Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 897 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Pomysł na....

sobota, 29 maja 2010 6:37

 Róża

Lilie półnagie
chabry nieczesane
kaczeńce jak kaczuszki co stanęły boso
wszystkie pietruszki jawnie rozebrane
A jednak święty Józef
dąsa się wyraźnie
gdy Matce Bożej różę wystrojoną niosą

Jan Twardowski

Niewiele było w maju dni bez deszczu. Cały czas słyszałam krople dzwoniące w okno. Gdzie podział się ten, najpiękniejszy miesiąc z moich dawniejszych lat? Ostatnio nie dostrzegam już piękna w deszczu. Bardzo bym chciała, aby ktoś zakręcił  się ten kurek z wodą i rozpędził chmury. A może po prostu trzeba tylko pocieszyć płaczącą tam pałacu Króla Słońce jego najmłodszą córkę Wiosnę? Jaki jest jednak powód jej rozpaczy? Bez tego nie uda się jej uspokoić.

Potrzebne mi słońce i sucha droga do pracy. Ostatnio bowiem w moich butach słyszę tylko chlup, chlup.....

W ten deszczowy, zimny, dziwny maj nie pozostaje nic innego jak jak wyczarować w kuchni coś na poprawę humoru.

Tak, tak.... Jak co roku w  maju nachodzą mnie kulinarne przemyślenia. Może jest to związane z tym, że w maju mam powody do świętowania? Jednak z drugiej strony lubię przy takiej pogodzie opanować kuchnię i przyrządzić coś dobrego sprawdzonego lub całkiem nowego. Lubię jak zupa bulgocze w garnku, a zapach aromatycznej pieczeni rozchodzi się po całym domu.

Potem lubię ładnie przystroić stół Jednak modne teraz kwadratowe talerze zdecydowanie mi się nie podobają. Tradycyjny owal naczyń działa na mnie zdecydowanie uspokajająco. Szpice kwadratowych talerzy kłują mnie, denerwują.  Często nie lubię tych nowoczesnych wynalazków.

Koło jest kształtem naturalnym, normalnym, tradycyjny, odziedziczonym.

Często nie lubię tych nowoczesnych wynalazków. Podobnie jest też zazwyczaj z gotowaniem

Na przykład we współczesnej kuchni często w obawie przed kaloriami, cholesterolem rezygnuje się z zastosowania śmietany lub masła. Dlatego ziemniaki, kasze.... polewane są lekkimi, przezroczystymi „sosami". W przypadku sosów wierna jestem tradycji i wolę dodawać niewielkiej ilości śmietany i odrobiny  masła. Nic tak jak one nie podnoszą walorów smakowych, a stosowane z umiarem nie powinny zaszkodzić.

Zawsze wydawało mi się, że zrobienie sosu to nie lada sztuka. A już na pewno nie powinien to być sos z torebki.

Jednak do sosów trzeba mieć dobrą rękę. Jednak tajemnica dobrego sosu odpowiednie dobranie proporcji jego składników, a także barwa, konsystencja, smak i zapach.  .

Nieumiejętnie dobrana ilość składników powoduje, że smak i cały czar sosu pryska. Teraz na ryku mamy dostęp do wielu egzotycznych przypraw, więc łatwo o przesadę.  A dobry sos to zazwyczaj tylko kilka dobrze dobranych składników.

Zapach sosu powinien być konkretny, ale z drugiej strony subtelny, aby nie zagłuszał podstawowej potrawy.

Powinien mieć także odpowiednią konsystencję. Nie do każdej potrawy można podać sos gęsty. Czasem powinien on być lejący się, jedwabisty.

Może ktoś zna dobry przepis na ciekawy przepis z pysznym sosem? Może wykorzystam go na moich imieninach? A jeżeli będzie dołączona zwykła konwalia, niekoniecznie wystrojona róża, która tym razem nie zdąży zakwinąć na moje święto, to zaświeci u mnie słoneczko? Ale na szczęscie niezawodne są pachnące akacje. One pamiętały o mnie w tym roku.



Zaszumiało (9) | Zostaw myśl

Leniwa niedziela

niedziela, 23 maja 2010 8:09

Deszczowe łzy

Pada deszcz-
patrzę przez okno
Przechodzi mnie dreszcz-

jest smutno

Spływają krople-                  
jedna za drugą
Nie myślę pochopnie-
one się gubią

Łączą się gładko-
ciągnąc pierwszą w dół

Wymijają się rzadko-
przecinają się w pół

Wreszcie gdzieś giną-
znikają zapomniane
Za nimi następne płyną-
lecz już nie te same

Szynter Aneta

Ostatnio zrobiłam się śpiochem. Zawsze należałam do skowronków , ale ostatnimi czasy coś mi się poprzestawiało i bardzo rzadko mam teraz szanse na pisanie o świcie. O wieczornym pisaniu jednak nadal nie ma co marzyć. Zanim coś wystukam na klawiaturze, to pewnie wcześniej zasnę na mojej kanapce. Czyli więcej czasu przeznaczam teraz na spanie, ale ochota na ranne pisanie mi nie przeszła. Lubię zaczynać dzień od wizyty w wirtualnym świecie. Potem jak dzień nabierze swojego normalnego tempa, rzadko tu zaglądam.

Najbardziej jednak lubię takie niedzielne, leniwe poranki, które rozpoczynają się zdecydowanie później. Nigdzie nie muszę się spieszyć, za niczym gonić. Mam czas na delektowanie się poranną ciszą. Piję moją gorącą herbatę z tego samego co każdego dnia kubka, chociaż na półkach mam do wyboru wiele innych... Powoli się rozkręcam. Moja głowa wolna jest od codziennych, zawodowych problemów, a myśli płyną lekko siedząc na pierzastej chmurce za oknem.

Dzisiaj zaszyłam się w domu i nie mam zamiaru nigdzie wychodzić.

 Czas mi upływa na lenistwie, czytaniu, gotowaniu... Wesołe skrzaty przygotowały mi  pyszne śniadanko, ale o obiadku muszę pomyśleć sama.  Stoję w kuchni z łyżką mieszającą kipiącą zupę, a drugiej z książką, od której nie mogę się oderwać w drugiej. Minuty mijają bardzo szybko, a ja wiem, że z niczym nie muszę się spieszyć. To, co normalnie muszę zrobić szybko, ciągle w biegu z zegarkiem ręku, teraz mogę spokojnie powoli. Mijające minuty nie mają dla mnie znaczenia.

Może znowu  słońce wyjrzy zza chmur, a termometr za oknem nie będzie nie kulił się z zimna. Tak bym chciała znowu poczuć na twarzy te ogrzewające promyki. Bardzo mi tego potrzeba. Słonko zawsze wpływa na mnie w pozytywny sposób. Jednak teraz zrobiło sobie przerwę urlopową i bez zgody Pani Wiosny, która od kilku dni z tęsknoty wylewa potoki łez.

 Jednak chłód i szaruga panujące za oknem nie mają do mnie dostępu. Jest ciepło i przytulnie. Nie muszę jechać do pracy. Nie muszę się ubierać „wyjściowo" Mam grube skarpety na nogach i jest mi ciepło w miękkim szlafroku. Dodatkowo otula mnie mój ulubiony zapach.  Jak dobrze...

I czego trzeba mi więcej? Dzisiaj jestem sama dla siebie, siedzę i myślę, albo wcale nie myślę, tylko siedzę żeby posiedzieć i nic nie robić.

Muszę się jednak zaraz pozbierać. Może niespodziewanie ktoś zatęskni za mną i zapuka do moich drzwi, a nie chciałabym go przestraszyć moją odrobiną dulszczyzny. Jednak zamiast sztywnego mundurka mogę założyć luźną bluzę, miękkie spodnie....

Wstyd przyznać, ale często w takie wolne dni jestem zdyscyplinowana. Kiedy nie pracuję, rzadko udaje mi się do czegoś zmobilizować. Najchętniej leniuchowałabym, nic nie robiąc. Teraz to nazywa się „relaksowaniem" I tak sobie jednak myślę, że ta moja chęć nieróbstwa jest w dużej mierze reakcją przeciwko codziennej, szarej rutynie życia

Jutro trzeba powrócić do zwykłych dni w pracy i dotrwać jakoś do kolejnego, mam nadzieję prawdziwie wiosennego weekendu. .Potrzebna mi była ta chwila lenistwa.



Zaszumiało (6) | Zostaw myśl

Ile lat już minęło?

piątek, 14 maja 2010 7:46


Nie musimy o to pytać fachowego ogrodnika,
Z amatorskich bowiem obserwacji już wynika,
Że konwalia jest wyraźnym przeciwieństwem słonecznika.
Jako drobny, 
Skromny kwiat od urodzenia,
Nie pcha się na plaże pełne słońca,
Szuka raczej cienia.
A w tym cieniu,
Gdzie wokoło są konwalie inne,
Życie wiedzie typowo rodzinne.
Gdy się człowiek czasem spotka z konwaliami,
To tak wyglądają konwalie pod drzewami,
Jakby właśnie przyjechały na wycieczkę,
Żeby sobie w lesie odpocząć troszeczkę.
Wszędzie dzieci konwaliowe,
Mężowie
I żony,
 Taki konwaliowy piknik na kocach zielonych.
Tyle, że nikt tu nie pije
I jajek nie pieprzy,
No i zapach od konwalii płynie dużo lepszy.
Chociaż niepokaźna taka,
Choć ma wzrost na dwóję,
To konwalia, mimo wszystko, pierwszorzędnie truje.
Takie jak ta wiadomostki
Przydać się nam mogą,
Bo wskazują jakie kwiaty dawać naszym wrogom.
A konwalie wypadają w dodatku niedrogo.
L. J. Kern

 Właśnie zakwitły konwalie, moje ulubione kwiaty.

Dawne wierzenia traktowały konwalię jako znak pomyślności, szczęścia i miłości. Znalazła również miejsce na obrazach poświęconych tematyce religijnej. Ułożenie kwiatów przypominało drabinę, dlatego też w średniowieczu mnisi nazywali konwalię „drabiną do nieba".

Do tej pory jednak nie wiedziałam, że są one nazywani łzami Ewy, wygnanej z raju. Konwalia jest również  obiektem innych legend na przykład jej białe drobne kwiaty stały się symbolem Matki Boskiej, nazywane łzami Naszej Pani, naszej Królowej.

 Ostatnio też często myślę o Królowej, ale o Królowej Nauk - Matematyce. Pewnie dlatego, że Matematyka znowu pojawiła się jako przedmiot obowiązkowy na maturach. I bardzo dobrze. Moje zdanie nie jest jednak podyktowane tym, że był to mój ulubiony przedmiot, z którego wiele razy zdawałam egzamin: maturalny, semestralny na studiach... Nawet temat mojej pracy dyplomowej związany był z Matematyką

Jedna w życiu nikt z nas nie ucieknie od matematyki. Dopada nas wszędzie: podczas prognozy pogody, w sklepie, u lekarza....

Istnienie radia i telewizji jest możliwe dzięki Matematyce. Podróże kosmiczne stały się możliwe, bo ktoś rozwiązał odpowiednie równania. Odpowiednie algorytmy szyfrowania danych umożliwiają korzystanie z banków internetowych.

Dlaczego tak dużo osób od tak dawna odczuwa przed nią lęk, obawę?

Może jest to spowodowane trudnymi, żmudnymi sposobami rozwiązywania zadań. A może już na początku nauczyciele straszą, że Matematyka jest trudna i wymagają od uczniów rzeczy skomplikowanych, zamiast nauczyć ich tego co najprostsze.  Z doświadczenia wiem, że na egzaminie uczeń potrafi podać skomplikowany wzór matematyczny, a nie umie w praktyce pomnożyć lub dodać dwóch ułamków do siebie. Efekt tego bywa taki, że zarówno np. Ania z Zielonego Wzgórza, jak i szatan z siódmej klasy nie potrafili sobie wyobrazić czegoś gorszego niż Matematyka. 

 Ja w szkole także miałam nauczycielkę, która nie potrafiła wytłumaczyć niektórych zagadnień, a niektóre działy całkowicie pominęła. I jak w takim przypadku można było polubić Matematykę, nawet w klasie o tym profilu, gdzie matura z tego przedmiotu była obowiązkowa?

Dla Platona Matematyka była nauką zbliżoną do ideału. Nad wejściem do swojej Akademii napisał „Niech nie wstępuje tu nikt, kto nie jest wyćwiczony w geometrii". I mi ten zakaz groził. W liceum ten dział pominięto.

Nic dziwnego, że społeczeństwo się od Matematyki odwróciło.

Co sprawiło jednak, że ja się do tego przedmiotu nie zniechęciłam. Cóż u mnie Matematyka to cecha rodzinna i zamiłowanie do niej odziedziczyłam. Sama nadprogramowo rozwiązywałam rozmaite zadania (szkoda, że tej pilności nie miałam do języka ojczystego). Oczywiście dużo mi w tym pomogła moja mama, która miała dużo cierpliwości, aby uzupełnić moją niekompletną wiedzę.

Matematyka i jej rola we współczesnym świecie jest powszechnie znana. Już dawno napisano: „Nie posunę się aż do stwierdzenia, ze rozważania historii bez studium idei matematycznych byłoby usunięciem Hamleta ze sztuki pod tym tytule. Ale z pewnością jest ono analogiczne pominięciu roli Ofelii. Ofelia jest bowiem dla tej sztuki istotna, a poza tym czarująca i odrobinę szalona."

Teraz tylko żałuję, że w życiu zawodowym drogi Matematyki i moje się rozeszły.



Zaszumiało (7) | Zostaw myśl

Niestety to już było

środa, 05 maja 2010 15:39

Ale to już było

Z wielu pieców się jadło chleb
Bo od lat przyglądam się światu
Nieraz rano zabolał łeb
I mówili zmiana klimatu
Czasem trafił się wielki raut
Albo feta proletariatu
Czasem podróż w najlepszym z aut

Częściej szare drogi powiatu


Ale to już było i nie wróci więcej
I choć tyle się zdarzyło to do przodu

Wciąż wyrywa głupie serce
Ale to już było, znikło gdzieś za nami
Choć w papierach lat przybyło to naprawdę
Wciąż jesteśmy tacy sami

Na regale kolekcja płyt
I wywiadów pełne gazety
Za oknami kolejny świt
I w sypialni dzieci oddechy
One lecą droga do gwiazd
Przez niebieski ocean nieba
Ale przecież za jakiś czas
Będą mogły same zaśpiewać
Ale to już było i nie wróci więcej...

Patrzę na dziewiczą, nieskoszoną jeszcze w tym roku łąkę, poprzetykaną łebkami żółtych mleczy .

Chyba tylko w maju trawa jest tak zielona, a mlecze tak jaskrawe. Za parę tygodni łąka utraci swoją świeżość i rozpocznie się czas dmuchawców. Dlatego staram się nacieszyć tym widokiem jak najdłużej.

Jest już po pisemnych maturach, a u nas kasztany na szczęście w ostatniej chwili zdążyły zakwitnąć. Już myślałam, że w tym roku maturzyści, będą musieli obejść się bez swojego kwiatu.

Muszę przyznać, że przez matury mam duży sentyment do kasztanowców... Rosły i nadal rosną w pobliżu mojego Domu. Mijałam je, gdy biegłam do szkoły na maturę.

Co roku w maju myślę o mojej maturze. I wspominam ją z dużą sympatią, pomimo stresu jaki wówczas przeżywałam. Cały czas wydawało mi się, że z języka polskiego jestem zielona niczym trawa w ogrodzie. Ale to właśnie w przypadku tego przedmiotu miałam najwięcej szczęścia. A może po prostu najbardziej się do tego egzaminu przyłożyłam i potraktowałam go najpoważniej? Do innych bowiem podchodziłam bardziej pewnie i wynik był gorszy od oczekiwań?

Niestety, dzięki długiej zimie i panującemu teraz zimnu w tym roku, nie wszędzie przed maturą zakwitły kasztany. Nie wszędzie ich kremowe lub różowe kwiaty dają nadzieję maturzystom... Na szczęście to nie kasztany przesądzają o wynikach egzaminów, ale z drugiej strony nie dla wszystkich są tylko miłym widokiem dla oczu maturzystów.

Jest zimno. Jednak ja  nie chcę marznąć w maju. Tak, tak wiem Zimni Ogrodnicy i Zośka jeszcze przed nami, ale przecież mieliśmy już w tym roku lato i teraz też by się jeszcze przydało.

Moja matura wypadła w połowie maja. Było niemal upalnie, duszno, a kasztany pięknie kwitły.

Jaki to był beztroski czas (pomimo stresów związanych z nauką). Czas nauki i czas przyjacielskich spotkań.  Doskonale pamiętam niedzielę przed ma turą. Włożyłam po raz pierwszy nową letnią sukienkę (nawiasem pisząc mam ją jeszcze do dzisiaj) i wraz z innymi maturzystami spędziliśmy popołudnie w parku. Do tej pory nie mogę zrozumieć osób, które na naukę poświęcały noc przed egzaminem. Mnie to nigdy nie dotyczyło.

Z dużym sentymentem wspominam te czasy.

Po zdanej maturze wchodziłam w życie pełna optymizmu, dumna, bardzo chciałam szybko usamodzielnić się...

Teraz patrzę na zdjęcia z tamtych lat, widzę uśmiechnięte, pełne nadziei twarze nastolatków.

Teraz jest jednak zimno. Może dla maturzystów, taka temperatura jest korzystniejsza. Teraz wyglądamy inaczej. Czas jest niestety nieubłagalny... Przyprósza i przerzedza włosy, tka zmarszczki na twarzach, dodaje kilogramów. Doświadczenia życiowe wyrwały nas z beztroski i zamieniły w odpowiedzialne osoby.

Tak pewnie będzie z tegorocznymi maturzystami. Życie zawsze zatacza swoje kręgi.  



Zaszumiało (7) | Zostaw myśl

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 24 czerwca 2017

Przemknęło:  401 242  

Ziarenka myśli

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Przeminęło z wiatrem?

Czy to ja??????

Dziewczyna po lepszej (?) stronie życia
Staram się być optymistycznie nastawiona do świata i ludzi, szukać dobrych stron życia choć w moim życiu nie brakuje trudnych chwil.

O moich stronkach

Piszę więc jestem

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Tropiciel myśli

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Gołąbek pocztowy

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Przemknęło

Zajrzało: 401242
Zostawione myśli
  • liczba: 489
  • komentarze: 4599
Galerie
  • liczba zdjęć: 98
  • komentarze: 45
Liczba uśmiechów: 2598
Szumię : 4046 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl