Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 888 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Powrót do codzienności

wtorek, 28 lipca 2009 7:26

Na nic figle, na nic psoty

Od samego rana!

Dalej, żwawo do roboty,

Laleczko kochana!

Słyszysz, jak to zegar stary

Gderze na kominku?

Wiesz, co mówi?
Kto próżnuje,

Ten niewart spoczynku!


Słuchaj tylko, jak to gada:

- Tik-tak! - Tik-tak - dzieci!

Nie marnujcie żadnej chwilki,

Póki słonko świeci!

Kto chce słodkie jeść jagody,

Niech grządkę opiele!

Pójdź, przyniesieni kwiatkom wody.

Wyrwiemy złe ziele!

Niechaj pracę naszą czuje

Ta ziemia kochana!

Wstyd, gdy na wsi kto próżnuje,

Dana, moja dana!

Maria Konopnicka

Lato przebudziło się na dobre. Jest gorąco i beztrosko. Falują nieskoszone pola zbóż z makami i chabrami .... Zapach lata uskrzydlił mnie.

Przez ostatnie dni jako czarownica polatałam sobie w chmurach. Zapomniałam na chwilę , że w codziennym życiu istnieją jakieś problemy. Był tylko pędzący ze mną wiatr i słońce.

Potem, gdy już wylądowałam to pobiegałam boso po nieskoszonej, mokrej od rosy trawie w moim ogrodzie. Po chwili jednak w promieniach wschodzącego słońca rosa opuściła źdźbła traw i znowu stała się niebem.

Pewnie przez moją dziecięcą beztroskę niejeden mieszkający tam robaczek stracił życie pod moimi stopami. Jednak w tamtym momencie nie myślałam o tym. Kto w takiej chwili myśli o czymś takim? Biegłam wolna jak ptak. Szkoda tylko, że nie mogłam tak na dobre się rozpędzić... Zaraz pojawił się płot sąsiadów. Może więc warto znowu udać się na pola? Przecież tam jest tak pięknie. Nieskoszone łąki pełne są pachnących i puszystych rumianków, maki i chabry wychylają się zza kłosów trawy. Łąki mojego dzieciństwa.

Warto byłoby zrobić sobie taki kolorowy bukiet i zanieść go do domu. Tak zrobię. Niedługo przecież moje ulubione Święto Matki Bożej Zielnej.

Dawno już nie miałam okazji położyć się na łące wśród traw, aby popatrzeć w płynące puchate obłoki i słuchać koncertu świerszczy i innych żyjących tam stworzonek.
Minął piękny, słoneczny weekend . Promienie słońca mnie ogrzały, rozjaśniły myśli przepędziły melancholię dnia powszedniego  Patrzyłam na wesołe zabawy bratanków w ogródku. Czasem pogoniłam za nimi wokół jedynego starego drzewka. Było mi tak dobrze, że niczego więcej nie potrzebowałam. 

Dzięki takim chwilom na łonie natury oddycham i nabieram sił. Moje myśli przestają biegać jak szalone i układają się, w szufladce dla nich przeznaczonej. Sklejam te kawałki rozbieganych myśli i dopasowuje je do siebie, aby tworzyły kolorową układankę. 

Zupełnie nie wiem jak mam wrócić do siedzenia przy biurku po tych kolejnych wolnych dniach. Jak mam znowu się przestawić na zwykły, szary, samotny dzień? A przecież już od lat staram się, aby te weekendowe powroty tak mnie nie przygnębiały. Niestety  nie potrafię nad tym zapanować, chociaż uczę się tego od lat. Kiedyś przeczytałam "Człowiek jest twardszy od stali, odporniejszy niż kamień i... delikatniejszy niż róża..."

Może coś w tym jest?
Szkoda, że taki spokój wewnętrzny zwykle nie trwa długo. Jednak nasze życie nie składa się z samych sobót i niedziel. To przede wszystkim zwykłe, pracowite dni

Ruda Ania Z Zielonego Wzgórza mawiała „Zawsze robi mi się smutno, gdy coś miłego się kończy. Co prawda zawsze można mieć nadzieję na coś jeszcze milszego, ale co do tego nigdy nie ma pewności"

Ale może jutro życie dla odmiany czymś pozytywnym mnie zaskoczy?



Zaszumiało (6) | Zostaw myśl

Nutka nostalgii

wtorek, 21 lipca 2009 7:46

 Znowu otwieram szufladę ze wspomnieniami. Jest ona niewielka, a przecież mieszczą się w niej wszystkie moje dawne minione chwile. Jak to możliwe, że w tej komodzie starcza na nie wszystkie miejsca? Schowane są zazwyczaj gdzieś głęboko i nagle pod wpływem chwili, zapachu, widoku....potrafią nagle wyjść i odtworzyć się ze wszystkim szczegółami. To dziwne, że niektóre szczegóły zapamiętuje się z największą dokładnością.

Są wspomnienia, które każdego roku o danej porze odtwarzam wciąż od nowa. Są też i takie, których nigdy się nie przywołuję, ale czasem same dają o sobie znać.

Dziś z rozmysłem otworzyłam szufladę w mojej komodzie, a wspomnienia niczym lekki delikatny szal okręciły się wokół mojej szyi.

Moi obaj Dziadkowi odeszli w środku lata.

Obaj  uwielbiali kwiaty.

 Niestety w moich wspomnieniach jest tylko jeden obraz Dziadka, którego dobrze zdążyłam poznać, a który troskliwie pielęgnował rośliny rosnące w swoim ukochanym ogrodzie. To było całe jego życie. W sercu nadal tkwi żal, że Dziadek już nie posadzi żadnego kwiatka, nie napisze dla mnie wiersza, nie będzie snuł rodzinnych opowieści przy starych fotografiach wysypanych z wielkiego pudła, nie powiem mu przepraszam, za to, że czasem pokazywałam rogi.

Jednak jak zamykam oczy, to widzę, że tam z góry uśmiecha się do mnie i mówi o tym jak bardzo kocha swój nowy ogród na puszystej chmurce. A wiersz oczywiście znowu napisze i prześle mi z podmuchem wiatru. A na dobranoc, jak tylko nie będę zasypiać przy włączonym radiu, szepnie mi swoją kolejną opowieść.

Drugi Dziadek pewnie teraz spogląda na mnie znad swoich okularów i troszkę ze smutkiem kiwa głową. „Co z Ciebie wyrosło wnuczko? Tyle miałem wobec Ciebie planów, tyle chciałem cię nauczyć. Miałaś być dobrze wychowana, znać porządnie przynajmniej jeden język, osiągnąć sukces w nauce. Wiesz, że byłbym dobrym nauczycielem. Niestety zabrakło mnie w Twoim życiu. Spotkaliśmy się na tak krótko"

Tak Dziadku, z Twoją pomocą na pewno bym to osiągnęła, a tak... Zawiodłam Cię Dziadku. Przepraszam.

Jednak dobrze wiesz, że pielęgnuję w pamięci ten jeden obraz, który utkwił mi w głowie. Ten który zapamiętałam ze spotkania z Tobą, a nie z fotografii. Nie jest on całkiem wyraźny, ale jest mój.

Czas biegnie nieubłagalnie do przodu. Mijają kolejne dni wraz ze spadającymi kartkami z kalendarza.

Codzienne problemy starają się zapełnić chwilę obecną, spychając wspomnienia na dalszy plan, najlepiej do najgłębszej szuflady.  Przecież to już było tak dawno, po co wracać....

Jednak dla mnie im dalej, to tym bliżej. To przecież było zaledwie wczoraj.



Zaszumiało (12) | Zostaw myśl

Prośba o wysłuchanie

poniedziałek, 13 lipca 2009 16:44

Modlitwa ~

Dopóki ziemia kręci się,
 dopóki jest tak, czy siak,
Panie, ofiaruj każdemu z nas,
 czego mu w życiu brak:

Mędrcowi darować głowę racz,
tchórzowi dać konia chciej. 
Sypnij grosza szczęściarzom
i mnie w opiece swej miej. 

Dopóki ziemia kręci się,
  o Panie, daj nam znak,

Władzy spragnionym uczyń,
 by władza im poszła w smak. 
Hojnych puść między żebraków,
niech się poczują lżej!
Daj Kainowi skruchę, 
i mnie w opiece swej miej. 

Ja wiem, że Ty wszystko możesz,
wierzę w Twą moc i gest, 
Jak wierzy żołnierz zabity, 
że w siódmym niebie jest. 
Jak zmysł każdy chłonie z wiarą
 Twój ledwie słyszalny głos, 
Tak wszyscy wierzymy w Ciebie, 
nie wiedząc, co niesie los. 

Panie zielonooki spraw, 
mój Boże jedyny, spraw, 
Dopóki ziemia toczy się, 
zdumiona obrotem spraw, 
Dopóki czasu i prochu 
wciąż jeszcze wystarczy jej, 
Daj nam każdemu po trochu, 
i mnie w opiece swej miej!

Bułat Okudżawa

Panie Boże, wybacz, że rozmawiam z Tobą przez w ten sposób, ale przecież jesteś wszędzie i wszystko rozumiesz. Proszę zejdź z puszystej chmurki i porozmawiaj  ze mną.

Ostatnio modliłam się, i prosiłam Ciebie Boże, abyś przyszedł mi z pomocą. Ale nie dałeś mi żadnego znaku-- nawet na automatycznej sekretarce nie  było dla mnie żadnych wiadomości.

Dlatego dziś proszę ponownie

  • Otocz mnie płaszczem Twej opieki,
  • Proszę pochyl się nade mną  połóż mi Twoją dłoń na moim czole, może poczuję się spokojniejsza, abym miała odwagę zmienić to, co mogę zmienić.
  • Daj mi proszę odwagę w osamotnieniu i rozpoczynaniu od nowa, zawsze z tymi, którzy pozostają, i z tymi, którzy przychodzą. Nie daj mi jednak zapomnieć o tych, którzy odeszli.
  • Dziękuję Ci za każdy dzień, który mi ofiarowałeś,
  • Proszę daj mi nadzieję, że jutro znowu zaświeci słońce, powieje wiatr, że będę mogła podziwiać kwiaty, drzewa, niebo - Twoje dzieło
  • Panie Boże spraw, abym nie straciła nadziei, abym uwierzyła, że wszystko będzie dobrze.
  • Pozwól mi co dzień żyć tylko jednym dniem i czerpać radość z chwili, która trwa.
  • Użycz mi pogody ducha, abym pogodziła się z tym, co nieuniknione i czego nie mogę zmienić.
  • Proszę Cię Panie, podaruj mi chociaż malutkie ziarenko wiary! Wyciągnij do mnie dłoń, kiedy próbuję odnaleźć Ciebie. Proszę podaj mi Twoją dłoń i prowadź mnie przez życie drogą, którą tylko Ty znasz, a która zaprowadzi mnie do celu.

Może za sprawą Twojej wizyty mój dom znowu napełni się życiem, może odnajdę to co przynosiło mi szczęście. Panie Boże wierzę, że przyjdziesz wśród ciszy wieczoru lub poranka i obdarzysz mnie swoimi darami. Jeżeli jednak nie możesz dać mi więcej, proszę nie zabieraj tego co mam, tego co miałam i gdzieś podziałam...



Zaszumiało (12) | Zostaw myśl

Myśli przy stole

poniedziałek, 06 lipca 2009 16:08

 Tegoroczne lato jest, niczym kapryśna panienka... Raz świeci słońce, to znowu ponure chmury zasłaniają błękit nieba, a deszcz bez opamiętania stuka w parapet...Słońce bawi się z nami w chowanego, czasem starając się nadrobić zaległości z czerwca. Ta zmienna aura nastraja jesiennie, melancholijnie, przygnębiająco. Pogodny nastrój chowa się do kącika, znika gdzieś również radość i ciepło. Jesień za oknem i jesień w zachmurzonych myślach.

Na szczęście w moim ogrodzie wciąż kwitną kwiaty. Zerwałam je i przyniosłam do domu.

Na stole stoi teraz kolorowy, pachnący bukiet. Wącham je... Zamyślam się i od razu pojawiają się wspomnienia...Wspomnienia moje nieodłączne.... Wszystkie teraz tańczą wokół mojego bukietu i wraz z niektórymi płatkami cichutko opadają na stół.

 Ktoś kiedyś powiedział, że jak nie ma stołu, to nie na rodziny, nie ma stołu nie ma rozmowy.

Czy teraz stół znaczy to samo co kiedyś? Nasze życie spowodowało, że stół nie jest już tak ważny. Nasz ciągły bieg przez życie powoduje, że spotykamy się na chwilę, szybkie śniadanie lub kolację niestety zazwyczaj przy telewizorze. Obiady niestety jadamy raczej osobno, gdzieś w biegu, na mieście. A przecież w czasach mojego dzieciństwa śniadanie, obiad, podwieczorek (obowiązkowo) i kolacja to były chwile, kiedy cała rodzina wspólnie siadała do stołu. Nie było też mowy, aby ktoś przyszedł później lub też wstał od stołu wcześniej.

Tak wiem, czasem miałam ochotę jak najszybciej wstać i zająć się swoimi sprawami, ale teraz żal mi tamtych, minionych lat. Tego, że byłam taka niecierpliwa. Teraz oddałabym wszystko, aby znowu wspólnie usiąść przy rodzinnym stole. Zwłaszcza przy tych z domu moich Dziadków. Jeszcze dzisiaj zamykam oczy i widzę stół stojący w kuchni przy oknie, gdzie każdy miał wyznaczone swoje miejsce, gdzie wszyscy czekali na powrót Dziadka z pracy i ten w pokoju z białym obrusem, gdzie przyjmowano gości, gdzie zawsze stały zerwane przez Babcię kwiaty piwonie, floksy, gladiole...

W którym domu jest teraz taki rodzinny stół z kilkoma solidnymi krzesłami, gdzie każdy ma swoje wyznaczone miejsce? Czy siadamy tam, aby zaczynać i kończyć wspólnie dzień? Czy stawiamy na nim wazon z kwiatami? Pewnie nie, bo kto je będzie tam podziwiał, skoro nie mamy czasu na codzienną rozmowę przy stole?

Bez stołu nie będzie wazonu ze świeżymi kwiatami, nie będzie codziennego spotkania. A przecież pomimo wiecznie goniących nam terminów warto na chwilę się zatrzymać, usiąść przy stole i powiedzieć komuś bliskiemu dobre słowo, spytać go o jego problemy, radości....Miłe słowo, uśmiech to bezcenna rzecz, którą można ofiarować drugiemu człowiekowi. Może i on nas wysłucha. Przecież może się okazać, że jesteśmy swoimi jedynymi słuchaczami w ciągu danego dnia.

Dlatego tak ważne są dla mnie te sobotnie i niedzielne spotkania przy rodzinnym sto le. W tygodniu niestety muszę wystarczyć sama sobie. Nie zawsze jest to łatwe, zwłaszcza w poniedziałek.... Jednak i w tygodniu nawiedza mnie tęsknota za rodzinnym stołem.

Chciałabym:

  • postawić w wazonie na moim stole wszystkie kolorowe kwiaty,
  • pokochać moją samotną codzienność,
  • odnaleźć w niej kolorowe chwile, podobne do kwiatów z wazonu,
  • jak najczęściej dzielić się radościami i smuteczkami z bliskimi przy rodzinnym stole.


Zaszumiało (14) | Zostaw myśl

Już lipiec

środa, 01 lipca 2009 7:51

 Mówiono, że w lipcowe dni podczas pełni pary, których uczucia wydawały się wygasnąć, i z powrotem nabierają ochoty na obcowanie ze sobą i stają się czulsze niż zwykle. Być może przyczyniało się do tego podbieranie miodu pszczołom, które tradycyjnie miało miejsce właśnie w tym miesiącu. Z miodem zaś, magiczną słodyczą przyrody, wiązano różnego rodzaju czary miłosne. Był on bowiem symbolem radości życia i w ogóle wszystkiego, co czułe i serdeczne.

Lipcowa pełnia przynosiła również szczęście tym, którzy pobierają się po raz drugi, co wiązano z faktem, że lipiec był czasem dojrzałości, obfitości i wszelkich przyjemności. Nie miał w sobie atmosfery szaleństwa młodzieńczej, niecierpliwej, zmiennej i gwałtownej miłości. Niczym nie zaskakiwał, z góry wiedziano, czego można się po nim spodziewać.

Na początku lipca obchodzono Święto Matki Boskiej Jagodnej

Święto poświęcone domowi, płodności i macierzyństwu.
Matka Boska Jagodna jest opiekunką jagód leśnych i ogrodowych, które bezpiecznie dla zdrowia można zbierać i jeść dopiero po 2.07.

26 lipca przypadał dzień św. Anny, patronki żon, wdów i kobiet dojrzałych. Kobiety oddawały się pod jej opiekę, tak jak dziewczęta prosiły o wsparcie Marię Pannę. Udawały się w tym dniu do kościołów pod wezwaniem tej świętej, których w Europie było wyjątkowo dużo. Niektóre z nich uważano nawet za miejsca cudów - jak np. sanktuarium w Bretanii, w miejscowości Auray. Tam właśnie od czasów wczesnego średniowiecza pielgrzymowały niezadowolone z pożycia małżeńskiego kobiety, zarówno krzywdzone i niedoceniane przez mężów, jak i takie, które miały partnerów lekkomyślnych i rozrzutnych. Prosiły świętą Annę o wstawiennictwo w swojej sprawie. Podobno p o powrocie do domu często okazywało się, że mąż-choleryk zmienił się w człowieka opanowanego, rozrzutnicy zaczynali rozsądniej gospodarować pieniędzmi, dbając przede wszystkim o potrzeby domu i rodziny.

Pod koniec siódmego miesiąca roku wieczory stawały się dłuższe i nie tak upalne jak w dni bliskie letniego przesilenia, były idealną porą, by prowadzić życie towarzyskie i odpoczywać po znojnej pracy. W niektórych krajach Europy zabawiano się wtedy wróżbami. Np. gdy usłyszano wówczas głos ptaka, który zwykle aktywny jest w dzień, spodziewano się w najbliższym półroczu niezwykłych wydarzeń. Z kolei pohukiwań sów nie odbierano jako zapowiedzi śmierci czy żałoby, lecz jako zapowiedź czynów rozważnych i mądrych. Francuzi wierzyli, że w razie jakichś życiowych problemów warto w lipcowy wieczór udać się pod drzewo, w którym gnieżdżą się sowy, i intensywnie myśleć o różnych wariantach postępowania w danej sytuacji. Kiedy do głowy przyjdzie właściwe rozwiązanie, sowa oznajmi to donośnym pohukiwaniem.

Może i ja usłyszę mądre pohukiwanie sowy, które pomoże mi wybrać właściwą drogę, podjąć słuszną decyzję?



Zaszumiało (8) | Zostaw myśl

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 23 września 2017

Przemknęło:  404 014  

Ziarenka myśli

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Przeminęło z wiatrem?

Czy to ja??????

Dziewczyna po lepszej (?) stronie życia
Staram się być optymistycznie nastawiona do świata i ludzi, szukać dobrych stron życia choć w moim życiu nie brakuje trudnych chwil.

O moich stronkach

Piszę więc jestem

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Tropiciel myśli

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Gołąbek pocztowy

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Przemknęło

Zajrzało: 404014
Zostawione myśli
  • liczba: 491
  • komentarze: 4610
Galerie
  • liczba zdjęć: 98
  • komentarze: 45
Liczba uśmiechów: 2598
Szumię : 4137 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Kobieta