Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 897 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


W poszukiwaniu ciszy

środa, 15 czerwca 2016 9:25

 

czerwiec.jpgCzerwiec

Czerwiec w wiośnie zakochany
słońcem swą wybrankę pieści

chabry wplata w zboża łany
i kolczyki da z czereśni

rozgniewany fuknie burzą
w skrusze maźnie tęczy skrawkiczerwiec1.jpg
aż dmuchawce głowy puszą

i czerwienią się truskawki

tłusty rzepak kwieciem złoci
on odwdzięczy nam się za to
nocą wabi kwiat paproci
gdy się wiosna zmienia w lato.

 

znalezione w Internecie

Czerwiec.... I już mi żal powoli odchodzącej do pałacu swojego ojca królewny Wiosny. Już tęskno mi bzami, konwaliami, akacjami.... Przeminęły, przekwitły, aby pojawić się ponownie w nowym roku. Wszystko tak krótko trwa i szybko znika!
Także nasze życie biegnie do przodu i nie ogląda się za siebie. Rzadko kiedy mamy czas zatrzymać się i w ciszy spojrzeć na otaczający nas świat.
Niestety na Ziemi nie ma już prawie cichych miejsc.
Wszędzie obecny hałas coraz bardziej nam dokucza. Wiele osób skarży się na szumy, które są słyszane nawet w ciszy. Do tej pory takie dolegliwości przypisywało się osobom starszym. Teraz jednak się to zmieniło. Na takie objawy skarży się coraz więcej młodszych osób.
Hałas jest problemem cywilizacyjnym. Jest go coraz więcej. Częściej robi się głośno dookoła.
Współczesny człowiek nauczył się żyć i spać przy wtórze nieustannego szumu samochodów, nocnych imprez u sąsiadów, tramwajów i pociągów toczących się po torach i wprawiających w drżenie szklanki w pobliskich mieszkaniach. Przystosowując się do otoczenia, przyzwyczaił się ignorować te dźwięki, podobnie jak kiedyś człowiek pierwotny odgłosy deszczu, wiatru, burzy.... Potrafimy teraz spać pomimo hałasu za oknem.
Słyszymy te dźwięki, ale ich nie słuchamy. Często akceptujemy je jako coś naturalnego. Jednak wyróżniamy z tego szumu dźwięki, które ostrzegają i wywołują określoną reakcję: sygnał nadjeżdżającej karetki lub alarmu. Wciąż zatem jesteśmy czujni, chociaż w inny sposób niż nasi przodkowie.

cisza.jpgW ciszy

W ciszy rodzą się myśli,
płyną lekką melodią,
łatwiej marzenia wyśnić,
sprawy ujrzeć na nowo,

znaleźć przystań po burzy,
i ocaleć wśród sztormów,
wstrzymać mrok, który ruszył
niby rydwan stukonny.

W ciszy można usłyszeć
walc jesienny jarzębin
i popatrzeć na życie,
z perspektywy i głębiej.

Można wzlecieć pod błękit,
by być duszy najbliżej,
tylko trudno czasami
znaleźć w sobie tę ciszę.
znalezione w Internecie

Hałas jest wszędzie. Żyjemy w gwarze od rana. Włączone radio, telewizor, rozmowy przez telefon.... Harmider na ulicach.Nawiasem pisząc hałas uliczny został nazwany smogiem akustycznym.

Nawet na spacer wychodzimy we dwoje i wciąż rozmawiamy. Niemal we wszystkich knajpach, sieciach handlowych leci głośna muzyka. Nawet w tramwajach lub autobusach kierowcy słuchają głośnej muzyki, a pasażerowie starają się ją przekrzyczeć rozmawiając przez swoje komórki. Nie wspomnę już o pociągach. Większość pasażerów uruchamia wszystkie sprzęty elektroniczne, jakie ma. A jak nie ma to podejmuje głośne rozmowy na wszystkie możliwe tematy, nie licząc się zupełnie z innymi. Tak jakby podróż była unikalnym czasem, w którym muszą zostać omówione wszystkie służbowe i prywatne sprawy. Nawet w miejscach, gdzie jest wyraźny zakaz rozmawiania przez telefon, nikt tego nie przestrzega.Hałas musi być! Jest nieodłącznym elementem naszego życia.

Na hałas jesteśmy narażeni od dzieciństwa. Dzieci, nawet te najmłodsze mają problemy ze słuchem, słabiej przyswajają informacje, są bardziej agresywne. Dalsze skutki, to tylko kwestia czasu. Przyczyną tego jest słuchanie głośnej muzyki, zbyt głośne oglądanie telewizji....

Czy hałas rzeczywiście musi być zwiastunem i gwarantem dobrej zabawy, rozrywki i beztroski?

Jednak różne badania alarmują o coraz większym zagrożeniu ze strony hałasu. Społeczeństwo głuchnie. Niestety zlikwidowanie hałasu nie jest możliwe, ze względu na rozwój cywilizacji. Jednak można go zmniejszyć, aby był mniej szkodliwy.

Ciszy mamy w codziennym życiu coraz mniej. Może nawet niedługo stanie się ona towarem deficytowym, wartością przeliczalną na pieniądze?

Tęsknię za ciszą
Tęsknię za ciszą, za spokojem błogim,
atłasem nieba rozpostartym sennieciszy.jpg
i za tą chwilą kiedy stanę w progu
bez łez goryczy i bez żalu we mnie.

Tęsknię za sadem wiosennomajowym,
bielą gałęzi ukwieconych krasą,
blaskiem spojrzenia, ciepłym, dobrym słowem
herbatą z miodem wypijaną czasem.

Teraz nade mną niepogody życia,
błyski złowieszcze i gradowe chmury,
lecz ja na przekór, jak pełnia księżyca
przez łzy jaśnieje, głowę wznosząc w górę.

znalezione w Internecie

Przed codziennym hałasem uciekamy w zamkniętą przestrzeń własnych domów. Tam mamy szczelne okna, grube drzwi. A może mieszkamy poza miastem i jego zgiełkiem? Jednak jeśli akceptujemy hałas dużych aglomeracji, jeśli zasypiamy przy szumie, to chętnie wyjeżdżamy na wieś, nad wodę, na działkę... I tam zachwycamy się, że jest tak cicho! i posłuchaj jak ptaki śpiewają... Cieszymy się przez chwilę tym, że nie ma tu klaksonów samochodów, dzwonków tramwajów.....

A przecież ciszy mamy jej tak niewiele. Odgłosy cywilizacji są zawsze z nami.Jestem zmęczona codziennym hałasem. A gdyby uciec od tego tego szumu?

Czy ciszy i spokoju musimy szukać z dala od cywilizacji? Chyba tak.
Cudownie jest uciec na chwilę od hałasu pędzącego i zwariowanego życia. Dobrze byłoby zanurzyć się w ciszy aby odnaleźć spokój i wytchnienie.

Właśnie zatęskniłam za ciszą, za taką zieloną, leśną i subtelną ciszą.

Bez ciszy nie da się żyć.
A może to ciszawołała i upomina się o mnie? Taka ucieczka w ciszę..... Tylko gdzie jest cicho-sza?

 Ucieczka w ciszę

W modrzewiowym lesie
Pogrążam się w myślach
Podążam przed siebie
Trzymając się nieskończonego nieba
Podziwiam światłocienie w drzewach
cisza-jest-najlepsza.jpg
W świeżym wietrze
Głos ptaków rozbrzmiewa
Ziemia umyka pod stopami
Przeszłość przemknęła mi
Przed oczami

Świat nieludzki zaplątany w zarośla
Gdzieś daleko za mną pozostał
Wszystko milknie
Nawet ptaki
Nie dzieje się nic

Cisza wyczerpanej natury
Zieje otchłanią ducha
Przygniata
Słyszę strach w oddechu swoim
Oniemiała już się nie ruszam

znalezione w Internecie

 

 



Zaszumiało (8) | Zostaw myśl

Moja bezradność

środa, 07 stycznia 2015 10:01

 

Bajka o starym i nowym roku

O jednej porze, raz do roku

w zimowej nocy ciemnym mroku,

gdzieś, gdzie nie sięga ludzki wzrok,

schodzi się z rokiem rok.

Jeden jest wielki z siwą brodą,

drugi jest mały z buzią młodą,

czyli, by rzec innymi słowy:

jeden jest stary, a drugi młody.

miś czas_na_odpoczynek.jpg

Gwiazdy jak świeczki lśnią na niebie,

a oni stają obok siebie,

coś sobie mówią, patrząc w oczy,

ale nikt nie wie, o czym.

Potem w ciemności słychać kroki…

To się rozchodzą oba roki.

W całkiem przeciwnie idą strony,

Stary, znużony i zmęczony,

Nowy, o jasnych, złotych lokach,

wesoło mknie w podskokach.

Po chwili cichnie odgłos kroków

w zimowej nocy ciemnym mroku,

gwiazda za gwiazdą w górze gaśnie

i robi się na świecie jaśniej,

i znika czarnej nocy cień,

i wstaje nowy, jasny dzień,

i budzisz się, przecierasz wzrok

i witasz – Nowy Rok.

Ludwik Jerzy Kern

To już za nami. Mamy kolejny Nowy Rok w naszym życiu, który parę dni temu przekroczył progi naszych drzwi. Do mnie wszedł jednak przez okno, które tuż po północy mu otworzyłam.Chociaż bardzo chciałam, to nie udało mi się dokładnie zamknąć drzwi za Starym Rokiem. Jak zwykle.
Jednak wyjątkowo  ta zmiana w kalendarzu nie dociera do mnie. Prawie nie zauważyłam, że minęły święta, wolne dni od pracy, Sylwester… . Nie pomyślałam o żadnym postanowieniu noworocznym, marzeniu….

To pewnie dlatego, że mój zegarek pokazuje inną godzinę niż wszystkie pozostałe zegary. Nie jest zsynchronizowany z otoczeniem. Zdecydowanie zwolnił, a może podobnie jak ja nie ma siły nadążyć za innymi. To prawda, zegarek można ponownie nastawić na dobrą godzinę, ale czasu nie można zatrzymać.

Dni, a teraz już tygodnie upływają bez mojego udziału.

misiek.jpg

 

Dni

życie moje wstawione w cień
więdnie bez światła dziennego.
Codziennie opada z niego
pożółkły, zwiędły dzień...

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Po co nadchodzi więc następny taki sam? Znowu opadnie, aby przyszedł następny.

Trudno mi nawet pisać. Zaczynam, ale nie mogę skończyć, nie mogę bowiem uporządkować myśli, aby potem przelać je na ekran.  Mam wrażenie, że oplata mnie jakaś pajęczyna, z której nie mogę się wyrwać. Nie mam siły się ruszać, tkwię więc w tym samym miejscu. To nie jest miejsce w którym powinnam się zatrzymać. Wiem że powinnam coś zmienić. Staram się jak mogę, ale to przynosi niewielki skutek. W naszym życiu  są sprawy, na które nie mamy żadnego wpływu, są zupełnie od nas niezależne.. Są i takie, które trzeba wziąć we własne ręce i mocno się starać.  Ale w naszym życiu często pojawiają się takie, które można byłoby zmienić, ale z jakiś powodów nie da się tak prosto. I ja właśnie w takiej sytuacji jestem. Ze swojej strony robię co mogę, aby było lepiej. Jednak w mojej walce potrzebuję pomocy, sama jestem raczej bezradna. Niestety jestem skazana na pomoc z zewnątrz, która obecnie jest dla mnie niedostępna.

 

Bezradność, bezsilność, strach....

 

Bezradność, gdy zdałam sobie sprawę, że nic nie mogę poradzić
Nie zależy ode mnie to co się dzieje
Choć bardzo się staram, nie uda mi się świata zbawić
I tak ktoś płacze, a inny się śmieje...

Bezsilność, kiedy czuję się w świecie taka mała
Wtedy cała rzeczywistość mnie przerasta
Rozłożę skrzydła, ale nie polecę samamisiek bandaĹź.jpg

Widzę tylko szare mury mego miasta...


Strach przed złem, które może się stać
Niepewność o jutro przepełnia moją duszę
Zapadam się, utonę, zaczynam się bać...
W burzy myśli czuję, że wytrzymać muszę...

Gniew, złość na los, niesprawiedliwy
Jednym daje wszystko innym nic nie pozostawi
Optymizm, przebłysk nadzei jest tu niemożliwy
Zostanie na zawsze ten mur między nami...

Płacz, ponieważ już się poddałam
Nie ujrzałam blasku, piękna, szansy, może nie chciałam
Usiadłam, straciłam wiarę, wstałam
Zwyczjanie, jak każdy, szczerze, zapłakałam...

Znalezione w Internecie

Jestem praktycznie bezradna wobec sytuacji panującej dookoła. Obecny spór ministra i lekarzy przypomina kłótnię o dziecko rozwodzących się rodziców, którzy już dawno o dziecku zapomnieli. Walczą tylko o to, aby jak najwięcej dla siebie wygrać i nie są zainteresowani pójściem na ustępstwa. Liczy się tylko to, które z nich postawi na swoim. Dziecko jest nieważne. Chociaż paradoksalnie obie strony twierdzą, że dobro dziecka jest najważniejsze. I ja właśnie takim pozostawionym samemu sobie dzieckiem jestem, które teraz potrzebuje szczególnej uwagi. Nie wnikam w to, po czyjej stronie jest racja, czy też wina. Chciałabym być nadal najważniejsza i otoczona opieką. Niestety nie wiem zupełnie jaka przyszłość za parę dni mnie czeka. I tego się obawiam.



Zaszumiało (15) | Zostaw myśl

To już niedługo

czwartek, 11 grudnia 2014 15:46

 

List jesieni
Przybywaj zimo,
siwa damo,
dawno już spadły
wszystkie liście.
Wdziej swoje
futro,
czapkę włóż,
bo tu, w kałużach
błyszczy mrózlata.jpg
i wiatr w gałęziach świszcze.

I tak tu pusto,
jakby las
pogubił gdzieś
wesołe ptaki...

Przybywaj zimo,
bo Twój czas -

grudzień cię woła,
daje znaki.

Moja walizka
już spakowana
pełna kasztanów
i suchych traw.
Gdy ty się zjawisz,
odejdę sama,
zanim opadnie
poranna mgła.
J.Hockuba

Właśnie spadł ostatni liść za moim oknem. Kolor czarny i deszcz rozgościł dookoła. Zrobiło się listopadowo, chociaż to już środek grudnia, ale przecież prawdziwego typowego listopada w tym roku nie było. Przyszedł teraz. Jest zimno, wietrznie i szaro..
Dni są wyjątkowo paskudne. Chmury zasnuwają całe niebo, dotykają dachów najwyższych budynków, tak że i na ulicy można doznać klaustrofobii. Może czując nasze nastroje niebo niebo jest stale zasnute chmurami.
Zazwyczaj kapryśna królewna Jesień tego roku długo się plotła ciepła, złocista i kolorowa. Niestety teraz czując nadejście najstarszej siostry, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rozwiesiła nad nami szarą, wilgotną mgłę. Dookoła zrobiło się buro i pochmurno. A wiszące nisko chmury powodują, że człowiek podobnie jak niedźwiedź zapadłby w sen zimowy.
Tak.... szybki krokami zbliża się panowanie królewny Zimy, które tradycyjnie rozpocznie się od najdłuższej nocy w roku.
W tę noc pełną dziwności, nasi przodkowie świętowali szczególnie. Jednak pamięć o korzeniach tej tradycji zatarła się na przestrzeni wielu wieków,

W nocy z 21 na 22 grudnia nasi przodkowie zaczynali obchodzić jedno z czterech głównych świąt solarnych, które zaczynało się w okolicach przesilenia zimowego Szczodre Gody. Było to święto było tryumfu światła nad ciemnością, przynosząc ludziom nadzieję i optymizm. Swaróg - bóg Słońca odzyskiwał panowanie nad światem, a Nasi przodkowie zaczynali kilkunastodniowe święto, które trwało mniej więcej do dzisiejszych Trzech Króli.Jednak o zwyczajach związanych z przesileniem zimowym pisałam już w poprzednich grudniach. Nie byłabym jednak sobą, gdybym o tym nie wspomniała. Przecież .... lat temu w taką najdłuższą noc po raz pierwszy spojrzałam na świat.

Tak.... Zbliżają się moje kolejne urodziny. Może więc pora na chwilę refleksji? Czasami dopadają mnie lęki. Co będzie ze mną za parę lat? Czy uda mi się zachować pogodę ducha i radość z życia. A może będę zgorzkniała i rozczarowana życiem? A może już trochę taka jestem? Najważniejsze jednak, czy będę samodzielna? Chciałabym do końca życia zachować sprawność i niezależność.

Chcę zaakceptować przemijanie i z rozczuleniem przyglądać się moim zmarszczkom. Niestety dookoła panuje moda na młodość i brak szacunku dla starości.
Młodzi kojarzą starość z uzależnieniem swojego życia od innych, z narzekaniem, staniem w kolejkach do specjalistów, z niskimi emeryturami, nudnym spokojnym życiem. Zapominają jak wielką rolę właśnie ci ludzie odegrali kiedyś w ich życiu. Jak niesamowita może być z nimi wymiana myśli i spostrzeżeń.
Starsze osoby są dyskryminowane, traktuje się ich jak zniedołężniałych, nudnych, samotnych ludzi bez perspektyw.
Znowu przyszła do mnie samotność
choć myślałem że przycichła w niebie
Mówię do niej:
- Co chcesz jeszcze, idiotko?
A ona:
- Kocham ciebie
ks. Jan Twardowski
Dawniej w większości kultur całego świata jedną z głównych zasad był szacunek dla osób starszych. Wynikało z przekonania, że mądrość wypływa z doświadczenia, którego młodzi zwyczajnie mieć nie mogą. Tak więc starsi, otoczeni czcią i poszanowaniem, piastowali najwyższe urzędy w swojej społeczności – byli wodzami, kapłanami, sędziami, posłami, nauczycielami, prawodawcami. Prawdopodobnie działało to też na zasadzie samonapędzającego się koła – szanowano starszych i ich wiedzę, więc powierzano im ważne decyzje, co sprawiało, że starsze osoby tworzyły elitę danej społeczności, a to z kolei budziło szacunek. Tak było na całym świecie: u Indian obu Ameryk, w plemionach afrykańskich, w starożytnej Grecji, starożytnym Izraelu, w państwach arabskich, u Słowian, w Japonii.
Obecnie w naszej cywilizacji role się odwróciły.
Starość stała się tematem tabu, niezręczną koniecznością, o której się specjalnie nie mówi. Świat ukierunkowany jest na ludzi młodych i na młodość. Uciekamy dzisiaj od starości najdalej jak się da. Bo jak żyć w kraju, które wyklucza ludzi starszych. Rzadko kiedy zastanawiamy się jak to jest być seniorem. Przecież wokół nas panuje kult młodości, pięknego ciała, brak problemów ze zmarszczkami, chorobami, niedołężnościami. Współczesny świat został ukierunkowany na ludzi wiecznie młodych i pięknych.
W szkole chcemy być starsi, gdy jesteśmy starsi odmładzamy się. Człowiek chce być coraz mądrzejszy i coraz młodszy. Ale kiedyś nie można tego było osiągnąć razem. A teraz.....Wszystko jest możliwe
Być w ,,pewnym wieku” jest teraz niemodne, więc biedni ludzie torturują swoje ciała, swoje twarze, aby zdjąć ową patynę czasu.Czasem im się to udaje, ale na jak długo?
A przecież każdy z nas kiedyś zobaczy pierwszą zmarszczkę, pierwszy siwy włos.....
Chciałabym zaakceptować każdą naturalną zmianę, którą obdaruje mnie czas. Jednak czy świat też mnie taką zaakceptuje? Bo dziś..... Spostrzegłam dzisiaj pierwszy siwy włos na twojej skroni...
klepsydra.jpg
Babie lato wolno płynie przez jesienny park.

Z dala ktoś na mandolinie kołysankę gra.
Chodźmy, miła, pod nasz stary dąb,
Jakże kocham ciepło twoich rąk,
Pomyśl, ile to już lat idziemy przez ten świat.

Spostrzegłem dzisiaj pierwszy siwy włos na twojej skroni
I widzisz, miła, przed wzruszeniem trudno się obronić.
Mam przecież w oczach dzień, gdy pierwszy raz ujrzałem ciebie.
Pamiętam każde słowo, każdy uśmiech twój.
Czas nie ostudzi ludzkich serc, gdy mocna miłość płonie.
Całuję pierwszy siwy włos, co zalśnił na twej skroni.
Tak piękną mamy jesień, miła, cichą i pogodną.
Spójrz, jak babiego lata płynie srebrna nić.

Jak obłoki dwa łabędzie przecinają staw.
Człowiek zawsze wracać będzie do lirycznych spraw.
Chodźmy, już się kryje słońca blask,
W domu dzieci oczekują nas.
Pomyśl, ile to już lat idziemy przez ten świat



Zaszumiało (14) | Zostaw myśl

W tłumie?

wtorek, 04 marca 2014 8:18
w tłumie.jpg
Moim sąsiadem jest anioł
on strzeże ludzkich snów
dlatego wraca późno do domu
Na schodach słyszę dyskretne kroki
i szelest zwijanych skrzydeł
On rano staje w moich drzwiach
otwartych na oścież
i mówi:
Twoje okno znowu świeciło długo
w noc
Halina Poświatowska
Ostatnio pisałam o braku czasu. Jak zauważyłam jest to chyba choroba naszych czasów.
Kiedyś, nawet niedawno, bo przecież jeszcze pamiętam te czasy, ludzie mieli więcej czasu dla innych. Żyliśmy bliżej siebie. Jednak tamten świat już odszedł, minął. Czasem jego klimat odnaleźć w małych miasteczkach, a już najczęściej na stronach książek, obrazach lub kadrach filmu.
Teraz wszyscy skupieni są na tym, czy znajdą się w gronie najlepszych, najszybszych, najzdolniejszych... Gonią do przodu, byle prędzej i szybciej. A jak znajdą chwile czasu, to najczęściej zamykają się w domu.
Ludzie żyją zamknięci w swoich mieszkaniach. Często za elektronicznymi płotami, w zamkniętych osiedlach. i nawet nie wiedzą kto mieszka obok nich, nad nimi, czy pod nimi. Żyją tylko własnym życiem, nie interesują ich sąsiedzi
Dawniej było inaczej, ludzie byli ze sobą bardziej zżyci, a kontakty sąsiedzkie kwitły na dobre.
Pamiętam pobyty u moich Dziadków. Tam, w małym miasteczku nie było takiego wyobcowania. Kiedy szliśmy z Dziadkiem uliczkami, nie mogliśmy się nadziwić, że prawie co druga osoba mówi nam "dzień dobry". Do Babci często wpadały bez zapowiedzi sąsiadki, krewne, znajome. Także i my często odwiedzaliśmy innych. Nikt nie dzwonił, nie informował o takich wizytach. To było całkiem naturalne.
No tak, teraz prawie każdy ma komórkę, internet, komunikatory i inne nowoczesne środki komunikacji, to zawsze można uprzedzić o takim najściu. Ale i tak ich nie odwiedzają. Bo po co, skoro są te wynalazki cywilizacji? Dawniej ludzie odwiedzali się wchodząc przez drzwi. Dziś najczęściej robią to przez Okna. Cóż ja też idę z tym nurtem. Nie lubię niespodzianek, a przede wszystkim takich niezapowiedzianych wizyt.
Nic więc dziwnego, że coraz częściej pojawia się samotność w tłumie. Niby tak dużo ludzi dookoła, a jakby nikogo nie było.
 
ANIOŁ STRÓŻ
Tajemniczą minę
ma mój anioł stróż
gdy spokojnie krąży
nad mą głową tuż
wizyty.jpg
wciąż śledzi moje kroki
bym bezpiecznie szedł
w czas zły i w czas dobry
wciąż pilnuje mnie
ten mój anioł stróż
Ciężki kawał chleba
ta anielska straż
nalatać się trzeba
choć marny ktoś jak ja
gdy w obłokach kiedyś przy mnie stanie
dzięki szepnę mu
oj niewdzięczne na ziemi zadanie
dał ci szef – Pan Bóg
aniele stróżu mój
aniele stróżu mój
JAROMIR NOHAVICA
tłumaczenie - Jacek Lewiński
Tak naprawdę jednak nie jestem sama. Jest nas dwoje. Ja i mój Anioł Stróż. Miły z niego chłopaczek. A może to dziewczynka? Dlaczego z góry zazwyczaj mówimy o nim on?
Czasem czuję, że jest to raczej kobieta, która codziennie częstuje mnie słodyczami z pudełka. Najbardziej lubię dostawać od niej galaretki w cukrze. Niestety najczęściej trafiają się mi czekoladki, zwłaszcza te gorzkie. A przecież wiadomo, że ja czekoladek nie jadam, nawet tych mlecznych. O gorzkich już nawet nie wspomnę. Dlaczego więc jest ich najwięcej? Może dba o moje zęby, bo przecież wiadomo czekoladki nie ruszę.
Cóż mój Aniołek każdego dnia ma już dla mnie przygotowany łakoć, a że w przeciwieństwie do mnie lubi niespodzianki, zawsze mnie zaskoczy.
Jednak nie oczekuję rzeczy niemożliwych. Wiem, że stara się on robić dla mnie wszystko co w jego mocy.
Najbardziej lubię te dni kiedy mój wyspany Aniołek od rana jest w dobrym humorze i serwuje mi moje ulubione galaretki.
No tak zapomniałam o moim towarzyszu mieszkającym w moim mieszkanku od późnej jesieni.
Co roku mieszka u mnie biedronka. Wędruje po moich parapetach w kuchni pomiędzy moimi fiołkami i od czasu do czasu spogląda przez okno na świat dookoła. Podobnie jak ja czeka na wiosnę, która jest już pewnie tuż tuż. Tylko, że ona wyfrunie, a ja zostanę. Jednak mój Anioł jest koło mnie...

Zawsze obok mnie
Nie mówił nigdy, ze już musi iść
Po prostu cicho ruszał w dal
Czasem padał deszcz
Czasem wstawał dzień
sasiad.jpeg
Odezwać miął się gdy osiągnie cel
Czekaliśmy wiece
Przecież mówił, że wszystko uda się

Wierzę w to, że mój anioł jest tuż obok
Wierzę w to, żę już zawsze będę sobą
Wierzę w to, że do celu zawsze znajdę drogę
Wierzę w to, że odmienić wszystko mogę
Wierzę w to…

Nie mówił nigdy dokąd tak się rwie
Nam wystarczało, ze wciąż z nami był
Chociaż obok gdzieś
Zawsze obok gdzieś
Tak długo kazał czekać, że aż w nas
Wszystko dziś zmieniło się
I każdy gdzieś tam gna
Powtarzając tak;

Wierzę w to, że mój anioł jest tuż obok
Wierzę w to, że już zawsze będę sobą
Wierzę w to, że do celu znajdę drogę
Wierzę w to, że odmienić wszystko mogę
Wierzę w to…

Że ni zniknę bez śladu
Że ktoś będzie pamiętał to, w co chciałem grać
Grać w niezgodę na czas
Wygasanie gwiazd
Na milczenie, gdy ważny każdy gest
Ktoś zostanie tu pośród moich map
I odczyta i uwierzy w to co ja!

Wierzę w to, że mój anioł jest tuż obok
Wierzę w to, że już zawsze będę sobą
Wierzę w to, że do celu znajdę drogę
Wierzę w to, że odmienić wszystko mogę
Wierzę w to…
Krzysztof Kiljański


Zaszumiało (13) | Zostaw myśl

Czas

sobota, 22 lutego 2014 8:30

 

zycie-to-wyscig-z-czasem.jpg

Piosenka o czasie

Czasie, czasie, przed siebie lecący,
Brzmi twój głos mi przedziwnie, jak brzmiał.
Słońce gaśnie i wschodzi znów słońce,
Dzień - snem nocy, a noc jest snem dnia.

Chwila - chwilę, wieczność - wiecznie żywa.
Oto chwilo narodzić się masz,
Oto jesteś, a oto już byłaś...
Migot w otchłań sypiących się gwiazd!

Czasie, czasie - ulatasz, ulatasz!
Smucisz, cieszysz, tworzysz, kruszysz w miał...
Przeszły lata, przejdą jeszcze lata -
Będzie śpiew twój ludziom dalej brzmiał.

Witold Pałka

Jestem, wróciłam. Dawno nie wędrowałam ścieżkami wirtualnego świata. Każdy dzień jest teraz dłuższy, mamy więcej jasnych minut, a mi brakuje czasu. Doba jest dla mnie za krótka, żeby zrealizować to co powinnam. Nie wspomnę już o tym co dodatkowo mam zaplanowane.
Dochodzę do wniosku, że jeżeli coś wykracza poza mój codzienny rozkład zajęć, wszystko zaczyna się powoli sypać, albo po prostu zostaje odstawione na boczny tor.

Zmęczenie nie chce mnie opuścić, brakuje mi sił i czasu, aby nadążyć.
Tylko myślę: nie mam czasu, może za jakiś czas, nie zdążę.....
Czasem zastanawiam się, jak to jest, że jedni mają czasu pod dostatkiem, drudzy go marnują, a jeszcze inni cierpią na jego nieustanny brak.
Czym jest czas? „Doskonale wiem, dopóki nikt mnie nie pyta. Zapytany – nie umiem wyjaśnić” – mówił św. Augustyn. I choć żył on kilkaset lat temu, a od tego czasu nauka uczyniła milowy krok naprzód, każdy mógłby powtórzyć jego słowa. Jednak za wszelka cenę staramy się zrozumieć czym jest czas. Chcemy go zmierzyć jak najdokładniej. Przykładem może być zawody sportowe, gdzie mierzy się czas nawet do jednej tysiącznej sekundy. Czy naprawdę ktoś, kto przegrał o ułamek sekundy jest gorszy? Kiedyś, gdy nie było aż tak dokładnych zegarów, obaj sportowcy byliby sklasyfikowani na tym samym miejscu. Różnice wynoszące ułamki sekund to dla mnie czysta abstrakcja. Zastanawiam się, co będzie za kilkadziesiąt lat. Czy zwiększy się liczba miejsc po przecinku? Czy aby nie zmierzamy do absurdu i czy nie wymagamy od ludzi rzeczy naprawdę niemożliwych? I jakim kosztem ten coraz lepszy wynik ma być osiągnięty.
Nic więc dziwnego, że w naszym życiu liczy się każda godzina, minuta. A przecież, na krajach południowych jest inaczej. Można zauważyć różnice w tempie życia i w postrzeganiu czasu przez różne narody. Dla jednych biegnie on niczym strzała, stająca się jak najszybciej trafić do celu, dla innych jest powtarzalnym obrotem koła.

Nie ma czasu

Nie za bardzo wiadomo jakże to się dzieje

twoj czas.jpg

że czas wtedy przychodzi gdy go wcale nie ma

i w sam raz tyle tylko ile go potrzeba
nawet we śnie gdy ciało podobne do duszy

kto ma czasu za dużo wszystko czyni gorzej

jeżeli kochasz czas zawsze odnajdziesz
nie mając nawet ani jednej chwili
na spotkanie list spowiedź na obmycie rany
na smutku w telefonie długie pół minuty
na żal niespokojny i na rozeznanie

że dobrzy są mniej dobrzy a źli trochę lepsi
bo w życiu jest tylko morał niemoralny

Jan Twardowski

Dlaczego tak się dzieje? Czy czas może biec szybciej lub wolniej? Czy są miejsca, w których możemy mieć go więcej niż gdzie indziej?
Amerykański psycholog społeczny Robert V. Levine, przeprowadził badania, które miały zmierzyć tempo życia poszcególnych narodów. Pod uwagę trzy kryteria: szybkość chodzenia, czas sprzedawania znaczka na poczcie, a także jak dokładny czas pokazują zegary w miejscach publicznych. Na podstawie tych obserwacji stworzył ranking krajów – od „najszybszych”: Szwajcarii, Irlandii, Niemiec i Japonii, po „najwolniejsze”: Syrię, Salwador, Brazylię, Indonezję i Meksyk.
Badania te pokazały, że różnice w odczuwaniu czasu przez różne narody wyraźnie można zaobserwować w języku. Dla Europejczyków czas to płynący strumień. W naszym języku traktujemy go zatem podobnie jak wodę. Stosujemy dla niego określone jednostki miary: rok, miesiąc, godzina....
Stąd nasze tendencje do planowania czasu. Używając czasu jako czegoś materialnego, możemy go „oszczędzać” lub „marnować”, możemy też „zyskiwać na czasie”. To myślenie, które pozwala nam czas wymieniać na inne wartości – na przykład na pieniądze – dla Indian jest nie do pomyślenia.
W języku Indian Hopi nie ma takiego słowa jak czas. Język Hopi pozbawiony jest czasu. W systemie Hopi czas zanika, pojawiają się tylko pojęcia opisujące świat bez odwołania się do czasu. W naszym języku czas może być przyszły, teraźniejszy czy przeszły.

Tradycja mierzenia czasu sięga już starożytności.

A przecież mówimy:

Szczęśliwi czasu nie liczą.

Dlaczego tak mówimy? Dlaczego mierzymy czas? Dlaczego stosujemy coraz bardziej dokładne zegary? Przecież najmniejsze jednostki czasu są dla nas zupełną abstrakcją.
Jednak chcemy być najlepsi, najszybsi nawet o te nieuchwytne ułamki sekund. Chcemy być na bieżąco, nie chcemy pozwolić, aby coś nam umknęło. Nie możemy wypaść z obiegu. Dla tego biegniemy coraz szybciej i szybciej do przodu, często bez zastanowienia, wytchnienia. 

Często mówimy, a i sami słyszymy:

Przyjdę później. Zrobię to jutro. Muszę biec. Przykro mi, dziś nie dam rady.
NIE MAM CZASU!!!!!!

Brak czasu to chyba choroba XXI wieku. Niestety cie

rpimy na nią wszyscy, a lekarstwa na nią nie ma. Przecież nie kupimy go w aptece.,

Kiedyś przeczytałam:
Nie ma czegoś takiego jak brak czasu. Każdy z nas ma tyle samo czasu, co inni. Ani mniej, ani więcej. Doba trwa 24 godziny, godzina 60 minut, minuta 60 sekund. Nic się w tej kwestii nie zmieniło. Nam tymczasem wydaje się, że czas pędzi coraz szybciej, że gdzieś ucieka.

Dlatego żyjemy w biegu. Pędzimy do pracy, na zakupy, do lekarza, do domu. Nawet nie wiemy, kiedy dzień się zaczyna, a kiedy kończy

. Nie mamy czasu dla znajomych. Kontakty z rodziną, przyjaciółmi stają się sporadyczne.

Nie ma czasu, nie ma czasu, nie ma czasu…

Może powinnam wyjechać Ameryki Południowej do miejsc dziewiczych, gdzie ludzie są sobą, żyją zgodnie z naturą. nie starają się za wszelką cenę nadążyć za uciekającym czasem?
Tam dzień zorganizowany jest inaczej. 

Mam wrażenie, że ludzie Południa cieszą się z każdego dnia. Ich życie toczy się spokojne, bez zbędnego pośpiechu i w ciepłych promieniach słońca. Właśnie słońce.... W Ameryce Południowej są miejsca, gdzie słońce każdego dnia melduje się na posterunku każdego poranka o tej samej porze. Jakież to dużo prostsze, wygodniejsze...

Do tego ten jeszcze prawie dziewiczy krajobraz jest tak piękny, jakby z innego świata.

Cóż pomarzyć można.

Teraz już niestety codzienność puka do drzwi, dając znak, że już jestem spóźniona.

 

Czemu dni takie krótkie
że za blisko do jutra
niczym
strzelił z bicza?

czas goni.jpg


dlaczego
czas tak pędzi
jak oszalały rumak
na gonitwie?

on nie musi się ścigać!
i tak zwycięża
i tak wygrywa...


my odejdziemy
z pamięci
a on
pozostanie na wieczność
i będzie gonił
potomnym

ich dni będzie odliczał...

Jadwiga Zgliszewska



Zaszumiało (9) | Zostaw myśl

Moje niepokoje

niedziela, 19 stycznia 2014 10:46

niepewnośÄ‡.jpg

Emerytura, cóż to takiego,
czy oznacza koniec wszystkiego.
Cztery ściany pokoju,
dla świętego spokoju?
Koniec plotek przy kawie,
- ja się tak nie bawię!
Portfel cienki, aż płaski.
O rachunki niesnaski.
Koniec zagranicznych wojaży,
koniec spełnionych marzeń.
Cała prawda jak żywa.
Żałosna perspektywa.
emerytura to coś pięknego
można wywalić wszystko do kosza
i zacząć nowe życiowe wątki
znając z autopsji złego początki
że kasy nie ma? A było za wiele?
niech tylko starczy na ''chleb i wodę''
wesoła dusza nie musi kucharzyć
ubierzmy w radość naszą swobodę
znalezione w Internecie
Ostatnio dużo myślałam o mojej przyszłości.
Właśnie dostałam list z ZUS-u. Na szczęście przed otworzeniem go usiadłam, bo wiadomość mogła mnie rzeczywiście zwalić z nóg każdego. Dobrze wiem, że nie tylko ja przeżyłam takie rozczarowanie. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy liczyli na to, że na emeryturze będą zwiedzać świat.
Bardzo chciałabym mieć poczucie, że czeka mnie bezpieczna przyszłość, ale niestety... Chciałabym mieć pewność, że jestem zabezpieczona finansowo. Jednak szczerze pisząc, w dzisiejszych czasach oszczędzanie jest rzeczą trudną. Wszak coraz częściej godzimy się na gorsze stanowiska, płace… Chcemy tylko przetrwać.
Zapewne dla dwudziesto- lub trzydziestolatków emerytura wydaje się odległa i tak mało realna w dniu dzisiejszym. Dla mnie jest to już ostatni dzwonek, żeby zapewnić sobie bezpieczną i stabilną emeryturę.
Nie chciałabym, abym musiała stawać przed wyborami, przed którymi każdego dnia staje wielu emerytów w naszym kraju. Widzę ich codziennie i serce mi się kraje, gdy widzę, przed jakimi wyborami stają. Kupić chleb czy leki? Niestety ten dylemat to już codzienność dla coraz większej grupy osób.Statystyki pokazują,że sprzedaż leków znacznie spadła, a przecież zdrowsi nie jesteśmy.
Rachunki za prąd, gaz, mieszkanie... pochłaniają dużą część emerytury i niewiele zostaje na żywność. A co dopiero mówić o lekarstwach. A starsi ludzie zawsze najpierw uregulują swoje zobowiązania, nawet kosztem niedożywienia lub przestania leczenia. Za swoją wieloletnią, ciężką pracę otrzymują jałmużnę.
A przecież na emeryturze miało być tak pięknie. Tyle było planów, marzeń....
Teraz emeryci nawet nie chodzą do kina, teatru, nie kupują książek. Jedynym oknem na świat jest dla nich ekran telewizora. A tam widzą reklamy tanich wczasów za jedyne 1800zł. Prawie za darmo, prawda?
Dzisiaj piękni emeryci, tryskający humorem dostępni są już tylko w reklamie. Lekarze, leki, opłaty, przy wysokości emerytur to tylko marzenie. I gdzie tu jeszcze myśleć o wycieczkach? A przecież jeszcze pamiętam czasy, kiedy zapewniano nas, że jesień naszego życia spędzimy na dalekich podróżach.
Emeryci muszą radzić sobie sami. Trudno wiązać im koniec z końcem. Często kupują, gdy jest przecena. Jednak są poganiani, aby coś wybrać, od razu bez zastanowienia. Ci co są zaradni, mają silne łokcie i szczęście otrzymują ulgi i przywileje. Ci co pozostają wierni lądują na bruku. Tych co się wahają, są nieporadni, zagubieni i biedni wdeptuje się w błoto. Obowiązuje zasada: radź sobie sam lub giń.
Może się wydawać, że emerytura ma spokojne życie uroki. Przecież żyje wg przypływów lub odpływów, wschodów i za chodów słońca, faz księżyca.... Nie musi dostosowywać się do pękających w szwach harmonogramów. Jednak z drugiej strony każdy myśli, że emeryt ma na wszystko czas i zawsze można go prosić o wszytko, bo przecież ma czas i nigdy nie odmówi. I jakże często korzysta się z tego.

emerytura.jpg

Sprawiedliwość
Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka
gdyby wszyscy byli silni jak konie
gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości
gdyby każdy miał to samo
nikt nikomu nie byłby potrzebny
Dziękuję Ci że sprawiedliwość Twoja jest nierównością
to co mam i to czego nie mam
nawet to czego nie mam komu dać
zawsze jest komuś potrzebne
jest noc żeby był dzień
ciemno żeby świeciła gwiazda
jest ostatnie spotkanie i rozłąka pierwsza
modlimy się bo inni się nie modlą
wierzymy bo inni nie wierzą
umieramy za tych co nie chcą umierać
kochamy bo innym serce wychłodło
list przybliża bo inny oddala
nierówni potrzebują siebie
im najłatwiej zrozumieć że każdy jest dla wszystkich
i odczytywać całość
Jan Twardowski
Teraz, gdy jeszcze zapoznałam się z listem z ZUS, nie mam już poczucia życiowego bezpieczeństwa. Obawy zapuszczają korzenie w moim sercu. Często wyrywam je z korzeniami, ale one zawsze odrastają i niczym chwast odrastają, oplatają moje serce i zaczynają pasożytować w mojej duszy. Zwłaszcza wieczorem, gdy kładę się spać, gaszę światło, niepokój wraca, niczym natrętny komar i nie pozwala zasnąć.
Chciałabym, aby moje obawy zniknęły. Najchętniej zapakowałabym je do pudła i schowała głęboko w piwnicy. Ale czy to da mi pewność, że nie wrócą, że znowu nie zapukają do moich drzwi?
Szczęście polega na tym, aby w życiu poczuć się bezpiecznie, aby być w punkcie, w którym obawy nie dominują, nie wymaga się podejmowania ryzyka.
Nie wierzę jednak, że cokolwiek w życiu jest stałe. Jutro wszystko może się odwrócić do góry nogami. Wystarczy, że ktoś inny będzie podejmował decyzje i znowu coś w systemie emerytalnym się zmieni.
Przeczytałam, że 68% Polaków ocenia, że do oszczędzania na przyszłą emeryturę mogłaby ich zmotywować podwyżka wynagrodzenia, że nie mamy co na to liczyć w czasach słabnącej, obciążonej podatkami i biurokracją gospodarki.
Polacy powołują się na nasz a narodową zasadę "raz się żyje". Koncentrują się na teraźniejszości, na przyjemnościach, konsumpcji, robieniu szybkich pieniędzy i jeszcze szybszym ich wydawaniu. Myślenie o emeryturze tylko przygnębia. W naszej mentalności emeryt jest czymś gorszym. Ludzie nie chcą się więc wyobrażać w tej roli. Poza tym łudzą się, że "jakoś to będzie". W zasadzie nie wiemy, jak będzie za 20-30 lat, więc myślimy, że jednak nie będzie tak źle.
Osoby samotne, chore, zarabiające niewiele boją się spojrzeć w przyszłość. Ja powoli  też...
Może powinnam znaleźć schron przed światem. Ale czy warto?
W życiu można liczyć tylko na siebie. Jednak co zrobić, gdy i tego zabraknie?
Tak wiem, powinnam byka wziąć za rogi, ale gdzie są te rogi? Lepiej poszukać, bo inaczej życie weźmie mnie za rogi.

 Poczekaj
Nie wierzysz --- mówiła miłość
w to że nawet z dyplomem zgłupiejesz
że zanudzisz talentem
że z dwojga złego można wybrać trzecieemerytura1.jpg

w życie bez pieniędzy
w to że przepiórka żyje pojedynczo

w zdartą korę czeremchy co pachnie migdałem

w zmarłą co żywa pojawia się we śnie
w modnej nowej spódnicy i rozciętej z boku
w najlepsze w najgorsze
w każdego łosia co ma żonę klępę
w dziewczynkę z zapałkami

w niebo i piekło
w diabła i Pana Boga
w mieszkanie za rok
Poczekaj jak cię rąbnę
to we wszystko uwierzysz
Jan Twardowski



Zaszumiało (15) | Zostaw myśl

Wrzeszczy wrzesień że już jesień

wtorek, 24 września 2013 15:07

Dni odfruwają pachnące,

jesien.jpg

wciąż krótsze, coraz bledsze,

szarzeje ziemia i słońce,

gęstnieje mrok i powietrze...

Szkoda

lata i słońca, i woni...

Cóż, gdyby się tak nie poddać?

Odwrócić czas, a nie gonić?

Edward Szymański

Z początkiem września nagle skończyło się lato. Zaczęło siąpić, a nawet lać. Tego roku Królewna Jesień przyszła niespodziewane szybko. Niestety nie jest ciepła i złota. Nie zaskoczyła intensywnością kolorów i nie zachęciła mnie do spaceru po parku i rozejrzenia się po świecie. Cóż moja i tak lekka opalenizna przyblakła, ale ma jeszcze złoty,delikatny odcień lata.

Piękne późne lato mija. Trochę napawa mnie to smutkiem, że pracowita, płowowłosa córka Króla Słońce odchodzi i oddaje nas swojej kapryśnej siostrze. A przecież pamiętam jak liceum na rozpoczęcie roku szkolnego szłam w lekkiej, zwiewnej sukience.Ale kiedy to było? Czy było naprawdę?

 

Gdzie ty jesteś, jesieni?juz jesien.jpg

 

Tu jestem.

Z dębu strząsam dojrzałe żołędzie,

babim latem przystrajam gałęzie,

ptakom wskażę bezpiecznych dróg szlaki,

jeża do snu utulę pod krzakiem.

Mgły wieczorem nad wodą rozłożę

i przed zimą odejdę za morze.

Hanna Zawistowska

 

Koniec lata jest dla mnie zawsze niespodziewany. Cóż... Rzeczy oczywiste zaskakują mnie czasem najbardziej.

Mam tylko nadzieję, że deszczowa jesień nie będzie się ciągnąć aż do zimy.

Liście na drzewach jeszcze nie zmieniły barwy, ale mimo odświeżających opadów nadal wyglądają przygaszone i wyczerpane. Tak sobie myślę, że chętnie by już pożółkły i spadły na ziemię, aby wreszcie odpocząć.

Od kilkunastu dni rano w drodze do pracy otula mnie mgiełka perfum rudej córki Króla Słońca. Lubię ten zapach. Ogarnia mnie radość i lekka nostalgia. Jesień to moja ulubiona pora roku, na równi wiosną, latem i zimą.
Królewna Jesień także potrafi uśmiechać się ciepło. Słońce, gdy nabierze energii, potrafi jeszcze przygrzać i rozświetlić wszystko dookoła. W moim ogrodzie w słońcu można zobaczyć w trawie błyszczące niczym diamenty krople rosy, a między różami zawieszoną, mieniącą się pajęczynkę. Do tego smak ostatnich słodkich malin, świeży zapach ziemi, mgła snująca się po zroszonej trawie.

Gdzie ty jesteś jesieni?

liść.jpg

Tu jestem!

W suchych liściach lecących

z szelestem,

w barwnych liściach

czerwonych i złotych,

co na ziemię się kładą

pokotem
Leopold Staff

Królewna Lato jest piękna, pracowita i gorąca. Jednak zawsze z ulgą witam jej kolorową siostrę Jesień, czasem nawet z pluchą, wiatrem i szarugą. Lubię gotować w mojej ciepłej kuchni, gdy za oknem smutno płacze ruda córka króla Słońca. Ale najchętniej owijam się kocem i z kubkiem gorącej herbaty zatapiam się w świecie książek.

Chłodne ranki i wieczory, zimne noce. Słońce każdego dnia wstaje coraz leniwiej i szybko się meczy. Coraz wcześniej robi się ciemno.... Może także dlatego moja pourlopowa energia gdzieś się podziała. Czy to jesień? Czy też starość? Zmierzch lata? Zmierzch czasu?

Jesienią czas zwalnia, tworzy się swoisty melancholijny nastrój. Zaczynam owijać się kocami, ciepłymi chustami, parzę gorącą herbatę z dżemem porzeczkowym i rozglądam za miodem. Szukam także ciepłego i przytulnego miejsca, gdzie będę mogła zapaść w sen.

Coraz ciszej, jesień, wrzesień,

pani_jesiem.jpg

pasma ścielą się po polach,

milkną głosy i kolory;

polska jesień jak u Pola

Ziarna mielą się we młynie,

wiatr i wiatrak i wiatrówka,

mleko życia jak w maszynie

oddziela czasu wirówka.
Sen mnie zbiera jak niedźwiedzia,

ale w nocy spać nie można:

jesień niby stara wiedźma

stąpa mądra i ostrożna.

J. Iwaszkiewicz

Nie mogę nie wspomnieć, że koniec września to także czas aniołów. Anioły można spotkać zawsze i wszędzie. Trzeba tylko w nie wierzyć. Wierzę, że tam z góry czuwają nade mną. Zawsze czuję ich obecność. Jednak najważniejsze są dla mnie te anioły, które są tu na Ziemi. Nie mają skrzydeł, lecz ich serce jest dla mnie bezpiecznym schronieniem.  Bez nich byłoby mi ciężko. Wiem, że w każdej chwili mogę liczyć na ich pomoc. Codziennie podają mi swoją pomocną dłoń. Niestety z dnia na dzień to one coraz bardziej potrzebują mojej pomocy.

Moje anioły na ziemi

Ich głos do światła mnie wiódł

Gdy ból przeciął serce na półanioł modli.gif

 

Ich wzrok ochrania mój sen

Na znak, że jestem potrzebna

Moje Anioły na ziemi

W godzinie złej zjawią się

Stróże gasnącej nadziei

Bez Was nie byłoby mnie

 

Ich blask rozproszył zły czas

Gdy puls mego życia wciąż słabł

Los chciał tę miłość mi dać

To mój największy ze skarbów

Moje Anioły na ziemi

W godzinie złej zjawią się

Stróże gasnącej nadziei

Bez Was nie byłoby mnie

Monika Kuszyńska



Zaszumiało (9) | Zostaw myśl

Mój idealny dzień czy uciekający czas?

piątek, 05 lipca 2013 15:46

dziecię.jpg

 DZIECIŃSTWO

Kiedy byłam mała,
otwierałam ramiona..
pędziłam jak strzała
.. radością natchniona..
przez łąki ukosem,

bujne od zieleni..

... stopy moje bose,
dotykały ziemi..
czułam wiatr na twarzy..
..i radość istnienia..
świat był pełen marzeń,
wszystkich do spełnienia..

Jeszcze mam dziś w oczach

tę falę gorąca..

ciepły wiatr we włosach
przestrzeń, pełną słońca..
.. zapach sercu drogi
pieczonego chleba..

.. tylko, moje nogi
.. nie mogą tak biegać...

Anna Wojdecka

 Mój idealny dzień? Był całkiem niedawno w pewną, deszczowo - słoneczną sobotę. Rano nic nie zapowiadało, że taki będzie. Gdy tylko się obudziłam, wyszłam do mojego Ogrodu, aby poczuć pod stopami trawę pokrytą perełkami rosy. Jednak jak spojrzałam na niebo, straciłam humor. Ogromne, ciemne chmury przysłoniły niebo i po chwili także na twarzy poczułam krople wody, które perełkami na pewno dla mnie były. Przecież to miał być mój dzień, na który czekam zawsze od każdego niedzielnego popołudnia. A idealny, ponieważ tego dnia miałam zostać w moim Domu i Ogrodzie tylko z Kajtkiem. Niebo jednak jeszcze przed południem zlitowało się i postanowiło uśmiechnąć się do mnie. Kajtek też odzyskał humor, bo już myślał, że dane nam będzie całe popołudniu spędzić w Domu. Czas minął nam jednak zbyt szybko i to bez telewizora, komputera, a za to z piłką, grą planszową, wycinankami... Jedynie jak byliśmy w Domu, to włączaliśmy radio.

Dlaczego to takie dziwne? Dzieci dorastające w czasach rozwoju technologicznego w większości nie są zainteresowane męczącymi zabawami na świeżym powietrzu, czy też wykonywaniem prac ręcznych. O wiele lepiej czują się na kanapie przed telewizorem lub zamknięci we własnym pokoju, surfując po sieci czy wysyłając SMS-y.

Nie chciałabym wyjść na (starą) nudziarę, która powtarza:
"A za moich czasów ... ". Jednak tak naprawdę od ubiegłego wieku wiele się zmieniło. Świat nagle zrobił milowy krok do przodu, a ludzie oddalili się od siebie. Komputery, komórki niby ułatwiają kontakt, ale tak naprawdę utrudniają, bo same słowa to za mało, aby się porozumieć.

Ostatnio ponownie spojrzałam na moich bratanków. Niestety wrażenie, że wciąż są małymi chłopcami rozprysło się na kawałki. Oczywiście są jeszcze chłopcami, ale czy tymi słodkimi i niewinnymi? Współczesne dzieci dorastają znacznie szybciej niż poprzednie pokolenia. Nie wiem jednak, czy jest to powód do radości.

Dziecięca otwartość na świat, spontaniczność i radość życia są coraz rzadsze. Natomiast dla rodziców beztroska zabawa z dziećmi jest przyjemnością prawie niedostępną, że staje się bezcenna.

Ludzie urodzeni 40-50 lat temu lub wcześniej dzieciństwo przeżywali w tradycyjny sposób: biegali po podwórku, grali w piłkę, wspinali

się na drzewa, bawili się w chowanego, szaleli na rowerach. Cały wolny czas spędzali aktywnie, ale także dlatego. Może dlatego, że nie mieli zbyt wielu innych możliwości?

Może i czasem dzisiejsze dzieci posiadają większą wiedzę, znają języki.... Ale czy chociaż potrafią nazwać rośliny rosnące dookoła nas, tak jak to umiały poprzednie pokolenia? Współczesne dzieci pozbawione są kontaktu z naturą, rzadko bawią się na łonie przyrody. Przyczyną tego jest nie tylko utrata otwartych przestrzeni, komputery, internet, zajęcia pozalekcyjne.... To rodzice obawiają się zostawić dzieci na podwórku bez opieki. To wszystko sprawiło, że dzieci straciły bezpośredni kontakt z naturą. Teraz, gdy cały świat podejmuje kroki w sprawie ochrony przyrody, gdy staramy się nauczyć dzieci podstaw ekologii, to zastanawiam się jak można im wpoić tą wiedzę, jeżeli nie mają pojęcia co staramy się im przekazać. Dzieci powinny spędzać czas w parku, w lesie...... Obserwować otaczający je świat, a im dokładniej będą go obserwować świat, tym bardziej stanie się on dla nich ciekawy, pełen sekretów i niespodzianek. Jeżeli usłyszą koncert świerszczy, poczują zapach lasu..... to świat stanie się dla nich jeszcze piękniejszy, a tak zdobytej wiedzy nie znajdą w żadnych podręcznikach.

Czas ucieka, płynie nie czeka

Czas ucieka, płynie nie czeka,

Nie powróci już nic,

kkcd.jpg

Nie powrócą zabawy z przedszkola,

Nie powrócą beztroskie lata z podstawówki,
Nie powrócą pierwsze miłości z gimnazjum,
Nic już nie powróci

 

Minęło, zniknęło, odpłynęło,
Bo czas ucieka, płynie nie czeka".

Znalezione w Internecie

 Nic nie poradzimy na to, że świat wciąż się zmienia, idzie do przodu. Ale czy to jest takie do końca dobre? To prawda, że współczesne dzieci i młodzież o wiele sprawniej poruszają się po klawiaturze komputera czy telefonu komórkowego, niż po boisku czy podwórku.Dobrze sobie radzą z urządzeniami technicznymi, ale mają problem z pracami manualnymi. To jednak nie dotyczy moich bratanków. Na niedawne urodziny dostałam od nich laurkę i obrazek przedstawiający naszą trójkę.

Ciesze się, że moje chłopaki dają się namówić na oderwanie od tych wynalazków XXI wieku. I to raczej oni, gdy wyznaczony czas na konsole, Internet się skończył, proszą mnie o grę w piłkę. Najczęściej chcą kopać piłkę, ale czasem udami się ich przekonać do piłki ręcznej. Wówczas myślą, że mam również te kilkanaście lat i jestem równie sprawna silna. Kajtek potrafi już porządnie kopnąć piłkę. Czego się jednak nie robi dla dzieci, chociaż często potem wszystko boli.

No tak, miało być o moim idealnym dniu, a skończyło się jak zwykle....

Dzieciństwo

Zabrałeś mi dzieciństwo a ono powraca
z chłopcem który biega po lesie za sójką
co mieszka raz wysoko albo całkiem nisko

kkkd.jpg

po przeszłość trzeba wznieść się by się przed nią schylić
zabrałeś moją młodość a ona się zjawia
mówi jakie nad Polską było niebo czyste
a starczyło na zawsze by spojrzeć raz tylko
zabierz wszystko co boli
by wróciło do mnie
Jan Twardowski



Zaszumiało (10) | Zostaw myśl

ZIMA WIOSNĄ CZY MOŻE WIOSNA ZIMĄ?

sobota, 06 kwietnia 2013 16:13
 
„Uciekaj zimo”
 Wsiadaj, zimo na sanki
i uciekaj już.
Zabierz śnieżne bałwanki,
zabierz wiatr i mróz.
 
Rękawiczki i czapki
pochowamy do szafki.
Na spacerek pójdziemy,
nie zmarzniemy już. /bis
 
A ty, zimo uciekaj
za górę, za las.
I nie marudź, nie zwlekaj,
już na wiosnę czas.
 
Rękawiczki i czapki
pochowamy do szafki.
Na spacerek pójdziemy,
nie zmarzniemy już. /bis
sł. A.Galica

Święta, święta...

Każdy liczy na pełne ciepła i serdeczności spotkanie rodzinne. Kiedy wszyscy już przybędą zamyka się drzwi na klucz i odgradza od świata zewnętrznego.

Święta stanowią zawsze jasny punkt w naszej szarej codzienność.

Nikt tak dobrze nie potrafi zorganizować świąt jak moja mama.

Ten Dom jest moją jedyną ojczyzną, jaką miałam, moją ostoja, moją wyspą na świecie. Jestem do tego domu przywiązana, do wspomnień, które mi tu towarzyszą. Praktycznie nie ma innego miejsca, gdzie mogłabym żyć. Gdy myślę o wiosennych dniach, gdy ogród zalewają żółte żonkile, czerwone tulipany, o zapachu ognisk przywiewanym przez wiatr, a przywołującym wspomnienia z dzieciństwa, to wiem, że nigdy stąd na dłużej nie wyjadę. Nie opuszcza się przecież kogoś, czegoś co się kocha.

Powroty do Domu są zawsze wzruszające, ale także maja swoje minusy. Wszystko jest znajome, ale z czasem niektóre z nich stają się odległe. Ja tu mieszkałam, chodziłam do szkoły, grałam w piłkę, czekałam na tramwaj.....

Niestety czas i tutaj nie zatrzymał się. Widok za oknem nie jest ten sam, jabłonka rozrosła się, nie ma już domu za płotem, wiele osób wyprowadziło się, ale za to pojawiły się nieznajome twarze, które nie rozjaśniają się na nasz widok. .... Czas przyspieszył.

Powrót do Domu jest niczym uścisk kochanych ramion. Zamykanie drzwi jest jak podnoszenie zwodzonego mostu, który odgradza od od świata, jego pytań i żądań.. Nikt nie może się tu dostać.

Zamykam oczy i próbuje odbyć podróż przez czas, w przeszłość. Chcę powrócić do dziecięcych lat i poczuć to co czułam wówczas.

Na pewno jednak nie pamiętam takiej Wielkanocy jak w tym roku, choć moja pamięć sięga już daleko w mroki dziejów. Tą tegoroczną na pewno zapamiętam na długo.

Takich Świąt chyba nawet najstarsi górale nie pamiętają. Przez całą Wielkanoc sypał biały, puszysty śnieg, przykrywając wszystko, co wcześniej wychyliło ciekawie główki z ziemi. Nie tylko uśpiona natura była przekonana o rychłym nadejściu wiosny. Kiedy drzewa zaczęły uginać się pod białymi kołderkami, musiałam przeprosić ciepłe kurtki, które schowałam z nadejściem pierwszych zwiastunów wiosny. Cóż taka zima tej wiosny

Takiej zimy niestety brakowało w Boże Narodzenie, zresztą takiej zimy nie pamiętam w czasie tegorocznej kalendarzowej zimy.

„Prośba do słoneczka "
Malutka główka krokusa
nad śniegiem się pojawiła.
To znaczy, że już wkrótce
przybędzie wiosna miła.
Słoneczko nasze kochane,
bardzo cię prosimy.
Ogrzewaj mocno ziemię,
zacieraj ślady zimy.
Pod śniegiem mocno bije
pani przyrody serce.
Słoneczko wyślij promienie,
daj ciepła jak najwięcej.
Urośnie młoda trawa,
rozwiną się pąki na drzewach.
Dla ciebie miłe słoneczko
każdy ptaszek zaśpiewa.
Bożena Forma

A przecież wszędzie przepowiadają, że wiosna powoli znika. Zima za to będzie trwała jeszcze w marcu i kwietniu, a zaraz po niej będzie przychodziło lato.

Eksperci wieszczą koniec czterech pór roku. Z kalendarza ma wypaść pora roku, na którą właśnie teraz czekamy. Wiosna będzie coraz krótsza, aż w następnych latach może zupełnie zniknąć

Jakie mogłyby być tego konsekwencje?

Mniej będzie czasu na dietę po zimie.

Nie będzie majówki i wiosennych porządków.

Z szaf znikną lekkie płaszczyki i apaszki.

Nie będzie dnia wagorowicza.

Nikt na nie zaśpiewa:

Już wiosna podrosła i bzami tchnie
Kaziu, Kaziu, Kaziu zakochaj się
bez rosy po nocy i listek schnie
Kaziu, zakochaj się

i nie zakocha się na wiosnę...

Nie będzie audycji  "Cztery pory roku".

A obrazy Muchy będą prezentowane bez Wiosny.

Przedłużająca się w mowa aura na zawsze odstraszy bociany, jaskółki, które poszukają sobie cieplejszych miejsc.

Tak będzie wyglądało życie bez wiosny?

Cóż.....Przyroda rządzi się swoimi prawami. Pogoda "dowiośnieje"niedługo. I chociaż nie możemy się wszyscy na nią doczekać, zaufajmy mądrości natury.

 Wiosna przyjdzie, kiedy będzie na to pora 

Może wówczas i w moim życiu nastanie wiosna i świat znowu się do mnie uśmiechnie.

 
WIOSNA

Śnieg,
Choć na to pora, przecież,
Nie chce zniknąć za nic na świecie.
Jeszcze z deszczem się przeplata,
Jeszcze trzeba próg omiatać,
Jeszcze prószy ...
I, zazdrosny,
Boi się nadejścia wiosny.
A wiosna już jest -
W drzew pakach
W śpiewie drozda
I skowronka
W kroplach deszczu,
W słońca lśnieniu,
W listku co się zazielenił
W srebrnych baziach,
W trawce wątłej,
W lecącej nad łąką łątce,
W wietrze goniącym obłoki,
W białych firankach okien.
Wiosna - z ptaków przylotem...
Forsycje kwitnące złotem,
Fiołki na rogach ulic,
Żebyście wiosnę poczuli!...
Świat pobłękitniał,
Dzień dłuższy.
Wiosna!
Gdzie się nie ruszysz!...
H. Szayerowa


Zaszumiało (11) | Zostaw myśl

Biedroneczko, biedroneczko

piątek, 22 lutego 2013 11:23

BIEDRONKA

Czerwcowy płaszczyk w czarne groszki
Na nóżkach czarne pończoszki
Wszystkich kwiatów zna zapach
Mieszka w dzwonkach lub w makach.
Do snu szumią jej drzewa
I świerszczyk piosenkę śpiewa.

Ze snu budzi ją słonko 
Już czas wstawać biedronko.
Biegnie na trawę boso
i nóżki myje rosą.

Rozgląda się wokoło,
Pięknie tu i wesoło.
Jakie dziwy - jakie cuda
pośród tej zielonej łąki.
Złoty ciepły promyk słońca,
budzi ze snu kwiatów pąki.
Jeszcze moment - krótka chwila
I pąk do słonka się rozchyla.

A dalej niebieska plama,
zakwitły niezapominajki.
Piękna to panorama
Wszystko wygląda jak z bajki
A świerszczyk ciągle ziewa
Musi się przespać - on nocą śpiewa.
   Zenobia Wismont
Do końca zimy jeszcze tyle dni, a ja piszę już o biedronkach?
Czy tęsknie już do wiosny?
Pewnie trochę tak, zwłaszcza, gdy słyszę rano
świergot ptaków, a słońce coraz częściej zagląda do moich okien. Powód jest
jednak prozaiczny. Od pewnego czasu mieszkała ze mną biedronka dwukropka
i jeśli wierzyć ludowym wierzeniom ma dwa latka.
Pojawiła się jak duch nie
wiadomo skąd
.
Nie pisałam o niej wcześniej, bo na jakiś czas zniknęła, pewnie
zaszyła sie w jakimś kącie i po prostu o niej zapomniałam.
Teraz jednak znowu
pokazała się.
Najpierw wędrowała po oknie, jakby sprawdzała, czy na dworze
panuje już królewna Wiosna
, potem przenosiła się na moje fiołki. Na dzień
dzisiejszy, taka namiastka wiosny musi jej wystarczyć.
Ale pewnie nie wystarcza, bo
panoszy się, w
szędzie włazi i ciekawie we
wszystkie kąty zagląda
. Może szuka tam innych kwiatów, albo czegoś do
jedzenia?
Właśnie co o tej porze roku jedzą biedronki?
Na pewno jednak nie powtórzę za mistrzem Ildefonsem:

Po cholerę toto żyje?
Trudno powiedzieć, czy ma szyję,
a bez szyi komu się przyda?
 
Pachnie toto jak dno beczki,
jakieś nóżki, jakieś kropeczki -
ohyda.
 
Człowiek zajęty niesłychanie,
a toto proszę, lezie po ścianie
i rozprasza uwagę człowieka;
 
bo człowiek chciałby się skoncentrować,
a ot bożą krówkę obserwować musi,
a czas ucieka.
 
A secundo, szanowne panie,
jakim prawem w zimie na ścianie?!
Co innego latem, gdy kwitnie ogórek!
Bo latem to co innego:
każdy owad może tentego
i w ogóle.
 
Więc upraszam entomologów,
czyli badaczy owadzich nogów,
by się na tę sprawę rzucili z szałem.

A ja kocham biedronkę zimą w moim mieszkaniu. Tak sobie myślę, że to już nie pierwszy raz biedronka pojawia się w takie chłodne dni moim życiu.
Skąd wie, że potrzebuję uśmiechu, wsparcia....
Biedroneczko, biedroneczko leć do nieba, przynieś mi kawałek chleba – przypominam sobie dziecięcą rymowankę.
Może nie "chleba", ale właśnie "nadziei, wiary...". Przecież miałam być w tym roku szczęśliwa.
Zapomniałam jednak (a powinnam pamiętać, przecież jestem czarownicą), że rok 2013 jest wg chińskiej astrologii Rokiem Węża.
Ostatni rok pod "opieką" tego znaku był w 2001 i był dla mnie naprawdę przełomowy.
Kiedy już myślałam, że wszystko potoczy się pewnie i bezpiecznie swoim zwykłym torem, tak jak przez ostatnie 10 lat, to nad światem zapanował Wąż i
wywrócił wszystko do góry nogami. I to niestety w bardzo negatywnym znaczeniu.
Rok 2013 w chińskim kalendarzu to rok Wodnego Węża. Wąż jest władany przez żywioł Ognia, dlatego dominacja żywiołu wodnego w 2013 roku może przynieść burzliwe zmiany i spięcia.

Ja także jestem spod ognistego znaku, więc zgodnie z naturą Ognia i Wody zachodzi między nami konflikt. Woda kontroluje, ogranicza i osłabia Ogień.
Ogień tlący się pod wodą jest cichy, nieśmiały, ale bywa też groźny i niebezpieczny.
To on może doprowadzić Wodę do wrzenia.
Przecież każdego dnia bez współpracy ognia i wody nie mogłabym wypić herbatki (kawy nie pijam) z mojego ukochanego kubka. Postaram się więc nie poddawać sile Wody.

ogień tlący się pod wodą - jest cichy, nieśmiały i powściągliwy, ale bywa niebezpieczny, broniąc swojej racji.

http://www.mowimyjak.pl/styl-zycia/horoskop-sennik/chinski-horoskop-na-rok-czarnego-weza-20132014,47_50273.html
Ogień I Woda 
To Dwa Żywioły
Jeden Jest Smutny
Drugi Wesoły
Chociaż Się Kochają
Wciąż Siebie Ranią
Gdy Są Razem
 Tworzą Piękno Pare
Chociaż Się Kłócą
Niesamowicie To
Się Wciąż Godzą
Przez Całe Życie
I Ciąglę Do Siebie
Nieustannie
Wracają Bo Tak
To Już Bywa
Na Tym Świecie
Że Przeciwności
Się Przyciągają
znalezione w Internecie


Zaszumiało (11) | Zostaw myśl

A za oknem....

sobota, 02 lutego 2013 17:05
 
Zimowy poemat
Gdy ludzie zgonieni po codziennym trudzie,
do snu ułożyli pomęczone głowy,
za oknem czarodziej wziął się do roboty,
by z nową nadzieją - dać im dzień zimowy.
Mróz przybrał skwapliwie krzewy srebra szronem,
śnieg dał białe czapy nagim drzew koronom.
Wiatr wszystko zamieszał, z nieba dmuchnął puchem
- dzieło zakończono jeszcze w nocy głuchej.
Wstał ranek, pocałunek słońca jasny dzień obudził,
biały tren puchowy rozesłał na dworze,
by wlać trochę szczęścia w serca zwykłych ludzi
z wiarą, że na lepszą - dolę zmienić może.
Śnieg migoce w słońcu tysiącem kryształów,
każdy kryształ blaskiem diamentów się mieni.
Czy w takiej scenerii można mieć nostalgię ?
lub pisać o smutnej życiowej jesieni?
Jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki,
bledną liczne troski codziennego bycia.
Ja także odsuwam me maleńkie smutki,
bo dostrzegłam radość - w sensie życia !
Krystyna Kunigiel-Jabłońska

Zima…. Na długo pozostawiła otwarte okno w pałacu swojego ojca Króla Słońce. Królewna Zima była staje się ostatnio coraz sroższa. Na początku roku zmroziła dookoła drzewa, ptaki i nas.

Przez ostatnie wolne dni w styczniu jednak rozleniwiłam się i ogrzałam w moim Domu. Jednak to co dobre, szybko się skończyło i znów musiałam codziennie wędrować do pracy w te mroźne dni. Nie lubię wychodzić z domu, kiedy jest tak zimno i muszę włożyć na siebie nie wiadomo ile rzeczy.

A przecież powinnam lubić Zimę. To przecież w pierwszym dniu jej panowania .... lat temu pojawiłam się na świecie.

Najpiękniejsza jest jednak Królewna Zima za oknem. Patrząc na nią zawsze się uspakajam się, wyciszam…. Mniej pięknie jest, gdy trzeba brnąć po nieodśnieżonych chodnikach do pracy.

Dlatego lubię zimę tylko przez okno. Kiedy siedzę w domku, w ciepełku a na zewnątrz opadają z nieba delikatnie białe płatki śniegu. Taka Królewna Zima jest naprawdę romantyczna.

 Lubię zimą popatrzyć przez okno, bo widzę piękny, śnieżny krajobraz, a zimą wszystko jest białe i wygląda to tak jakby przyroda usnęła.

To jedyna córka Króla Słońce, za panowania której dookoła nie.... widać brudu i szarości, bo wszystko przykryte jest białym puchem. Cały otaczający nas świat pokryty jest kołderką, która szczelnie zasłania papierki, niedopałki papierosów, szare domy....

Dlatego w takie dni siadam przy moim oknie, obok ciepłego kaloryfera i daję się ponieść myślom, wspomnieniom.... Pomału pojawiają się dawne śniegi, ośle łączki, zaśnieżone choinki, znajome zaróżowione od mrozu buzie i na chwilę robi się ciepło... A wieczorem ta niesamowita poświata rozświetlająca noc. Światło, nawet to najsłabsze odbija się od białego śniegu, wszystko widać. A te białe płatki wirujące w świetle latarni ulicznych zapraszają do tańca.

Cała ta sceneria przypomina mi też o bajkach opowiadanych w dzieciństwie. Tylko tam zima potrafiła być najpiękniejsza.

Na szczęście nie ma tych mroźnych zim z dużą ilością śniegu, które dobrze pamiętam z czasów mojego dzieciństwa.

Na dworze jednak gwałtownie się ociepliło. Styczeń spakował swoje walizki, a zima się roztopiła. To normalne, że w mieście Królewna Zima często płacze. Co jest powodem tego, że nagle stała się smutna i szara? Niebo nie jest już błękitne, słońce schowało się za chmury, a pod nogami mlaszcze brudna kasza - mieszanina piasku, soli i topniejącego śniegu. To jeszcze gorsze niż brnięcie przez białe zaspy. Chociaż jestem czarownicą, ale chyba marną, bo moja czarodziejska miotła nie radzi sobie z odgarnięciem tej niesympatycznej mieszanki .Dlaczego w Skandynawii, gdzie śnieg pada częściej i obficiej, zimą chodniki są czyste? Może ich czarownice znają skuteczniejsze sztuczki?

Jednak ten ostatni nastrój Królewny Zimy udzielił się także mnie. Zrobiło mi się smutno, a łza zakręciła się w oku i coś powoli, stopniowo zaczęło pękać jak pierwsza rysa na lodzie. Boję się, że jeszcze chwila, a moja dusza pryśnie rozbijając się na tysiąc kawałków. Czasami otaczający nas świat działa jak domino. Jedna przewrócona kostka wywołuje reakcję łańcuchową. Moja noworoczna radość zgasła. Rozsypała się, jakby ktoś podeptał ją butami. W sercu i nie tylko tam pojawiła się rana.

Dlatego czasem zazdroszczę zwierzętom, które posiadają rzadko spotykana u ludzi umiejętność cieszenia się chwilą, która akurat trwa. Nie martwią się na zapas, nie widzą wszystkiego w czarnych kolorach, nie wiedzą co to depresja.... Potrafią dostrzec i docenić urok każdej chwili, a swoje zadowolenie wyrażają mruczeniem.

Jednak nie powinnam tracić nadziei. Przecież moje anioły chyba nie dadzą mnie skrzywdzić, a płomień poświeconej dziś świecy także bedzie mnie chronił

 
Anioł zimowy
Na aniele czapka
z ciepłej wełny gore
Anioł z gór się urwał
jeszcze przed wieczorem

Niosło go Beskidem
nosiło po lesie
Lecz wrócił w Bieszczady
teraz ogrzać chce się

Aniele grudniowy
zimny do połowy
Zostań trochę z nami
zagrzej sobie nogi

Aniele styczniowy
zmiłuj się nad nami
Jeszcze zdążysz poznać
niebieskie polany

Na aniele czapka
z anielskim pomponem
Anioł chce odlecieć
jeszcze przed wieczorem
Dalej jednak siedzi
trochę zagadkowy
Czapki z miękkiej wełny
nie zdejmuje z głowy

Aniele lutowy
zimny do połowy
Zostań trochę z nami
już puszczają lody

Aniele marcowy
zmiłuj się nad nami
Zdążysz jeszcze odwiedzić
niebieskie polany

Anioł się zasiedział
do następnej zimy
Jest taki niebieski
a my się cieszymy

Zawsze to z aniołem
raźniej chyba bywa
Zwłaszcza gdy za oknem
trzyma tęga zima


Zaszumiało (10) | Zostaw myśl

W Nowym Roku będę...

wtorek, 08 stycznia 2013 8:12
 
Zamknięta w sobie szukasz ucieczki
Boisz się wyjść, boisz się chcieć
Wiem jak jest trudno strach przezwyciężyć
Na przekór życiu nadawać mu sens
Wszystkim nam brakuje szczęścia
Masz to, na co godzisz się
Każda droga jest łatwiejsza
Gdy widzisz to, co dobre jest
Mam dużo sił, lecz ufać nie będę
Choć dobry los dał co chciałam mieć
Kiedyś dla ciebie byłam diamentem
Zmienił mnie czas, zmieniły mnie łzy
Wszystkim nam brakuje szczęścia
Masz to, na co godzisz się
Każda droga jest łatwiejsza
Gdy widzisz to, co dobre jest
Wszyscy tak pragniemy szczęścia
Masz to, na co godzisz się
Każda droga jest łatwiejsza
Gdy widzisz to, co dobre jest
Wszystkim nam brakuje szczęścia
Masz to, na co godzisz się
Każda droga jest łatwiejsza
Gdy widzę to, co dobre je

Minęło Boże Narodzenie... Ten wieczór był naprawdę wyjątkowy. Zaczarowany tym co w naszej rodzinie najlepsze - ciepłem, serdecznością, dobrocią... To co na co dzień szare, nieciekawe pozostało w cieniu.Chciałabym zatrzymać te chwile na dłużej, aby to ciepło pozostało z nami na długo.
Teraz jednak tylko, oprócz tęsknoty za tymi dniami, czuję się trochę zbyt ciężka, przejedzona..... Przez te dni aż do Nowego Roku wszystko było przepyszne. Te ryby, mięsa, sałatki, serniki..... Po prostu palce lizać. Cóż z tego, skoro moje spodnie dziś nie podzielają mojego entuzjazmu. Nie tylko to pogorszyło mój humor. Skończył się przede wszystkim czas wolny i trzeba było pomyśleć o pracy. 2-go stycznia szłam do pracy z niechęcią. Kto wymyślił, aby pracować, gdy świeci słońce, śpiewają ptaki.... Po prostu przedwiośnie dookoła. Cóż królewna Zima postanowiła odpocząć, a może zastrajkowała, bo nikt tak naprawdę jej nie doceniał?
Na pocieszenie mogę tylko powiedzieć, że nie tylko ja odczuwałam niechęć do pracy, nie tylko ja tęsknie spoglądałam przez okno. No chyba poza kierownictwem.... A przecież święta są po to aby nabrać energii na kolejny rok! Tak tak jest już 2013. Nie chce mi się też wierzyć, że mamy kolejny Nowy Rok.Zresztą nie ja jedna. Wszyscy dookoła oceniają miniony rok i planują kolejny. Ja raczej już takich planów nie robię, bo i tak potem ogarnia mnie lenistwo, czy też zniechęcenie i nic z moich postanowień nie wychodzi.

W tym jednak roku, o którym wszyscy myślą z obawą

obiecuję sobie, że będę szczęśliwa

Ostatnio przeczytałam: " Chcesz być szczęśliwa? To bądź! Nie jest ci do tego potrzebny ani facet, ani dom z basenem (chociaż ogród by się przydał). Szczęście to twój własny wybór i możesz o tym zdecydować w każdej chwili. Szczęście to nie uśmiech losu, nie dar bogów."

Może rzeczywiście coś w tym jest? Ostatnio nieświadomie zatrzasnęłam szczęściu drzwi pod nosem, przekręciłam klucz i zgubiłam go. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak ten klucz odszukać. Tym kluczem jest radość z każdej chwili. Na początek może to być mały kluczyk, który otworzy mi te drzwi, które prowadzą do kilku małych przyjemności w ciągu dnia. Wystarczy kilka razy dziennie skoncentrować się na przyjemnych stronach zwykłych czynności.Na podziwianiu wschodu lub zachodu słońca g siedzę w kuchni, pije herbatę i patrze przez okno. Mogłabym też wspominać miłe chwile.....

umiejętność cieszenia się z tego, co mamy każdego dnia, co jest zwyczajne, to podstawa szczęścia. Może zacząć dziękować za to na co do tej pory nie zwracałam uwagi: że mam wygodne mieszkanie z widokiem na zachodzące słońce nad miastem, że mam mój Dom do którego wracam.....

Muszę jednak pamiętać, że szczęściu przeszkadza też nadmierne przejmowanie się tym, co ludzie powiedzą.

"Nic nie jest warte, by być z tego powodu nieszczęśliwym”

Czy uda mi się dotrzymać mojego postanowienia? Przecież wiadomo jak to bywa z postanowieniami noworocznymi.

Szczęście musi wejść do domu, choćby miało wejść kominem lub przez dziurkę od klucza.

Postaram się pamiętać, aby nie zamykać mu drzwi

 Na te słowa czekamy, jak na stacje spóźnione

Na dziewczyny czekamy, na dziewczyny zamglone
Wiatr nam okna zamyka, zatrzaskują się bramy
Ktoś się nocą przemyka za człowieka przebrany

Nie domykajmy drzwi, zostawmy uchylone usta
Może nadejdą sny, zapełni się godzina pusta
Nie domykajmy drzwi, może niebieski motyl wleci
Czekajmy na ten świt, może nadzieja nas oświeci
Nie domykajmy drzwi, zawróćmy porzucone słowa
Nie domykajmy drzwi, może zaczniemy żyć od nowa...

Ktoś się nocą przemyka za człowieka przebrany
Jeszcze tylko muzyka, jeszcze sobie zagramy
Świat się wokół kołysze, bije serce kamienia
Szukam wstążki dla ciebie, dla ciebie ptaka i ocalenia


Zaszumiało (10) | Zostaw myśl

Nie tylko listopadowe smuteczki

sobota, 24 listopada 2012 8:55

DEPRESJA
Wpadła do mnie nieproszona
i jak wirus się panoszy
już nadzieję przepędziła
nie zdejmując swych kaloszy.

Brat jej chaos w progu stoi
ona tylko się uśmiecha,
mnie szlak trafia wręcz powoli
ta zaś tylko na to czeka.

Błędy mi wytyka wszystkie
czerń rozsiewa gdzie się da,
życie gdzieś ucieka ze mnie
ona z tego frajdę ma.

Chęci moje odbierając
negatywnie mnie nastawia,
na odpowiedź nie czekając
do poddania mnie namawia.

Chcę z depresją powojować
za nim ta opęta mnie,
jakie środki mam stosować
kto mi powie? kto to wie?

w wódce szelmy nie utopię
za lekami nie przepadam,
szukam więc pomocy w yoge
więcej robię mało gadam.

Całe dzionki w czapce chodzę
po dworzu i w domu ,
to wygląda głupio może
nie szkodzi nikomu.

Gdy odbicie swoje w lustrze
zobaczę czasami
z swej głupoty aż się smieję
wraz z szczerymi łzami.

Wiedzieć trzeba ,że depresja
wesołości wręcz nie znosi,
każdy uśmiech ją osłabia
z czasem w końcu się wynosi.

Raniuteńko przed lusterkiem
uśmiechnięta teraz staję,
mówię głośno ; piękna jestem!
co mi pozostaje.

Sama przecież w to nie wierzę
ale na głos powiedziałam,
teraz znów się śmieję szczerze
depresje przegnałam

Czasem trzeba się oszukiwać
na wesoło brać ten świat
bo jak chcemy smutków szukać
to z depresją przyjdzie spać
Znalezione w Internecie

Ostatnio poczułam dziwny rodzaj samotności, inny niż zazwyczaj, taki bardziej bezradny. Coraz częściej jestem sama z moimi myślami, lękami. Nie potrafię przekazać ich dalej, porozmawiać. Zresztą tak trudno teraz o prawdziwą, szczera rozmowę. Rozmowa wymaga czasu, skupienia na rozmówcy…. Tymczasem wszyscy dookoła spieszą się coraz bardziej, patrzą tylko do przodu i są skupieni przede wszystkim na sobie. Dlatego więzi między ludźmi coraz bardziej się rozluźniły. Rodziny się rozproszyły, nie maja już czasu dla innych  praca, szkoła i święty spokój są najważniejsze. Dlatego izolujemy się od otoczenia.  Rozmawiamy monosylabami, wymieniamy tylko grzecznościowe formułki, z przyzwyczajenia pytamy „co słychać?” i biegniemy dalej nie zwracając uwagi na odpowiedź. A przecież każdemu potrzebna jest rozmowa, która jest łącznikiem z innymi.  Może jednak pokonam wszelkie przeszkody, opory i uda mi się szczerze porozmawiać.

Życie potrafi się zmienić gwałtownie niczym samochód wyścigowy, który uderza w bandę. I tak jest ze mną.

Los na kilka lat wcisnął przycisk pauzy i moje życie toczyło się w miarę normalnym torem. Teraz jednak znowu sobie o mnie przypomniał i wcisnął play uruchamiając taśmę.  Potem odwrócił się tyłem i pobiegł dalej, zostawiając mnie samą, bez maleńkiej szansy, która mogłaby odmienić moje życie.

Znowu wszystko jest skomplikowane i stanowi źródło stresu. Jednego dnia chce się umrzeć, a następnego człowiek zdaje sobie sprawę, że wystarczy zejść kilka stopni aby odnaleźć kontakt z życiem i lepiej wszystko widać. Jednak tych ostatnich dni jest coraz mniej.

Mogłabym machnąć ręka na wszystko i starać się coś zmienić, powalczyć, ale nie jestem silna, aby to zrobić,   znieść. Czy to dlatego, że brakuje mi pewności siebie? Czy to strach, który  niszczy moje życie? Przecież inni boją się bardziej ode mnie. Ale czy to ma być pocieszenie?

Chciałabym pewność siebie nosić niczym pelerynę, otulając się nią, aby pokazać że jestem szczęśliwa, spokojna… Tak jak tego oczekuje otoczenie. Jednak wiadomo, że jeżeli nie dajesz rady, aby być takim jak inni od ciebie oczekują, to cierpisz. Ale ja nie chce cierpieć.  Z drugiej strony chciałaby żyć własnym życiem, nie będącym spełnieniem oczekiwań innych.  Może wystarczy być podobną do Pollyanny i mieć różowe okulary, aby nie dostrzegać prawdy?

Może martwię się na zapas o to, co faktycznie niewiele ode mnie zależy, czego zmienić nie mogę?

Jednak  boję się żyć dalej, boję się płakać, boję się śmiać, bo nie wiem co będzie dalej.

Czasem moje życie jest jak długi tunel,  w którym nie widać wyjścia, ale wiem, że gdzieś ono jest. Nie mogę zawrócić, skręcić. Mogę tylko krok po kroku posuwać się do przodu, aż do końca. Dlatego nadal każdego dnia toczę mój kamień.  Syzyf przy mnie to nic szczególnego. Kiedy nie udaje się ponawiam próbę, zaczynając od nowa. Dzień po dniu, rok po roku. Staram się nie poddawać. Jednak wszystko ma jednak swoje granice.

Może trzeba się wypłakać raz i dobrze. Potem otrzeć łzy, pozbierać się i zamknąć ten rozdział. Trzeba pomyśleć o czymś innym. Zacząć nowy rozdział od początku, stawiając powoli krok po kroku. Ulec temu, co nieuniknione i zostawić za sobą całą masę łzawej nostalgii.

Odys

Niech cię nie niepokoją
Cierpienia twe i błędy.
Wszędy są drogi proste
Lecz i manowce wszędy.

O to chodzi jedynie,
By naprzód wciąż iść śmiało,
Bo zawsze się dochodzi
Gdzie indziej, niż się chciało.

Zostanie kamień z napisem:
Tu leży taki i taki.
Każdy z nas jest Odysem,
Co wraca do swej Itaki.
Leopold Staff


Zaszumiało (12) | Zostaw myśl

Wszysko może się zdarzyć

środa, 08 sierpnia 2012 18:14
Spadającą gwiazdę schowaj do kieszeni
Nigdy nie daj wypaść jej
Spadającą gwiazdkę schowaj do kieszeni
Przyda się w deszczowy dzień
Bo miłość może przysiąść na ramieniu
Nawet gdy noc czarna
I gdybyś chciał zachować ją na dłużej
W kieszenie będziesz miał moc gwiazdy światła
Spadającą gwiazdkę schowaj do kieszeni,
Nigdy nie daj wypaść jej
Spadającą gwiazdkę schowaj do kieszeni,
Przyda się w deszczowy dzień
Bo kiedy piętrzą się kłopoty
A przecież różnie bywa, tak łatwo wtedy je pokonać
Gdy kieszeń światło gwiazdy skrywa

Spadającą gwiazdę schowaj do kieszeni
Nigdy nie daj wypaść jej
Spadającą gwiazdę schowaj do kieszeni,
przyda się w deszczowy dzień
Bo miłość może przysiąść na ramieniu
Nawet gdy noc jest czarna
I gdybyś chciał zachować ją na dłużej
W kieszenie będziesz miał moc gwiazdy światła
Spadającą gwiazdę schowaj do kieszeni,
Nigdy nie daj wypaść jej
Spadającą gwiazdkę schowaj do kieszeni,
Przyda się w deszczowy dzień
Bo kiedy piętrzą się kłopoty
A przecież różnie bywa, tak łatwo wtedy je pokonać
Gdy kieszeń światło gwiazdy skrywa

Spadającą gwiazdę schowaj do kieszeni
Nigdy nie daj wypaść jej
Spadającą gwiazdkę schowaj do kieszeni,
Przyda się w deszczowy dzień
Spadającą gwiazdę schowaj do kieszeni
Nigdy nie daj wypaść jej
Spadającą gwiazdę schowaj do kieszeni,
przyda się w deszczowy dzień

Nudno, smutno i marudnie ostatnio zrobiło się na moich stronkach. Pora, aby nareszcie powiało stąd nutką optymizmu. Pora skończyć z tym marudzeniem, czas odpędzić smuteczki i nudę. Może uda mi się wytrwać w tym nastroju przez dłuższy czas. Wszak początek sierpnia to czas na spełnianie marzeń.

W tym okresie możemy obserwować na niebie „spadające gwiazdy”. Ludowa tradycja mówi, że to „płacze niebo”, albo że są to „łzy św. Wawrzyńca”. Określenie „łzy św. Wawrzyńca” nawiązuje do świętego, który zmarł śmiercią męczeńską 10 sierpnia 258 r. w Rzymie. W czasie tortur płakał nad grzechami świata.

Kult św. Wawrzyńca był bardzo popularny w średniowieczu. Czczono go jako patrona ubogich i wszystkich tych, którzy mogą doznać szkody ze strony ognia: piekarzy, kucharzy i ... bibliotekarzy. Uważano, że chroni od pożarów i pomaga w poparzeniach.

Góralskie opowieści o łzach św. Wawrzyńca mówią, że gwiazdy widać tylko wieczorem bo niebo otwiera się by się przewietrzyć. Rano jednak przychodzi św. Piotr i zamyka niebieskie podwoje. Gwiazdy liczyć to wielki grzech i niebezpiecznie – można niechcący trafić na swoją gwiazdę i skończyć nagłą śmiercią bo gwiazdy to liczby i znaki stworzone przez Boga do przeliczania ludzi na ziemi. Dawniej na wsi mawiano, że z przyjściem na świat każdy człowiek dostaje od Boga swoją gwiazdę, z której trwaniem łączy się długość życia. Gdy rodzi się nowy człowiek, na niebie przybywa więc kolejna gwiazda by przychodzący na świat Zbawiciel wiedział ile dusz ludzkich odkupił. Kiedy gwiazdy grzeszników ciemnieją, wtedy płacze nad nimi Wawrzyniec, który może swymi łzami je rozjaśnić.

 Mam nadzieję, ze niebo zapłacze łzami Świętego Wawrzyńca. Uwielbiam usiąść przy oknie i w nocy na gwiazdy.  Nigdy mi się nie udało zaobserwować takich zjawisk co nie znaczy ze mi się nie zdarzy. W tym roku będę wypatrywała cierpliwie. Muszę się jednak nastawić na noc nieprzespaną, bo najlepiej widać je ponoć dobrze po północy. Ale cóż warto się pomęczyć. Przecież marzenia dają nam siłę, aby iść dalej. Kiedy widzimy spadającą gwiazdę, powinniśmy zawsze wypowiedzieć życzenie. Nawet to najdrobniejsze. To co teraz jest marzeniem,  już jutro może stać się rzeczywistością.

A może Święty Wawrzyniec płacze, że już lato ma się ku końcowi. Cóż dzień już jest coraz krótszy, poranki i wieczory coraz chłodniejsze… Tak królewna Lato już przekroczyła półmetek swojego panowania. 

Ja jednak kocham tą porę roku z chłodnymi porankami, powiewem wiatru,  rosą na trawie, po której lubię spacerować na bosaka…  A niedługo wybiorę się „na pola”, aby jak co roku skomponować mój bukiet na Święto Matki Boskiej Zielnej. Tak… sierpień, to jest mój miesiąc.

Teraz patrzę w niebo na samoloty, które płynąc po niebie odlatują zabierając ze sobą moje marzenia. Może niedługo znowu jedno z nich się spełni. Przecież mój szczęśliwy los schowany jest pod stosem usypanym ze spadających gwiazd.

Wszystko się może zdarzyć
To nie jest sen rzeczy naprawdę dzieją się
stoisz czy biegniesz dotykają cię z każdą chwilą
Możesz rzeźbić je palcami możesz zmieniać je słowami
Los srebrzy się u twoich stóp królujesz mu

Wszystko się może zdarzyć, gdy głowa pełna marzeń
gdy tylko czegoś pragniesz, gdy bardzo chcesz
Wszystko się może zdarzyć, gdy serce pełne wiary
gdy tylko czegoś pragniesz, gdy bardzo chcesz
wszystko może zdarzyć się

To nie jest sen rzeczy naprawdę dzieją się
armią kolorów otaczają cię z każdej strony
Otwórz oczy rozłóż ręce, by nazbierać jak najwięcej
Podpisuj dni imieniem swym królujesz im
Anita Lipnicka


Zaszumiało (12) | Zostaw myśl

Nie tylko syzyfowe prace

poniedziałek, 25 czerwca 2012 17:10
 Syzyf
Syzyf swój głaz pchał do góry
Już po raz niewiadomo który
Może już milionowy raz
Przed szczytem tuż wypuszczał głaz
Aż spiął się, sprężył, chyba zbyt
Popchnął i wtoczył głaz na szczyt
Pot z rozgrzanego czoła otarł
Usiadł i został bez roboty
Pomyślał – za co tu się brać?
Głaz zepchnął, zaczął znowu pchać.
 Jonasz Kofta

 

Ostatnio znowu  żyję pracą. Mam tak mało czasu, że gdy wracam do domu, robię tylko to co konieczne, by dom nie wyglądał jak śmietnik. Porządki polegają głównie na upychaniu wszystkiego do szafy lub po kątach.

Każdego dnia toczę mój kamień, kiedy się nie udaje ponawiam próbę i zaczynam od nowa. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu. Tylko ja nie wtaczam głazu, ale próbu­ję osiągnąć szczęście, spokój…. Gdy widzę już mój cel, to zawsze jednak znaj­dzie się coś, co spro­wadza mnie na dół (dlaczego nie do samego początku – dzieciństwa?).  

 Dlatego za  każdym razem wspinając się pod górę coraz częściej ogarnia mnie przeczucie nieuniknionej powrotu do początku. Boję się coraz bardziej, że znowu pobiegnę za spadającym kamieniem, trzymając cieniutką nitkę nadziei.  Cóż historia Syzyfa to dla mnie nic szczególnego. Tak jak on mozolnie dźwigam ciężar życia.
Czasem mnie ta wędrówka pod górę zniechęca, przygnębia. Jednak życie każdego zwykłego człowieka jest raczej ciężkie. Każdy ma swój głaz, który usiłuje wtoczyć na górę. Czasem pytam siebie, czy cały czas mamy być skupieni na naszych zmartwieniach,  problemach, kłopotach… Może trzeba zostawić głaz na dole przed kolejną wspinaczką i oderwać się od tego wszystkiego.

Po majowym urlopie nie ma śladu.  Przepadł niczym snieżynka  pod dotykiem ciepłych promieni słońca.

Jednak tak jak kwiaty po nocnej ulewie potrafię szybko nabrać sił. Rano leżą na ziemi z ciężkimi główkami. Są przygięte, znokautowane przez ostre krople deszczu. Jednak wraz z pierwszymi promieniami słońca kwiaty powoli podnoszą głowę, prostują się i uśmiechają do świata. Są niepokonane, aż do przekwitnięcia. Jednak powracają zawsze każdej następnej wiosny. Ze mną jest tak samo.

Praca w ogrodzie przypomina modlitwę. Wycisza, każe się skupić na chwili obecnej, pozwala dostrzec piękno natury.

Gdy jestem w ogrodzie, to chcę zamienić się w gąbkę i wszystko wchłonąć..

Ogród bez drzew to żaden ogród

Tu jestem absolutnie szczęśliwa, Wystarczy klęczeć i babrać się w ziemi, siejąc pachnący i zielony groszek, pietruszkę…. Ziemia to balsam dla dłoni ciepły, wilgotny i tłusty. Zadziwiające, że tak niewiele potrzeba mi do szczęścia. Wystarczy, że moje ręce poczują grudki ziemi, jak mój wzrok spocznie na kojącej zieleni. Klęczę i grzebię w ziemi szczęśliwa jak ryjówka, krecik. Bezcenna radość robienia tego co mnie uszczęśliwia. Dlaczego nie mam tego każdego dnia?

Ziemia uczy spokoju i cierpliwości. Mówi, że cykle się zmieniają, że wszystko co dobre powraca. Po zimie zawsze przychodzi wiosna. Niczego nie można popędzać – zwłaszcza problemów, smuteczków, zmęczenia… kiedyś miną i znowu zaświeci słońce. Kwiat wystawia swoją głowę do nieba dopiero wtedy, gdy bedziena to gotowy.

Dlatego często nie piszę, nie odzywam się. Wsiąkłam w ogrodzie. Po tygodniu pracy biegnę i grabię, pielę, podlewam… Dlaczego jednak mam na to tak mało czasu?

Lubię ciszę mojego ogrodu
rankiem, rosę na kwiatach liści
słońce wschodzące na horyzoncie
świergot ptaków na drzewach czereśni.

Lubię ciszę mojego ogrodu
kiedy słońce w zenicie na niebie
promieniami pieści me kwiaty
my siedzimy tak obok siebie

Ty nalewasz mi kawę pachnącą

do mojego kubeczka z kotkiem
pszczoła krąży nad krzewem malin
i kukułkę słychac z oddali

Georginie, piwonie i róże
kulami swych kwiatów ogromne
wysokie, smukłe i dumne mieczyki
malwy moje pod oknem dostojne.

Prezentują kolory wszelakie
do słońca kierując swe kwiaty
nasturcji pnącza długie, wijące
wokół dużej kwiecistej rabaty.

Goździki , nagietki , irysy
i inne gatunki bez liku
na grządkach, klombach i wazach
a nawet w wiszącym koszyku

Lubię ciszę mojego ogrodu
kiedy zmrok otula me kwiaty
księżyc wschodzi nad dachem domu
i nie widzisz już żadnej rabaty

Ale czujesz won kwiatów i trawy
i maciejki zapach cudowny
świerszczaa granie dobiega z oddali
i ten wietrzyk jak oddech łagodny

Delikatnie pieści twe włosy
czuły niczym kochanki ręka
żaby rechot ze stawu liści
jest dla ucha niczym piosenka

Lubię ciszę mojego ogrodu
w każdym dniu i o każdej porze
bo to raj mój maleńki, własny
zbudowany na własnym ugorze
 Eryk Maver


Zaszumiało (6) | Zostaw myśl

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 24 czerwca 2017

Przemknęło:  401 295  

Ziarenka myśli

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Przeminęło z wiatrem?

Czy to ja??????

Dziewczyna po lepszej (?) stronie życia
Staram się być optymistycznie nastawiona do świata i ludzi, szukać dobrych stron życia choć w moim życiu nie brakuje trudnych chwil.

O moich stronkach

Piszę więc jestem

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Tropiciel myśli

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Gołąbek pocztowy

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Przemknęło

Zajrzało: 401295
Zostawione myśli
  • liczba: 489
  • komentarze: 4599
Galerie
  • liczba zdjęć: 98
  • komentarze: 45
Liczba uśmiechów: 2598
Szumię : 4046 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl