Bloog Wirtualna Polska
Są 1 253 892 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Kwieceń plecień już puka do drzwi

poniedziałek, 30 marca 2009 7:57


"Kwiecień"
 Ledwo pierwsze i nieśmiałe
 kwiatki z sobą niesie
 a już - widzisz samochwałę! -
 - dumnie kwiatem zwie się.

 Ale może i ma rację,
 bo w pustym bezkwieciu

 on najpierwszy wczesny fiolet
 sasanek rozniecił,
 on przylaszczki deszczem poi,
 słońcem opromienia,
 więc ma chyba pełne prawo
 do swego imienia.

 Dużo łatwiej by mu było
 w ciepłej porze letniej,
 kiedy kwiatów mnóstwo wokół
 nazywać się kwietniem!

Kwiecień rozpoczyna się tzw. dniem zwodnyrn, prima aprilisem, czy jak kto woli łzykwiatern, jak nazywano go w dawnej Polsce. Był najprawdopodobniej kontynuacją rzymskiego święta poświęconego Cererze - rzymskiej bogini wegetacji i urodzajów. Płatanie sobie wówczas figlów, zwodzenie i oszukiwanie dla żartu miało być pamiątką po tym, jak po porwaniu jej córki Prozerpiny przez Plutona bóg podziemi zwodził ją, podsuwał fałszywe tropy, byle tylko nie odnalazła swojego dziecka.

Jako że pierwszy kwietnia uchodził za dzień wyjątkowo nieszczęśliwy, niektórzy wierzyli, iż udany żart, nabranie kogoś i wynikający z tego faktu śmiech zneutralizuje złą energię. Niemniej jednak żarty pierwszego kwietnia nie mogły całkowicie przesłonić złowróżbnego charakteru tego dnia. Bardzo źle wróżono osobom, które wówczas przyszły na świat, tak jak choćby przeklęty na wieki Judasz. Podejmowano więc próby odwrócenia losu dziecka, np. przez odprawienie chrztu w wielkanocną niedzielę, najlepiej przed południem, kiedy w kościele słychać śpiew o tym, że "wesoły nam dzień dziś nastał". Jeżeli Wielkanoc przypadała wcześniej, to dobrym dniem na chrzest primaaprilisowego dziecka były Zielone Świątki.

Za magiczny czas w średniowieczu uznawano dzień św. Jerzego, patrona rycerzy, przypadający 23 kwietnia. Wówczas miały miejsce ceremonie pasowania na rycerzy, świętowali również rzemieślnicy zajmujący się wyrobem broni, zbroi i wyposażenia jeździeckiego. Urządzano w tym czasie turnieje rycerskie z gonitwami, pokazami sprawności bojowej i kunsztu walki, oraz organizowano zawody strzeleckie.

W tymże dniu tradycyjnie po raz pierwszy wypędzano stada na pastwiska. Rogi krów przyozdabiano świeżymi ziołami i trawą, śpiewano pieśni i tańczono przy ognisku, aby okazać radość z nadejścia wiosny i jednocześnie ostatecznie przegonić zimę, która lubi podstępnie powrócić z niszczącym plony przymrozkiem. Ta wiosenna zabawa przerodziła się później w początek tzw. zielonego karnawału.

30 kwietnia przypadał dzień św. Walpurgii, mniszki żyjącej w jednym z klasztorów niemieckich we wczesnym średniowieczu, która miała ogromne zasługi dla zaszczepienia chrześcijaństwa na ziemiach germańskich. Dzień, którego była patronką, w tradycji pogańskiej był oddany złym mocom. W tym dniu czarownice miały największą moc, a nocą przyjmowały do swego grona młode wiedźmy i spotykały się z szatanem.

Tej nocy wyjątkowo wielką siłę miały czary miłosne. Wierzono, że para, która wówczas spędzi ze sobą pierwszą schadzkę, nigdy o sobie nie zapomni i naj prawdopodobniej nigdy się nie rozstanie. Dziewczęta starały się też wtedy wszyć w ubranie ukochanego chłopca okruch chleba, grudkę poświęconej soli, a czasem kilka listków lubczyku, co miało sprawić, że wybranek zawsze będzie do nich wracał.

A jaki będziesz tegoroczny kwietniu? Co nam przyniesiesz? Pewnie tradycyjnie poprzeplatasz wszystko: słońce i deszcz, uśmiech i łzy.... Bądź dla nas jednak łaskawy  



Zaszumiało (8) | Zostaw myśl

Wiosenne porządki

piątek, 27 marca 2009 10:08

Na wierzbie
nad samym rowem -
srebrne kotki marcowe.
Na deszczu i na słocie
srebrnieją im futra kocie.
Ale kotki marcowe nie piszczą.
Huśtają się na gałązkach.
Mruczą: - Nareszcie wiosna!
I sierść mają coraz srebrzystą.

J.Kulmowa

Ostatnio poprzez strugi deszczu podziwiałam te puszyste „stworzonka" na gałęziach, a dziś rano wpadające słońce zajrzało przez moje okno i bez pukania weszło ciągnąc za sobą nowy dzień. Już chciałam zostawić moje sny w ciepłej pościeli, kiedy niespodziewanie pyzata chmurka zasłoniła mojego nieproszonego gościa i w pokoju zrobiło się szaro i ponuro. A taką miałam nadzieję, że już dzisiaj nieśmiałe, wiosenne słońce nie da się pokonać i rozjaśni każdy punkt mojego mieszkanka.

Ale może to i lepiej. Młode promyczki wiosny są niezwykle ciekawe świata i zapewne zajrzałyby we wszystkie zakurzone kąty i wywołały u mnie poczucie winy.

A tak przedwiosenny wiatr nawiał deszcz na okna mojej sypialni, zrobiło się nadal szaro i krasnoludki śpiące w zakamarkach mogą być spokojne. Jeszcze nie nadszedł czas, aby chwycić za miotłę i przerwać ich dzienny sen.

A przecież w nocy, kiedy one zaczynają „swój dzień" nie mam ochoty spr zątać. Zdecydowanie wolę wysłuchać ich opowieści, które szepczą mi do ucha na moje „dobranoc", a potem gdy zasnę czuwają nad moim snem. 

Ta kapryśna pogoda pogody sprawia, że najchętniej zostałabym w łóżku, przytulona do ciepłej poduszki.

Ale nie ma tak dobrze... Wstaję, robię śniadanie dla siebie i krasnoludków, gdyby jednak zostały wyrwane ze swojego snu przez odgłosy dnia codziennego .

Czy to bajka, czy nie bajka,
Myślcie sobie, jak tam chcecie.
A ja przecież wam powiadam:
Krasnoludki są na świecie.
Naród wielce osobliwy.
Drobny - niby ziarnka w bani:
Jeśli które z was nie wierzy,
Niech zapyta starej niani.
W górach, w jamach, pod kamykiem,

Na zapiecku czy w komorze
Siedzą sobie Krasnoludki
W byle jakiej mysiej norze.
Pod kominkiem czy pod progiem -
Wszędzie ich napotkać można:
Czasem który za kucharkę
Poobraca pieczeń z rożna...
Czasem w stajni z bicza trzaśnie,
Koniom spląta długie grzywy,
Czasem dzieciom prawi baśnie...
Istne cuda! Istne dziwy!
Zresztą myślcie, jako chcecie,
Czy kto chwali, czy kto gani,
Krasnoludki są na świecie!
Spytajcie się tylko niani.
        Ja nie muszę pytać i to nie dlatego, że nie mam niani. Po prostu jak byłam mała, to sama się o tym przekonałam. Zawsze wystawiałam im na strychu mleko w małych kieliszeczkach i każdego ranka napój znikał. Kotów na strychu nie było, ani innych zwierząt, więc pozostały tylko krasnoludki.

Może się to wydać dziwne, ale wraz z moimi przeprowadzkami, także i one zmieniały miejsce zamieszkania. Są przywiązane do mnie, a nie jak to bywa zazwyczaj do miejsca.

Śpijcie sobie małe skrzaty. Niech wam przyśni się coś pięknego. Potem powiedziecie mi o tym wieczorem, a potem jak zasnę może zajmiecie się moimi kątami. Przecież wiecie, że ja mam alergię na sprzątanie. W zamian za to ugotuję wam coś pysznego do jedzenia. Dobrze wiem, jakimi jesteście wiecznymi głodomorami i łasuchami



Zaszumiało (10) | Zostaw myśl

Leniwa niedziela

niedziela, 22 marca 2009 8:39

 Urodziło się przedwiośnie ~

Urodziło się pod krzakiem przedwiośnie,
całkiem małe, maciupeńkie - i rośnie.
Wydłubało drobne kiełki spod ziemi
o chuchało, by im dodać zieleni.

Przedwiośnie, przedwiośnie, przedwiośnie
wiosnę przyprowadzi,
a wiośnie, a wiośnie, a wiośnie
wszyscy bardzo radzi!

Wydobyło chyłkiem kwiatek z kieszeni
i podparło go słonecznym promykiem,
obudziło parę żuczków nad ranem
przecierają żuczki oczka zaspane.

Przedwiośnie, przedwiośnie, przedwiośnie
wiosnę przyprowadzi,
a wiośnie, a wiośnie, a wiośnie
wszyscy bardzo radzi!

Hanna Łochocka


Niedziela - dzień, który ostatnio cenię sobie szczególnie.

Czas, który każdego dnia rano zawsze przeznaczałam na coś miłego lub pożytecznego ulatuje ostatnio bezpowrotnie do krainy snów. Jako typowy skowronek zawsze wstawałam dość wcześnie i cieszyłam się każdą chwilą budzącego się dnia.  Teraz śpię coraz dłużej do tego senność i zmęczenie atakują mnie już od wczesnych godzin wieczornych.

To powoduje, że każda chwila jest dla mnie coraz bardziej cenna, chciałabym jak najdłużej się nią cieszyć. Niestety często czas przepływa mi między palcami. Ucieka, woła abym go goniła, ale za nic nie chce dać się złapać.

Jedynie dzisiaj, w niedzielę zwalnia i pozwala trochę się porozciągać.

Kiedyś nie lubiłam tego dnia. Zawsze kojarzył mi się z lękiem i obawą przed następnym tygodniem. Niedziela teraz należy do moich ulubionych dni, bo właśnie jest taka rozlazła i wszystko mija w zwolnionym tempie, bez pośpiechu chociaż i tak kończy się bezpowrotnie. Jednak dobre są takie chwile tylko dla siebie. Dzień zaczęty leniwie celebracją śniadania i uśmiechem do świata za oknem. Do tego cicha muzyka snująca się po mieszkanku. Wszystko bez ograniczeń czasowych.

Niestety jutro znowu kolejny, zwykły dzień pracy i normalnego szarego życia. Muszę znowu zebrać się w sobie i z energią zacząć ten tydzień. Na szczęście dnia już przybywa i słońce coraz częściej wpada z wizytą.

Ktoś powiedział, że jeżeli nie masz na nic czasu, to dorzuć sobie jeszcze jakiś nowy obowiązek, a czas na pewno się znajdzie. To pewnie taka parafraza opowieści o człowieku, który narzekał na ciasnotę w domu i dlatego poradzono mu kupno kozy.

Jednak dzień ma tylko 24-godziny i z natury nie jest rozciągliwy. Co więc ograniczyć? Czas w pracy, dojazd do niej - na tym nie zaoszczędzę. Mniej czasu na wędrówkę po wirtualnym świecie? I tak skróciłam go do minimum.  Może powinnam skrócić czas przeznaczony na sen? Co to, to nie. Przecież ostatnio bardzo go potrzebuję i do tego brak snu tylko źle na mnie wpływa.

Pozostaje mi więc wszystko lepiej zorganizować, aby znaleźć czas np. na książki, które ostatnio zaniedbuję. Ale przecież mam wszystko zorganizowane. 

Co robię źle????



Zaszumiało (10) | Zostaw myśl

Wyliczanka na życzenie

środa, 18 marca 2009 18:41

Idzie wiosna, a to nieuchronny znak, że zbliża się czas klepanek. Nie wiem na czym to polega, ale jak tylko czujemy pierwsze podmuchy cieplejszego wiatru, dostrzeżemy pierwsze pąki kwiatów i liści od razu chce nam się bawić. Tym razem do klepanki zaprosiła mnie moja imienniczka   Ismenka

Nie pozostaje mi nic innego jak wyjść z kącika i odpowiedzieć na pytania.


4 miejsca w których mieszkałam:
stary kilkupokoleniowy dom, dom moich rodziców, moje pierwsze mieszkanko, moje drugie mieszkanko

4 miejsca do których lubię wracać:
moja pierwsza ulica, dom rodzinny, miasto moich dziadków, kraj Rumcajsa i Krecia,

4 ulubione potrawy:
za bardzo lubię jeść, aby wymienić te naj....

4 potrawy, których nie znoszę:

poza mlekiem chyba nie ma takich, są raczej te zakazane

4 moje pasje, hobby:
ogród, kwiaty doniczkowe, książki, spacery,

4 miejsca, które zwiedziłabym, gdybym miała taką możliwość:

może to dziwne, ale nie jestem miłośnikiem poznawania nowych miejsc. Lubię wracać tam, gdzie już byłam, gdzie się dobrze czułam

4 seriale ( programy), które lubię:
s
port, niektóre polskie seriale, Wiadomości - na dowolnym kanale, programy kulinarno-podróżnicze

4 miejsca pracy:
szkolnictwo, bank, firma rodzinna, firma związana z ochroną zdrowia

4 rzeczy, które chciałabym zrobić, przeżyć:
zobaczyć  prawdziwe wrzosowiska, poczuć zapach pól lawendowych, dożyć dnia, kiedy mój Kajtek będzie dorosłym człowiekiem, jak najdłużej cieszyć się obecnością moich rodziców

4 skrywane i niespełnione marzenia z dzieciństwa:

nauczyć się pływać, być mniej nieśmiałą, kręcone włosy w konkretnym kolorze, dotrzeć i dotknąć linii horyzontu

4 ulubione filmy:
wolę książki. Ale zapraszam do mojego Szumiącego Kina

4 ulubionych muzycznych wykonawców:
Kogo lubię słuchać? Nie mam takich naj.... Lubię prawie każdą muzykę. Łatwiej byłoby napisać kogo nie lubię słuchać

4 rzeczy, które robię po wejściu na internet:
sprawdzam pocztę, czytam wiadomości, zaglądam na zaprzyjaźnione stronk
i, odpisuję na listy


Kto będzie następny i da się zaprosić do zabawy?

Może:

Tomek

Pleciuga

Karri Angel

Kwietna Majka



Zaszumiało (5) | Zostaw myśl

Marcowe rozmyślania

sobota, 14 marca 2009 14:32


 Marzec
Wracamy z parku. Wreszcie przeszła zima.
Spod stopniałego śniegu wyjrzały murawy.
Drzewa nagie, lecz pierwsze kiełkują już trawy,
Choć na stawie zielony, cienki lód się trzyma.

Z upojonymi wiosną wracamy oczyma,
Krokiem lekkim, jak podczas tanecznej zabawy,
Ulicą po słonecznej stronie idziem prawej,
Za sobą ciepło słońca czujemy plecyma.

W rozpiętych płaszczach śpieszą ochoczo przechodnia.
Jacyś świeżsi, wesoło patrzą i pogodnie;
Niańki z dziećmi wychodzą z ciemnych domów sieni.

A my, pierwszą przechadzką dumnie upojeni,
Idziem w miasto po płytach suchych już chodników.
Z grudkami pulchnej ziemii na piętach trzewików

Leopold Staff

Dzisiaj odpoczęłam i nawet się wyspałam mimo tego, że moi sąsiedzi z dołu - studenci są typowymi sowami i zaczynają życie dopiero z wybiciem godziny dziesiątej w nocy.

Czasem czuję się jak baronowa Krzeszowska z „Lalki" Pana Prusa.

"Naprzód ci studenci, z trzeciego piętra od frontu, byli to istotnie ludzie niespokojnego ducha. Do godziny drugiej po północy śpiewali i krzyczeli, czasami nawet ryczeli i w ogóle starali się wydawać jak najwięcej głosów nieludzkich."

Do dzisiaj życie studenckie się nie zmieniło, czasem trwa nawet znacznie dłużej i kończy się nad ranem.

Na szczęście mam przewagę nad baronową -  mieszkam nad studentami, nie jestem ciekawska jak ona, nie naprzykrzam się studentom, oni nie robią mi żadnych kawałów. Tylko czasem to ich nocne życie nie daje mi spokoju.

Jednak jak tylko wyglądam przez okno natychmiast zapominam o moich sąsiadach z dołu.

Od kilku dni słońce nieśmiało wyglądało zza chmur

Dziś jednak nareszcie się odważyło się przywitać nadchodzącą wiosnę. Wiatr przywiał jej zapach jak tylko otworzyłam okno.

Już niedługo po zimie zostanie jedynie wspomnienie, a sama razem z Marzanną popłynie do morza.

W ogródkach kwitną przebiśniegi, a wróble na gałęziach drzew kłócą się radośnie.

Natychmiast zamarzyłam o wyjeździe za miasto. Chciałabym powdychać zapach lasu, wsłuchiwać się w śpiew ptaków, poczuć delikatne promienie słońca na twarzy i chłonąć budzącą się zieleń, po miesiącach szarości.

Wiosna kojarzy się z początkiem nowego życia. Wszystko budzi się z zimowego snu, nabiera barw. Staramy się z optymizmem, nadzieją spoglądać w przyszłość. To właśnie dzięki słońcu i jego magicznym promieniom nabieramy nowej energii do życia.

To nic, że czasem deszcz zrasza moją twarz i włosy. Wiem, że wiosenny wietrzyk, który na chwilę przysiadł na ławeczce, aby zatańczyć we włosach młodej dziewczyny, zaraz znowu zabierze się do roboty i rozgoni te deszczowe chmury.

Takie rześkie poranki dają nam nadzieję, napełniają optymizmem na tak długo oczekiwaną zieloność

Właśnie... Tak niewiele nam trzeba, a życie nabiera barw i energii.

Energii... Wraz ze słońcem zaglądającym w każdy zakurzony kąt, ogarnia mnie uczucie, że należy wziąć się za wiosenne porządki. Jak ja nie lubię sprzątać. Może niepotrzebnie wpuściłam to ciekawskie, marcowe słońce do mieszkanka? 



Zaszumiało (16) | Zostaw myśl

Przedwiośnie nasze...

niedziela, 08 marca 2009 8:56

Przedwiośnie
Pora szara, niewesoła,
Mży prążkami przedmrok siny,
Ty po skwerku dookoła
Krążysz smutny od godziny.

Chodzisz cieniem i niesobą,
Urzeczony przykrą ciszą.
O, nadziejo! o, żałobo!
Na gałęziach wróble wiszą.

Kwilą szybko, gorączkowo,
Recytują jak najęte
Swoje ptasie to i owo,
Jakieś wieści niepojęte.

O czym? O tym: żeś tak ciekaw
Baśni wiecznej, wróblej waśni,
Że tak krążysz, że tak czekasz...
Na co? Na to. Wiesz już? Właśnie.

Tuwim Julian

Słońce schowało się za chmurami. Czy tylko to jest przyczyną mojej szarości?

Brak słońca i ponure dni niedobrze wpływają na mój nastrój. Jestem senna i trudno rano zebrać mi się do pracy. Dzisiaj jednak odpoczęłam i nawet wreszcie się wyspałam. Ukradłam moim kwiatkom czekającym na przesadzanie parę wolnych chwil na czytanie książki.

Podobnie jak moje roślinki nie mogę się już doczekać ciepłych, długich dni. Kiedy będę wracać do domu, gdy jeszcze świeci słońce? Kiedy słońce wstanie  wcześniej ode mnie i obudzi mnie swoim uśmiechem?

Na szczęście wiosna jest blisko, dni są dłuższe, ptaki śpiewają za oknem, a słońce świeci odważniej. Ostatnio w ogrodzie moich rodziców uchwyciłam radosny biało-żółty uśmiech pierwszych kwiatów.

Wiosna już niedługo do nas zawita.

Świat zaczął topnieć. Wszystko dookoła powoli roni łzy z tęsknoty za ciepłem i kolorami. Przyroda została już obudzona z długiej zimowej drzemki.

To nieuchronny znak, że należy zajrzeć do szafy i zrobić tam porządek. Zabrałam się za to ostatnio, ale nie poszło mi najlepiej, bo otwarta szuflada przywiała wspomnienia i odpłynęłam w przeszłość.

Jednak w szufladzie nadal czekają na mnie letnie spodnie, cienkie kurki, powiewne bluzeczki . Już słyszę ich cichutką prośbę, że chcą wyjść na świat, że chętnie odstąpią miejsce na półce swetrom, czapkom, szalikom, rękawiczkom, które zresztą są już męczone i zaczynają ziewać marząc aby zasnąć snem nocy letniej.

Zastanawiam się, dlaczego co roku z taką niecierpliwością czekamy na wiosnę? Przecież jej starsza siostra zima także potrafi być bajkowo piękna. Przecież w tym roku mogliśmy się o tym przekonać. Czy to dlatego, że potrafi szczypać w nos, zmusza nas do ubierania się na cebulkę? Dlaczego nie potrafimy jej polubić, przyzwyczaić się do niej? Przecież jako dzieci kochaliśmy zabawy na śniegu i ślizgawce, uwielbialiśmy tą puchową pierzynkę w której można było się położyć, z zachwytem patrzyliśmy na spadające białe gwiazdeczki.

Gzie podziała się ta nasza dziecięca, beztroska radość?

Teraz najchętniej przespalibyśmy tą zimną o krótkich dniach porę roku. Jednak w sen zimowy niestety nie zapadniemy, codzienność pukająca do naszych drzwi nigdy nam na to nie pozwoli.

Może więc warto spojrzeć na zimę łaskawszym wzrokiem i  dostrzec jej zalety? Dla mnie właśnie zimowe wieczory są najmilsze  z  ciepłym kocem i kubkiem w ręku, z ulubioną muzyką i interesującą książką. Czy latem takie lenistwo jest to możliwe, usprawiedliwione???



Zaszumiało (16) | Zostaw myśl

Szuflada wspomnień

wtorek, 03 marca 2009 8:08


DOM RODZINNY

Kiedy otwieram bramy pamięci,

w oczach wiruje dawny świat dziecięcy.

Widzę dom rodzinny w cieniu drzew ukryty,

zapachem żywicy i dzikim winem spowity.

Choć wiele lat minęło,

kiedy dzieckiem byłam, pamiętam,

jak leśnymi ścieżkami chodziłam.

Szumu drzew i wiatru słuchałam,

niebo tęczą malowane podziwiałam.

Wciąż słyszę, jak ptaki swym śpiewem

dzień wychwalają,

koniki polne na swych skrzypkach,

piękny koncert grają.

Tęsknota w zakamarkach mego serca skryta,

widzi matkę na progu,

która ze łzami nas żegna i wita.

Tak odległe jest teraz miejsce

sercu memu bliskie,

gdzie rodzice od świtu do nocy,

czuwali nad domowym ogniskiem.

I choć nie zawsze był czas na pieszczoty,

i uściski,

to mój dom rodzinny,

będzie memu sercu zawsze bliski.

                            Znalezione w Internecie


Znowu wracam do  czasów dzieciństwa.

Ostatnio otworzyłam szufladę komody u rodziców i powiało zapachem dzieciństwa, gdy wyjęłam swój stary, kolorowy sweter, który nosiłam kiedyś pod koniec szkoły podstawowej i całe liceum. Jedyny sweter, z tak wielu zrobionych przez Babcię, a który udało mi się uratować przed wyrzuceniem. I tak moja mama nie wie po co go jeszcze trzymam. Jednak, gdy tylko na niego spojrzę, gdy go dotknę, odpowiedź przychodzi sama. Ten sweter jest kolorową nitką, która łączy mnie z tamtymi już odległymi czasami.

Widzę Babcie, która siadała przy żółtym kaflowym piecu ( kto dzisiaj takie pamięta?) i robiła na drutach: swetry, kamizelki, czapki.... Nie przypominam sobie chwili, aby kiedykolwiek miała wolne ręce. Zawsze były one zajęte czymś pożytecznym. Te chwile, gdy siedziała przy piecu należały do jednych z moich ulubionych. Zawsze wtedy opowiadała różne historie lub śpiewała piosenki, które teraz czasem szumią mi w głowie.

To dzięki jej kolorowym swetrom, kamizelkom w szkole nazywana byłam Słoneczkiem.

Szkoła minęła dawno, babci i jej kaflowego pieca nie ma jeszcze dłużej...

Nie chcę o tym zapomnieć. Dlatego staram się pamiętać wszystko, przecież bez tego byłabym całkiem inną osobą, biedniejszą, bardziej pustą....

Może właśnie dlatego mam szufladę z tęczowym swetrem. Szufladę, w której zatrzymałam kawałek moich wspomnień. Nigdy nie chciałabym, aby ktoś niespodziewanie otworzył ją, zrobił tam porządek i powyrzucał „starocie"

Czas zamknąć szufladę z przeszłością. Jednak nie na długo... Wkrótce znowu tu powrócę. Szufladę wspomnień otworzę, gdy znowu nadejdzie czas następnych porządków lub kiedy będę potrzebowała ogrzać się ich ciepłem i kolorem. Najważniejsze, że pozostaną tam na zawsze, na przekór temu, co w realnym życiu mija bezpowrotnie.



Zaszumiało (5) | Zostaw myśl

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 24 czerwca 2017

Przemknęło:  401 236  

Ziarenka myśli

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Przeminęło z wiatrem?

Czy to ja??????

Dziewczyna po lepszej (?) stronie życia
Staram się być optymistycznie nastawiona do świata i ludzi, szukać dobrych stron życia choć w moim życiu nie brakuje trudnych chwil.

O moich stronkach

Piszę więc jestem

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Tropiciel myśli

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Gołąbek pocztowy

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Przemknęło

Zajrzało: 401236
Zostawione myśli
  • liczba: 489
  • komentarze: 4599
Galerie
  • liczba zdjęć: 98
  • komentarze: 45
Liczba uśmiechów: 2598
Szumię : 4046 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl