach i które chciałabym jej przekazać:

- Nic nie mija. Świat się niczego nie uczy. Wszystko zaczyna się od nowa. Wszystko co dobre i złe będzie zdarzało się nadal.

- Życie ludzkie nie jest proste. Nie czeka nas nic dobrego dopóki rządzi człowiek, a Bóg, w którego wierzymy często odwraca głowę.

- Przestań się za wszystko winić. Dałaś z siebie mnóstwo dobrego i odrobinę złego.
- Jesteśmy tutaj nie po to, aby wszystko robić jak należy, ale żeby próbować.

- W życiowej loterii nie wszystkie losy okażą się wygrane.

- Im bardziej dokładnie będziesz obserwować świat, tym bardziej stanie się on interesujący, pełen sekretów i niespodzianek. Świat jest piękny, ale zarazem niebezpieczny i pełen agresji.

- Czasami trzeba zrobić coś, co wydaje się lekkomyślne, aby życie mogło pójść do przodu. Trzeba podjąć to ryzyko.

- Życia nie da się zacząć od nowa. Ono zawsze się za nami ciągnie, zostawia ślady.

- Realizuj marzenia. Jednak czasem te marzenia mogą prowadzić tam, gdzie nie chcemy.

- Życie nie jest jednym pasmem szczęścia. Jednak sukces można docenić, gdy poniosło się porażkę.

- Dusza musi czasem popłakać, aby być szczęśliwa.

- Bądź uprzejma, cierpliwa i miła dla wszystkich, a szczególnie bądź dobra i cierpliwa dla siebie.

- Ciesz się życiem, bo dzięki temu żyjesz, możesz obdarzać miłością, pracować i spoglądać w gwiazdy.

- Wszystko, co otrzymujesz od losu jest darem. Nawet to, co teraz uważasz za niedobre dla ciebie, w przyszłości może odmienić twoje życie na lepsze.

- Nie próbuj być mądrzejszy od wszechświata, nawet on się zmienia by istnieć.

- Człowiek przemierza świat w poszukiwaniu szczęścia, a znajduje je po powrocie do domu.

- Poszukując własnej drogi, nie zadeptuj cudzych trawników.
- Żyjemy tak jak śnimy - samotnie

-Przegrać to nie znaczy nie mieć racji.

- Milczenie - przyjaciel, który nigdy nie zdradzi.

- Nadmiar zaufania jest czasami głupotą.

- Trzeba umieć iść słoneczną stroną życia.

- Nie rezygnuj nigdy z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.

- Nie możesz zatrzymać żadnego dnia, ale możesz go nie stracić.

- Nadzieja jest ryzykiem, które trzeba podjąć.

- Prawdziwa przyjaźń przychodzi wówczas, gdy milczenie dwóch osób ich nie niepokoi.

-Nawet cień przyjaciela starczy by uczynić człowieka szczęśliwym.

- Przyjaźń jest jak ogród. Trzeba ją pielęgnować.

- Słuchaj koncertu świerszczy, poczuj muśniecie motyla.

Ale Czy posłucha?

przemijanie.jpg

Czego zatem życzę sobie na urodziny?

Zdrowia

Abym nadal pozostała młoda duchem.

Więcej pewności siebie.

Aby czas tak szybko nie uciekał

Prostej drogi

Wiosny dookoła i w myślach.



Zaszumiało (15) | Zostaw myśl

Dawna wakacyjna codzienność

piątek, 05 sierpnia 2016 6:33

 

 Lato
Lato w słomkowym kapeluszu
Chodzi po polach,liczy kłosy.
To młodzian pełen animuszu-
Młodości nigdy dosyć.

kapelusz-wiosna.jpg
W szczodrości sypie złote ziarno,
Chabry rozdaje wiejskim pannom

I chce, by zawsze go kochano
Ten chłopak miodowłosy.


Ugryzie w sadzie papierówkę,
W dłoniach ukryje bożą krówkę,
W duszy mu tylko śpiew i granie-
Wesoły przebieraniec.

Nad wschodem słońca zadumany
Liczy skowronki i bociany
I z polnym strachem idzie w tany
Bo w miejscu nie ustanie.

Anna Zajączkowska

Wstał kolejny letni, cichy, orzeźwiający świt. Jak zazwyczaj był złocisty, lecz dziś jakby odrobinę blady. Dodaje mi jednak energii i siły przed kolejnym upalnym dniem, które do wieczora znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ale przecież wiadomo od świętej Anki chłodne wieczory i ranki. I jak dla mnie tylko one mogłoby być. Po co te upalne południa i popołudnia? Przecież sierpniowe wieczory i ranki są najpiękniejsze. A spadające gwiazdy w noc św. Wawrzyńca ponoć spełniają marzenia.
Podziwiam królewnę Lato, że w taki dzień ma silę pracować w polu, ogrodzie.... Od dawna wiadomo, że to najpracowitsza córka króla Słońce.
Jednak znowu odeszłam od tematu, przecież nie o tym chciałam pisać.
Minął kolejny ranek otulony mgiełką nostalgii.
Jak każdego roku o tej porze powracają wspomnienia o moich dziadkach.
Znowu błądzę myślami w poprzednim wieku.
Często teraz mieszkam we wspomnieniach. W świecie, który już nie istnieje.
Trudno się znowu cofnąć do kalendarza sprzed wielu lat. A przecież dobrze go pamiętam. Tuż przy drzwiach w kuchni Dziadków wisiał kalendarz, z którego codziennie Babcia lub Dziadek wyrywali kartkę. To był nawet taki rytuał. W lecie, kiedy tam przebywałam, kalendarz stracił już trochę na swojej wadze, ale z uporem dążył do szczuplejszej figury. Pod koniec roku był już chudziutki, tak że znikał i a jego miejsce zajmował następny, gruby i ciężki, który radośnie odmierzał kolejne dni i dostarczał również ciekawych informacji - kulinarnych, ogrodniczych, astrologicznych... Czasem zdarzało się nawet, że opowiadał dowcip lub pokazywał żart rysunkowy. Bardzo lubiłam ten codzienny rytuał i z niecierpliwością czekałam, co też można przeczytać lub zobaczyć na drugiej stronie kartki.
 
Kartki z kalendarza
Kartkę z kalendarza, wyrywasz codziennie.
kalendarz.jpg
Czynność tę od lat, powtarzasz niezmiennie.
Lecz każda karteczka, powie coś innego,
Kiedy ją przeczytasz, wiesz już coś nowego.


Wiesz o imieninach, jaką mamy datę,
Ale też i o tym, czym nakarmić tatę.
Również o tym kiedy, wiosna nas przywita,
O tym, że agawa, raz w życiu zakwita.

Są tam też rocznice, ważne i mniej ważne
I opisy z życia, też na niepoważnie.
Kartki z kalendarza, choć tak bardzo małe,

Wiedzę nam poszerzać, będą przez rok cały.
znalezione w Internecie
W domu Dziadków były też inne rytuały.
Na wprost łózka w sypialni wisiał zegar. Dziadek o stałej porze ciągnął za łańcuchy, na których zawieszone były obciążniki. Gdy tylko podjeżdżały do góry, zegar oddychał z ulgą, uśmiechał się i potakiwał nam wahadłem. Znów miał siłę liczyć kolejne minuty i godziny. Tik tak, tik tak..... A przy każdej godzinie donośnie wołał bim bam, bim bam.... Dzisiaj, jak go wspominam z rozrzewnieniem, to zastanawiam się, jak to możliwe, że udawało się nam spać w nocy. Teraz pewnie nie zdecydowałabym się na taki eksponat. Jednak gdyby to był ten jeden, jedyny, to kto wie... Ale pewnie wyłączyłabym to bicie.

 

Stary zegar od pradziada
Stary zegar od pradziada
Nic nie robi, tylko gada...
Ledwie skończył – już zaczyna;
Co godzina – to nowina.

zegar.jpg

„Ej, wy dziatki ! Czy wy wiecie,
Jak bywało niegdyś w świecie?
jak bywało na tej ziemi

Przed latami, przed dawnymi?...

Tarcza moja, tak jak słońce,
Biła sercem szczerozłotym,
Sławnych godzin sta, tysiące
Wydzwoniłem swoim młotem.

Miałem w piersi głos ogromny:
Grałem marsze i mazurki,
I polonez wiekopomny

O tym królu, co bił Turki.

Dziś mi nikt już nie poradzi,
Z wiatrem poszło moje zdrowie...
Zapytajcie tylko dziadzi,
To on resztę wam opowie’’.

Stary zegar mruczy w ciszy,
Zgięta skrzypi w nim sprężyna
Ledwo idzie, ledwo dyszy
Przecież znowu bić zaczyna.

znalezione w Internecie

Codziennie Dziadek czytał regionalną gazetę. Wędrówka z Babcią lub Dziadkiem do pobliskiego kiosku zawsze była dla mnie atrakcją. Z czasem sama po nią biegałam i z ciekawością zaczęłam przeglądać. Teraz jak jestem w tamtych stronach, to staram się do niej zajrzeć.Każdego dnia siedziałam na taborecie w kuchni i patrzyłam jak Babcia rozpala ogień w piecu i nastawia wodę na ziemniaki. To nic, że obok stała kuchenka gazowa. Z pieca zawsze wszystko smakowało lepiej, a dla takiej dziewczynki jak ja było też ciekawsze.

Prawie codziennie wędrowaliśmy na drugi koniec miasteczka. Tam znajdowała się działka Dziadków. Zdecydowanie jednak wolałam, jak jechaliśmy z Dziadkiem samochodem. Było wówczas wygodnie i szybko.
Wówczas droga ta wydawała mi się bardzo męcząca. Najpierw długa droga boczną, nieasfaltową drogą, potem marsz tuż przy torach kolejowych, następnie wspinaczka uliczką pod górkę i już było blisko.
Najbardziej fascynował mnie marsz wąską ścieżką tuż przy torach. Najciekawiej było, jak zbliżał się pociąg.
Dobrą minutę przed przyjazdem pociągu słyszeliśmy jak szepczą i mruczą tory. Potem zaczynały śpiewać. Na początku było cichutkie mormorando, potem głośniejsze zawodzenie. Tutut, tutut, tutut.... lubiłam i nadal lubię ten dźwięk. Może dlatego, że zawsze mieszkałam blisko torów kolejowych.
Po chwili stukot i huk narastał. Jak nie udało się nam wcześniej dojść do uliczki, schodziliśmy ze ścieżki i czekaliśmy w bezpiecznej odległości. Nadjeżdżała ogromna lokomotywa spocona, groźna, z trudem ciągnąca wagony. Nagle rozlegał się gwizd, buchała para i pociąg stopniowo zwalniał, przejeżdżał pod mostem, zgrzytał hamulcami i zatrzymywał się na dworcu. To było niesamowite przeżycie, które zdarzało się bardzo rzadko, w porównaniu z marszem na działkę... Teraz niestety śpi na bocznicy lokomotywa....
 
Lokomotywa
Śpi na bocznicy lokomotywa,
Wielka, ogromna, rdza po niej spływa,
A nie oliwa.
Śpi i nie sapie, nawet nie dmucha,
Żar z jej zimnego brzucha nie bucha.
Wagonów nigdy już nie pociągnie,
Już o podróżach musi zapomnieć.

A przecież w czasach swojej młodości,
Woziła bardzo dostojnych gości:
Jaśnie hrabiego z jaśnie hrabiną,
pociąg.jpg
Pana sędziego z żoną sędziną,
Oraz ministra, trzech generałów,
Premiera, a z nim doradców paru,
I jeszcze pomnę, razu pewnego,
Pana prezesa Banku Rolnego.

Warszawa-Wiedeń, Wiedeń-Warszawa,
Wieźć takich gości, to była sprawa!
Na stacjach tłumy, krzyki i kwiaty,
Grały orkiestry, grzmiały wiwaty.
Pociąg witano i odprawiano
Z wielkim przepychem wieczorem, rano.
Ciągle po szynach raźno się toczył,
We dnie
Lub w nocy,
We dnie
Lub w nocy.

Śpi na bocznicy lokomotywa,
Drzew gąszcz zielony szczelnie ją skrywa.
I tylko we śnie wspomina tak:
Tak, to-to, tak,
Tak, to-to, tak…
znalezione w Internecie
Tych naszych rytuałów, codziennych czynności  było więcej... Jednak powoli się one zacierają w pamięci. Powinnam częściej myśleć o Dziadkach. W mojej pamięci jest dużo miejsca dla Dziadków. Powinnam pielęgnować te wspomnienia, aby się nie rozmyły. Kto powiedział, że lepiej koncentrować się na teraźniejszości? Bo cóż ma mi ona do zaofiarowania dzisiaj?


Zaszumiało (8) | Zostaw myśl

Pociągiem przez życie

niedziela, 14 czerwca 2015 5:52

 

Na małej stacyjce
stoją ludzie na peronie

budynek-dworca.jpg

pojedynczo i parami
nie chcą wyjeżdżać

pośpieszne tu się nie zatrzymują

tylko dwa osobowe
- połączenie ze światem
rano i wieczorem

na odludziu nawet nadzieja
przejeżdża bez zatrzymania
tylko się uśmiecha i iskrzy

pozostawia marzenia

kolejne oczekiwanie
i jak zwykle
               sadzę w oku
Jerzy Granowski

Jestem, wróciłam....
Cudownie było pojechać do miejsca, tak bardzo związanego z moim dzieciństwem. Już sama podróż pociągiem przeniosła mnie w minione lata, chociaż teraz pociąg "mknie" do mojego ukochanego miejsca ponad 3 godziny, a kiedyś ciuchcia dowoziła nas w 6 godzin.
Miasteczko powitało mnie słońcem, zapraszając do wędrówki znajomych uliczkach. Cisza, spokój.... Nie mogłam uwierzyć, że znowu tu jestem. Chciałam, aby ten dzień nigdy się nie skończył. Tak dobrze było tu powrócić i cieszyć się znowu każdą chwilą tam spędzoną. Niestety....Świat biegnie do przodu, czasy się zmieniają.
Niewiele jest rzeczy, które pozostają niezmienne, no.... prawie niezmienne.
Tak właśnie jest z dworcem w miasteczku, z którego wróciłam.
W wielu podobnych miejscowościach stoją stare budynki dworcowe, chociaż życie w nich praktycznie zamarło. Większość mieszkańców przesiadła się do samochodów, autobusów....Składy jeżdżą coraz krótsze, niektóre nawet w całości wycofano, a w wagonach coraz mniej ludzi.
Stare dworce pustoszeją, niektóre są zamykane, perony zarastają trawą, puste, często zabytkowe budynki niszczeją,popadają w ruinę. Są bezbronne wobec ludzkiej obojętności i bezwzględnego upływu czasu.
A przecież stare dworce kolejowe to miejsca nostalgiczne. Kiedyś były budynkami reprezentacyjnymi.
W ostatnich latach zlikwidowano wiele tras kolejowych i PKP musi teraz zapełnić lukę, jaka powstała. Stopniowe ograniczanie przejazdów kolejowych sprawiło, że PKP ma dziś w swojej gestii ogromną liczbę dworców, z którymi nie do końca wiadomo, co zrobić. Przyciąganie ludzi innych, niż tylko pasażerowie, ma sprawić, by opustoszałe dworce odzyskały szanse na rentowność.
Teraz często miasto stara się tchnąć w nie nowe życie, przerabiając je na mieszkania, restauracje, hotele czy centra kultury. Ale urok i czar ich znika.
Na szczęście w moim miasteczku dworzec jeszcze żyje. Ale lata jego świetności minęły. Chociaż, gdy tam byłam poczułam, że świat zatrzymał się tam w miejscu. Jedyne co zniknęło, to ławeczki, na których można było usiąść w czekając na pociąg. Lubiłam na nich siedzieć i patrzyć na mijających mnie ludzi. Jedni przychodzili wcześniej, inni wbiegali na peron tuż przed odjazdem pociągu. Potrafiłam tak siedzieć i obserwować przez dłuższy czas. Teraz Jednak ławeczki zlikwidowano. Ale to już chyba taka ogólnokrajowa moda, aby chyba w nocy nikt nie mógł tam się przespać.

Przez lata moje miasteczko rozwinęło się, rozkwitło, nabrało kolorów po szarej przeszłości.
Jednak w głębi swojej duszy pozostało takie same, jak przed laty. Zwłaszcza tu na dworcu.

Ja także chciałam zatrzymać się tu na dłużej, nie wyjeżdżać tak szybko z miejsca, gdzie moja dusza i serce odpoczywają. Może kiedyś uda mi się nie wsiąść do pociągu powrotnego. Tak chciałabym usiąść jak dawniej na ławeczce i patrzeć na pędzących ludzi, na tych co żegnają się lub witają..... Może kiedyś się uda póki dworzec w moim miasteczku istnieje?

 Dworzec nadzieja

spóźniłam się na pociąg życia
zmięty kartonik mam wciąż w dłoni
stoję bezradna na peronie
bo nie potrafię go dogonić

parowoz.jpg

ten bilet stracił swoją ważność
kupić nowego już nie mogę
stacja nadzieja jest zamknięta
życie odcięło mi tą drogę

 

wiatr wyrwał świstek z mojej ręki
więc nikt nie zmieni na nim daty
ostatni pociąg w dal odjechał
szczęście jak zawsze mam garbate

walizkę ciągnę pełną złudzeń
od jej ciężaru bolą ręce
gdy tu poczekam trochę dłużej
to rozczarowań będzie więcej

usiadłam w pustej poczekalni
dworca nadziei w likwidacji
żaden tu pociąg nie zajedzie
nie ma na mapie już tej stacji

znalezione w Internecie

Zawsze sądziłam, że stare dworce kolejowe były nielicznymi magicznymi miejscami, jakie pozostały jeszcze na świecie. Unosiły się na nich wspomnienia dawnych pożegnań, rozstań, początków dalekich podróż, z których nie było powrotu. Jeśli kiedyś się zgubię, niech szukają mnie na dworcu, pomyślałam.
Carlos Ruiz Zafón

Także nasze życie podobne jest do podróż

y pociągiem. Składa się z wsiadania i wysiadania, spotykania się i żegnania się z ludźmi,niespodzianek niesionych przez los.
Przychodząc na świat wsiadamy do pociągu, który z biegiem lat nabiera tempa. Spotykamy tam ludzi, z którymi najchętniej odbylibyśmy cała naszą podróż: dziadków, rodziców, przyjaciół..... Niestety z czasem docierają oni do celu swojej podróży i wysiadają na stacji po drodze. Pozostawiają nas często w pustym wagonie. Czujemy sie wówczas osamotnieni, pozbawieni ich miłości, przyjaźni, zrozumienia i niezastąpionego towarzystwa.... To prawda, że na ich miejsce do naszego przedziału wsiadają inne osoby, które może z czasem stają się dla nas bardzo ważne, z którymi chcemy kontynuować naszą podróż. Rodzina się powiększa, pojawiają się nowi przyjaciele......
Jednak do końca nie będziemy wiedzieć na jakiej stacji wysiadamy, ani gdzie wysiądą nasi towarzysze.
Są także osoby, które na chwilę pojawiają się w naszym przedziale tak niezauważenie, że nawet nie zauważamy, że zwolnili miejsce.
Wiele osób wysiadając pozostawi po sobie ciągłą tęsknotę, której nigdy się nie pozbędziemy. I we mnie nigdy ta tęsknota nie zniknie. Zawsze będę wracać do mojego miasteczka, choćby tylko w myślach.

Koniec rozpamiętywania.... Właśnie ktoś nagle wcisnął przycisk "play" i znowu wszystko wróciło na tory, którymi podąża, a raczej pędzi codzienność. Powinnam wsiąść do tego pędzącego pociągu i nieoglądając się za siebie pomknąć z resztą do przodu. Ale czy ja to potrafię?

Rozmyślania na dworcu  

Na wszystkich dworcach świata
W poczekalniach, na peronach
Każda rozmowa o życiu
Zostaje niedokończona

Podróżni różni
Nic się nie różnią
Na dworcach każdy
Staje się próżnią

dworzec.jpg


Jest tak jak wszędzie
Szczęście, nieszczęście
Tylko, że w pędzie
Tylko, że częściej

Na wszystkich dworcach świata
Daleką drogą olśnienie
Toczysz się losu koleją
Po swoje przeznaczenie

Suma powrotów i pożegnań
Daje w efekcie zero
Niektórym życie jak pociąg
Niektórym życie jak peron
Wsiadają, wysiadają
W bufetach piwem się raczą
Przyjeżdżają, odjeżdżają
Płaczą

Gubią się, odnajdują
Walizy taszczą
Zjadani, wypluwani
Dworców studrzwiową paszczą

Niech wszystko działa
Zgodnie z rozkładem
Pociąg odchodzi
Ja, nie pojadę

Jonasz Kofta

 



Zaszumiało (11) | Zostaw myśl

Kiedy to było?

piątek, 01 maja 2015 16:03

 

Matura

Wiosna przyszła w całej krasie,
Młoda zieleń drzewa kryje,
Popłoch w maturalnej klasie,
Cwaniak drugą kieszeń szyje.

W niej ściągawy chować pragnie,
Wielką pustkę czując w głowie,
Wie, że jest to niemoralne,
Zdrada może kryć się w słowie.

kasztan.jpg

 

Kasztan już się pokrył kwiatem,
W sadzie drzewa bukiet stroją,
Wszyscy mówią tylko o tym,
Jak matury tej się boją.

 

Razem z majem strach odleci,
I wakacji przyjdzie pora,
Żarem słońce będzie świecić,
Maturalna minie zmora.

Wszyscy kiedyś to przeżyli,
Strach miał zawsze wielkie oczy,
Choć już o tym zapomnieli,
Czas matury wciąż jednoczy

Znalezione w Internecie 

Maj się mai, zaczynają kwitnąć bzy, a i kasztany niedługo założą swoje zazwyczaj białe sukienki. Szkoda, że te różowe wychodzą już z mody i są coraz rzadsze.

Dziś będzie, jak zresztą zazwyczaj, sentymentalnie, bo wiatr majowy oprócz zapachu bzu i płatków kasztanów przywiał też wspomnienia. Przecież dokładnie…. lat temu przygotowywałam się do matury.

Powróciły więc szczęśliwe chwile, które teraz mgiełką niepamięci przesłaniają momenty gorszego czasu.   Bo tak naprawdę nie były to dla nas wszystkich radosne lata.

Było wszystko jak jednak i teraz nakazuje tradycja: maj, kasztany, białe bluzki, czarne spódnice, garnitury, stres, ściągi.... 

Maturę wspominam bardzo ciepło, nie chcę jednak myśleć o ówczesnej szarości dnia codziennego.

Zmieniły się czasy, zmienił się świat może na bardziej kolorowy, nowoczesny. Przecież moja matura była .... lat temu. Niektórych osób już nie ma w naszym mieście, zagubili się w świecie.... Zatem dzisiaj otula mnie tylko wonne wspomnienie zapachu bzu, śpiewu ptaków, szumu wiatru i ciepłego, dusznego powietrza.

Kiedy była dokładnie moja matura? Dla nas wszystkich kilkanaście zmarszczek temu, a  dla niektórych nawet całe kilogramy temu.

To prawda, że większość z nas upiększa swoje wspomnienia, aby pasowały do tego jak chcemy, aby widzieli nas inni. Jednak kiedy przez pewien czas nie widzisz dziecka, to dziwisz się jak bardzo wyrosło. Kiedy przez dłuższy czas nie widzisz dorosłej osoby, dziwisz się jak bardzo się zestarzała, przytyła, a czasem schudła. Ja do swoich oznak upływającego czasu przyzwyczaiłam się stopniowo, ale te u koleżanek i kolegów z klasy, których widuję okazjonalnie, są trudne do zaakceptowania.

Chciałabym kiedyś to jeszcze poskładać, wrócić do tego co było, ale czy jest to możliwe?

Niestety czas płynie minuta po minucie, jak piasek przesypujący się w klepsydrze. Jednak nie można go również odwrócić do góry nogami.

Dobrze jednak pamiętam maj …  roku, choć sporo lat już minęło…

W niedzielę przed maturą ogarnęła mnie panika, że tak wielu rzeczy jeszcze nie zdążyłam powtórzyć. Jednak nie zaglądałam już do książek. Był piękny, ciepły słoneczny dzień.  Założyłam więc nową sukienkę, którą mam do dzisiaj, bardzo lubię i spokojnie mieszczę się w nią…. Założyłam więc sukienkę i wraz z kilkoma maturzystami poszliśmy na spacer, aby już nie myśleć o książkach. To nas trochę wyciszyło, uspokoiło.  

W poniedziałek maturalny kwitły kasztany, pachniały bzy, było duszno, wiał wiatr…. Wszystko pamiętam, zupełnie jakby dzisiaj to był ten maj sprzed lat... Pamiętam, jak byłam ubrana i co spakowałam do torebki. Nie musiałam się martwić o telefon komórkowy, bo ich jeszcze nie było, ba… nawet telefon stacjonarny był rzadkością.  Nic nie zatarło się w mojej pamięci.  

Dlatego nie chce mi się wierzyć, że od mojej matury minęło już tyle lat.

Lubiłam tą szkołę i do dzisiaj mam do niej sentyment. Z nostalgią wspominam osoby z klasy, nauczycieli, ich zachowania, gesty…. Jednak jakbym teraz miała wrócić do mojego liceum, to już nie miałabym do czego. Nie ma już moich nauczycieli, klasa rozjechała się po świecie. Mogłabym wrócić, ale tylko do tamtego czasu, do tamtych osób.

Weszłam ostatnio na stronę mojego liceum. Wszystko się pozmieniało, szkoła z zewnątrz odremontowana, ale nie straciła swojego niepowtarzalnego uroku starej szkoły, z grubymi murami.

Matura była wówczas nie tylko symbolicznym początkiem wejścia w dorosłość, pierwszym krokiem do niej. Dawała nam i umożliwiała wiele. Jednak, trzeba się było postarać, aby dostać się na studia, otrzymać wymarzoną pracę. Świadectwo dojrzałości było przepustką do lepszego życia.   Z roku na rok matura traci na wartości, powszednieje.  Narodził się bowiem nowy trend - ukończenie studiów. I co najsmutniejsze nie ważne jakie one są, kim się zostanie… Ważne aby skończyć studia i otrzymać dyplom.

Dlatego dzisiaj każdy ma maturę. Ba, prawie każdy może pokazać się dyplom ukończenia studiów.  Ze smutkiem stwierdzam, że matura, studia straciły swoje znaczenie, spowszedniały. Dla mojego pokolenia (Boże, jak to brzmi, starzeję się chyba) matura świadczyła o zdobyciu wiedzy niezbędnej w dorosłym życiu. Zwłaszcza przed wojną matura miała kolosalne znaczenie. Niestety dzisiaj do otrzymania zatrudnienia nawet dyplom uczelni nie wystarcza.

Kiedyś było inaczej… Kiedyś…

Staram się zbyt często nie patrzeć w przeszłość. Jest to jednak Trudne. Dawne obrazy, zapachy często podkradają się blisko i nie pozwalają spoglądać tylko w przyszłość. Ostatnio jadąc do pracy zobaczyłam, że wyburzają budynek, w którym mieliśmy studniówkę. Łza zakręciła się w oku, a na samo wspomnienie naszej zabawy rzewnie zrobiło się na sercu. Przecież kiedyś był to okazały, nowoczesny budynek. Teraz jednak po tylu latach stwierdzono, że z jednej strony nie pasuje do współczesnej zabudowy, a z drugiej gryzie się z tą przedwojenną.  Niestety czasu nie da się zatrzymać, ani powstrzymać pędzącej do przodu cywilizacji. Jednak w sercu, pamięci można zatrzymać niektóre chwile. 

Chociaż im bardziej odleglejsza przeszłość, tym bardziej się tęskni. Przeszłości nie do się kupić, ubłagać, przeżyć ponownie

Na szczęście pewne obrazy, zapachy, przeżycia na zawsze zostaną niezapomniane.

fioletowy-bez.jpg

Maj
W parkowej alei zakwitły kasztany,
białe kiście w zieleni liści stoją wyniosłe.
To maj zagościł na świecie
i czaruje swym urokiem zakochanych,
wędrujących aleją, przytulonych do siebie, roześmianych.

W parkowej alei zakwitły bzy i czeremchy,
odurzają swym zapachem latające owady.
To wiosna poczyniła zmiany wokoło:
rodzi życie, budzi miłość, daje radość!

W parkowej alei spacerują romantyczni staruszkowie
zapatrzeni w bzy, czeremchy i kasztany
Jak dobrze było być kiedyś zakochanym,
jak dobrze być razem, kiedy przychodzi starość.

Józefa Augustyńska



Zaszumiało (18) | Zostaw myśl

Dorosłość

wtorek, 11 listopada 2014 8:16

przeminie.jpg

Znicze

Palą się znicze...
Przypominają,
Że ktoś odchodzi,
Inni zostają.

Pośród cmentarzy
Cichych uliczek
Jak wierna pamięć -
Palą się znicze...
Ryszard Przymus

 

Dni stają się coraz krótsze. Także i  ja spowolniałam. Staram się korzystać z wyjątkowej w tym roku pogody. A przecież pamiętam listopady ze śniegiem i mrozem. Dookoła ciepła Jesień ubrana w kolorową sukienkę. Pomimo tego jesienne smuteczki snują się po moich Zielonych Szumiących Stronkach.
Jak co roku listopadowe nostalgie snujące się wokoło mają na mnie duży wpływ. Niestety pierwsza połowa listopada to dla nie czas smutnych rocznic, wspomnień o osobach, których już nie spotkam, nie uśmiechnę się do nich, nie usłyszę ich ciepłego słowa.

Nie mogę wyrwać się z objęć przeszłości, chociaż staram się, aby każda chwila była wypełniona po brzegi. Chociaż staram się być zajęta, to i tak mgiełka nostalgii w te listopadowe dni otula mnie niczym szal.

Upływ czasu, przemijanie.... Żałuję minionych lat, dni, chwil.... Staram się o tym nie myśleć, ale...

Każdy z nas prędzej, czy później odczuje upływu czasu. Dzieje się to zazwyczaj, gdy ktoś odchodzi, gdy dzieci zaczynają dorastać....

chwila.jpg

Cóż jest życie? Życie to przemiana materii (...)
to ścigłe i niepochwytne zwierzę. (...)
Mijanie to mijanie się ze światłem,
to mijanie się z człowiekiem.
Mijanie to żal prędki.

Julian Przyboś

I tak jest ze mną. O przemijaniu przypomina mi o tym mój Kajtek.

Ostatnio poczułam ukłucie w sercu, ciężar na duszy.

- Jestem już prawie dorosły – powiedział Kajtek
– Jaki dorosły? – zdziwiłam się

– Przecież jestem już nastolatkiem. Nie jestem już dzieckiem - odparł i wyszedł z pokoju, a ja poczułam się taka stara.

Dotychczas uważałam się za osobę w średnim wieku, chociaż z duszą i sercem znacznie młodszym Nie zwracałam uwagi na kolejne lata, które nieubłaganie lądowały na moich plecach i lekko srebrzyły pojedyncze włosy.

Po powrocie do mieszkania. Usiadłam w fotelu i zaczęłam przeglądać jeszcze nie tak stare zdjęcia. Był tam mały Kajtek w stroju egipskiego faraona. Łezka zakręciła się mi w oku. To ujęcie najlepiej pokazuje, jak jest podobny do swojej babci. Dalej Kajtek otoczony misiami i wszystkimi pluszakami. I to z poprzedniego lata, gdy przytulają się z Kubą do swojego taty... Przecież to jeszcze dziecko.

Nie wiem jednak, jak to się stało, że tak szybko dorósł. Przecież nie tak dawno woziłam go w wózeczku, czytałem mu bajki, razem budowaliśmy konstrukcje z klocków, graliśmy piłkę…Teraz jest jeszcze drobny, delikatny. Jednak niedługo pewnie będzie wyższy ode mnie, a jak kopie piłkę, to lepiej uciekać z bramki.

Chciałabym pokazać Kajtkowi miejsca, w których jako dziecko byłam szczęśliwa. Chcę aby był dobrym człowiekiem. Ufnym i uczciwym, ale nie dającym się wykorzystać. Dobrym, ale nie litościwym. Samodzielnym, ale nie samolubnym. Kochającym życie, a nie zakochanym w sobie. Dzielącym się z innymi, a nie egoistą. Otwartym na świat i jego zmienność, a nie przywiązanym do utartych ścieżek.

Tak, za chwilę będzie dorosły. Powoli zaczyna się przekonywać, że świat nie jest tylko czarny i biały. przyjmuje do wiadomości, że są jeszcze różne odcienie szarości, jednak trudno mu to zrozumieć.
Cieszę się jednak, że mamy dobry kontakt ze sobą, wspólne zainteresowania, tematy do rozmów... Jednak te dawne czasy minęły i już nie wrócą.
Na szczęście Kubuś jest jeszcze chłopczykiem, który jednak też za jakiś czas zostanie nastolatkiem.

 Jak mi ręce urosną,
jak mi nogi urosną,
jak już będę dorosładorosły.jpg
i wysoka jak sosna,
to zostanę, zostanę, zostanę...
no, kim?

To na pewno zostanę lekarzem!
Przyjdę w białym fartuchu,
mamie zajrzę do ucha,

tatę klepnę po brzuchu,
powiem: ,,Trzyma j się, zuchu!",

i zapiszę, zapiszę, zapiszę...
no, co?

I zapiszę paskudne lekarstwo!
Co mi płacze i krzyki!
Będę robić zastrzyki!
Będę strasznie się trudzić!
A jak już mi się znudzi,
to zostanę, zostanę, zostanę... no, kim?
To zostanę okrutnym piratem!
Nie posłucham się taty.
Będę strzelać z armaty,będę w worku pękatym
przechowywać dukaty,
będę straszną mieć brodę i pistolet... i co?
I piracką przepaskę na oku!
Co mi wiatry i burze!
Mogę trwać jak najdłużej!
Niechaj żyją podróże!
A jak nimi się znużę,
to pojadę, pojadę, pojadę... no, gdzie?
To pojadę z powrotem do mamy!
Danuta Wawilow



Zaszumiało (9) | Zostaw myśl

Czarno białe wspomnienia

sobota, 26 lipca 2014 14:40


Stare fotografie
Leżą na dnie w szafie
pamiątkowe fotografie
w album stary są wklejone
tyle wspomnień kryją w sobie
stare.jpg
Echem są dawnego życia
nic nie mają do ukrycia
czarno białe kolorowe
takie stare wyjątkowe

Każda fotka to przeżycie
które nam przyniosło życie
a okazję do pstryknięcia
widać w pozowanym zdjęciu

Gdy otwieram swe albumy
cała aż się trzęsę z dumy
bo są w nim osoby bliskie
które znałam od kołyski

Zanurzam się we wspomnieniach
i oglądam bez wytchnienia
jest w pamięci przygód tyle
wszystkie to są cudne chwile

Chociaż czas oblicza zmienia
są pamiątką bez wątpienia
w ramki więc niektóre włożę
by oglądać w każdej porze.
znalezione w Internecie
Lato, to czas gdy wspomnienia powracają jak bumerang. Zamiast uchylić się przed jego trafieniem, znowu pozwalam mu uderzyć w teraźniejszość.
Czerwiec. lipiec, sierpień to miesiące smutnych rocznic- przypominających o osobach, które znałam zbyt krótko.
Poddaję się więc nostalgii, zostawiam na chwilę pogoń za światem. Nostalgia prowadzi mnie w moją naiwność tamtych lat, gdy w wakacje żyłam każdą chwilą, każdym zapachem czy dźwiękiem. Teraz ta beztroska minęła. A szkoda.... Bo życie stało sie taki poważne, mało spontaniczne.
Otwieram moją szufladę wspomnień i wyciągam album ze zdjęciami.
To zapis wspomnień związanych z różnymi wydarzeniami, a zwłaszcza osobami, o których nie chciałabym zapomnieć. To chwile, które chciałabym zatrzymać na zawsze.
Lubię patrzeć na stare fotografie i wracać do czasów, które już bezpowrotnie minęły. Świat zatrzymany na starych fotografiach już nie istnieje, jednak wtedy, gdy były one robione tętnił życiem, był wypełniony emocjami, uczuciami... Był, istniał.... Nawet czasem i ja w nim żyłam.
Postacie na zdjęciach zostały uchwycone w określonej chwili swojego życia. Czasem są uśmiechnięte, nawet roześmiane, w innej chwili zadumane, zapatrzone w dal lub przybierające określoną pozę.
Trudno oderwać się od starych fotografii. Najchętniej nie robiłabym tego. Świat dookoła zmienia się, stale biegnie do przodu, ludzie zmieniają się z biegiem lat, przychodzą nowe pokolenia, stare ustępują im miejsca. To normalne, że czas mija , a wraz z nim zmieniają się ludzie, otoczenie, styl życia....
Jedno jednak się nie zmienia. Nie zmienia się stara fotografia. Jest taka sama jak kiedyś.
Stare zdjęcia mają swój urok. Pokazują nie tylko osoby, które żyją tylko w naszej pamięci, czy też jak zmienialiśmy się przez lata.
Często jednak leżą gdzieś zapomniane. Tylko od czasu do czasu wyciągnięte przywołują wspomnienia.

 

pensjonat.jpg

FOTOGRAFIA
Gdy się miało szczęście, które się nie trafia:
czyjeś ciało i ziemię całą,
a zostanie tylko fotografia,
to - to jest bardzo mało...
Maria Pawlikowska - Jasnorzewska


Stare fotografie... Lubię na nie patrzeć. Dzięki nim mogę zobaczyć rzeczy, których już nie ma, bądź zmieniły się praktycznie nie do poznania. Dzięki nim mogę odtworzyć historię oraz dowiedzieć się jak wyglądało kiedyś życie, świat, kiedy mnie jeszcze nie było.
Kiedy oglądam stare zdjęcia,­ niestety nie zawsze pamiętam kogo przedstawiają. Im starsza fotografia tym trudniej przychodzi mi ją opisać. Po dłuższym namyśle czasem udaje mi się odpowiedzieć na proste pytanie - kto to jest? Czy na pewno jest to moja prababcia? A może to tylko druga żona mojego pradziadka lub też dalsza rodzina... Podobnych pytań mam wiele. Niestety niewiele osób może już na nie odpowiedzieć. Pamięć ludzka jest ulotna.Codzienność niczym gumka zamazuje to co już minęło, o czym już nie pamiętamy, bo są inne bardziej absorbujące nas sprawy. Zdarzenia nie opisane znikają, odchodzą wraz z ostatnimi świadkami minionych, odległych dni. Przykro mi, gdy słyszę, że gdy ludzie odchodzą, to później nikt już o nich nie pamięta. Jedną z niewielu rzeczy jakie po sobie pozostawiają to fotografia. Mały obrazek z wizerunkiem osoby zapisanym w ułamku sekundy przez fotografa.
Siedzę na podłodze, wyjmuję z szuflady kolejne zdjęcia, zatrzymuję się na chwilę przy każdym z nich. Zastanawiam się, co myśli osoba na niej przedstawiona, jakie miała życie, co lubiła, kochała. Czy to po niej odziedziczyłam melancholię, miłość do natury, książek...
Oglądanie starych fotografii jest jak czytanie książki. To miniaturowe opowieści o przeszłości. Dzięki nim odnajduję ukryte, czasem już zapomniane historie, dawne piękno, które nie powinno przeminąć. Fotografie przechowuję nie tylko w szufladzie, posegregowane w albumach, ale także w sercu i w wyobraźni. Tych mężczyzn, kobiet, większości dzieci nie ma już na świecie. Cieszę się jednak, że pozostały po nich małe obrazki, które uczyniły ich nieśmiertelnymi.
Jednego jednak żałuję. Dlaczego jak byłam dzieckiem, nie chciałam słuchać opowieści dziadków? Teraz jest już za późno, aby ktoś opowiedział mi o starych fotografiach....


Stare fotografie
Tylko fotografie nie liczą się z czasem
pokazują babcię jak chudą dziewczynkę
z wiosną na czerwonych gałęziach wikliny
jej piłkę przed pół wieku i wróble jak liście
jej warkoczyk tak wierny jak anioł prywatny
jej skakankę jak prawdę bez łez i pożegnań
biskupa w krótkich majtkach na wysokim płocieCzasem-pakujemy-stare-rzeczy.jpg
fotografie najchętniej ocalają dziecko
wolą uśmiech niż ostre dogmatyczne niebo
również serce co się dyskretnie spóźniło
pokazują wakacje bezlitosne lato
z psem spotkanie pomiędzy pszenicą i owsem
zwłaszcza gdy życie ucieka jak balon
i ślimak chodzi z domem swym bezdomny
kamień z twarzą królewską który nie skamieniał
przed dworem co się spalił siostry cieknie w pasie
dowcipne choć zegarek im płakał na rękach
wspomnienie 6 klasy stygnące jak perła
z dyrektorem jak z ssakiem niewinnym pośrodku
umarł nie zmartwychwstał by odejść jak człowiek
staw pożółkły jak topaz i żabę z talentem
kiedy szczygieł z ogrodu przenosi się w pole
nawet trawę co zawsze wykręci się sianem
krajobraz co już przeszedł dawno w geografię
i oczy już za wielkie by stać je na rozpacz
Jan Twardowski



Zaszumiało (7) | Zostaw myśl

Maj, znowu maj

poniedziałek, 12 maja 2014 16:02
 
Matura
Wiosna przyszła w całej krasie,
Młoda zieleń drzewa kryje,
Popłoch w maturalnej klasie,
Cwaniak drugą kieszeń szyje.

W niej ściągawy chować pragnie,
Wielką pustkę czując w głowie,kasztan_.jpg
Wie, że jest to niemoralne,
Zdrada może kryć się w słowie.

Kasztan już się pokrył kwiatem,
W sadzie drzewa bukiet stroją,
Wszyscy mówią tylko o tym,
Jak matury tej się boją.

Razem z majem strach odleci,
I wakacji przyjdzie pora,
Żarem słońce będzie świecić, czasu
Maturalna minie zmora.

Wszyscy kiedyś to przeżyli,
Strach miał zawsze wielkie oczy,
Choć już o tym zapomnieli,
Znalezione w Internecie
Za oknem majowy dzień. Jest świeżo, zółto-zielono-niebiesko. Niestety za oknem siąpi kapuśniaczek. Jednak taka pogoda powoduje, że znowu wspomnienia snują się po moim mieszkaniu, a ja nawet nie mam ochoty ich wyprosić. Wręcz przeciwnie. Pozwalam im się otulić, niczym ciepłym, kolorowym kocem. Maj przecież to także czas wspomnień.
Teraz, gdy ponownie jak co roku o tej porze kwitną, a raczej przekwitają kasztany (w tym roku wyjątkowo szybko), może czas pomyśleć o kolejnym spotkaniu naszej klasy? Przecież za rok będziemy świętować okrągłą rocznicę.
Ale czy jest to dobry pomysł? Niektórzy nie lubią wracać do przeszłości, kiedy byli młodsi, ładniejsi, szczuplejsi.... Przecież dla nich to już odległa historia, wspomnienie, które przez lata zostało tylko ledwie uchwytną mgiełką. Po co wracać do tego co minęło, skoro najważniejsze jest to co teraz?
Ja jednak chyba należę do nielicznych wyjątków i lubię wspominać dawne, beztroskie czasy. Jednak czy zdobyłabym sie na spotkanie po tylu latach?
Ale czy rzeczywiście matura była dla mnie takim beztroskim czasem? Stres mnie przecież nie ominął.
matury.jpg
Przecież matura z polskiego była jedną wielką, przerażającą niewiadomą. Chociaż zawsze byłam pilna i do matury przygotowywałam się bardzo rzetelnie, to pamiętam, że przed ustną maturą z polskiego dosłownie spanikowałam. A przecież długie godziny spędziłam na zgłębianiu tego przedmiotu. Jednak miałam i do tej pory mam jedną zasadę: noc jest do spania, a nie do zarywania. Dodatkowo dzień wcześniej wybraliśmy się na spacer po naszym parku - pamiętam nawet, że włożyłam wówczas nową sukienkę, którą wstyd przyznać, ale mam do dzisiaj... Był piękny ciepły dzień, prawie połowa maja
To powinno sprawić, że w poniedziałek powinnam być wypoczęta, zrelaksowana, ale niestety... Stres był silniejszy.
Teraz z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że byłam jednak „szczęściarą”, ponieważ zdawałam tzw. starą maturę. A wiadomo powszechnie, że lepsze jest stare i sprawdzone. Maturę zdawałam w czasach, że na pewno można było liczyć na temat z literatury staropolskiej. To znacznie upraszczało sprawę, bo np. romantyzmu zupełnie nie rozumiałam. Najlepszy i najnormalniejsza literatura zaczynała się dla mnie od pozytywizmu (tak, tak "Nad Niemnem" przeczytałam całe), ale na to nie mogłam liczyć. Staropolska była zawsze i tego byłam w stanie się nauczyć. Cóż jak widać orłem z polskiego nie byłam. Wszak dla mnie królowa była i jest tylko jedna - MATEMATYKA. Jednak to właśnie maturę z polskiego teraz po latach wspominam najmilej. Matematyka zdana bez problemów rozpłynęła się we mgle. Natomiast wspomnienia z języka polskiego otulają mnie niczym ciepły koc. Dlaczego się tak stało? Przecież egzamin z polskiego wyzwolił we mnie tylko strach i przerażenie. Jednak to właśnie z czwórki z ustnego egzaminu z tego przedmiotu cieszyłam się najbardziej. Nie mogłam uwierzyć, że po raz pierwszy moja wypowiedź została oceniona tak wysoko.
Wspomnienia to najważniejsze co nam pozostaje. Najbardziej zapamiętujemy to, co było dla nas najbardziej wzruszające, co najbardziej przeżyliśmy, co poruszyło nasze serce. To będzie zapisane w naszej pamięci do końca życia…Tej pajęczyny wspomnień na pewno nie będę wymiatać i wyrzucać z mojego serca. Cóż niech je dalej oplata.

 

Pajęczyna wspomnień
Wspomnienia
pokryły się kurzem,tesknota_to_pajeczyna.jpg
zniknęły wśród marzeń wielu...
odszedłeś w zapomnienie.

Schowały się w kącie
jak pająk

plotąc cienką nić istnienia,

aby nie zginąć.

Zostaną w ukryciu
dopóki ich nie znajdę,
nie zniszczę, mówiąc:
to koniec...
znalezione w Internecie



Zaszumiało (17) | Zostaw myśl

Szepty przeszłości

poniedziałek, 28 października 2013 14:41

wspomnienia_sa_jak_perly_0.jpg

 

 

Co lubię jesienią?

Lubię brnąć przez szeleszczące liście.
Lubię słońce na błękitnym niebie.
Lubię długie wieczory przy świecach.
Lubię ciepłe swetry i grube skarpety.
Lubię mgliste poranki.
Lubię jesienną nostalgię.
Lubię słuchać deszczu bębniącego o szyby.
Lubię poranki po deszczowej nocy.
Lubię ogrzewający ręce kubek z gorąca herbatą.
Lubię zapach ognisk, tak znanych z dzieciństwa.
Lubię chwytać te piękne ulotne chwile.
Lubię zbierać kawałki puzzli wspomnień.
Tak wspomnienia najbardziej są aktywne jesienią.
Lubię poddawać się nostalgii po dniach spędzonych na pogoni za życiem.
Przeszłość znowu zapukała do mojego okna na 7 pietrze. Zastanawiam się tylko, czy nie polubiła mnie ona zbyt bardzo, bo odwiedza mnie dość często. Dlaczego z mojej rodziny odwiedza tylko mnie? Nie, nie skarżę się. To pukanie jest zawsze ciche i nieśmiałe, a wizyta zawsze nostalgiczna, pełna ciepła i uśmiechu. Przeszłość puka do mnie, abym nie zapomniała.
Tym razem pojawiła się jako dawna zapomniana melodia.Ciepło zrobiło się na duszy, gdy zabrzmiało tych kilka znajomych taktów.
Piosenka rozsiadła się, rozpanoszyła, dotarła do najgłębszych zakamarków pamięci i przywołała najdawniejsze wspomnienia. Na nic starania, aby się jej pozbyć.
Piosenka połączyła mnie z odległym dzieciństwem. Dzięki niej cofnęłam się w przeszłość i znów byłam dziewczynką. Byłam wówczas beztroska i bezpieczna z rodzicami, dziadkami....

wspomnienia2.jpg

Potem (Nie piszą listów...)

Nie piszą listów

nie telefonują

nie jeżdżą samochodami

w niebie chodzą na piechotę

umarli

Spotkasz ich potem

ksiądz Jan Twardowski

Jednak teraz uświadamiam sobie, że tak naprawdę do końca nie wiem kim byli moi dziadkowe. A przecież poświęcili mi tyle swojego czasu. A ja zamiast ich wysłuchać wolałam zabawy na podwórku z rówieśni kami. Teraz żałuję, że nie znałam ich marzeń, nie wiem kim chcieli być jak byli mali, co myśleli o swoim życiu i otaczającym ich świecie.

Często pod koniec października wspominam. Ale teraz dzięki tej melodii obrazy są jeszcze bardziej wyraziste. Widzę mieszkanie dziadków, jakby to było wczoraj, a nie ... lat temu. Pamiętam nas siedzących za owalnym stołem w dużym pokoju. To był pokój na specjalne okazje, do którego się nie wchodziło.

Nagle ogarnęło mnie uczucie, że niesp odziewanie dostałam szansę podejrzenia tego minionego świata po drugiej stronie drzwi przez dziurkę od klucza.
Kochany Panie.
I ciągle widzę ich twarze,
ustawnie w oczy ich patrzę -

lubie wspominac.jpg

ich nie ma - myślę i marzę,
widzę ich w duszy teatrze.

teatr mój widzę ogromny,
wielkie powietrzne przestrzenie,
ludzie je pełnią i cienie),
Ja jestem grze ich przytomny.

Ich sztuka jest sztuką moją,
melodię słyszę chóralną,
jak rosną w burzę nawalną,
w gromy i wichry się zbroją.

W gromach i wichrze szaleją
i gasną w gromach i wichrze -
w mroku mdlejące i cichsze -
już ledwo, ledwo widnieją -
znów wstają - wracają ogromne,
olbrzymie, żyjące - przytomne.

Grają - tragedię mąk duszy
w tragicznym teatru skłonie,
żar święty w trójnogach płonie
i flet zawodzi pastuszy.

Ja słucham, słucham i patrzę -
poznaję - znane mi twarze -
ich nie ma - myślę i marze,
widzę ich w duszy teatrze!
Wyspiański Stanisław.
 
Czasem nie chcę przypływu wspomnień.
Doskonale wiem, że gdy tylko chcę wzniecić nie całkiem jeszcze wygasłe wspomnienia, to im bardziej dmucham, tym bardziej pieką mnie oczy.
Jednak tamten miniony świat nie chce być zapomnianym i pewnie dlatego otwiera przede mną te drzwi.
Dlatego czasem zapominam, gdzie przebiega granica dzieląca mnie od tamtych chwil. A przecież o pewnych zdarzeniach chcę zapomnieć. I rzeczywiście to mi się udaje. Jednak nie tylko te niemiłe wspomnienia z czasem się zacierają. Upływający czas przykrywa wszytko coraz gęstszą mgłą. Pozostaje jedynie ulotne wspomnienie. Żałuję, że te cudowne wspomnienia blakną niczym stare rysunki namalowane ołówkiem.
Jednak postaram się pozbyć tych niemiłych wspomnień. Dobrze jednak wiem, że zawsze pozostanie po nich jakiś śla d. Tak całkiem w niepamięć to one nie pójdą.
Już za kilka dni postawię lampki dla tych co odeszli. One są jednym z dowodów mojej pamięci, którą noszę w sercu...
Takie ciche, ciche święto,

wspomnienia.jpg


Rozjarzone świeczkami,
Dzień, w którym serce pozdrawia,
Pamięta Tych, co rozstali się z nami.
Święto rozsnute mgliście
Nad jesiennym, zadumanym światem,
Gdy żywi zmarłym dobrą myśl wyślą,
Zmiotą z grobu zeschłe liście,
Położą kwiatek.
Hanna Łochocka


Cierpliwie zbieram kawałki puzzli z przeszłości, do końca niewiedząc jaki jest obrazek na pudełku. Jednak bardzo chciałabym go zobaczyć w całości. Jednak do końca układanki jeszcze daleko. Do ułożenia pełnego obrazu brakuje mi jeszcze wiele kawałków.
W moim sercu zawsze pozostanie miejsce ze wspomnieniami, którego nigdy niczym nie da się wypełnić.
Wspomnienia będą we mnie zawsze. Nie chcę, aby przykrył je kurz.
Jednak z drugiej strony ktoś napisał:
Wspomnienia są jak kurz. Cho ciażby się go ścierało, to i tak powróci.
A kurz przecież usuwamy. Może więc powinnam zdmuchnąć wszystkie wspomnienia, niczym pokrywający meble kurz...
A może to wspomnienia pokrywa kurz?
Jak jest naprawdę? Czy mam się zabrać za porządki, czy też pozwolić opadać kurzowi?
Jedno jest bowiem pewne. Czas stale, nieustająco, bez przerwy nakłada kurz. A ja:

A ja lubię kurz.

wspomnienia1.jpgLubię kurz
i już.

 

Bo jak wpadnie do pokoju słońce

to zapali pyłki pląsające

 

i tak pięknie tańczyć będą bez muzyki
złote smużki

złote iskry
złote złote punkciki.

Albo jak się zakurzy półka
można palcem pisać kreski i kółka
i okręcik narysować i fale
i popłynąć nimi jak najdalej

 

do krainy na stole
gdzie złoty kurz nad polem
i nad drogą złote chmury tańczące.

A w tym złocie
zachodzi słońce

Joanna Kulmowa

dobrze wspominac.jpg

 



Zaszumiało (5) | Zostaw myśl

Powiew wspomnień

czwartek, 25 lipca 2013 7:49

Wspomnienia

Odwiedzaj swoje wspomnienia,

zagadka.jpg

Uszyj dla nich pokrowce.

Odsłoń okna i otwórz powietrze.

Bądź dla nich serdeczny i nigdy

nie daj im poznać po sobie.

To są twoje wspomnienia.

Myśl o tym, kiedy płyniesz

w sargassowym morzu pamięci

i trawa morska zarasta ci usta.

To są twoje wspomnienia, których

nie zapomnisz aż do końca życia.

Zagajewski Adam

Życie bywa zaskakujące. Budzi się człowiek w nie najlepszym nastroju, a po chwili, gdy pije ciepłą poranną herbatę, słyszy ciche, nieśmiałe pukan

ie do okna. Poranek przestał być nagle leniwy, nasycony aromatem herbaty. Otrząsnęłam się z resztek pięknych marzeń sennych, ale czy do końca....? Przez chwilę siedziałam z niedopitą filiżanką herbaty. Potem zaciekawiona otworzyłam okno. Do pokoju wfrunęła biedronka i przysiadła na mojej ręce. Powiew ciepłego, świeżego powietrza orzeźwił mnie. Czy to małe stworzonko było zdolne zapukać? To raczej niemożliwe. To pewnie znowu przeszłość delikatnie daje znać, że

powinnam choć na chwilę o niej pomyśleć. Wszak mamy lato, a ten czas zawsze nastraja mnie nostalgicznie, w związku z rocznicami, które wówczas wypadają.

Zawsze, gdy pojawia się biedronka, to zawsze napływają wspomnienia.

I tak było tym razem. Widma przeszłości zdawały się powoli wypełniać wszystkie zakamarki mojego mieszkanka. Tak wiem, nie powinnam na to pozwolić, ale z przeszłością jest tak jak ze starymi butami, które szkoda wyrzucić, bo wciąż się pamięta, że były wygodne.

Tak, nigdy nie potrafiłam i nigdy pewnie nie zdecyduję się, aby nie zaprosić przeszłości do siebie.

Niedawno przeczytałam, że szczęśliwy ma pod kontrolą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Człowiek, który jednocześnie jest zadowolony z przeszłości, cieszy się teraźniejszością i robi plany na przyszłość, jest najszczęśliwszy. Umiejętność zachowania odpowiednich proporcji, co do czerpania rad

ości z przeszłych wydarzeń, obecnych aktywności i potencjalnej przyszłości daje ludziom wiele satysfakcji życiowej i energii witalnej. Nie można jednak przesadzać w żadną stronę, czyli nie skupiać się zanadto na rozpamiętywaniu dawnych czasów lub tylko na teraźniejszych przyjemnościach. "Jeżeli zbytnio skupiasz się tylko na jednej z tych perspektyw czasowych, staje się to szkodliwe i możesz zacząć zachowywać się w destrukcyjny dla siebie sposób. Najlepiej zachować równowagę we wszystkich perspektywach czasowych. Jeśli dominuje u ciebie tylko jeden typ perspektywy, jesteś bardzo ograniczony w niektórych sytuacjach. Dobre radzenie sobie w różnych sytuacjach wymaga elastyczności poznawczej. Prawdopodobnie dlatego ludzie, którzy posiadają zrównoważoną perspektywę czasową są najszczęśliwsi."

Cóż ja chyba do nich nie należę.

Lubię wracać myślami do przeszłości. Lubię czasami usiąść przy oknie lub w moim ogrodzie i w samotności wracać myślami do dawnych szczę

śliwych lat. Niestety niewiele osób to rozumie. Zazwyczaj l

udzie nie chcą wracać do przeszłości. Może jest to najlepsze rozwiązanie, aby żyć teraźniejszością.

Ja jednak żyję wśród wspomnień i oczekiwań. Jestem pochłonięta przeszłością i przyszłością. Czasem wydaje mi się, że teraźniejszość nie istnieje, a może świadomie od niej uciekam, staram się o niej nie myśleć.

 

WSPOMNIENIE MŁODOŚCI

drzwi-do-przyszlosci-i-przeszlosci.jpg

Gdzie są te lata naszej młodości,

słoneczne, beztroskie, szczęśliwe,

pełne uniesień i ciągłych zazdrości,

gdy wszystko wokół było życzliwe.

 

Stawiając swe pierwsze z piasku babki,

śmialiśmy się, pełni zachwytu,

zmęczeni, usnąwszy w objęciach matki,

spaliśmy smacznie aż do świtu.

 

We śnie byliśmy kominiarzem,

lekarką, modelką, artystą,

i śniło się nam tyle wydarzeń,

aż trudno było spamiętać wszystko.

 

Dziś nawet na sen nie mamy czasu,

za życiem swym wciąż zabiegani,

wieczorem w ciszy i bez hałasu,

pozostajemy ze wspomnieniami.

 

To co, że nasze sny dziecinne,

prysły jak bańka mydlana,

młodzieńcze lata nic nie są winne,

że teraźniejszość jest nieudana.

znalezione w Internecie

Mogę zamknąć oczy na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia. Lubię czasem choć na chwilę znaleźć się w tamtym świecie. Tam czas płynie z

upełnie inaczej. Świat obok mnie żyje swoim rytmem, dla mnie zbyt szybkim. Kiedy patrzę przez moje okno na ulice, to zastanawiam się - dokąd tak pędzicie? A ja nie nadążam, stoję i spoglądam jak ludzie i czas za oknem przemijają, biegną ciągle szybciej i szybciej...

Jednak czy da się cofnąć życie, powrócić? Powrócić, ale dokąd konkretnie? I do jakiego stopnia?

A przecież ta chwila, teraz, to wszystko, co mamy. To nasze życie, to klucz do dobrego, szczęśliwego, pełnego życia.

Może powinnam wypłynąć na powierzchnię i zaprzestać poszukiwań zatopionych statków i skarbów przeszłości. Nie mogę przecież tkwić w tym punkcie w nieskończoność. Nie mam jednak recepty, jak to zrobić. Skoro nie mogę się cofnąć, muszę znaleźć najlepszy sposób, by pójść naprzód.

Trzeba się jednak skupić na teraźniejszości, aby była jak najlepsza, aby nigdy jej nie żałować, aby była lepsza niż przeszłość.....

Ponownie otworzyłam okno. Po chwili biedronka wyfrunęła. Zamknęłam okno. Czy aby w moim mieszkaniu na pewno została tylko teraźniejszość?

Okruchy wspomnień porwie wiatrprzeszłość.jpg

Zgubi gdzieś swój ślad

I tuż obok nas jak cień przemknie czas

A z nim letni sen

Okruchy wspomnień porwie wiatr

Zgubi gdzieś swój ślad

I tuż obok nas jak cień przemknie czas

A z nim letni sen



Zaszumiało (7) | Zostaw myśl

Adwentowe nastroje

wtorek, 18 grudnia 2012 17:36
BŁĘKITNA KOLĘDA
Ktoś miłowany tu przyjdzie
Dobre obejmą nas ręce
I będą nasze uśmiechy
srebrnym błękitem dziecięce.
Ktoś miłowany nam powie:
Tęsknotą waszą zakwitnę,
Ponad srebrnymi łodziami
ujrzycie żagle błękitne.
Jakże daleko —
daleko fala nas życia poniosła
Wszystko się ku nam przybliży:
żagle i łodzie, i wiosła.
Wszystko się ku nam przybliży
i w zachwyceniu ukaże
Dawno zgubione radości,
imiona nasze i twarze.
Gwiazdy melodią zaszumią,
struny się dźwiękiem rozpędzą.
Będziemy sami dźwiękami
i tą błękitną kolędą.
J. Pietrzycki

Zima zbliża się szybkimi krokami. Każdego dnia jest coraz ciemniej. Rano ciemno, popołudniu ciemno… Przez okna wpada szare światło pochmurnego dnia. Słońca prawie nie widuję. Przy takiej pogodzie nie chce się wstawać, ani wychodzić z ciepłego domu. Najgorsze jest to, że do moich urodzin dzień będzie coraz krótszy.  Na dłuższy dzień, słońce muszę poczekać.

A przecież grudzień to miesiąc napełniony oczekiwaniem i nadzieją. A ja właśnie czekam na nadzieję, odrobinę słońca, które wyjdzie zza ciemnych chmur a wieczorem i w nocy znowu zaświeci gwiazdka moim życiu.

W tym roku rzadko wychodzę na miasto. Świąteczne wystawy sklepowe nie cieszą mnie aż tak bardzo jak każdego roku.  Owszem wesoło do mnie mrugają kolorowe lampeczki, do ucha wpada wesoła muzyka, a wkoło kusi zapach świątecznych potraw.

Wszyscy powtarzają „magiczne święta”. Jak dla to określenie wypowiadane jest zbyt często. Oczywiście święta te są niezwykłe, pozwalają nam wrócić do dzieciństwa, za którym tęsknimy, do czasów, kiedy wierzyliśmy w szczęśliwe zakończenia.

Święta to dar, który można spędzić z najbliższymi. Rodzina to jest to, co dodaje nam siły, pewności siebie.  To do niej wracamy, gdy w życiu się nam nie udaje. Dzięki niej łatwiej zapominamy o smuteczkach, dostrzegamy promyk nadziei. Rozmowa z najbliższymi niczym dotkniecie czarodziejskiej różdżki rozwiewa nasze smuteczki, pozwala rozwiązać problemy. Dodatkowo świąteczna tradycja tworzy naszą tożsamość, daje poczucie bezpieczeństwa, chroni i uspakaja. Stoimy na barkach naszych przodków.

Dzięki rodzinie mamy wspomnienia, do których można wrócić. Po latach nie będziemy już pamiętać o prezentach, ale najważniejsza będzie atmosfera świąt. Przez całe życie będziemy wspominać wspólne ubieranie choinki, zapach ciasta pieczonego przez babcię, rozmowy przy stole, wyjście na pasterkę.

Faktycznie wspólne celebrowanie świąt w gronie najbliższych to dla nas coś co nas wszystkich łączy.

Nie przegapiajmy, nie mijajmy szybko tych dni. Są chwile, które tylko z pozoru znaczą niewiele. Każdy dzień mija bezpowrotnie. A wśród nich jest coraz mniej takich, które warto zapamiętać i wspominać. Dlatego zwolnijmy w te grudniowe dni. One mijają, ale mogą przynieść zapowiedź lepszego jutra…

 
CHLEB MIŁOŚCI
A gdy zabłyśnie gwiazda
W błękitnej dalekości.
Będziemy z sobą dzielić
Opłatek – chleb Miłości.

A łamiąc okruch biały,
Wśród nocy świętej ciszy,
Niechaj się serca nasze
Jak dzwony rozkołyszą.

Oto już cud się spełnia,
Już biją w niebo dzwony.
O witajże nam, Jezu,
W Betlejem narodzony.

Rozwarły się niebiosa,
Już kolęd płyną dźwięki:
O witajże nam, witaj,
Jezuniu malusieńki.

Ty, któryś jest Miłością
i Sercem tego świata,
Zagarnij serca nasze
I w Imię Swoje zbrataj.

Niechaj zamilkną swary,
Zawiści, ludzkie złości.
Noc święta, wigilijna...
Dzielmy – CHLEB MIŁOŚCI.
Halina Golczowa


Zaszumiało (12) | Zostaw myśl

Tych lat nie zwróci nikt

wtorek, 15 maja 2012 7:38
Tych lat straconych lat
Już nam nie odda nikt
Nikt nam nie odda pięknych
Nocy ani dni
Tych zmierzchów pełnych barw
I tych wiosennych burz
Gdy wiatr zgina drzewa
Gdy wiruje złoty kurz
Najcichszych kilku chwil
Nim ptaki zbudził świt
I gwiazd które spadły w dół
Nie odda nam już nikt

Tych lat nie odda nikt
Tych lat nie odda nikt
Nie powracajmy już do tamtych nocy ani dni
Uciszmy w sercu żal
Wyrzućmy nagły gniew
Witajmy muzyki dźwięk
I nocnych ptaków śpiew
Tych lat idących lat
Już nam nie weźmie nikt
Nikt nie zabierze pięknych nocy ani dni
Tych zmierzchów pełnych barw
I tych wiosennych burz
Gdy wiatr zgina drzewa
Gdy wiruje złoty kurz

Najcichszych kilku chwil
Nim ptaki zbudzi świt
I gwiazd które lecą w dół
Nie weźmie nam już nikt
Nie weźmie nam już nikt
Nie weźmie nam już nikt…
 Irena Santor

Wspomnienia znowu zapukały do moich drzwi na ostatnim piętrze i chyba planują u mnie dłuższą majówke.  Przeszłość nie chce odejść. Dobrze jej tutaj. Ma tutaj swoje miejsce w szufladzie i wie, że tylko tutaj może liczyć na gościnę. Kto inny poświęci jej choć chwilkę w tym pędzącym do przodu świecie? Tylko ja…  A przecież te dni już minęły i nie wrócą. I czy warto odwracać głowę. Zwyczaj zatapiania się w przeszłości często odsuwa mnie od codzienności.

Czy nie powinnam tak jak inni zająć się teraźniejszością i przyszłością?  Przecież obrazy z przeszłości pojawiają się tylko na chwilę, aby przez moment zabłysnąć drobiazgiem. Potem jednak równie szybko znikają.

Dlatego czasem boję się znajomych zapachów, dźwięków, twarzy…, które kojarzą mi się z pierwszymi latami życia. Ogarnia mnie wówczas poczucie dotkliwej straty, które sprawia, że czuję się jeszcze bardziej samotna. Po co więc wracam do tamtych bezpiecznych, niekończących się, dni które spędziłam w Domu i u Dziadków. Dlaczego odwiedziłam znowu moją Letnią Wakacyjną Przystań? Przecież tam praktycznie już nikogo nie ma. Ostatnia nitka łącząca mnie z tym światem jest już bardzo cieniutka, ale najważniejsze, że jest, że nikt jej nie przerwał. Cieszę się, że jeszcze mogę się jej uchwycić. Nie chcę nawet myśleć o tym, że kiedyś ta nitka może się urwać definitywnie. Dlatego będę tu wracać.

Do tego czas biegnie tutaj swoim rytmem. Nikt się tak nie spieszy, nie stresuje, tym, że jeszcze jest coś do zrobienia. Wszystko co można zrobić dzisiaj – robione jest dzisiaj, a jeśli się nie uda – bez problemu zostawia się na jutro. To dobrze, że przez chwilę mogłam pożyć w takim tempie.

Jednak czas nie zawsze jest z nami uczciwy. Podczas miłych chwil biegnie niczym struś pędziwiatr, natomiast, gdy jest nudno, smutno wlecze się niemiłosiernie. Godzina radości trwa tyle co minuta smutku, nudy….

Ale wracając do tematu….

Powroty bywają czasem oczyszczające, prowadzą mnie w moją naiwność tamtych beztroskich, szczęśliwych lat. lat. Wtedy żyło się każdą chwilą, każdym zapachem czy dźwiękiem. Kto martwił się, że straci pracę, że nie dostanie się do lekarza, że może nie dostać emerytury…

Jednak cieszę się z mojego ostatniego powrotu do przeszłości. Spokój panujący w moim miasteczku, opowieści mamy, spacer po lesie…. to przywołało obrazy sprzed lat...
Jeszcze dziś zamykam oczy i jestem daleko stąd... Jakby czas zatrzymał się w miejscu. Jakbym tam jeszcze była i nigdy nie wyjeżdżała...Jednak powoli wspomnienia powoli zaczynają się rozpadać. Na skutek pęknięć, wywołanych pukaniem codzienności,  kruszą się. Z drugiej jednak strony wydają się całkiem nieskazitelne, niezniszczalne.

Czasem myślę, że jestem skazana na wspomnienia. W mojej głowie jest całe morze obrazów, których nigdy nie zdołam ubrać w słowa, tak jak bym chciała. Może kiedyś spłynie na mnie natchnienie…Jednak przede wszystkim potrzebuje siły, aby bez łezki w oku móc o tym mówić.

Pora jednak otworzyć się na przyszłość. Przecież zaraz ponownie pakuję walizki i jadę na zasłużony zaległy urlop. Jak dobrze, że mogę sprawić sobie taki prezent imieninowy.  Może i tam uda mi się spotkać przeszłość, ale już nie moją.



Zaszumiało (16) | Zostaw myśl

Grudniowo

poniedziałek, 05 grudnia 2011 15:24

Listopada nie lubią starsi ani dzieci.
O listopadzie nie piszą wierszy poeci.
W listopadzie któż chodzi na spacery w pole?
Listopad człapie smętnie, w kaloszach z parasolem
Hanna Łachocka

Na szczęście listopad już minął i rozpoczęły się jedne z najpiękniejszych dni w roku. Już za chwilę zaświeci pierwsza gwiazdka. W domu będzie roznosił się zapach choinki, ciasta, grzybów….. Z każdego kąta będą wyglądać aniołki, mikołaje, bałwanki. Czekając na rączki dzieci, które zawieszą je na choince.

Teraz to moi bratankowie będą ubierać choinkę. Patrząc na nich z nostalgią wspominam czasy, gdy byłam małą dziewczynką. Wraz z moim bratem z niecierpliwością czekaliśmy najpierw  na ten szczególny dzień, gdy odwiedzi nas Mikołaj. Cieszyliśmy się, że dostaniemy prezenty, ale trochę baliśmy się samego Mikołaja. Jak pamiętam mój brat nigdy nie chciał podejść do Mikołaja.

Z czasem Mikołaj zaczął przychodzić do nas w nocy lub też podrzucał worek z prezentami pod drzwiami domu. Zawsze byliśmy ciekawi, którędy on do nas wchodzi, skoro drzwi były zamknięte na klucz. Najbardziej pamiętam teorię, że przyleciał on na zaczarowanym dywanie i wszedł do domu, kiedy okno było otwarte.

Oboje staraliśmy się co roku nie spać i przypilnować momentu jego przyjścia, ale nigdy nam się to nie udało i tajemnica została tajemnicą.

Dziś moi bratankowie, zwłaszcza ten młodszy nadal wierzą, że prezenty przynosi Mikołaj. Za wszelką cenę nie chcemy rozwiać tej ich wiary. Tak… dzieciństwo jest bardzo przyjemne.

Dlaczego więc przez dzieciństwo czasem chciałam przebiec jak najszybciej? Może dlatego, że wydawałam się sobie brzydka, mała, chuda, cicha, nieporadna….  Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, jaki to był błąd. Przecież moje dzieciństwo pełne było konwalii i fiołków, zielonego groszku i kalarepki, biegania i skakania…. Dlaczego chciałam się przez nie jak najszybciej prześliznąć?

Cóż, już niedługo będę witać kolejną wiosnę, a raczej zimę w moim życiu. W przeciwieństwie do niektórych osób nigdy nie prosiłabym o nieskładnie życzeń. Jeśli jest co świętować, to właśnie to, że kolejna jesień minęła , a czas się posuwa do przodu, a nie do tyłu. Chociaż czasem przychodzi myśl, że starzeję się.

Jednak nie zdołam ukryć wieku, nawet jeśli będę próbować. Wyglądam na osobę w moim wieku. Przez lata moja Babcia stosowała krem, wodę i długo miała piękną cerę. Ja także używam tego samego kremu, ale „lekko ulepszonego”. Nie chcę patrzeć jak moja twarz przyzwyczai się i zostanie zniszczona przez inne kosmetyki. Nie chcę, aby zewnętrza powłoka była starsza niż wnętrze. Jednak nie jest to takie proste.

 To prawda, że przez lata zbieram doświadczenie i mądrość, które niedługo ujrzą światło dzienne. Na szczęście ta doświadczona, mądra  kobieta zbliża się powoli.

Za ….. będę miała 80 lat i mam nadzieję, że jeszcze wiele lat przed sobą, aby cieszyć się życiem, ogrodem, rodziną...

Chciałabym być pogodną, starszą panią w sukni i sznurowanych botkach  z delikatnym makijażem i dopracowanymi włosami. Będę stać przy furtce mojego ogrodu i rozmawiać z sąsiadkami.

Cóż pomarzyć można… 

 Dzień coraz szybciej za dniem ucieka,
słoneczko słabiej dla ciebie świeci,
nieubłaganie wciąż tyka zegar,
a w świat daleki odchodzą dzieci.

W pokoju cicho i częściej sama
kupujesz ciuszki w sklepie z przeceny,
choć jeszcze wczoraj mówili dama,
to dziś na zmarszczki, już tylko kremy.

Czekasz na wiosnę, kwiaty i słońce,
Na dni co pachną poranną rosą,
bo w nich się kryją wspomnień tysiące,
i jeszcze radość ze sobą niosą.
Znalezione w internecie


Zaszumiało (16) | Zostaw myśl

Trzeba umieć zapomnieć???

wtorek, 07 czerwca 2011 8:01
 Przy piwoniach
Piwonie kwitną, białe i różowe,
A w środku każdej, jak w pachnącym dzbanie,
Gromady żuczków prowadzą rozmowę,
Bo kwiat jest dany żuczkom na mieszkanie.
Matka nad klombem z piwoniami staje,
Sięga po jedną i płatki rozchyla,
I długo patrzy w piwoniowe kraje,
Dla których rokiem bywa jedna chwila.
Potem kwiat puszcza i, co sama myśli,
Głośno i dzieciom, i sobie powtarza.
A wiatr kołysze zielonymi liśćmi
I cętki światła biegają po twarzach.
Czesław Miłosz

Moja szuflada wspomnień ponownie się otworzyła i uwolniła zamkniętą tam nostalgię i melancholię. Mija kolejna smutna rocznica. Nie chce mi się wierzyć, że to już tyle lat nie ma z nami mojej Babci.  Osoby, która oprócz moich rodziców kochała mnie najbardziej na świecie i dziś byłaby zapewne moim najlepszym przyjacielem.

Czasem chciałabym zostawić dawne dzieje za sobą. Jednak historia trwa. Po moich przodkach odziedziczyłam wiele. Od Babci dostałam dary bez podatku spadkowego. Odziedziczyłam po niej wieczny lęk, niepewność, poczucie winy, melancholię…

Staram się dzisiaj przypomnieć układ roślin w ogrodzie babci. I tak naprawdę mogę określić dokładnie, gdzie co rosło.

Na działkę prowadziła furtka okolona różyczkami. Róże nad furtką wyginały się w łuk. Były silne, różowe, pachnące,  a zarazem też delikatne.

Na grządkach rosły marchewki, pomidory, sałata i oczywiście kalarepka z zielonym groszkiem, za którymi przepadałam i nadal przepadam.

Były tam krzaki agrestu i porzeczek które nieraz musiałam zbierać i obierać. Do dzisiaj jednak nie lubię tego robić. Jednak wszystko bym oddała, aby znowu łuskać zielone kuleczki groszku.

Było tam zacisznie i słonecznie. Ale pod rozłożystą śliwką, rodzącą pyszne, soczyste śliwki zawsze można było znaleźć cień. Obok na ganku zawsze robiliśmy przerwę na coś dobrego upieczonego przez babcię. Mieliśmy też czas, aby pozachwycać się kwiatami. Wiem, że kwitły tam pachnące piwonie, floksy i gladiole. To kwiaty, które zawsze kojarzyć będę z Babcią. Kwiaty te zawsze czekały, aby zakwitnąć na mój wakacyjny przyjazd. Piwonie witały mnie dostojnie, ale na mój widok potrafiły cudownie spąsowieć, floksy kusiły zapachem, a gladiole ciekawie wyciągały długie szyje, aby sprawdzić, czy przez miniony rok znowu urosłam.

Babcia lubiła ścinać kwiaty i wkładać je do wazonu, aby swoim urokiem i zapachem przyciągały uwagę domowników i gości.

Teraz za każdym razem widząc te kwiaty, chrupiąc groszek lub kalarepkę… wspominam Babcię i jej dom owiany zapachem kwiatów, pieczonego ciasta… Całe moje dzieciństwo, to zapach kwiatów w ogrodzie Babci, smak świeżych jarzyn z ogrodu…

Podążając  za nią dziś myślami cała jestem owiana zapachem piwonii i floksów.

Jednego tylko żałuję…. Nie zdążyłam porozmawiać z Babcią o czymkolwiek ważnym, czy też nie. Ani o kwiatach w ogrodzie, ani poważnie o życiu. Tylko Babcia zrozumiałaby moje nastroje, mój zachwyt nad ogrodem. Razem z nią moje wspomnienia byłyby znacznie bogatsze.

Gdyby żyła martwiłaby się nadal o nas i tym wszystkim co dzieje się dookoła. Cieszę się jednak, że dożyła spełnienia przepowiedni z wiersza Słowackiego. I lepiej, że nie doświadczyła stanu wojennego. Nie…Wcale nie lepiej… Śmierć to najgorsze co może zdarzyć się między ludźmi. Śmierć pozbawia nas wszystkiego. Tak bardzo

chciałabym pokazać jej moje mieszkanko, balkon …. Opowiedzieć jej o moich marzeniach, radościach, obawach, niepokojach…

 

A może:

Trzeba umieć zapomnieć nareszcie,
Nie powtarzać bez końca i znów
O młodości, miłości i mieście,
Które kiedyś nazywało się…..

Chyba nie chciałabym tego. To prawda, że czasem udaje się zamknąć na klucz moje odległe, bolące wspomnienia. Staram się oszukać w ten sposób samą siebie, bo przecież jak się gdzieś nie zagląda, to tak jakby tego nie było. Nie potrafię jednak tego tak na zawsze zrobić. Przecież te wszystkie przeżyte i zapamiętane chwile są dla mnie niczym delikatne, unikalne kwiaty, które należy pielęgnować wciąż od nowa, bo są tego warte. Są przecież częścią mojej prawdziwej historii.

Kończę… Ekran przysłania mi mgiełka utkana nie tylko z moich wspomnień.



Zaszumiało (14) | Zostaw myśl

Czas komunii

wtorek, 10 maja 2011 8:06


O maluchach

Tylko maluchom nie nudziło się w czasie kazania
stale mieli coś o roboty
oswajali sterczące z ławek zdechłe parasole z zawistnymi łapkami
klękali nad upuszczonym przez babcię futerałem jak szczypawką
pokazywali różowy język
grzeszników drapali po wąsach sznurowadłem
dziwili się że ksiądz nosi spodnie
że ktoś zdjął koronkową rękawiczkę i ubrał tłustą rękę
w wodę święconą
liczyli pobożne nogi pań
urządzali konkurs kto podniesie szpilkę za łepek
niuchali co w mszale piszczy
pieniądze na tacę odkładali na lody
tupali na zegar z którego rozchodzą się osy minut
wspinali się jak czyżyki na sosnach aby zobaczyć
co się dzieje w górze pomiędzy rękawem
a kołnierzem
wymawiali jak fonetyk otwarte zdziwione "O"
kiedy ksiądz zacinał się na ambonie
---- ale Jezus brał je z powagą na kolana

Jan Twardowski 

Przedłużony kwietniowo – majowy weekend spędziłam w moim Domu. Było tak jak sobie wymarzyłam: cicho, spokojnie, blisko natury. Bez końca patrzyłam na widok świeżej zieleni, czułam ciepło słońca i zapach rozkwitających kwiatów,. Każdego, co prawda jeszcze  chłodnego poranka budził mnie śpiew ptaków, który przywoływał beztroskie myśli. Co prawda w ostatnim dniu za oknem zrobiło się biało, ale na szczęście wracałam już do siebie. Mam jednak nadzieję, że po ostatniej wizycie Pani Zimy jej najmłodsza siostra Wiosna zadomowiła się już na dobre i zostanie u nas na dłużej. Nie pamiętam kiedy widziałam kwiaty kasztanów, pachnących bzów i niebieskich niezapominajek przykrytych białą kołderką.

 Zapewne jak dla każdego i dla mnie maj jest jednym z najpiękniejszych miesięcy.

W tym roku maj jednak jest trochę inny. Zbliża się czas kiedy wielu drugoklasistów przystąpi do pierwszej Komunii Świętej, w tym także mój Kajtek. Nie chce mi się wierzyć, że czas tak szybko umyka, przecież nie tak dawno trzymałam go do chrztu.

 W kościółku obok mojego Domu akurat tego dnia dzieci szły Pierwszej Komunii. Żal mi ich było ogromnie.

Mam tylko nadzieję, że mój bratanek będzie miał jednak lepszą pogodę. Ten dzień z każdej strony powinien zapisać się z dobrej strony w pamięci każdego dziecka.

Pierwsza Komunia Święta to nie tylko ważne przeżycie duchowe, ale niestety również finansowe. Coraz częściej przypomina wystawne wesele. Przed latami wystarczał rodzinny obiad… Jeszcze dziś pamiętam ten dzień.

To był słoneczny i bardzo ciepły maj    roku.

Obyło się bez krawca, fryzjera i dużego przyjęcia. Było skromnie, ale jakże rodzinnie.

Mama zawsze miała (i nadal ma) dobry gust i w uszytej przez nią skromnej sukience czułam się bardzo elegancko. Moje cienkie, niesforne włosy  zostały lekko podkręcone przez Mamę i Babcię.

Prezenty dostałam tylko od chrzestnych. I nie były one drogie. A jednak ten dzień głęboko zapadł mi w pamięci.

Przyjęcie odbyło się w moim Domu. Obiad i podwieczorek przygotowane  były własnoręcznie  przez Mamę i Babcię.

Dla mnie najważniejsze było, że cała moja rodzina mogła ze mną świętować ten dzień. Pamiętam również uczucie ulgi, gdy nareszcie mogłam przebrać się założyć bluzeczkę i krótkie spodenki, aby z innymi dziećmi normalnie się pobawić. Z tamtych dni pozostało mi parę czarno-białych zdjęć. Patrzę jednak na nie z rozrzewnieniem i łezką w oku. Spoglądam na dumnych Dziadków, uśmiechniętą Ciocię, Wujka... Ich już nie ma wśród nas, jednak w moim sercu pozostaną na zawsze. Patrzę na tą małą drobną dziewczynkę stojącą w ostatnim rzędzie i schowaną za świecą. Nie mogę uwierzyć, że to ja, a przecież dokładnie pamiętam moment, kiedy robiono tą fotografię.

Zastanawiam się tylko, czy dzieci nie powinny przystępować do Pierwszej Komunii, gdy skończą przynajmniej. 12 lat. Przed I wojną światową dzieci przystępowały do komunii w wieku 13 – 15 lat. Jednak potem papież Pius X obniżył go do 8 – 9.

Moim zdaniem dziecko idące do komunii ono  niewiele rozumie z samego faktu  przyjęcia sakramentu. Dzieci gubią w tym wszystkim sens. Nie czekają na Pierwszą Komunię jako na ważną uroczystość duchową.

Dla mojego bratanka jest to przede wszystkim wyuczenie się i zdanie podstawowych przykazań, prawd, regułek…., których do końca niestety nie rozumie.  Czy to ma sens?  Zwłaszcza, że przygotowania do uroczystości dotyczą  tego jak dzieci będą ubrane, jakie dostaną prezenty, gdzie i za ile urządzić przyjęcie….? Czyli wszyscy skupiają się na tym co jest zewnętrzne i mało znaczące dla tego sakramentu.  Ojciec Święty Jan Paweł II roku napisał w liście do dzieci: "Drodzy przyjaciele, niezapomnianym spotkaniem z Panem Jezusem jest bez wątpienia Pierwsza Komunia Święta".

 Niestety, ale dzisiaj zapomina się o wartości Pierwszej Komunii. Dla wielu nie jest to już przeżycie duchowe, ale zwykłe targowisko próżności. Nie dziwię się nawet, że niektórzy nie chcą być rodzicami chrzestnymi, bo to w przyszłości wiąże się przede wszystkim z dużymi wydatkami. Do tego często dochodzi do sytuacji, że chrzestny widzi dziecko tylko kilka razy w życiu i za każdym razem wiążę się to z prezentem. A przecież rola chrzestnego miała być i jest przecież inna. Kiedyś naprawdę był to zaszczyt. Ja także to czułam, kiedy kilkakrotnie proszono mnie, abym trzymała ich dziecko do chrztu. A teraz….Ale o tym może innym razem.

Owszem wszyscy mówimy i tłumaczymy, że wartość prezentu nie ma wielkiego znaczenia. Jednak jak ma to zrozumieć dziecko, skoro inni mają obiecane coś o wiele droższego?



Zaszumiało (10) | Zostaw myśl

Mgiełka nostalgii

niedziela, 16 stycznia 2011 8:23

 

Samotna róża na półce czeka
przywołuje me wspomnienia - z bardzo daleka,
z tamtych dni co przepłynęły jak rzeka...
a czas nie zwleka, ciągle ucieka...

Co było, to było, co może być - jest
A będzie to co będzie
Lecz zawsze to miło, że nie brak nam miejsc
Do których wracamy pamięcią...

Szanujmy wspomnienia, smakujmy ich treść
Nauczmy się je cenić

Styczeń… miesiąc w którym moje wspomnienia zamknięte w szufladzie starają się choć na chwilę zobaczyć światło dzienne. Nie chcą cały czas tam leżeć i obrastać kurzem, który stopniowo je zagłusza i zaciera ich obraz.

Moje wspomnienia nie chcą być wyrzucone z pamięci. Jak do tej pory skutecznie im się to udawało.

Dzięki nim jestem jak muszla znaleziona nad brzegiem morza, która nieprzerwanie szumi myślami o czasach, które bezpowrotnie minęły. Dzięki nim moje serce nadal tam jest.

Od kilku dni wspomnienia ciekawie wyglądają z szuflady i ciepło uśmiechają się do mnie. Dobrze wiedzą, że tęsknię za domem Dziadków. Za szumem drzew rosnących na działce, za zapachem kwiatów, za różowymi różami pnącymi się nad wejściem do ogrodu i widokiem z kuchennego okna.

Nieraz jak jestem sama w domu wydaje mi się, że ktoś mnie woła. Gdy odwracam wzrok widzę, że w fotelu z nieodłączną robótką w ręku siedzi moja Babcia i ciepło się do mnie uśmiecha, patrząc na mnie swoim jasnym spojrzeniem. W drzwiach natomiast stoi  Dziadek z koszem pełnym czereśni i śliwek, rozsiewając dookoła zapach wody kolońskiej.  

Dziś nie ma już moich Dziadków. Oboje w styczniu świętowaliby swoje kolejne imieniny i urodziny. Dziadek miały już 100 lat. Styczeń to był zdecydowanie ich miesiąc, a od kiedy ja pojawiłam się na świecie mogli świętować jeszcze Dzień Babci i Dziadka. Dlaczego tak wcześnie odeszli? Dlaczego nie poczekali, aż będę dorosła i przestanę na życie patrzeć jedynie przez pryzmat zabawy. Żałuję, że nie byłam na tyle mądra, aby wysłuchać ich cudownych opowieści. Teraz mi tego bardzo brakuje

 Dlatego staram się powracać do tego jedynego, niepowtarzalnego i  zaczarowanego miejsca na świecie. Dla mnie jest to miejsce magiczne.

Dziś pozostał tylko dom, w którym mieszkają obcy ludzie, a na działce (jak byłam tam ostatnio) rosła jeszcze nasza „staruszka” śliwka. Jednak boję się tam pójść ponownie. Pewnie już nie zobaczyłabym jej tam. Wolę zachować obraz jaki od dawna
noszę w sercu.

Wciąż żałuję, że wszystko już od tak dawna nie jest nasze. I tylko szum wspomnień kieruje moje myśli do tamtych ludzi, miejsc i dni...

W moją podróż w przeszłość nie zabieram smutków i problemów. Zostawiam je w rzeczywistości… Świat który pozostał w mojej pamięci wycisza mnie i uspakaja. Tu mogę się zatrzymać w biegu, jakim jest nasze codzienne życie. Wierzę, ze siłę czerpiemy z powrotów do miejsc, które związane są z naszym dzieciństwem. Tu odżywają nasze wspomnienia, budzą się dziecięce marzenia.  Podróż do źródeł sprawia, że odżywamy, stajemy się spokojniejsi. Dlatego uważam, że w  przeszłość warto czasem powracać. Niesie nas tam też tradycja. Trzeba wracać do magii przeszłości, zapisanej historią naszych przodków. Na co dzień, biegnąc przez życie, zapominamy, że żyjemy też dla tych powrotów.

Było minęło i wiem, że to już nie wróci. Nikt jednak nie może mieć tej pewności. Cuda się zdarzają. Wiem, że zbyt często oglądam się za siebie, jakby tam szukając ucieczki przed tym co jest i co mnie czeka jutro.

Żyję wśród wspomnień i oczekiwań. Jestem pochłonięta przeszłością i chciałabym odpłynąć tam, gdzie już nie ma powrotu. Jednak wiem, że najważniejsza jest teraźniejszość. Czy cokolwiek może się zdarzyć lub istnieć poza teraźniejszością?

Ale pociesza mnie to, co niedawno przeczytałam: dla niektórych Indian przyszłość nie istnieje. Jest tylko przeszłość, z której czerpiemy doświadczenia i wiedzę. Jest też oczywiście teraźniejszość, która jest tylko mgnieniem, gdyż zaraz zamieni się w przeszłość. Może kiedyś, w poprzednim życiu, należałam do takiego plemienia?



Zaszumiało (15) | Zostaw myśl

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 24 czerwca 2017

Przemknęło:  401 262  

Ziarenka myśli

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Przeminęło z wiatrem?

Czy to ja??????

Dziewczyna po lepszej (?) stronie życia
Staram się być optymistycznie nastawiona do świata i ludzi, szukać dobrych stron życia choć w moim życiu nie brakuje trudnych chwil.

O moich stronkach

Piszę więc jestem

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Tropiciel myśli

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Gołąbek pocztowy

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Przemknęło

Zajrzało: 401262
Zostawione myśli
  • liczba: 489
  • komentarze: 4599
Galerie
  • liczba zdjęć: 98
  • komentarze: 45
Liczba uśmiechów: 2598
Szumię : 4046 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl