Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 888 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Problemy nie tylko ortograficzne

piątek, 29 czerwca 2007 0:00


Każdy ma choć trochę w sobie z egoisty.

Znowu usłyszałam zdanie „moja ty egoistko”. Czy rzeczywiście jestem egoistką? Pewnie tak, zresztą jak każdy z nas. Dlaczego jest więc nam tak trudno się przyznać że myśli się o sobie? Czy zawsze musimy mieć na uwadze innych ludzi? Czy to grzech, że myślę przede wszystkim o sobie, a nie wyłącznie o drugiej osobie? Uważam że błędem byłoby gdybyśmy żyli i robili wszystko dla innych...  Jaki sens miałoby wówczas nasze życie! Czy my nie jesteśmy też ważni? Co z naszym życiem? Oczywiście nie znaczy to, że mamy zapomnieć o innych i otaczającym nas świecie.

Postaram się zacząć żyć pełnią życia, ciesząc się każdą chwilą, realizując siebie i moje marzenia.

Będę żyć dla siebie niezapominając jednak o innych! (krótkie pytanko jak pisze się „niezapominając”, podoba mi się łącznie i tak piszę świadomie, ale mój komputer zawsze krzyczy, proszę więc nie myśleć, że robię błędy, chociaż czasem takie wpadki mi się zdarzają)
Jednak czy będzie to możliwe? Łatwo jest powiedzieć, ale realizacja nie jest taka prosta.



Zaszumiało (9) | Zostaw myśl

szkoda....

wtorek, 26 czerwca 2007 9:33

Znowu jest mi troszkę smutno.

Ostatnio zaproponowano mi krótki wypad do miejsc, za którymi tak tęsknię i gdzie czuję się jak u siebie. Bardzo ucieszyłam się, ze na krótki czas będę mogła się wyrwać z tej szarej codzienności.

Niestety przez tą przekropną pogodę nic z tego nie wyszło.

Tak bardzo chciałam ponownie zanurzyć się w tej małomiasteczkowej atmosferze, przejść się uliczkami z domami o czerwonych dachach, zajrzeć do znajomych sklepików, usiąść na ryneczku z porcją lodów,  skosztować przysmaków kuchni regionalnej…

Mam jednak nadzieję, że ten wyjazd jeszcze przede mną i prędzej, czy później dojdzie do skutku.

Oczywiście mogłabym wyjechać gdzieś w nieznane, jednak niestety jestem bardzo dziwną osobą, która najchętniej podróżuje do miejsc bliskich sercu. Nikt nie skusi mnie wyjazdem w daleki świat, jeżeli w tym samym czasie mam możliwość powrotu do ścieżek, którymi już kiedyś wędrowałam.  

 



Zaszumiało (7) | Zostaw myśl

Noc Kupały

sobota, 23 czerwca 2007 0:00

 

 

Noc Kupały, zwana też Nocą Kupalną, Kupalnocką lub Nocą Świętojańską czy też potocznie Sobótką lub Sobótkami to nazwa słowiańskiego święta związanego z letnim przesileniem Słońca, obchodzonego w najkrótszą noc w roku.

Święto ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości - obchodzone na obszarach zamieszkiwanych przez ludy słowiańskie, germańskie i celtyckie.

Najkrótsza noc w roku, czyli noc świętojańska, to czas magiczny, pełen czarów i cudowności.

Jest to bardzo stare święto o pogańskich korzeniach. Towarzyszą mu różne obrzędy związane z okresem letniego przesilenia. Większość z nich to pozostałości dawnych rytuałów płodności i urodzaju, nieco tylko zmienione po nadejściu chrześcijaństwa.

Święto Sobótki przeważnie zaczynano od zbierania ziół. Przeważnie wierzono, że zioła zebrane w ten dzień mają czarodziejską moc i najsilniejsze działanie medyczne, dlatego nie tylko wito z nich wieńce, ale także suszono i przechowywano przez cały rok.

Podczas Sobótki czarownice odbywają swoje sabaty na "łysej górze". Najlepszym sposobem zabezpieczenia się przed nimi było zatykanie za drzwi domów i obór gałęzi drzew mających właściwości magiczne.

Jeśli uroczystość odbywała się w pobliżu płynącej rzeki, wówczas na wodę rzucano kwiaty, zapewniając sobie jej życzliwość. Z czasem zwyczaj ten przekształcił się w rzucanie na wodę wianków z kwiatów i ziół w celach wróżebnych. Dziewczęta przymocowywały wianki do małej deseczki, a na środku umieszczały świeczkę jako symbol dziewictwa. Później z brzegu obserwowały ich drogę i na tej podstawie próbowały przewidzieć przyszłość, szczególnie zamążpójście

Inny rytuał związany z wigilią Świętego Jana to szukanie w ciemnym lesie kwiatu paproci. Znalazca miał zapewnione szczęście i wszelkie powodzenie w życiu, mógł też ujrzeć zakopane w ziemi skarby. Droga do kwiatu paproci była jednak najeżona różnymi trudnościami i nic nie wiadomo, żeby komukolwiek udało się go znaleźć.

Także i dzisiaj, chociaż na pozór bardzo się różnimy od naszych wiejskich przodków, chętnie bierzemy udział w sobótkowych uroczystościach. Bo cóż ma taką moc, jak woda i ogień, dwa odwieczne żywioły?



Zaszumiało (6) | Zostaw myśl

Chciałabym, chciała...

środa, 20 czerwca 2007 0:00

Chciałabym

-     beztrosko przespać całą noc

-     obudzić się o świcie w dniu pełnym słońca, w dniu który nie szczędzi tych przyjemnych podmuchów wiatru

-     słuchać odgłosów natury, chodząc boso po błyszczącej od rosy trawie

-     zaszyć się w bezpiecznym, przyjemnym miejscu,

-     siedzieć na dworcu w nieznanym małym mieście, przyglądać się wszystkim twarzom, które zjawiają się i zraz  opuszczają to miejsce

-     karmić gołębie na rynku tego miasteczka, a potem przysiąść na herbatkę i małe co nieco i patrzeć na biegnące życie,

-     poczuć swobodę, wiedzieć, że nie muszę nigdzie zaraz iść, że nie muszę nic zrobić, że nie goni mnie czas,

-     usiąść pod drzewem z ulubioną książką

-     wieczorem patrzeć jak słońce przykrywa ciepłą kołdrą cały świat, który milknie

Chciałabym…..



Zaszumiało (8) | Zostaw myśl

Jestem pesymistką, ale czy jest mi z tym dobrze?

sobota, 16 czerwca 2007 0:00
 

Lubię być czasem smutna. Odczuwam nawet jakąś przyjemność z tego faktu, że takie uczucie mnie nawiedza. Może się to wydać dziwne, ale tak jest. Lubię wówczas zawinąć się w coś ciepłego, usiąść w wygodnym fotelu, popijać ciepłą herbatkę i odlecieć myślami do innego świata. Pewnie nie wszyscy to rozumieją, że można lubić te swoje smutne, nostalgiczne nastroje. Ale cóż nasz świat jest tak skonstruowany, że nie wszyscy są do siebie podobni. I całe szczęście, bo w przeciwnym razie byłoby szaro, nudno i smutno. Jednak wracając do tematu- to nie zawsze kocham moje smuteczki. Jeżeli są duże, przygnębiają i nie pozwalają być istotą spokojną. Wówczas jak najszybciej bym się ich pozbyła.

Już sama nie wiem, czy bardziej irytują mnie czy też bawią pytania i zarzuty w stylu: "Czemuś taka smutna”; "Uśmiechnij się”

Uśmiech– magiczne słowo niosące siłę. Optymiści…Swoim dobrym nastawieniem do życia, ciepłym uśmiechem zjednują sobie sympatię innych ludzi, dzięki czemu m.in. postrzegani są jako bardziej zaradni, sympatyczni, szybciej otrzymują to do czego dążą, łatwiej uzyskują przebaczenie za popełniane błędy.

Więc dlaczego nie założę różowych okularów? Dlaczego nie przestanę szukać dziury w całym? Dlaczego nie zacznę uśmiechać się do całego świata? Przecież płynie z tego aż tyle korzyści?

Może dlatego, że jestem pesymistką i jest mi z tym naprawdę dobrze. Dlaczego mam się więc uśmiechać, chociaż tam w środku jest mi bardzo smutno? To prawda, jestem nieufna i ostrożna, wiem, że szczęście jest gdzieś blisko i jak przyjdzie będę szczęśliwa. Jeśli mnie ominie , cóż nie będę aż tak bardzo rozczarowana, przygnębiona…

Z resztą czy optymizmu można się nauczyć?

 



Zaszumiało (23) | Zostaw myśl

Mój plecaczek na życzenie Ivon

czwartek, 14 czerwca 2007 0:00


  Jaka jest moja torebka?
  W ogóle nie powinnam na ten temat pisać, bo ja
  torebki nie noszę.
  Chociaż ostatnio to bardzo interesujący przedmiot,
  który u niektórych wzbudza wiele kontrowersji.
  Mam za to plecaczek, od wielu lat tej samej dobrej 
 firmy i nie jest żadna podróbka jak niektórzy myślą w przypadku pewnej torebki.

Ostatnio mój bratanek postanowił sprawdzić, co ciocia tam ma. Oczywiście zapytał o to? I całe szczęście, bo pewnie gdyby się do niego dobrał, pewnie musiałabym z każdej rzeczy się tłumaczyć. On lubi stawiać bardzo dociekliwe pytania. Na szczęście przyszła jego mama i nie pozwoliła mu na przeglądanie zawartości mojego plecaka. Nie ma tam bowiem nic ciekawego. Pora zajrzeć, co tam jest i przekonać się, ze jest tak naprawdę.
  • parasolka – ona pierwsza rzuca się w oczy, zajmuje sporą część plecaka. Noszę ją praktycznie zawsze nie zważając na prognozy pogody. dokumenty
  • portfele – 2 sztuki w których są zdjęcia, karta bankomatowa, bilety, wizytówki, stare bilety kolejowe, zapłacone rachunki za zakupy, jeden znaczek, kamyczki na szczęście, łuska z karpia …. oczywiście czasem pojawiają się pieniążki telefon komórkowy – chociaż czasem wolałabym, aby go nie było kilka różnokolorowych długopisów
  • torba na zakupy – żadna tam reklamówka, tylko porządna ekologiczna
  • chusteczki higieniczne
  • łyżeczka, czasem mam ochotę np. na jogurt z owocami
  • klucze różnego rodzaju
  • notatnik z kalendarzem
  • grzebień – nieraz jak zsiadam z roweru, to….
  • czasem pojawiają szpargały wszelkiej maści, czasem dosyć dziwne, ale to zależy od dnia i sytuacji
I to było na tyle. Bez innych sprzętów jestem w stanie się obejść.
Do zdradzenia tajemnic swojej torebki, plecaczka... zapraszam, o ile jeszcze tego nie zrobiły Dagny, Margo, Łodyge i Niespokojną



Zaszumiało (9) | Zostaw myśl

Zaczarowany świat książek

wtorek, 12 czerwca 2007 0:00

List od Bratniej Duszyczki, znowu spowodował, że zaczęłam zastanawiać się nad ksiązkami i ich rolą w naszym życiu.

Czy książka może wpływać na życie. Czy rzeczywiście książka jest w stanie zmienić nasze życie?

Czy znasz przyjemność czytania, przekraczania pewnych drzwi, jakie otwierają się w duszy, całkowitego poddania się wyobraźni? Czy książka jest lustrem i można w niej znaleźć tylko to, co nosimy w sobie?

Zastanawiam się, czy to my wybieramy swoją książkę życia, czy ona wybiera nas? I dlaczego akurat ta książka , a nie inna?

Pytań na temat książek mogę zadawać wiele. Jednak bardziej interesujące są chyba odpowiedzi na nie.

Wiele jest książek, które może nie wpłynęły aż tak na moje życie, ale które na pewno odegrały pewną rolę i mocno zakorzeniło się w mojej pamięci.

Z najwcześniejszego dzieciństwa pamiętam czytane mi przez mamę wierszyki Brzechwy oraz książkę „Idzie niebo ciemną nocą”. I co najdziwniejsze, bardzo, bardzo długo nie wiedziałam, co to jest Kubuś Puchatek lub Muminki.

Potem były oczywiście "Dzieci z Bullerbyn". Była to moja pierwsza poważna lekturka szkolna. Jeszcze słyszę swój śmiech, gdy słuchałam np.  o wyprawie dziewczynek na zakupy. Mama musiała mi to powtarzać kilka razy. Zawsze marzyłam, aby tak mieszkać i bawić się jak te dzieci. Zamierzam wrócić do "Dzieci z Bullerbyn".

Ktoś mi niedawno powiedział, że przygody Lassego, Bossego, Lisy, Olego, Britty i Anny nudzą współczesne dzieci. Może dlatego, że nie miał im kto wytłumaczyć,  jak się piecze pierniczki i jaka to frajda wybrać się do sklepu po kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej, po co Dziadziusiowi spirytus kamforowy…. Do tej pory na wspomnienie Bullerbyn mam ochotę złapać za kawałek sznurka, przyczepić jego końce do swojego i czyjegoś balkonu i pobawić się w "pocztę sznurkową". Ale na przywiązywanie zęba do klamki od drzwi nigdy bym się nie zdobyła

Czekam tylko, jak mój bratanek jeszcze trochę podrośnie i przeczytam mu tą książkę z wielką przyjemnością.

Gdy umiałam już samodzielnie czytać od babci dostałam komplet książek o przygodach Ani. To była i jest ksiązka, do której powracałam najczęściej. To ona pozwalała mi zapomnieć o wszelkich zmartwieniach i niepowodzeniach. Nawet filmy nakręcone na jej podstawie, nie dawały mi tyle przyjemności, co wędrówka po kartach książki.

Zresztą problem książka czy film dla mnie praktycznie nie istnieje. Zawsze wolę przeczytać książkę, a potem ostatecznie obejrzeć film. Może to dziwne, ale taka już jestem. Nawet nie pamiętam kiedy byłam w kinie.Za to podwyższam statystykę dotyczącą przeczytanych książek

Jak każdy miłośnik książek czuję ten słodki dreszczyk obietnicy, jaką daje każda nowa książka, gdy tylko uchyli się jej okładkę. Jednak stare woluminy także mają swój urok.

Powinniśmy ocalić ksiązki od zapomnienia. Czy pamiętamy jeszcze o książkach naszego dzieciństwa?
A zatem woluminy w dłoń i odkryjmy jeszcze raz inną historię o nas samych.



Zaszumiało (15) | Zostaw myśl

Uwięziona

niedziela, 10 czerwca 2007 0:00


Zostałam uwięziona w mieszkanku. Nie mogę wyjść na balkon. Przy tym upale i tak nie wytrzymałabym tam długo, ale przecież śniadank o, albo kolację mogłabym tam zjeść. Mam jednak tylko nadzieję, że moje kwiatki wytrzymają jeszcze trochę bez wody. Smutno byłoby mi, gdyby zmarniały. Do tego nie wiadomo skąd w doniczce wyrósł pomidor, który ma już zielone owoce. Nastawiłam się już na pomidorową z własnego „ogródka”, jednak w obecnej sytuacji nie wiem, czy coś z tego będzie. Mogę się jedynie modlić o deszcz, który teraz bardzo by się przydał.

Co jest przyczyną, że nie mogę wyjść na balkon? Cóż… Zawitały do mnie dwa małe pisklątka sikorki. Skąd się tam wzięły? Nie wiem. Są już całkiem upierzone. Jednak nie potrafią jeszcze dobrze fruwać. Dopiero się uczą. Podskakują, przefruwają z doniczki na doniczkę. Niedługo pewnie uda się im dotrzeć na balustradę i odlecieć do rodzinnego gniazdka.

Teraz przez uchylone okno słyszę ich popiskiwanie i głos dokarmiającej je matki. Staram się nie robić hałasu. Gdy wyszłam na balkon, jeszcze nie wiedząc o ich bytności, usłyszałam ich pełen strachu pisk. Biedactwa starały się ukryć wśród moich roślinek. Po otrząśnięciu się z lekkiego zaskoczenia, cichutko wycofałam się do mieszkania.

Mam nadzieję, że nauka latania nie potrwa długo i już wkrótce będę mogła podlać mój ogródek.



Zaszumiało (7) | Zostaw myśl

Cień wiatru

czwartek, 07 czerwca 2007 19:56

Ostatnio moje lektury stały ją się monotematyczne. Czytałam albo kryminały, albo powieści obyczajowe – raczej romanse.
Jednak ostatnio dostałam po raz pierwszy od mojej sąsiadki do przeczytania książkę. Właśnie skończyłam czytać.
Cień wiatruCień wiatru to zupełnie inna powieść, niż te które czytałam do tej pory. . Książka jest spora, ma ponad 500 stron. Nie mam jednak uczucia, jakby była przegadana. Nie nudziłam się ani przez chwilę

Głównym bohaterem powieści Carlosa Zafóna jest Daniel – syn księgarza, półsierota. Jego pasją są książki. Gdy chłopiec kończy 10 lat, ojciec prowadzi go do ukrytego w sercu Barcelony Cmentarzyska Zapomnianych Książek.

Cmentarzysko to pomieszczenie z krętymi korytarzami pomiędzy wysokimi regałami z książkami. Setki, tysiące książek…., a spośród nich Daniel, zgodnie z rodzinną tradycją, ma „zaadoptować” jedną książkę i uratować ją od zapomnienia. Spośród tysięcy książek wybiera „Cień wiatru”, napisany przez tajemniczego Juliana Caraxa. Nie wie jeszcze, że powieść ta zawładnie całym jego życiem i wpłynie bezpośrednio na jego losy.

Tak zaczyna się ta powieść, pełna pasaży, tajemnych przejść, wąskich uliczek Barcelony osnutych mgłą tajemicy.

Wchodząc, kartka po kartce, w głąb powieści "Cień wiatru", zanurzałam się w przeszłość, w zaczarowany świat dzieciństwa, tajemniczych zakamarków, ciemnych strychów pełnych zakurzonych, zapomnianych książek z ich bohaterami czekającymi często całe lata na powołanie ich z powrotem do życia.

Ta książka wciągnęła mnie bez reszty i choć oddałam ją już właścicielce, wciąż krążę po ulicach Barcelony
Ciekawe, jaka książka gdzieś tam na mnie jeszcze czeka?
Może ktoś wie i pomoże mi znaleźć ją??



Zaszumiało (8) | Zostaw myśl

Krótko, bo.....

środa, 06 czerwca 2007 0:00


Właśnie odkrywam nową książkę  

każdą wolną chwilę staram się jej poświęcić

Niestety nie da się jej przeczytać jednym tchem.




Zaszumiało (6) | Zostaw myśl

Autoportet (???) na prośbę Margo

poniedziałek, 04 czerwca 2007 0:00

ULUBIONE KOLORY:
kiedyś czerwony, ale najchętniej w odcieniu makowym;  nie było dnia, abym nie miała na sobie przynajmniej dodatku w tym kolorze (rękawiczki, szalik, torebka…).  Z czasem, gdy mój charakter troszkę złagodniał, polubiłam zielenie i beże. Ogólnie lubię jasne pastelowe kolory. Zdecydowanie mówię „nie” na bordo i niebieski. Chociaż niektórzy uważają, ze w niebieskim mi do twarzy i dzięki nim mam parę szmatek w tym kolorze. 

GŁÓWNE CECHY:

upór (jak przystało na rogaty znak zodiaku), punktualność (czasem chyba do przesady – jednak jeżeli ktoś się spóźnia, to myślę, że nie szanuje mojego czasu), lojalność,  szczerość (a może raczej spontaniczność) pomysłowość ułatwiająca życie,  pesymizm (chociaż staram się jak mogę dostrzegać dobre strony życia),  naiwność (chyba w głębi pozostałam jeszcze dzieckiem)

ZNAK ZODIAKU:

Chyba Koziorożec. Niektóre kalendarze i horoskopy zaliczają mnie jeszcze do Strzelca. Jednak ja zdecydowanie jestem i prz
yznaje się do upartej i rogatej duszy

TYP:
Nostalgiczny, patrzący raczej wstecz niż przed siebie.
Zdecydowanie asertywny (potwierdziły to testy na kursie
pedagogicznym). Zbyt często i za szybko jednak mówię „nie”. Ale przecież to pierwsze słowo, które powiedziałam w życiu.
Uparty jak typowy Koziorożec

PSYCHIKA:
Raczej słaba, zwłaszcza ostatnio.
Potrzebuję
poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji. Gdy wymaga tego sytuacja potrafię się zmobilizować. Muszę jednak widzieć określony cel przed sobą.

POBUDLIWOŚĆ:

Rankiem jestem jak skowronek, tryskam energią i chęcią zro
bienia czegoś pożytecznego. Po południu piórka mi raczej opadają i najchętniej przycupnęłabym na odpoczynek w wygodnym gniazdku. Niestety moje otoczenie to raczej sówki i myślą, że wieczorem też posiadam niespożyte pokłady energii.

ZDOLNOŚĆ REAKCJI:

Zdecydowanie reaguję czasem zbyt szybko, spontanicznie. Potem żałuję

STAN CYWILNY:

wolna, samotna niczym mimoza pośrodku iglastego lasu, który ją ogranicza i dąży do tego, aby stała się podobna do wszystkich pozostałych drzew. Może dlatego nikt nie zauważa jej inności, kruchości i delikatności.


 



Zaszumiało (9) | Zostaw myśl

Świat dziecka

piątek, 01 czerwca 2007 0:00
Wczoraj na imieniny dostałam laurkę od mojego bratanka



Kiedy byłam dzieckiem, uwielbiałem święta. I wcale nie z powodu rodzinnej atmosfery. To ważna rzecz, ale dla dziecka raczej mało dostrzegalna. Uwielbiałem święta, bo wtedy na stole pojawiały się pomarańcze, banany. Jedne i drugie były wtedy towarem mocno deficytowym, na co dzień dostępnym dla nielicznych.

O siódmej, za pozwoleniem rodziców,  siadaliśmy z bratem przed telewizorem, bo była Dobranocka.

Teraz niestety większość dzieci spędza czas przy komputerach albo przy telewizorach. I co najgorsze, to rodzice nie kontrolują tego.

Teraz jak jest ciepło, to troszkę więcej dzieci odrywa się od szklanych ekranów.  Smutne jest jednak to, że nie ma w ich zabawie miejsca na wyobraźnię.

Kto dziś gra w kapsle, klasy, skacze na skakance... ? Kto bawi się najprostszym rzeczami, skoro na rynku jest tyle rozmaitych zabawek? Które z dzieci spędza czas z książką?

Tego wszystkiego prawie już nie ma.

Na szczęście są jeszcze wyjątki. Mój 5-letni bratanek jest zupełnie inny. Oczywiście fascynuje go telewizja i komputer, ale potrafi bawić się najprostszymi rzeczami, uwielbia, gdy czyta mu się bajeczki, wspaniale rysuje.

Ostatnio zrobił mi wspaniały prezent i powiedział „ciociu, nie muszę oglądać bajki, ale poczytaj mi”, a przecież wieczorynka jest zawsze punktem obowiązkowym w ciągu dnia, którego nie można przegapić.

Może więc ten świat nie zaginie?




Zaszumiało (7) | Zostaw myśl

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 23 września 2017

Przemknęło:  404 082  

Ziarenka myśli

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Przeminęło z wiatrem?

Czy to ja??????

Dziewczyna po lepszej (?) stronie życia
Staram się być optymistycznie nastawiona do świata i ludzi, szukać dobrych stron życia choć w moim życiu nie brakuje trudnych chwil.

O moich stronkach

Piszę więc jestem

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Tropiciel myśli

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Gołąbek pocztowy

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Przemknęło

Zajrzało: 404082
Zostawione myśli
  • liczba: 491
  • komentarze: 4610
Galerie
  • liczba zdjęć: 98
  • komentarze: 45
Liczba uśmiechów: 2598
Szumię : 4137 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Kobieta