Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 074 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Już za parę dni, za dni parę

poniedziałek, 30 sierpnia 2010 15:53

 Jednak te dzwonki dla mnie dzwonią na początek wakacji już niedługo

Już za parę dni, za dni parę wezmę plecak     swój i ...... Właśnie co? Niewiele mi potrzeba. Jednak jedno jest pewne:

ściskając w ręku kamyk zielony będę patrzeć jak wszystko zostaje w tyle.

Zostawię łóżko, Was i szafę. Ale czy aby troszkę nie będzie mi tego szkoda?

Zegary staną niepotrzebne, pogubię wszystkie kalendarze.

Ponownie jadę do miejsca, które bardzo kocham, które staram się odwiedzać jak najczęściej.

Może to trochę dziwne, ale lubię wyjeżdżać do miejsc już mi znanych. Z radością i zaciekawieniem przyglądam się zmianom jakie tam zaszły i często zadaję sobie pytanie czy zdecydowałabym się na przeprowadzkę. Staram się to sobie wyobrazić. Jednak zawsze po chwili obraz ten rozpływa się, bo dochodzę do wniosku, że wejście między tych ludzi, zaaklimatyzowanie się w ich środowisku - byłoby dla mnie zbyt trudne. Czasowy pobyt w tym miejscu jest dla mnie największą radością, ale... to mój dom, rodzina są tutaj i powroty do nich są nieuniknione i wyczekiwane. Trudno mi wyobrazić sobie wyjazd z mojego miasta. Jestem zbyt przyzwyczajona do miejsca, ludzi... Brakowałoby mi chociażby moich ukochanych widoków z okna.

Ale nie o tym miałam pisać.

 Za parę dni wyjeżdżam. Od dawna moje serduszko, szare komórki, moje ciało... nie wspominając już    o mojej duszy potrzebują odpoczynku. Ostatni moje życie przypominało nakręcony kołowrotek, który pomimo tego upały z dnia na dzień przyspieszał. Tak jednak dłużej być nie może. Muszę zatrzymać to pędzące koło. Tyle siły jeszcze wykrzesam. A potem...

Z nieodłącznym plecakiem i czapką z daszkiem będę się znowu powoli włóczyć po moich ukochanych złotych uliczkach. Tym razem postaram się zajrzeć tam, gdzie nie wiodą szlaki turystyczne. Może znowu odkryję jakąś perełkę, którą naniosę na mapę moich wędrówek, aby przy kolejnej wizycie nie zapomnieć o niej. No cóż, zobaczymy, gdzie nogi tym razem mnie poniosą.

Pora jednak wziąć się za pakowanie, którego dosłownie nie lubię. Jednak mając w perspektywie dni, które nie będą szaro bure od codzienności, a tylko poprzetykane słoneczną nitką odbijającą złoto - czerwone domy w nurcie rzek, to moje zniechęcenie mija szybko. Warto włożyć trochę wysiłku w to nielubiane pakowanie i jak najszybciej mieć je już za sobą.

Tylko chciałabym, aby nasza królewna Lato troszkę się uspokoiła. Czy tak powinna zachowywać się stateczna, dojrzała kobieta? Ostatnio całą noc rzewnie płakała i nawet rano nie uśmiechnęła się do nas słonecznie.Na szczęście w południe na jej twarzy pojawiły się nieśmiałe promyki, które rozjaśniły nie tylko mój świat. Lato, Lato proszę nie przestawaj obdarzać nas swoim uśmiechem. Swoimi łzami zasmucasz nie tylko mnie, ale także swojego ojca - Króla Słońce, który zastanawia się dlaczego tego roku jesteś taka kapryśna. A przecież to przystoi Twojej rudej siostrze Jesieni. Ty królewno Lato zawsze byłaś taka stateczna. Dlatego proszę bądź nadal taka.

Przede mną przecież tyle dni do wędrowania, radosnych wrażeń, tyle pięknych chwil do zapamiętania..... Będą one inne niż wszystkie, kiedy można pozwolić sobie na coś innego niż zwykle. Chwilowe oderwanie się od szaro - burej codzienności i spojrzenie na piękny, kolorowy świat wokół.

To już za chwilę, wystarczy tylko dokończyć pakowanie.

Zaszumiało (10) | Zostaw myśl

Tegoroczny sierpień

niedziela, 22 sierpnia 2010 8:47

Sierpień

Sierpień ma to do siebie ,
że słonko już niżej na niebie,
że prawie skończono żniwa,
że ciutek dnia, co dnia ubywa.

I trawa już nie tak zielona,
bo zieleń jest słońcem zmęczona...

Rozdzwoniły się polne dzwonki
na skraju lasu i łąki.

Rozdzwoniły się nie bez racji,
bo dzwonią na koniec wakacji.
Do wtóru stuk - puka im dzięcioł.
Echo po lesie się niesie
i opowiada dzieciom:
- Hop, hooop! Już zbliża się jesień...

Jacek Chruślewicz

Jednak dla mnie za parę dni początek prawdziwego lata.Wszyscy już o swoich zapomną i zapewne będą mi zazdrościć tej wyprawy. Zresztą nie tylko dlatego tak późno wybieram się w podróż.  

Sierpień, a raczej jego końcówka, to chyba jednak mój ulubiony moment w roku, chociaż każdy z pozostałych miesięcy ma swój niepowtarzalny urok. Jak wiadomo, a może i nie, sierpień wziął nazwę od żniw, które dawniej zawsze sierpem rozpoczynano.

Przeczytałam, że miało to pozwolić zebrać plony "na sucho" (Czy ktoś wie co to znaczy?)

Teraz jednak wszystko się zmieniło. Świat idzie cały czas do przodu i również na wsi jest to zauważalne. Na polach można teraz usłyszeć warkot silników kombajnów i traktorów, które ułatwiają pracę rolnikom, aby także jak najwięcej i jak najszybciej zebrać to, co zrodziła ziemia. Jednak patrząc na te maszyny  nachodzi mnie refleksja, że chociaż mamy już nowe tysiąclecie, to wieś, żniwa zawsze będą mi się kojarzyć z dorodnymi kłosami zbóż oraz z sierpem lub kosą, którymi żniwiarze zagarniali coraz to więks ze łany. To także własnoręcznie wiązane i ustawiane w rzędy  snopki. Szkoda, że ten urok związany ze żniwami odszedł w niepamięć, a raczej został schowany do lamusa, a konkretnie można go spotkać tylko w skansenach lub podczas ludowych festynów.

Ja jednak każdego roku o tej porze wracam myślami do moich szkolnych lat.
Żniwa były wówczas pięknym, ale bardzo pracowitym czasem.

Teraz patrząc na złote, pszeniczne pola myślę o ciepłym, pachnącym chlebie, który tak lubiłam ze świeżym rozpuszczającym się masłem i odrobiną soli. Nic nie dorównywało temu smakowi.

Zasze też lubiłam jeszcze przed żniwami iść przez pola poprzetykane miejscami przez maki, chabry i zerwać czasem dorodny kłos. Rozcierałam go w ręce i jak tylko wszystkie ziarenka się wysypały, powoli rozkoszowałam się ich smakiem.   

Jednak w tym roku sierpniowe żniwa nie dla wszystkich są radosnym i  pracowitym czasem. Tegoroczne powodzie porwały wraz z  nurtem rzek całą nadzieję na zebranie dobrych plonów. Zalane pola teraz lub jeszcze wiosną nie dadzą obfitych zbiorów. W dodatku rolnicy nie wychodzą na pole. Pogoda nie pozwala na żniwa, woda nadal stoi na gruntach. Zboża nie ma, ceny pójdą w górę. Wielu ludzi nie będzie miało dochodów z zalanych pól, sadów i ogrodów.

Razem z plonami zginęli mali mieszkańcy pól, którzy od wieków m ieli wśród złotych kłosów swój dom. Co prawda nieraz nazywani byli szkodnikami, ale przecież stanowili nieodłączny element naszych pól.

Jeszcze wiele jeszcze czasu upłynie, zanim otrząśniemy się po tej katastrofie. Odbudujemy domy, naprawimy wały. Jednak, czy te tegoroczne katastrofy cokolwiek zmienią w naszych sercach?



Zaszumiało (9) | Zostaw myśl

Wyprawa na pola

sobota, 14 sierpnia 2010 11:22

Krzyż w kępie bzów
Pusty byłby 
Rodzinny krajobraz

Pozbawiony treści
Gdyby znaków świętych 
Zabrakło
Krzyże i kapliczki
Na skrzyżowaniu dróg

Wiejskich wyglądają
Z krzaków bzu 
Z wierzb płaczących
Krzyże i kapliczki
Drogę wskazują

Zbłąkanym, zbłądzonym
Wędrowcom nieznanym

 W wiersze zagubionym
Krzyże i kapliczki
Mchem porosłe
Przeżyły wieki długie
Z wiarą naszą przetrwały
Do nieskończoności
Krzyże i kapliczki
Nam przypominają
Powstańców walczących
Zhańbionych bajcow i esesmanów
Doń strzelających
Krzyże i kapliczki
Przędza historii
Wiernym przyszłości wyznaniom
Spleciony z pajęczyny wspomnień
Prawdziwy, cudowny dar trwania
Katarzyna Wasilewska

Wędrując po wakacyjnych ścieżkach nieraz napotykałam przy drodze samotne drewniane krzyże, malowniczo usytuowane kapliczki i stare cmentarze. Niestety często sprawiają one wrażenie zapomnianych przez świat.

A przecież właśnie czas letnich wędrówek, to dobra okazja, aby na nowo dostrzec i odkryć piękno tych przydrożnych symboli wiary poprzednich pokoleń. Warto choć na chwilę zatrzymać się przy nich, aby pomodlić się, odpocząć.

Każda kapliczka, każdy krzyż ma swoją własną historię, swój niepowtarzalny wygląd. Naznaczone są bowiem tradycją danej wioski, miasteczka, ich historią. Wyrażają żywą, prostą wiarę ludu. Często upamiętniają zdarzenia tragiczne i radosne, ważne dla miejscowej ludności. Są jednak wyrazem ich wiary, świadectwem ludzi i czasów, które odeszły już na zawsze.

Fundowano je nie tylko z pobożności, ale częściej z potrzeby serca.

Czasem możemy dowiedzieć się, kto był fundatorem kapliczek, krzyży, jednak z reguły nie znamy ich twórców. Ale tak to już niestety bywa w przypadku sztuki ludowej. Ich autorzy zazwyczaj pozostają anonimowi, a przecież dokładali wielu starań, aby były jak najpiękniejsze. Niektóre elementy były rzeźbione, inne wycięte, daszki osłaniające figury uformowane były często w bardzo oryginalny sposób. Jedne kapliczki są bogatsze, inne znowu skromniejsze, ale na swój sposób równie piękne.

Jednak wokół prawie wszystkich rosną kolorowe i jakże polskie malwy, rozsiewające zapach majowe bzy i jaśminy, a nierzadko polne kwiaty i trawy, co dodaje niespotykanego uroku tym szczególnym miejscom.

Obecnie te przydrożne świadectwa wiary mówią wiele o ludziach opiekujących się nimi w dniu dzisiejszym.

To właśnie teraz przy tych kapliczkach, krzyżach  gromadzą się wierni zwłaszcza na nabożeństwa majowe, Boże Ciało, czy też Wniebowzięcie .Można wówczas usłyszeć niosący się po polach i łąkach śpiew:, „Chwalcie łąki umajone", czy „Po górach i dolinach".

Niedawno znalazłam jeszcze jedną:

Do Twej dążymy kaplicy,

Co z brzegu czeka nas,

Wśród wichru, nawałnicy,

W pochmurny, słotny czas.

Napotykane kapliczki, krzyże skłaniają przechodniów do zatrzymania się, przeżegnania, zadumy, refleksji....

W dniu Matki Boskiej Zielnej to tutaj składane się w ofierze płody ziemi, zioła, kwiaty, owoce, zboże.

Hyzop, lawenda, jałowiec?
Wszak to potrzebne chorobie?"
Mamy je, chcemy dziewanną

Ucieszyć Maryję Pannę
Niechaj to księża poświęcą

Dzisiaj w ten dzień Wniebowzięcia.
„A tę pszenicę i jęczmień
Czy także mamy poświęcić?"

Proso też i mak, i żyto
Na coraz większą obfitość.
„Na cóż bób i rzodkiew zda się
w niebie, na rajskim popasie?"
Maryi z żyta korona,
A nam - chleb zeń upieczony.
Niechaj je księża święcą
Dzisiaj, w ten dzień Wniebowzięcia"

Kazimiera Iłłakowiczówna , „Msza maryjna na Matkę Boską Zielną"

I ja jak co roku nie zapominam o tym moim ulubionym święcie. To już tradycja, że z wędrówki po moich „polach" przyniosę naręcza kwiatów i traw ozdobnych, z których skomponuję bukiet, poprzetykany dodatkowo ziołami z ogrodu.

Jednak moim marzeniem jest wędrówka w Dzień Wniebowzięcia NMP przez takie prawdziwe pola do przydrożnej kapliczki. Po drodze skomponowałabym bukiet z napotkanych darów natury, który po poświęceniu powiesiłabym nad drzwiami do mojego mieszkanka. Może to marzenie kiedyś się spełni?

Jednak tego roku również zawieszę koło drzwi wejściowych bukiet z moich „pól" i ogródka.  Bez tego bukietu czegoś by mi brakowało przez najbliższy rok.



Zaszumiało (9) | Zostaw myśl

Wszystko co piękne dojrzewa powoli

środa, 04 sierpnia 2010 15:19

 MODLITWA
Gwiazd siewco i księżyców,

co w eterze wiszą,
O! Panie nad deszczami

i Panie nad skwarem!
Porównaj nas zmęczonych

z milczącym obszarem,
Niebiosa ku nam nachyl

i napój nas ciszą.
O! utop nas w Twych światów bezmiernej głębinie,
Posrebrzaj nas jak gwiazdy, rozpuszczaj jak morze,
Nalewaj nas powietrzem w błękitne przestworze,
Nastrajaj nas jak echo i słuchaj, jak ginie.
Bladym uczyń nas rankiem, wschodzącym na niebie,
Obłokiem, co w południe leniwo przepływa,
Woalem czarnej nocy, co ziemię nakrywa -
Oswobódź nas od duszy i wybaw od siebie

 Jan Lechoń

Pisałam ostatnio, że wszyscy uczestniczymy w wyścigu, którym jest nasze życie. Liczy się tylko to, aby szybciej, wyżej....

Niestety ten pęd przenosimy także do sfery, która jeszcze do niedawna związana była ze spokojnym celebrowaniem. Niestety teraz nie mamy już czasu, aby każdego dnia usiąść wspólnie do stołu, zjeść razem posiłek  i choć przez parę minut podzielić się własnymi myślami, nacieszyć się własnym towarzystwem.

Coraz częściej spożywamy byle jakie jedzenie w biegu. Gorąca kawa na śniadanie kanapka, pośpieszny lunch w barze na rogu, obiad wieczorową porą odgrzewane w mikrofalówce....  Niestety wszystko to staje się naszą codziennością. Nie mamy czasu delektować się tym, co jemy, nie dbamy o to, co na talerzu.

A przecież z drugiej strony dobrze wiemy, że od tego, jak się odżywiamy, zależy nasze zdrowie i samopoczucie. Do zwolnienia przy posiłkach nie przekonuje nas także to, że pospiech i byle jakie jedzenie przyczynia się do nadwagi i gwałtownego wzrostu liczby osób cierpiących na choroby cywilizacyjne.

Ostatnio czytałam o idei Slow Ford. Która jest protestem przeciw przyśpieszeniu współczesnego świata. Symbolem tego ruchu jest ślimak - istota ze swej natury powolna, a więc zupełnie niepasująca do naszej goniącej cywilizacji. Ślimak to symbol przeciwko prędkości, która jest już obsesją współczesnego świata. Oznacza pragnienie odwrócenia czasu, jest pochwałą odpoczynku i relaksu, których brakuje w naszym życiu.

Slow Food zakłada jedzenie w spokoju, powoli, bez pośpiechu. Podczas posiłku należy się delektować smakiem wyglądem i zapachem potraw. Należy więc skończyć z jedzeniem w biegu w barach szybkiej obsługi czy wręcz na ulicy. Idea Slow Food ma spowodować, że człowiek na chwilę oderwie się od codziennych obowiązków, żeby w ciszy i spokoju ducha zjeść coś smacznego i zdrowego.

Slow Food chce uchronić od zapomnienia wszystkie „ginące gatunki" potraw. Inicjatywa ta została nazwana Arką Smaku, co jest odwołaniem do biblijnej arki Noego, zagrożonej przez potop żywności typu fast food. Człowiek powinien zapewnić przetrwanie zagrożonym gatunkom zwierząt, jadalnych ziół, roślin przyprawowych, zbóż i owoców, także dziko rosnących.  Należy ratować produkty oryginalne, tradycyjne i niespotykane w innych miejscach na świecie.

Żywność w stylu slow food jest to żywność nisko przetworzona, wytwarzana metodami tradycyjnymi. Nie stosuje sztucznych dodatków, barwników, aromatów, konserwantów, zamienników, polepszaczy smaku. Metody wykorzystywane w technologii slow to tradycyjne wędzenie, duszenie, marynowanie, dojrzewanie, wyciskanie. Wszystkie surowce używane w produkcji muszą być pochodzenia w pełni naturalnego. Taka żywność ma nie tylko unikatowy smak i zapach, ale też więcej wartości odżywczych. Jest zbliżona do żywności naturalnej, jest dobrze przyswajalna przez organizm, nie działa alergennie, nie wywołuje zatruć pokarmowych. Zwolennicy Slow Food twierdzą, że taka żywność chroni przed chorobami, wzmacnia siły obronne.

 Filozofia Slow Food to nie tylko zdrowa, jak najmniej przetworzona, tradycyjna żywność i delektowanie się jej smakiem. Idea Slow Food przenosi się też na inne sfery życia. By żyć w stylu slow, należy zwolnić, wręcz zatrzymać pęd życia, skierować się w stronę natury. Mniej czasu poświęcać na codzienne obowiązki, pracę, a więcej   na obcowanie z przyrodą. Wypoczynek na łonie natury przywraca spokój i wycisza

Może warto więc posłuchać tej filozofii i zadbać o siebie? Musimy przecież być dla siebie troskliwi i wyczuwać potrzeby naszego organizmu, który teraz często zapominany, kiedyś się zbuntuje i będzie chciał odpocząć. Może warto zacząć myśleć o nim już teraz? Może na pewien czas zamienię się w ślimaka, zwłaszcza teraz, kiedy upał rozleniwia, a deszcz usypia?



Zaszumiało (6) | Zostaw myśl

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Przemknęło:  404 950  

Ziarenka myśli

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Przeminęło z wiatrem?

Czy to ja??????

Dziewczyna po lepszej (?) stronie życia
Staram się być optymistycznie nastawiona do świata i ludzi, szukać dobrych stron życia choć w moim życiu nie brakuje trudnych chwil.

O moich stronkach

Piszę więc jestem

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Tropiciel myśli

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Gołąbek pocztowy

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Przemknęło

Zajrzało: 404950
Zostawione myśli
  • liczba: 491
  • komentarze: 4610
Galerie
  • liczba zdjęć: 98
  • komentarze: 45
Liczba uśmiechów: 2598
Szumię : 4139 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Kobieta