Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 247 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Sierpniowa nostalgia

wtorek, 31 lipca 2007 22:20


Pierwszy sierpnia zawsze nastraja mnie refleksyjnie.  Nie tylko dlatego, że jest początkiem mojego ulubionego miesiąca wakacyjnego.
Jest to dzień, w którym straciłam kogoś, kogo nie zdążyłam dobrze poznać. Kogoś,  kto nie poczekał aż dorosnę, aby przekazać mi swoje życiowe mądrości.

Kogoś, kogo praktycznie znam ze starych fotografii, opowieści rodzinnych...

WSPOMNIENIE

 Było mi dobrze niegdyś w słodkiej wsi dalekiej...

Jakże niedawne czasy - a zda się, że wieki.

Sadyba wiejska czarem starości owiana

Jak książka przez nikogo od lat nie czytana.

Pod lipą stół kamienny i ławy z kamienia,

Które mchy obrastają jak moje wspomnienia.

Starych świerków aleje ciemne, w krzyż biegnące,

W które echami złota zakrada się słońce.

Za dworem chłopskie chaty budowane krzywo,

Spracowane jak ręce i marzące żniwo.

A na strzesze pan bocian, co pierś dumnie oduł,

Postrach grających bagien i opiekun stodół.

Dwór jak święto - w pogodę, przytulny w dnie słotne.,

Jak dalekie to wszystko i już niepowrotne.

Tęsknotą serce wzbiera, gdy w zachód sierpniowy

Widzę ciężkie, do obór wracające krowy

Lub słyszę gdzieś wśród nocy gwiazdami zasnutej,

Jak psy szczekają w dali i pieją koguty.

                                                               Leopold Staff (trochę zmienione)


 


Zaszumiało (11) | Zostaw myśl

Zemsta duchów przyrody

sobota, 28 lipca 2007 11:16

Rozdrażniliśmy duchy przyrody. I oto mamy efekty - żar lejący się z nieba, ulewy i pioruny rażące z nieba pioruny
Ziemię zamieszkują, obok ludzi i widzialnego świata przyrody, także istoty niewidzialne, niematerialne. Ich świat przenika się z naszym. Kiedy się je drażni i prowokuje, stają się niebezpieczne.
Niektóre z tych istot są związane z powietrzem i przestrzenią, inne przebywają w rzekach, jeziora. Jeszcze inne zamieszkują góry, skały, drzewa, lasy, często jaskinie, kotliny lub inne miejsca trudno dostępne dla człowieka.
Jaki może to mieć związek z oberwaniem chmury, powodzią, lawinami, pożarami lasów czy trzęsieniami ziemi?
Odpowiedź jest prosta.
Ludzie bezmyślnie niszczą świat przyrody: wycinają lasy, zanieczyszczają odpadami ziemię i wodę, zatruwają środowisko. Duchy przyrody odczuwają to bardzo boleśnie, cierpią. Człowiek zniszczył równowagę pomiędzy naszym i ich światem. Duchy przyrody poczuły się zagrożone. Sprowokowaliśmy je, więc postanowiły się bronić
Zakłóciliśmy poważnie element wody. Związane z nim duchy przyrody spowodowały, że chmury zebrały się w jednym miejscu i na mały obszar spada ogromna ilość deszczu. Deszcz, który miał spaść w ciągu pół roku, zamienia się w kilkunastominutowe oberwanie chmury i zatapia wielki obszar.
Duchy są sprytne - uderzają tam, gdzie są słabe umocnienia, maleńkie rzeczki, tam, gdzie nikt by się powodzi nie spodziewał.
Duchy sprowokowane zatruwaniem powietrza mszczą się wywołując huragany, tajfuny, cyklony.
Duchy mogą też szkodzić w inny, bardziej wyrafinowany sposób. Mogą na przykład tak osłabić człowieka tak, że straci odporność na wiele chorób. Już pojawiają się niespotykane wcześniej dolegliwości i epidemie. Niektóre duchy przyrody osłabiają naszą psychikę - mamy coraz więcej nerwic i depresji.
Tybetańczycy starają się już od wieków żyć w zgodzie z naturą, w harmonii ze światem duchów. Składają im ofiary z dymów leśnego igliwia, pożywienia, palą kadzidła... W ten sposób zjednują je sobie, a one im pomagają.
Świat duchów przyrody nie jest mitem, zabobonem czy czymś nierealnym. Wydaje mi się, że wystarczy przestać bezmyślnie niszczyć i zaśmiecać naszą piękną planetę, by jej duchy odzyskały spokój i zamiast nam szkodzić, zaczęły naprawdę sprzyjać.



Zaszumiało (9) | Zostaw myśl

Przedmioty z duszą

środa, 25 lipca 2007 16:18

 

Lubię stare przedmioty, chociaż nie mam ich zbyt dużo w domu. Jednak ogromną przyjemność sprawia mi obcowanie z nimi. Każdy stary przedmiot jest bowiem niepowtarzalny Te wszystkie cacka i cudeńka budzą we mnie zachwyt tym, że:

-       są tak unikalne,

-       stworzyła je ręka ludzka, a nie maszyna,

-       udało się im przetrwać wiele lat, bo ktoś zadbał, aby były wykonane dokładnie i z dobrego materiału

-       czasem opowiadają mi czyjąś historię.

Może to dlatego, że jestem przywiązana do tradycji, zwłaszcza tej rodzinnej.

Mam w swoim mieszkanku kilka takich pamiątek. Za nic na świecie nie wyrzuciłabym ich, chociaż niektórzy mówią: „po co trzymasz takie stare rupiecie?” A ja ich nie wyrzucam, bo wiem, że tą rzecz lubił mój dziadek, inną znowu zrobiła moja babcia… To przecież jedyne co mi po nich pozostało, nie licząc fotografii w kolorze sepii i tych późniejszych czarno-białych.

Gdyby mnie ktoś spytał o to co zabrałabym, gdybym mogła wziąć z mieszkania tylko parę rzeczy, to te przedmioty i zdjęcia byłyby na pierwszym miejscu.

Wiem, jestem sentymentalna, zbyt często odwracam się wstecz… Nic na to nie mogę poradzić. Taka już jestem i  za dzisiejszym życiem nie nadążam. Czasem gubię drogę, boję się spojrzeć co jest za zakrętem. Zdaje sobie sprawę, że powinnam się zmienić, ale jak?



Zaszumiało (11) | Zostaw myśl

Wspomnienia imieninowe

czwartek, 19 lipca 2007 15:37

 Właśnie niedawno minął dzień, w którym dawno temu obchodziłam imieniny. Jednak kiedyś moja babcia udowodniła mi, że swoje święto powinnam obchodzić innego dnia. Miałam do wybory trzy warianty. Wybrałam oczywiście ten najlepszy – majowy.
Za chwilkę jest też święto mojej patronki.

To przypomniało mi o dawnych prezentach, świętowaniu….
Jestem typowym dzieckiem PRL-u. Wychowałam się w czasach, gdy o wszystko trzeba było walczyć. Rodzice stali w kolejkach aby cokolwiek kupić. Nam, dzieciom marzyło się wszystko. Bo nie było nic. Banany na imieniny - najwspanialszy prezent jaki pamiętam do dziś. Byłam wówczas taka szczęśliwa!
Pragnienie słodyczy zaspakajał najczęściej dobrze utarty kogel-mogel, landrynka, krówka lub jak byłam u babci babka drożdżowa, bułeczki maślane, biszkopt z owocami. Nigdy jednak nie zapomnę swojego przerażenia, gdy po odstaniu w kolejce rozsypałam zakupiony cukier. Jak strasznie się bałam gniewu babci..
Jednak byłam w tamtych czasach szczęśliwa. Zawsze mieliśmy czas dla drugiej osoby.
Dziś jesteśmy już innym społeczeństwem. Zarzuca nam się materializm, konsumpcjonizm. Obrastamy w rzeczy, kupujemy ponad miarę. Nie jesteśmy w stanie zjeść tego, co mamy we własnej lodówce. Mamy tak mało czasu dla drugiego człowieka.




Zaszumiało (8) | Zostaw myśl

Letnie smuteczki

wtorek, 17 lipca 2007 15:28
To prawda, że czuję się zmęczona problemami, które przyfrunęły na początku roku, zagnieździły się i nie chcą w żaden sposób odlecieć dalej. Widocznie dobrze im tutaj.
Może czasami "przesypiam" drobne radości, które pojawiają się w moim życiu. ale te uchwytne staram się głęboko zachować w sercu. Przecież za parę lat odwracając się wstecz będę mogła powiedzieć, że ten dzisiejszy czas wcale nie był taki zły.
Czasem ubolewam, że w moim życiu są te złe chwile, które co prawda uczą mnie czegoś nowego, wzmacniają, ale z drugiej strony odbijają się na mojej psychice, zdrowiu, to przez nie inaczej patrzę na świat, inaczej podchodzę do życia. To one są rzeźbiarzem, który kształtuje mój charakter.
Dzięki takim chwilom umiem cieszyć się każdym radosnym momentem, potrafię bardziej współczuć innym, staram się być pomocna, częściej zamyślam się, zamykam się w swoim świecie.
Jednak z drugiej strony, kiedy jest mi wyjątkowo źle, chciałabym, aby moje nieme wołanie o pomoc znalazło odzew. Potrzebuję innych, ich ciepłego słowa, radosnego uśmiechu, a czasem po prostu sprawienie, że mogę poczuć się im potrzebna.
Może dlatego zaczęłam pisać, żeby wyrzucić z siebie wszystko co złe, aby tak po prostu sobie ulżyć i przeczytać parę ważnych słów innych ludzi.




Zaszumiało (9) | Zostaw myśl

Bo ja jestem na zakręcie

piątek, 13 lipca 2007 6:59

 Dziś będę marudzić. Wynika z tego, że mój nastrój zmienia się jak w kalejdoskopie, ale cóż, tożsamo życie...
Mam …lat i zastanawiam się co osiągnęłam w życiu. Ze smutkiem muszę powiedzieć, że niczym wielkim nie mogę się pochwalić. Zdałam maturę, dostałam się na studia, które ukończyłam z bardzo dobrym wynikiem. Znalazłam od razu pracę, w której pracowałam dekadę, potem bywało różnie… Wyprowadziłam się z domu rodzinnego i usamodzielniłam… Jednak tym mogą pochwalić się wszyscy.

Niestety życie, czas pędzą do przodu i nie oglądają się na mnie. Dlatego odnoszę wrażenie, że utknęłam w martwym punkcie.

Czasem już mi się wydaje, że jest dobrze, że wyszłam ponownie na prostą drogę. Niestety po chwili szczęśliwe zwierciadełko, które każdego ranka mi mówi „to znów będzie dobry dzień” rozpryskuje się na tysiąc kawałków i muszę zaczynać swoją drogę od początku.

Za Agnieszką Osiecką mogę powtórzyć: „ A ja jestem proszę Pana na zakręcie.” Niestety dalsze słowa: „Migają światła rozmaitych możliwości.....”już mnie nie dotyczą.  Nie wiem co kryje się za zakrętem. Siedzę sobie bowiem cichutko na poboczu drogi i patrzę jak mijają mnie inni podróżujący przez życie i znikają za zakrętem, gdzie kryje się niepewność.

W takich chwilach mam żal do losu. Dlaczego urodziłam się tu i teraz? 

Mój problem polega na tym, że jestem chyba kobietą  XIX wieku, której przyszło żyć w XXI wieku. Nie mam jednak wyjścia. Powinnam nauczyć się żyć we współczesnym świecie.

Za Anią Shirley z Zielonego Wzgórza mogłabym powtórzyć, że mieszkają we mnie zupełnie różne istotki i co gorsza, jest ich przynajmniej kilka. Czasami myślę sobie, że właśnie dlatego sprawiam tyle kłopotów i zmartwień  najbliższym. Gdyby była we mnie tylko jedna osóbka, wszystko stałoby się łatwiejsze, tylko że o wiele mniej ciekawe, jak mówi ruda Ania



Zaszumiało (14) | Zostaw myśl

Grudzień w środku lata

poniedziałek, 09 lipca 2007 11:03

Na pewnych stronkach, które czasami odwiedzam przeczytałam, że ludzie są jak miesiące, w których się urodzili.
Zdanie to dało trochę do myślenia i postanowiłam napisać coś na ten temat.
Chyba jest w tym stwierdzeniu trochę prawdy. Jednak jeżeli by tak naprawdę było, to dzieci nie powinny się rodzić w listopadzie i grudniu…. I pewnie wówczas nie byłoby mnie na świecie.
Na tak grudzień…. To mój miesiąc. A to oznacza, że nie jestem:

-       radosna jak świeża i beztroska wiosna,

-       ciepła jak słońce, które ogrzewa świat latem,

-       kolorowa jak mieniącą się tysiącem barw jesień

-       wesoła jak błyszczące w słońcu płatki śniegu na świerkowych gałązkach

Czy jestem jak miesiąc o najdłuższych nocach i najkrótszych dniach? Przecież wówczas jest zimno, szaro, ptaki nie śpiewają, drzewa już dawno zgubiły swoje liście, kwiaty nie kwitną, słońce pojawia się tylko na chwilkę. Cały świat natury  pogrążony jest w śnie zimowym.  Pewnie dlatego najchętniej zasnęłabym z całą naturą i zapomniała o problemach, niepowodzeniach, smutkach…
Jednak w grudniu jest coś, co czyni ten miesiąc jaśniejszym. To przede wszystkim czas dziecięcego oczekiwania na coś radosnego, niezwykłego, rodzinnego.
Może dlatego chociaż na zewnątrz jestem poważna, chłodna, niepozorna to w środku nadal tkwi we mnie naiwne dziecko, które czeka na spełnienie tych najprostszych marzeń. Tak bardzo chciałabym zatrzymać się w tym zabieganym świecie i wsłuchać się w cichy, bezradny głosik, który czasami usiłuje powiedzieć o swoich potrzebach.

    Bielą się pola, oj bielą,
  Zasnęły krzewy i zioła
  Pod miękką śniegu pościelą...
  Biała pustynia dokoła. -
     Gdzie była łączka zielona,
     Gdzie gaj rozkoszny brzozowy,
     Drzew obnażone ramiona
     Sterczą spod zaspy śniegowej.
  Opadła weselna szata,
  Zniknęły wiosenne czary,
  Wiatr gałązkami pomiata,
  Zgrzytają suche konary.
     Tylko świerk zawsze ponury,
     W tym samym żałobnym stroju,
     Wśród obumarłej natury
     Modli się pełen spokoju.
  Więc drzewa obdarte z liści
  Na jego ciemną koronę
  Patrzą się okiem zawiści,
     Głowami trzęsą zdziwione...
     Próżno głowami nie trzęście,
     Wy nagie, bezlistne gaje!
     Przemija rozkosz i szczęście,
     Boleść niezmienną zostaje.
                                                                                      
Asnyk Adam, Na śniegu



Zaszumiało (16) | Zostaw myśl

Wakacje, ale czy dla mnie?

czwartek, 05 lipca 2007 10:00




Świat jest jak książka, a kto nie podróżuje, przeczytał tylko jedną stronę – pisał św. Augustyn. Dziś książek czytamy mniej, ale podróżujemy coraz więcej. Czego szukamy, co znajdujemy, co możemy znaleźć?

Chcemy oderwać się od codzienności, odpocząć, nacieszyć słońcem, poleniuchować.
Jednak nawet najwięksi zwolennicy nicnierobienia podnoszą się z leżaków, gdy usłyszą propozycję obejrzenia czegoś ciekawego. Nie ma znaczenia, czy będą to piramidy w Egipcie, bazar w Tunezji czy kościółek na Mazurach – reakcja jest zawsze podobna. Ciekawość okazuje się silniejsza od lenistwa. Kto jej ulegnie, stawia pierwszy krok ku przemianie z turysty w podróżnika, a jak mawiał chiński mędrzec Laozi, „nawet najdalsza podróż rozpoczyna się od pierwszego kroku”. Jeśli odważymy się postawić następny, nie sposób przewidzieć, dokąd zajdziemy i co odkryjemy.
Bo podróż to nie tylko pokonywanie przestrzeni, to także przekraczanie granic między tym, co znane i swojskie, a tajemniczym i innym. Inny człowiek, kultura, religia, obyczaje – wywołują zaciekawienie i chęć ich poznania.
Podróżowanie jest poznawaniem świata, ale także samego siebie - często odkrywamy w sobie nieznane wcześniej emocje, uczucia, wrażliwość.
Im lepiej poznajemy świat, tym mocniej uświadamiamy sobie, że nie ma w nim prostych podziałów na to, co dobre i złe, prawdziwe i niesłuszne. Jego istotą i największą wartością jest różnorodność. Każdy człowiek ma swoją prawdę, od każdego można się czegoś nauczyć, trzeba jedynie chcieć się otworzyć na tę wiedzę. Jeśli potrafimy to zrobić, spojrzymy na rzeczywistość innymi oczami i być może wyłowimy z niej skarby, których istnienia nawet nie podejrzewaliśmy.
Prawdziwa podróż to taka, która nie polega na snuciu się w tłumie znudzonych turystów za powtarzającym wyuczone formułki przewodnikiem, ale pozwalała na spokojne wsłuchanie się w innych i w siebie. Nie musi to być wyprawa na krańce świata, słońce równie pięknie zachodzi nad Bałtykiem i Morzem Śródziemnym, górskie pejzaże z równą siłą urzekają w Bieszczadach i Alpach, radość dzieci jest taka sama w Polsce i w Afryce. Poddając się urokowi tych obrazów.
Nie ma nic bardziej złudnego niż oceny innych wystawiane na podstawie obrazków obejrzanych  zza szyby autokaru czy pertraktacji ze sprzedawcami pamiątek  w sklepikach przed hotelem. To tak jakby cudzoziemiec obszedł w kilka minut Jasną Górę, rzucił okiem na obraz Czarnej Madonny, zrobił parę zdjęć modlącym się tłumom i już wydawał opinie o religijności i duchowości Polaków. Zupełnie inaczej spojrzałby na nie, gdyby choć na kilka godzin  przyłączył się do pielgrzymów. Zwłaszcza że to oni są "ludźmi drogi w przeciwieństwie do turystów "zaliczających" kolejne atrakcje.



Zaszumiało (6) | Zostaw myśl

Mój świat zapachów na życzenie Marty

poniedziałek, 02 lipca 2007 9:14

Skąd się bierze zapach? Jedni twierdzą, że z miłości, inni - że ze wspomnień dzieciństwa lub intuicji.
Skądkolwiek by się brał, zawsze trzeba dodać do niego szczyptę magii...

Przeczytałam gdzieś, że węch pierwszy powstał na świecie. Uchodzi za zmysł życia. Służył do wyszukiwania jedzenia, wyczuwania niebezpieczeństwa. Komórki węchowe leżą najbliżej mózgu, zapach dociera więc do niego szybciej niż obraz i dźwięk. A nawet szybciej niż myśl, ponieważ świadomość i pamięć wykształciły się z tych części mózgu, które pierwotnie obsługiwały węch.

Nie umiemy nazwać zapachu, potrafimy go jedynie przyrównywać do rzeczy lub przymiotów. Coś pachnie jak róża lub truskawka, zapach bywa słodki, gorzki, ciężki, korzenny, lekki. Wiele z nich kojarzy nam się dobrze lub źle z dzieciństwem. Dobra matka pachnąca konwaliami sprawi, że w każdej chwili zapach konwalii poprawi nam nastrój.

Zapach domu jest czymś ważnym na zawsze. Dowiedziałam się, że prawdopodobnie Indianie kanadyjscy dawali swoim dzieciom jako posag na dorosłe życie woreczek z zapachami rodzinnego domu. Także chciałabym dostać taki woreczek. Co byłoby w nim?

Do tej pory pamiętam zapach domu babci i mamy. Babcia lubiła zapach róż i otaczała się nimi. Także zapach floksów, lasu nad jeziorem  nieodłącznie związany jest ze wspomnieniem pobytów u dziadków. Dom babci pachniał nie tylko kwiatami. Pomiędzy nimi unosił się bowiem aromat ciast, świeżego koperku, prawdziwego rosołu  

Dom drugiej babci pachniał zawsze grzybami, gotowaną kapustką, pierogami... Ogród zawsze roztaczał zapach konwalii, piwonii…

Kocham zapachy przywołujące wspomnienia. Nieraz zdarza mi się, że znam zapach, który w danej chwili odczuwam, wiem, że związany jest on z przeszłością, ale nie mogę go nazwać.

Ale cudowne są tez zapachy dnia codziennego: zapach chleba, zapach pieczonego mięsa z czosnkiem, zapach poranku wiosną i jesienią czasem przesiąknięty zapachem palonych liści, zapach skoszonej trawy, zapach dzikiej róży, floksów  …. Mogłabym wymieniać w nieskończoność

Może o swoicm świecie zapachów opowie Imagik, Ksenia. Luzi i Wilczyca



Zaszumiało (5) | Zostaw myśl

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 25 czerwca 2017

Przemknęło:  401 339  

Ziarenka myśli

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Przeminęło z wiatrem?

Czy to ja??????

Dziewczyna po lepszej (?) stronie życia
Staram się być optymistycznie nastawiona do świata i ludzi, szukać dobrych stron życia choć w moim życiu nie brakuje trudnych chwil.

O moich stronkach

Piszę więc jestem

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Tropiciel myśli

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Gołąbek pocztowy

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Przemknęło

Zajrzało: 401339
Zostawione myśli
  • liczba: 489
  • komentarze: 4599
Galerie
  • liczba zdjęć: 98
  • komentarze: 45
Liczba uśmiechów: 2598
Szumię : 4047 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl