Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 074 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Idzie luty...

piątek, 30 stycznia 2009 15:52


Za drzwiami stoi już kolejny miesiąc roku. Niedługo usłyszymy jego donośne pukanie i czy tego chcemy, czy nie wpuścimy go do środka

Luty zaczyna się od jednego z moich ulubionych świąt. Czterdzieści dni od Bożego Narodzenia 2 lutego w Europie Środkowej obchodzi się święto Matki Boskiej Gromnicznej.

Jest to jedno z najstarszych świąt w chrześcijaństwie. W Jerozolimie obchodzono je już w IV wieku.

Poświęcone, zapalone w tym dniu świece niesiono do domów, gdzie wchodzono z nimi do wszystkich pomieszczeń. Wierzono, że blask płomienia takiej gromnicy przegania wszelkie zło. Jeśli jednak świeca zgasła nim doniesiono ją do domu, można było się spodziewać w najbliższym czasie nieszczęść, strat.... Poświęconą w święto maryjne gromnicę zapalano podczas burzy, by chroniła przed piorunami i kiedy ktoś z domowników odchodził z tego świata. W niektórych krajach wierzono, że ulepiona ze święconego wosku figurka przedstawiająca konkretną osobę daje władzę nad jej losem i zdrowiem.

Następnego dnia - 3 lutego, w św. Błażeja- poświęcone na Matkę Gromniczną świece przykładano do gardła, recytując modlitwę: „Przez wstawiennictwo św. Błażeja chroń, Panie, od chorób gardła". Św. Błażej jest bowiem patronem mówców, śpiewaków, nauczycieli oraz wszystkich, którzy muszą dbać o swoje gardło i struny głosowe.

5 lutego w dzień św. Agaty wstawano przed świtem, by zaczerpnąć wody ze studni, która miała wówczas moc usuwania wszelkich trosk. Ten dzień sprzyjał także robieniu porządków, które przebiegały wyjątkowo sprawnie.

6 lutego, w dzień św. Doroty, patronki sadowników i kwiaciarek, święcono jabłka i róże. W krajach śródziemnomorskich płatki poświęconych róż służyły magii miłosnej. Suszono je, a następnie wypełniano nimi jedwabną poduszeczkę, którą następnie wręczano pannie młodej w dniu ślubu, a ona kładła ją u wezgłowia małżeńskiego łoża. Zapewniało to szczęście i miłość, a także chroniło przed ciężkimi porodami.

14 lutego, którego patronem jest św. Walenty w krajach anglosaskich obchodzony jest jako dzień zakochanych. Obdarowywano się wówczas czerwonymi jabłkami, marcepanami i dzbanuszkami miodu, co miało zapewnić radość i słodycz miłości. Zwyczaj ten najprawdopodobniej wywodzi się z tradycji celtyckiej.

 Ostatki to poprzedzające Środę Popielcową trzy ostatnie dni karnawału Ostatki to ostatni moment na organizacje hucznych zabaw przed nadchodzącym okresem Wielkiego Postu.

W Wielkopolsce i na Kujawach - gdzie mieszka część mojej rodziny-  w sposób szczególny świętuje się ostatni dzień Ostatków- czyli wtorek przed Środę Popielcową - który nazywa się podkoziołkiem. Podkoziołek to ostatni dzień przed świętami Wielkiej Nocy w którym można dobrze i tłusto podjeść. Symbolem owego jedzenia był w pieczony baran lub kozioł. Dlatego też w tym dniu stawiano na stole wyrzeźbioną z drewna lub częściej z brukwi głowę kozła. I wokół niej lub lepiej mówiąc pod koziołka którego głowa stała na stole bawiono się, tańczono, jedzono i pito.

Współcześnie bardziej są znane zapusty i śledzik.. „Śledzik" kojarzony jest teraz z  zabawą, a na stołach poza śledziem królują inni jego bracia z morskich głębin, wszystko to ze sporą ilością alkoholu....
Tymczasem pierwotnie zapusty związane były z magicznymi obrzędami, a ich celem było pobudzenie sił witalnych przyrody. W te dni na polskich wsiach do dzisiaj można spotkać przebierańców symbolizujących zabawę, radość. Starym zwyczajem do izby, w której odbywa się ostatnia zabawa o północy wchodzi przebieraniec, który w ręce trzyma sznur, na którego końcu wisi śledź. Osoby, które zlekceważyły zakaz zabawy po północy, dostają razy śledziem. Dawniej przebieraniec nie używał śledzia, ale rozbijał gliniany dzban z popiołem na środku izby i to był znak, że zaczął się

 Natomiast w Środę Popielcową warto było wziąć szczyptę poświęconego popiołu i wsypać go do szkatułek, w których przechowywano pieniądze i kosztowności. Taki rytuał miał zapobiegać rozrzutności i niepotrzebnym wydatkom przez cały rok.



Zaszumiało (9) | Zostaw myśl

Nadal bajkowo

niedziela, 25 stycznia 2009 8:34

Na ścieżce co wiodła przez pola kwitnące
Mak ujrzał raz małą Kaczuszkę na łące
Mak ujrzał Kaczuszkę i pokochał ją
ze wszystkich sił...
Mak zaraz zapytał mamusię: Mama
czy łatwo Kaczuszkę tę zdobyć się da?
Niełatwo jest zdobyć Kaczuszkę odrzekła na to mama

Bo jeślibyś Kaczuszkę wziął za żonę
to cały świat zapytałby zdumiony:

Kaczuszko wiesz maki są tak duże, duże, duże
a ty masz krótkie nóżki jak zwykle u kaczuszki
Kaczuszko wiesz maki są czerwone tak jak róże
kaczuszki są nie duże i tak już w życiu jest...

Mieczysław Wojnicki

Wracając jeszcze do bajek i baśni....

Jesteśmy już dorośli, ale nadal żyjemy wśród mitów, baśni, filmów opowiadających o tym, na czym polega szczęśliwe życie. To one mówią nam jak żyć, kogo lubić i kochać, w co się ubierać....

Przykładem tego może być właśnie wspomniany wcześniej Kopciuszek - bajka pochodząca z Chin. Znaleziony przez księcia pantofelek pasuje tylko na jej małą nóżkę.  

Nic więc dziwnego, że w Państwie Środka piękna kobieta kojarzona była z małą stópką.
Często przemawiają do nas historie, które funkcjonują w naszej w naszej kulturze od pokoleń. Czytamy powieści, oglądamy seriale....Jednak często się do tego nie przyznajemy.
Wieczorem oglądamy nasz ulubiony film, czytamy książkę i wierzymy, że nas też to czeka. Jutro, za miesiąc, rok... Spędzamy lata na czekaniu na to, co jest nam „przeznaczone". Mijają lata i zaczynamy się czuć rozczarowani, zniechęceni.
Jednak , gdy oczekiwana chwila nadchodzi przepełnia nas szczęście, rozpiera energia....
Te historie opowiadają nam o tym, że warto żyć, szukać szczęścia, czekać na kogoś, kto się nami zaopiekuje... Jednocześnie pozwalają oderwać się od szaro-burej rzeczywistości, która każdego dnia, czy tego chcemy czy nie puka do naszych drzwi.
W prawdziwym życiu rzadko się okazuje, że za drzwiami czeka wróżka, złota rybka..., aby spełnić przynajmniej jedno nasze życzenie. Jest więc przeciwnie. Spotkany książę może się okazać zwykłą żabą.
Warto mieć jednak swoją własną opowieść. Każdego z nas już w dzieciństwie któraś z tych opowieści czytanych lub opowiadanych nam, wzruszała bardziej niż pozostałe.
Może właśnie taką historię staramy się odegrać w naszym życiu, czasem zmieniając jej scenariusz i zakończenie.

    Ja też miałam swoją opowieść w dzieciństwie, która

  zaczynała się prawie jak w baśni o Brzydkim

  Kaczątku.

  Naturalnie miałam i nadal mam kochającą rodzinę, ale

  zawsze myślałam, miałam nadzieję, że przemienię się

                         w łabędzia.

Jednak tak naprawdę kaczusia ma o wiele więcej ciepła i kolorów niż elegancki łab ędź, który dobrze wygląda tylko na wodzie. Jak wyjdzie na ląd, jego urok pryska.
Myślałam jednak, że z czasem moje szare piórka zaczną opadać i szaro-bure włosy nabiorą blasku, twarz nabierze kolorów....Cóż można jeszcze znaleźć u mnie szary puch, ale może już niedługo (?) wypadnie ostatnie szare piórko i zabierze się w drogę z przelatującym wiatrem.



Zaszumiało (12) | Zostaw myśl

Moja bajka

środa, 21 stycznia 2009 16:40

Biały, bajkowy  świat za oknem powoli topnieje, znika i niedługo zostaną znowu w pełni odkryte szare zakamarki naszego życia, które chętnie znowu zobaczylibyśmy przykryte puszystą pierzynką. 

Jednak nasze codzienne  życie często  jest bajką.

Najczęstsze zdanie - „żyli długo i szczęśliwie..." W dzieciństwie wierzyłam w to szczęśliwe zakończenie. Teraz, gdy „trochę" podrosłam, zaczynam zmieniać zdanie, najczęściej w zderzeniu z nieubłagalną prozą życia. Ale przecież czasem można liczyć na przebłysk szczęścia. Przecież tak niewiele do tego potrzeba: rodzina siedząca razem przy stole, ciepłe kubki w dłoniach, śpiące psy lub mruczące koty...

Tak naprawdę  szczęście z natury rzeczy jest banalne. Nasze życie składa się z małych chwil i właśnie dla takich codziennych radości warto żyć.  

A jaka jest moja bajka?

Czasem wydaje się, że ja jestem księżniczką z Baśni Andersena. Ktoś podłożył mi groch, który czasem mnie ugniata i jest przyczyną mojego niepokoju.  Niestety nie potrafię się go pozbyć. Wręcz przeciwnie, czasem sama dokładam sobie kolejne ziarenko i do dnia dzisiejszego uzbierała się już spora miarka.

Nic w tym dziwnego, przecież jestem też Kopciuszkiem, który mozolnie oddziela ziarnka grochu od popiołu i czasem przez nieuwagę (?) odkładam go pod własną miękką poduszkę. A może zwyczajne jestem przewrażliwiona i wszystko mi przeszkadza?

 


     A przecież jak mówi miś o małym (?) rozumku

     Kubuś Puchatek - to co jest najważniejsze i do

     szczęścia potrzebne to mieć przyjaciół i miodek

     do jedzenia.

    To takie proste...Wystarczy, aby miód płynął nawet kropla po kropli, ale nieprzerwanie.

Grochu nie potrzebuję. Chociaż czasem lubię go zjeść.



Zaszumiało (11) | Zostaw myśl

kolory życia

sobota, 17 stycznia 2009 9:24

Jeszcze zima, ptaki chudną,
chudym ptakom głosu brak.
W krótkie popołudnia grudnia
w białej chmurze milczy ptak.
Jeszcze zima, dym się włóczy,
w wielkiej biedzie żyje kot
i po cichu nuci, mruczy:

kiedy wróci trzmiela lot...

Pod śniegiem świat pochylony,
siwieje mrozu brew.

To pora zmierzchów czerwonych,
to pora czarnych drzew.
A wiatr w kominie śpi, bo ciemno.
A ja? Co ja? Co będzie ze mną?

Jeszcze oczy ci rozjaśnia
moje słowo i mój gest.
Jeszcze świecę ci jak gwiazda,
ale to już nie tak jest.
Jeszcze tyle trzeba przebyć
niewesołych, bladych zim.
Czy nam zimy wynagrodzi
letnich ognisk wonny dym?

Pod śniegiem świat pochylony,
siwieje mrozu brew.
To pora zmierzchów czerwonych,
to pora czarnych drzew.
A wiatr w kominie śpi, bo ciemno.
A ja? Co ja? Co będzie ze mną?
                                              Agnieszka Osiecka

Dookoła nadal biało. Zniknęły wszystkie kolory. Na sczęście staram się otaczać barwami, które dodają trochę ciepła.
Moje kolory zmieniają się wraz ze mną.
Kiedyś lubiłam wszystko co czerwone. Otaczałam się czerwonym, a gdy wychodził
am z domu, zawsze miałam czerwone dodatki, które pierwsze rzucały się w oczy. Moja czerwona torebka, czerwone rękawiczki, beret.....
Byłam cała czerwona.- pełna energii, zapału, z głową pełną planów. Tamten czas minął dawno temu. Pozostały praktycznie tylko makowe
wspomnienia.....

Teraz mój wzrok przyciąga zielenie .... Staram się być wyciszona, spokojna, cicha jak łąka o świcie.
Zielony jest zimnym kolorem? Być może, ale przecież są też i jego ciepłe odcienie.Zieleń jest mi potrzebna do wyciszenia się, uspokojenia. Dobrze mi z nią.

Jednak chociaż moje kolory zmieniły się, to wciąż jestem taka sama, a jednak zupełnie inna. Może straciłam tą odrobinę energii, spontaniczności i niepokoju, którą wnosił w moje życie kolor czerwony i za sprawą zielonego stałam się bardziej wyciszona?

Czasami sobie myślę co jeszcze nowego mnie czeka i z jakimi kolorami będę siebie wtedy kojarzyć. Kto wie co jeszcze wymyślę, może polubię wszelkie odmiany żółtego?  W końcu wszystkiego trzeba w życiu spróbować. Nie wydaje mi się jednak, abym dała się przekonać do niebieskiego lub bordo. Chociaż czasami te kolory mi towarzyszą.



Zaszumiało (14) | Zostaw myśl

Na całej połaci śnieg

sobota, 10 stycznia 2009 9:21


Na całej połaci śnieg.
W przeróżnej postaci śnieg.
Na siostry i braci
Zimowy plakacik
Śnieg, śnieg...

Na naszą równinę- śnieg.
Na każdą mieścinę- śnieg.
Na tłoczek przed kinem,
na ładną dziewczynę
Śnieg, śnieg...


No tak... Nie da się ukryć - jestem czarownicą. Do tej pory w to nie wierzyłam tak do końca, myślałam, że moje zaklęcia nie mają siły. Jednak nagle, całkiem niespodziewanie spełniło się moje małe marzenie i to w nadmiarze.

Marzyłam bajkowej, śnieżnej, puszystej i czystej zimie. Chciałam poczuć szczypiący w nos mróz i usłyszeć skrzypiący pod nogami śnieg. Chciałam tak naprawdę powrócić do czasów mojego dzieciństwa, kiedy wyjazdy w góry i zabawy na śniegu były coroczną tradycją.

I spełniło się.

Zaczynał padać śnieg, chwycił mróz. Skąd nagle tyle śniegu nasypało? Wszędzie z robiło się biało. Szary, smutny świat zniknął pod puszystą kołderką.

Moje życzenie spełniło się.   

Z tą tylko różnicą, że nie jestem w górach i codziennie muszę brnąć przez nieodśnieżone ulice do pracy. Potem wsiadam do zimnego autobusu, gdzie wraz z innymi opatulonymi ludzikami, którym zapewne tak jak i mnie trudno jest wyjść z domu, staram się wyglądać przez zaparowaną szybę, aby nie przegapić przystanku i dotrzeć punktualnie do pracy. A w pracy dla odmiany gorąco, za gorąco....

Dlatego tak naprawdę to w taki zimowy, mroźny dzień najchętniej schowałabym się w domu i zawinęła w ciepły koc. Jak dobrze być schowanym w ciepłym domu i tylko patrzeć przez okno na biały, zasypany świat.

Nie mogę jednak narzekać. Mam to, o co prosiłam.

Dlatego pokornie staram się przyjąć kaprys natury i w przyszłości postaram się pomyśleć, zanim wypowiem życzenie.



Zaszumiało (9) | Zostaw myśl

Magia stycznia

wtorek, 06 stycznia 2009 8:18

Rozpoczął się pierwszy miesiąc roku. Warto więc napisać o tym, co ten miesiąc znaczył kiedyś w przeszłości i może warto skorzystać z tego też dzisiaj. 

Łacińska nazwa stycznia - Janus pochodzi od imienia rzymskiego boga Janusa. Janus był władcą panującym w Lacjum, gdzie znalazł schronienie Saturn po wypędzeniu z niebios. Za tę gościnę król został obdarzony boskością i darem widzenia tego co było i będzie. Był przedstawiany jako bóstwo z dwoma obliczami zwróconymi w przeciwne strony - przeszłość i przyszłość. Ofiary składano mu w pierwszy dzień roku i wtedy, gdy rozpoczynano nowe, ważne przedsięwzięcia. Był on bowiem przede wszystkim opiekunem początku wszystkiego.

Wierzono, że w styczniu dobrze jest rozpoczynać nowe przedsięwzięcia, szczególnie te, które trzeba prowadzić powoli, przez długi czas, cierpliwie czekając na owoce swojego trudu.

Przez wiele wieków właśnie w tym miesiącu wmurowywano kamienie węgielne pod gmachy użyteczności publicznej, kościoły czy fabryki. Uważano, że władcy koronowani w styczniu będą panować wyjątkowo długo z pożytkiem dla kraju i jego mieszkańców, a urzędnicy państwowi powołani w tym czasie na wysokie stanowiska sprawdzą się na nich.

Parom stającym w tym czasie na ślubnym kobiercu wróżono wiele lat wspólnego, pracowitego życia, które przyniesie duży dobrobyt rodzinie, którą właśnie założyli.

Styczeń sprzyjał nabywaniu nieruchomości i dóbr trwałych. Kupione w tym czasie miały wielką szansę, żeby pozostawać w rękach właściciela, a potem jego spadkobierców przez długie lata.

Pierwszy miesiąc roku był również owocny dla tych, którzy oddawali się pracy intelektualnej i w ogóle poszukiwali mądrości.

Styczeń nie był jednak dobrym miesiącem na rozpoczynanie procesów sądowych, gdyż ciągnęły się w nieskończoność. Również rozpoczęta po Nowym Roku podróż mogła niespodziewanie przedłużyć się.

Do talizmanów, które miały wyjątkową moc w tym miesiącu, należały klejnoty Saturna - onyksy, zielone malachity, zwane klejnotami mędrców, oraz czerwony rubin.

Za liczbę stycznia uznawano szóstkę. Stąd też za wyjątkowo pomyślne uważano soboty oraz 6, 16 i 26 dzień miesiąca.



Zaszumiało (5) | Zostaw myśl

Święta, święta....

niedziela, 04 stycznia 2009 16:51

Święta, święta i po świętach.
Kto dziś pamięta, jak wyglądał prawdziwy św. Mikołaj,
albo skąd wzięła się u nas choinka?

Święta minęły, niespodziewanie szybko.
Znowu wpadam w codzienną rutynę, puszczając w niepamięć minione święta, rodzinną atmosferę.
Zastanawia mnie sposób w jaki spędzamy święta. Coraz mniej w nich zauważyć tradycji, coraz bardziej stają się one zwyczajnymi wolnymi dniami.Przecież tradycja to przekazywanie zwyczajów, wartości..

Dlaczego pozwalamy uciekać tradycji? Przez to staje się ona nietrwała i za kilkadziesiąt  lat pewnie rozpłynie się na dobre.

Współczesne życie nie sprzyja zachowaniu tradycji, mamy coraz mniej czasu dla siebie i osób najbliższych.

A przecież każdemu z nas potrzebna jest odrobina tej magii związanej z tradycją. Od wieków trwa tradycja. W święta możemy się przekonać, że jesteśmy częścią rodziny. To daje nam poczucie pewności i bezpieczeństwa. Potrzebujemy tradycji, aby przetrwać. Tak było zawsze, tak jest i tak powinno pozostać.

Tradycja to nasz korzeń, dzięki któremu możemy utrzymać się na powierzchni, nie damy się tak łatwo złamać. Tracąc swoje korzenie, tracimy pewność siebie, łatwo dajemy się wiejącemu wiatrowi pędzącej cywilizacji.

Świat cały taki zajęty:

nie wiedzą, nie czują ślepcy,

Że znów śpi Dzieciątko święte

w ubogiej jak co rok kolebce.

                                     K. Iłłakowiczówna

Może znajdziemy czas, aby wspólnie pójść na spacer, porozmawiać, nacieszyć się bajkową zimą za oknem.



Zaszumiało (3) | Zostaw myśl

Nowy Rok

czwartek, 01 stycznia 2009 9:23


Kolejny rok za nami.

Może to dziwne, ale dla mnie początek każdego Nowego Roku zawsze zaczyna się refleksyjnie z powiewem smuteczków.

Nie chce mi się wierzyć, że przed nami kolejne nowe dni, tygodnie, miesiące. Jednak jeszcze myślę o tym starym, który minął wyjątkowo za szybko. Trochę mi żal tych minionych dni, że nie zdążyłam nacieszyć się dobrymi chwilami, porozmawiać ze spotkanymi osobami...... Jednak z drugiej strony chcę jak najszybciej zapomnieć o tym co było mniej sympatyczne. Dlatego z jednej strony żałuję tego co nie zdążyłam uchwycić w porę, a z drugiej dziękuję, że pewne sprawy mam już za sobą. Drzwi, które zostały zamknięte nie da się już otworzyć. Jednak zostały uchylone inne drzwi, za którymi czeka nas nowe.

Jednak to od nas też zależy co spotkamy za progiem nowego roku.
Ostatnio w naszej prasie pojawiło się dużo artykułów o postanowieniach noworocznych. Prawie wszyscy o tym piszą. Każdy z nas stara się coś zmienić w swoim życiu.

Zadbam o rodzinę, zdrowie, znajdę przyjaciół, zarobię pieniądze...

Także i ja wiele to razy w sylwestrowy wieczór postanawiałam odmienić swój los.

Noworoczne postanowienia są niczym zwierciadło, w którym możemy dostrzec nasze marzenia. Niestety często nie umiemy dotrzymać danego sobie słowa i w nowym roku nic się nie zmienia.

Na początku pełni jesteśmy dobrych intencji. Jednak zazwyczaj jest to tylko źródło frustracji.

Postanowienie noworoczne to tylko taki słomiany ogień, który po chwili, szybko gaśnie i znowu tylko pozostaje rozczarowanie, że znowu nie wyszło.

Może jednak można to odczarować?

Przecież te noworoczne życzenia nie mają takiego dużego sensu jeżeli tak naprawdę  nie wierzymy, że uda nam się ich dotrzymać

Chciałabym, ale...mi się nie chce

A przecież:
Każdy z nas  potrafi spełniać własne pragnienia. Robimy to wielokrotnie, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Nawet jeżeli nasza sytuacja finansowa nie jest najlepsza, potrafimy na wymarzoną rzecz zaoszczędzić lub podszepnąć komuś, że właśnie taki prezent sprawiłby nam wielką radość.
Chcieć to móc.



Zaszumiało (13) | Zostaw myśl

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Przemknęło:  404 935  

Ziarenka myśli

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Przeminęło z wiatrem?

Czy to ja??????

Dziewczyna po lepszej (?) stronie życia
Staram się być optymistycznie nastawiona do świata i ludzi, szukać dobrych stron życia choć w moim życiu nie brakuje trudnych chwil.

O moich stronkach

Piszę więc jestem

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Tropiciel myśli

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Gołąbek pocztowy

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Przemknęło

Zajrzało: 404935
Zostawione myśli
  • liczba: 491
  • komentarze: 4610
Galerie
  • liczba zdjęć: 98
  • komentarze: 45
Liczba uśmiechów: 2598
Szumię : 4139 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Kobieta