Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 897 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Nie czekam na....

wtorek, 24 maja 2011 8:19
Żyj intensywnie
Nie trać czasu
Nie narzekaj
Żyj intensywnie
Chwytaj te chwile, co zbyt ulotne są
Na innych się nie oglądaj
Przed Tobą wciąż tyle dróg
To, co wczoraj - dziś nieważne
Ważne, że żyć umiesz znów
Gotowa jesteś na wszystko,
Co do Twych stóp rzuci los
I pamiętaj, że wciąż jeszcze masz szansę by zrobić coś
Nie trać czasu na smutki i zmartwienia.
Nie narzekaj i od siebie zacznij zmieniać świat!
Żyj intensywnie.
Chwytaj te chwile, co zbyt ulotne są
Rozkoszuj się małym szczęściem
Wielki apetyt na życie miej
Niech się stanie wyzwaniem dla Ciebie jutrzejszy dzień!
Zarażaj ludzi uśmiechem
Nawet gdy powodów do radości brak
A przeszkody pokonuj zamiast wciąż omijać je!
Nie trać czasu na smutki i zmartwienia
Nie narzekaj i od siebie zacznij zmieniać świat!
Żyj intensywnie
Chwytaj te chwile, co zbyt ulotne są!
Nie trać czasu, spełniaj swe marzenia
Nie narzekaj i przed siebie biegnij z całych sił
Żyj intensywnie
Chwytaj te chwile, co zbyt ulotne są
Na drobne nie rozmieniaj się
Możesz mieć wszystko czego chcesz
A wszystkie Twe czarne myśli w złote będą zmieniać się!
Nie trać czasu na smutki i zmartwienia
Nie narzekaj i od siebie zacznij zmieniać świat!
Żyj intensywnie
Chwytaj te chwile, co zbyt ulotne są
Nie trać czasu, spełniaj swe marzenia
Nie narzekaj i przed siebie biegnij z całych sił
Żyj intensywnie
Chwytaj te chwile, bo zbyt ulotne są
Kasia Cerekwicka

Dziś poranne słońce wyraźnie kontrastowało z moim nastrojem. Powolnymi kroczkami Wiosna zbliża się do  końca maja, do mojego kolejnego roku pisania i zaraz potem do moich imienin.

W tym roku nie urządzam przyjęcia. Teraz nikt praktycznie nie obchodzi imienin. Trochę mi tego szkoda. Dobrze jeszcze pamiętam spotkania rodzinne, a do których czasem tęsknię. Chociaż niektórzy nie mają już czasu, aby przyjść.

W słoneczne majowe popołudnie będę chodzić boso po trawie w moim ogrodzie i sama będę sobie składać życzenia. Tym razem nie będzie życzeń, które tak naprawdę są radami i pouczeniami, a które nigdy nie sprawiały mi przyjemności. Może jakiś ptaszek zaśpiewa mi w prezencie piosenkę, biedronka połaskocze w rękę, a kolorowy motyl szepnie coś miłego do ucha? Wiem, że jak co roku zakwitnie dla mnie róża w moim ogrodzie, a może i jaśmin u sąsiadów pospieszy się z życzeniami.

Chciałabym, aby ten dzień nadszedł i aby nie minął w mgnieniu oka. Aby pozostawił mnie na dłużej ukrytą w moim ogrodzie bez żadnych zakłóceń.

W moim ogrodzie będę jak zawsze spokojna i wyciszona.  To moje miejsce. Bez pośpiechu, chaosu, stresu. Ten czas spędzony sam na sam z moim ogrodem jest moim magicznym czasem, godziną czarów, a niekiedy jedynym ratunkiem, kiedy dookoła wszystko zaczyna iść nie tak. Wiem dobrze, że spokój przychodzi zazwyczaj od wewnątrz, a nie pocztą, ani przez sms.

Nie spodziewam się nic innego. Nie chcę, aby oczekiwania mną zawładnęły. To prawda, że czasem z czekania można czerpać przyjemność. Moim zdaniem nie należy jednak zbyt wiele się spodziewać z góry. Niektórzy zbyt często spodziewają się najgorszego lub najlepszego. Jedno i drugie nie jest dobre. Nic nie działa tak paraliżująco jak czekanie. A nadzieja… to czasem straszna rzecz. Sprawia, że żyjemy w innym miejscu i czasie, które tak faktycznie nie istnieje. Ten, kto czeka jest pasywny, zależny od sytuacji i innych ludzi. Życie złożone jest jednak z czekania... Wciąż czekamy, wciąż na coś lub na kogoś. Tyle jest niespełnionych życzeń i miłych niespodzianek.

Ja jednak nie przepadam za niespodziankami. Jestem niecierpliwa i nie lubię czekania. To moja największa wada, że tracę cierpliwość, jeżeli ktoś się spóźnia. Przecież można całe życie czekać i się nie doczekać. A jeśli czeka się na kogoś lub coś ważnego, to czas potrafi się niemiłosiernie dłużyć.

 Zgadzam się z Małgorzatą Linde, że błogosławieni, którzy na nic nie czekają, albowiem nie doznają rozczarowania Chociaż przyznam, że  takie czekanie na weekend, wyjazd może być całkiem przyjemne. I tu przyznam rację Ani z mojej ulubionej książki, że oczekiwanie, że coś miłego się wydarzy, to niemal połowa przyjemności.

 A może jednak w wazonie pojawi się  pachnący bukiet lub w mój szary smutek wedrze się kolorowy, rajski ptak, który weźmie mnie na swoje skrzydła i uniesie daleko stąd. Mogłabym wówczas zamknąć moje żale w kufrze i żyć dalej, podchodząc do wszystkiego z radośniejszym sercem. Chciałabym pozbyć się pozy Kłapouchego. Jestem chyba trochę podobna do tego osiołka, trochę, bo o wiele częściej jest opanowany i rozsądny: Jednak najbardziej zachwyca mnie, że pomimo swojego smętnego nastroju, czasem się uśmiechnie, wówczas ten uśmiech jest najpiękniejszy. Dlaczego zatem chciałabym się pozbyć jego pozy?  Czy rzeczywiście jest mi z tym aż tak źle?

Przecież w moim ogrodzie zawsze jestem szczęśliwa i wolna, a godziny tam spędzone zawsze płyną spokojnym strumieniem. Jednak czy dojrzałam do czegoś więcej niż ziemia i szpadel?

Ogród, ziemia… uczą spokoju i czekania. Mówi się, że tak jak w przyrodzie cykle się zmieniają i wszystko co dobre zawsze powraca. Po zimie zawsze jest wiosna. Niczego nie da się przyspieszyć, zwłaszcza problemów i smuteczków.  Kwiat rozwija swój pąk też dopiero wtedy, gdy będzie na to gotowy. Może i tak będzie z moimi radościami?



Zaszumiało (19) | Zostaw myśl

Czas komunii

wtorek, 10 maja 2011 8:06


O maluchach

Tylko maluchom nie nudziło się w czasie kazania
stale mieli coś o roboty
oswajali sterczące z ławek zdechłe parasole z zawistnymi łapkami
klękali nad upuszczonym przez babcię futerałem jak szczypawką
pokazywali różowy język
grzeszników drapali po wąsach sznurowadłem
dziwili się że ksiądz nosi spodnie
że ktoś zdjął koronkową rękawiczkę i ubrał tłustą rękę
w wodę święconą
liczyli pobożne nogi pań
urządzali konkurs kto podniesie szpilkę za łepek
niuchali co w mszale piszczy
pieniądze na tacę odkładali na lody
tupali na zegar z którego rozchodzą się osy minut
wspinali się jak czyżyki na sosnach aby zobaczyć
co się dzieje w górze pomiędzy rękawem
a kołnierzem
wymawiali jak fonetyk otwarte zdziwione "O"
kiedy ksiądz zacinał się na ambonie
---- ale Jezus brał je z powagą na kolana

Jan Twardowski 

Przedłużony kwietniowo – majowy weekend spędziłam w moim Domu. Było tak jak sobie wymarzyłam: cicho, spokojnie, blisko natury. Bez końca patrzyłam na widok świeżej zieleni, czułam ciepło słońca i zapach rozkwitających kwiatów,. Każdego, co prawda jeszcze  chłodnego poranka budził mnie śpiew ptaków, który przywoływał beztroskie myśli. Co prawda w ostatnim dniu za oknem zrobiło się biało, ale na szczęście wracałam już do siebie. Mam jednak nadzieję, że po ostatniej wizycie Pani Zimy jej najmłodsza siostra Wiosna zadomowiła się już na dobre i zostanie u nas na dłużej. Nie pamiętam kiedy widziałam kwiaty kasztanów, pachnących bzów i niebieskich niezapominajek przykrytych białą kołderką.

 Zapewne jak dla każdego i dla mnie maj jest jednym z najpiękniejszych miesięcy.

W tym roku maj jednak jest trochę inny. Zbliża się czas kiedy wielu drugoklasistów przystąpi do pierwszej Komunii Świętej, w tym także mój Kajtek. Nie chce mi się wierzyć, że czas tak szybko umyka, przecież nie tak dawno trzymałam go do chrztu.

 W kościółku obok mojego Domu akurat tego dnia dzieci szły Pierwszej Komunii. Żal mi ich było ogromnie.

Mam tylko nadzieję, że mój bratanek będzie miał jednak lepszą pogodę. Ten dzień z każdej strony powinien zapisać się z dobrej strony w pamięci każdego dziecka.

Pierwsza Komunia Święta to nie tylko ważne przeżycie duchowe, ale niestety również finansowe. Coraz częściej przypomina wystawne wesele. Przed latami wystarczał rodzinny obiad… Jeszcze dziś pamiętam ten dzień.

To był słoneczny i bardzo ciepły maj    roku.

Obyło się bez krawca, fryzjera i dużego przyjęcia. Było skromnie, ale jakże rodzinnie.

Mama zawsze miała (i nadal ma) dobry gust i w uszytej przez nią skromnej sukience czułam się bardzo elegancko. Moje cienkie, niesforne włosy  zostały lekko podkręcone przez Mamę i Babcię.

Prezenty dostałam tylko od chrzestnych. I nie były one drogie. A jednak ten dzień głęboko zapadł mi w pamięci.

Przyjęcie odbyło się w moim Domu. Obiad i podwieczorek przygotowane  były własnoręcznie  przez Mamę i Babcię.

Dla mnie najważniejsze było, że cała moja rodzina mogła ze mną świętować ten dzień. Pamiętam również uczucie ulgi, gdy nareszcie mogłam przebrać się założyć bluzeczkę i krótkie spodenki, aby z innymi dziećmi normalnie się pobawić. Z tamtych dni pozostało mi parę czarno-białych zdjęć. Patrzę jednak na nie z rozrzewnieniem i łezką w oku. Spoglądam na dumnych Dziadków, uśmiechniętą Ciocię, Wujka... Ich już nie ma wśród nas, jednak w moim sercu pozostaną na zawsze. Patrzę na tą małą drobną dziewczynkę stojącą w ostatnim rzędzie i schowaną za świecą. Nie mogę uwierzyć, że to ja, a przecież dokładnie pamiętam moment, kiedy robiono tą fotografię.

Zastanawiam się tylko, czy dzieci nie powinny przystępować do Pierwszej Komunii, gdy skończą przynajmniej. 12 lat. Przed I wojną światową dzieci przystępowały do komunii w wieku 13 – 15 lat. Jednak potem papież Pius X obniżył go do 8 – 9.

Moim zdaniem dziecko idące do komunii ono  niewiele rozumie z samego faktu  przyjęcia sakramentu. Dzieci gubią w tym wszystkim sens. Nie czekają na Pierwszą Komunię jako na ważną uroczystość duchową.

Dla mojego bratanka jest to przede wszystkim wyuczenie się i zdanie podstawowych przykazań, prawd, regułek…., których do końca niestety nie rozumie.  Czy to ma sens?  Zwłaszcza, że przygotowania do uroczystości dotyczą  tego jak dzieci będą ubrane, jakie dostaną prezenty, gdzie i za ile urządzić przyjęcie….? Czyli wszyscy skupiają się na tym co jest zewnętrzne i mało znaczące dla tego sakramentu.  Ojciec Święty Jan Paweł II roku napisał w liście do dzieci: "Drodzy przyjaciele, niezapomnianym spotkaniem z Panem Jezusem jest bez wątpienia Pierwsza Komunia Święta".

 Niestety, ale dzisiaj zapomina się o wartości Pierwszej Komunii. Dla wielu nie jest to już przeżycie duchowe, ale zwykłe targowisko próżności. Nie dziwię się nawet, że niektórzy nie chcą być rodzicami chrzestnymi, bo to w przyszłości wiąże się przede wszystkim z dużymi wydatkami. Do tego często dochodzi do sytuacji, że chrzestny widzi dziecko tylko kilka razy w życiu i za każdym razem wiążę się to z prezentem. A przecież rola chrzestnego miała być i jest przecież inna. Kiedyś naprawdę był to zaszczyt. Ja także to czułam, kiedy kilkakrotnie proszono mnie, abym trzymała ich dziecko do chrztu. A teraz….Ale o tym może innym razem.

Owszem wszyscy mówimy i tłumaczymy, że wartość prezentu nie ma wielkiego znaczenia. Jednak jak ma to zrozumieć dziecko, skoro inni mają obiecane coś o wiele droższego?



Zaszumiało (10) | Zostaw myśl

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 24 czerwca 2017

Przemknęło:  401 256  

Ziarenka myśli

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Przeminęło z wiatrem?

Czy to ja??????

Dziewczyna po lepszej (?) stronie życia
Staram się być optymistycznie nastawiona do świata i ludzi, szukać dobrych stron życia choć w moim życiu nie brakuje trudnych chwil.

O moich stronkach

Piszę więc jestem

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Tropiciel myśli

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Gołąbek pocztowy

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Przemknęło

Zajrzało: 401256
Zostawione myśli
  • liczba: 489
  • komentarze: 4599
Galerie
  • liczba zdjęć: 98
  • komentarze: 45
Liczba uśmiechów: 2598
Szumię : 4046 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl