Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

To już tyle lat

środa, 21 lipca 2010 8:01

Dzieciństwo

Zabrałeś mi dzieciństwo a ono powraca

z chłopcem który biega po lesie za sójką
co mieszka raz wysoko albo całkiem nisko
po przeszłość trzeba wznieść się by się przed nią schylić

zabrałeś moją młodość a ona się zjawia
mówi jakie nad Polską było niebo czyste

a starczyło na zawsze by spojrzeć raz tylko
zabierz wszystko co boli
by wróciło do mnie

Jan Twardowski

Jak każdego roku wspomnienia powracają jak bumerang  rzucony w otchłań życia. Czy powinnam go schwytać, czy też pozwolić mu uderzyć w teraźniejszość i zapomnieć na chwilę o dzisiaj?

Dziś otworzyłam moją szufladę i znowu powiało wspomnieniami. Pewnie dlatego, że wczoraj niespodziewanie obudziłam się w nocy. Przez chwilę nadsłuchiwałam, bo zdawało mi się, że ktoś chodzi ostrożnie po domu, deski schodów trzeszczały, a drzwi otwierały się z lekkim skrzypnięciem. Ostrożnie wstałam i wyjrzałam do korytarza. Nie było tam nikogo, tylko chłodny przeciąg przemknął po moich bosych stopach. Dom był cichy, ale trochę niespokojny,  jakby zatrzymał oddech w oczekiwaniu na coś niezwykłego.

Na dworze zaszczekał pies sąsiadek.  Z duszą na ramieniu zeszłam na dół i wyszłam przed dom. Na stopniu siedział mój dziadek szczupły, niewysoki.... Niedowierzając do końca temu co widzę przysiadłam obok niego i niepewnie dotknęłam jego ręki. Przecież od tylu lat nie ma go wśród nas. Może nadal śpię i tylko mi się wydaje, że po 20-latach nagle postanowił zejść ze swojej chmurki i powrócić do osób, które kochał i do mojego ogrodu, który tak do końca nie był w stanie zastąpić tego jego jedynego. Bo cóż by on tutaj miał robić w tym ogrodzie „do patrzenia" poza koszeniem trawy i wyrywaniem chwastów?  Nie ma tutaj marchewki, kalarepki, nie kwitnie groszek, nie rozpycha się na grządce kapusta, ani nagle na ziemię nie spadnie śliwka....

Zupełnie przeciwnego byłby mój drugi dziadek, który kochał te kwiatowe ogrody, gdzie po pracy można było odpocząć, zachwycić się zapachem kwitnących piwonii  i tylko czasem przyciąć przekwitającą różę.

"To prawda, nigdy nie potrafiłeś Dziadku długo siedzieć bezczynnie. Najważniejszy był dla Ciebie zawsze siew, a potem zbiór.

Tyle przeżyłeś, zwłaszcza w czasie wojny. Nigdy na nic się nie skarżyłeś.

Jednak o  wychowaniu dzieci, nie miałeś pojęcia. Wszystko pozostawiałeś w rekach babci. My mieliśmy tylko grzeczni, spokojni, jak codziennie kładłeś się na swoją  poobiednią drzemkę. Jednak potem zabierałeś nas na wycieczkę: na działkę, do lasu, nad jezioro, na wieś...."

Przycupnęłam koło niego i dotknęłam jego szorstkiej dłoni i poczułam jakże dobrze mi znany zapach klasycznej wody kolońskiej.

„Jak to dobrze, że znowu jesteś. Pewnie nie wierzysz w to, ale bardzo mi czasem Ciebie brakuje. Nic już nie jest takie jak kiedyś. Wszystko się zmieniło. Już nie ma Tw ojej działki.  Tak bardzo bym chciała, abyś  czasem był przy mnie. Nie odchodź i nie zostawiaj mnie znowu samej, tak długo na ciebie czekałam."

„Zawsze jestem przy tobie - szepnął Dziadek - tylko, Ty czasem o mnie zapominasz, gdy gonisz przez każdy dzień."

W tej chwili chciałabym położyć głowę na jego ramieniu, jednak w tym samym momencie chłodny powiew rozwiewa obraz......Niespodziewanie czuję łzy płynące po policzkach i tęsknotę, która choć potrafi być tak bolesna, to przynosi ciepło z każdym wspomnieniem... 



Podziel się:

Zaszumiało (4) | Zostaw myśl

Czas upływa....

środa, 30 czerwca 2010 7:34

 Nie słuchaj nocy

Nie słuchaj nocy
ona złym doradca
wzmaga niepokoj
zasiewa zwatpienie.

Nie słuchaj podszeptów
ciemność złym doradcą
zwiększa frustrację
moralne cierpienie.

Noc ma wielkie oczy
wszystko wyolbrzymia
myśli mgłą zasnuwa
złe podszepty czyni.

Zajrzyj w swoje serce,
poradź się sumienia,
poczekaj do świtu
na jasność spojrzenia.

Krystyna Kunigiel-Jabłońska

Właśnie pożegnaliśmy wyjątkowo kapryśną tego roku królewnę Wiosnę i parę dni temu powitaliśmy jej krzepką, pracowitą siostrę Lato. Jak co roku przyszła do nas w prostej sukience, a jej ozdobę stanowiły czerwone korale.

Nie zwlekając ani chwili królewna Lato zabrała się do pracy. Pomogła zrzucić drzewom płatki kwiatów, aby zastąpić je powoli dojrzewającymi owocami. Zapukała do wiejskich chat, aby wraz ludźmi ruszyć w pole, aby zebrać to co zasiała jej siostra.

Tak, czas biegnie nieubłagalnie. Przecież jeszcze nie tak dawno podziwiałam najstarszą z sióstr, kiedy bieliła krajobraz za moim oknem.

Przecież wiadomo, że z wiekiem czas biegnie szybciej i nie pozwala na zatrzymanie się, aby nacieszyć się każdą chwilą. Niestety.... Zaczynam obserwować inne symptomy uciekających dni, miesięcy... Prawie zupełnie straciłam zainteresowanie meczami MS w piłce nożnej, a przecież kiedyś było to nie do pomyślenia, abym zrezygnowała z jakiegokolwiek meczu.  I nie jest to związane z tym, że nasza drużyna nie bierze udziału w tej imprezie. Zawsze raczej kibicowałam również innej drużynie. Liczyła się przede wszystkim dobra gra. Teraz jednak moje zainteresowanie tymi rozgrywkami minęło. Może rzeczywiście z wiekiem powoli wszystko w zyciu się zmienia.

Coraz częściej zaczynam myśleć o przyszłości, o tym co życie mi przyniesie. Nie da się nie myśleć o tym co będzie. Myśli napływają same, bez pozwolenia. Przychodzą i napawają mnie niepokojem. Zaczynam się wówczas zastanawiać, jak dam sobie radę w przyszłości zdana tylko na siebie.

Powinnam powyganiać te wszystkie przytłaczające mnie myśli. Przecież nie lubię tego wewnętrznego niepokoju, który wychodzi po cichu na powierzchnię. Tak, wiem, nie ma sensu martwić się na zapas, tylko jak to zrobić, żeby tego nie robić?

Pracuję w firmie jakich wiele, gdzie prze wszystkim rządzi pieniądz i młodość. Ja też muszę być młoda. Nikogo nie obchodzi, że ludzie mający po 20 lat są dyletantami, a osoby mające pewien bagaż doświadczeń są mądrzejsze, bardziej odpowiedzialne i zaangażowane.

Niestety swoją wartość muszę potwierdzać nie tylko tym co wiem i potrafię, ale także tym jak wyglądam, jakie mam poglądy... Gdzie mądre, pracowite osoby, ale powoli starzejące się znajdą nową pracę?

Chciałabym jednak tego co wydaje się nierealne. Chciałabym mieć zapewnioną pracę, aby nie lękać się każdego nadchodzącego dnia i zarabiać tyle, żeby czuć się finansowo bezpiecznie. Nie chcę z utęsknieniem czekać na koniec każdego miesiąca i przeliczać każdej wydanej złotówki. Na szczęście nie jest tak źle. Mogę sobie pozwolić jeszcze na małe szaleństwa dla przyjemności. Jednak to rozwarstwienie społeczeństwa, jakie obserwuję dookoła napawa mnie lękiem.

Zbliżająca się powoli starość jest jednak jak odległy żaglowiec , który właśnie wyłonił się zza horyzontu i zmierza w moją stronę, nie zważając na burze, wysokie fale, a czasem brak wiatru. Powoli, ale systematycznie płynie w moim kierunku. Może się wydawać, że jest jeszcze  daleko, ale się zbliża

Podziel się:

Zaszumiało (6) | Zostaw myśl

Goniąc narzenia

niedziela, 20 czerwca 2010 7:29

Gonić marzenia...
Na włóczęgę już wyruszyć przyszła pora.
Las nas goni śpiewem ptaków, szumem drzew.
I wołają nas już pola i jeziora.
Zeszłoroczny nasz wesoły pomnąc śpiew.

Ludzie mają swoje sprawy, ludzie lubią się bogacić.
Pełne brzuchy mają, chcą mieć pełen trzos.
A ja gonię, a ja gonię swe marzenia.
Szczęścia szukam, gdzie kaczeńce i gdzie wrzos...

Tym, co iść nie lubią, mówię: do widzenia,

Za dni kilka, może znów powrócę tu.
Idę w świat, by tam dogonić swe marzenia.
Aby spełnić kilka swoich złotych snów.


Więc z dziewczyna swą pod rękę,
I z gitarą, i z piosenką...
Precz mi troski, przecz przykrości, słońce świeć!
Idę gonić, idę gonić swe marzenia...
I spokoju szukać pośród starych drzew...

Tak, to proste, że i gadać szkoda czasu.
Lepiej plecak wziąć i iść przed siebie wprost.
Szukać wiatru i zapachu szukać lasu.
Jak najdalej zadymionych wielkich miast.

Zrozum bracie, tak to trzeba.
Łóżkiem trawa, dachem drzewa
Z wiatrem biegać i z ptakami śpiewać w glos.
Trzeba gonić, trzeba gonić swe marzenia.
A nie czekać ile trosk przyniesie los.

Bułat Okudżawa

Czerwiec to miesiąc najkrótszych nocy. To możliwość wstawania z łóżka o brzasku wraz z pierwszymi promieniami słońca. A przecież po przeciwnej stronie bieguna w grudniu ciężko nawet przy terkoczącym głośno budziku podnieść się siódmej. A rześki, świeży pachnący i rozświergotany  czerwcowy poranek potrafi zachęcić do wyjścia na balkon z ciepłym kubkiem herbaty.

Kto jednak jest na tyle jeszcze zwariowany, aby o tej porze witać wraz ze mną dzień? Nie znam nikogo. Jednak to wczesne letnie wstawanie mam po mojej prababce, której imię przyjęłam na bierzmowaniu. Z opowiadań mojej cioci, wiem, że prababka wstawała o świcie, aby zająć się kwiatami, w tym pelargoniami (nawiasem pisząc ich prapra..... przodkowie kwitną na moim balkonie - to taka więź łącząca mnie z prababką, przekazana mi przez jej najmłodszą córkę))

W czerwcu napełniam duszę nadzieją i urzekającymi, prawdziwymi zapachami róż, akacji, piwonii, jaśminów...

Najbardziej jednak napływają marzenia przed nocą św. Jana. Warto wówczas zatrzymać zegarek, powiesić problemy na kołku i pójść do lasu w poszukiwaniu kwiatu paproci, A może go tak naprawdę nie ma?

Jednak warto w to wierzyć i dążyć do spełnienia marzeń

Marzenia...czym byłoby życie gdybyśmy nie mogli marzyć, śnić?

Dobrze jest czasem  pomarzyć i mieć nadzieję na spełnienie.

Zazwyczaj wszystkie marzenia spełniają się tylko w bajkach, a w rzeczywistości nic samo łatwo nie przychodzi.

Najczęściej jednak nasze marzenia są zamknięte w pudełkach, które okryte kurzem naszej szarej codzienności leżą zapomniane na półkach. Często o nich zapominamy, nie odkurzamy.... Taka przechowalnia z zapomnianymi marzeniami. Może kiedyś znajdę kwitek i zabiorę je od Staruszka z długą siwą brodą, który każdego dnia je pilnuje i nie pozwala im wyfrunąć i odlecieć w  świat. Ten Staruszek z długą siwą brodą wierzy, że kiedyś przechodząc koło przechowalni, zatrzymam się i zabiorę pozostawione u niego na przechowanie pudełko.

Dlatego każdego dnia, gdy przechodzę obok uśmiecha się do mnie i stara się o czymś powiedzieć.

Może o tym, że chyba o kilku moich marzeniach zapomniałam.

Moje marzenia leżą już tak długo na pólkach pokrytych kurzem. Tak, wiem powinnam je znowu zabrać z przechowalni. Nie powinnam o nich dłużej zapominać.

 Moim największym, niespełnionym marzeniem jest posiadanie własnego, małego domku z ogródkiem gdzie w takie czerwcowe długie dni można posiedzieć napawając się zapachami mieszającymi się dookoła. Domku z przestronną, jasną kuchnią, ze świeżymi ziołami na parapetach. Domku z kominkiem w dużym pokoju....

Staruszek, który Czas się nazywa kiedyś mi powiedział: „Marzenia nigdy nie umierają. Jak myślisz, że są już martwe, to się mylisz. One tylko zapadły w długi sen zimowy, jak niedźwiedź. Jednak pamiętaj, gdy to marzenie drzemie za długo, to potem nagle budzi się głodne i złe jak miś."

Nie mogę też zapomnieć mówić głośno o swoich marzeniach. Ne tylko Staruszek Czas jest dobrym słuchaczem. Wystarczy, że rozejrzę się dookoła i  z pewnością znajdę obok osoby, które pomogą mi je spełnić

Podziel się:

Zaszumiało (17) | Zostaw myśl

Przyjaciel

niedziela, 06 czerwca 2010 8:00
Przyjaźń

Nie szafuj słowem - przyjaźń
bo ono znaczy wiele,
znajomych pełno dokoła,
nieliczni to przyjaciele.

Życie razów nie szczędzi,
kark pochylają cierpienia,
ten co pomoże powstać,
wart miana przyjaciela.

Toczysz swój głaz pod górę,
on spada prawie na szczycie,
trzeba zaczynać od nowa
to syzyfowe życie.

Człowiek naprawdę życzliwy
- nie w chwale i brzęku mamony -
poda swą rękę pomocną
z kawałkiem chleba na dłoni.

Poda swe mocne ramię
i plecy prostować pomoże,
wesprze cię słowem i czynem,
na nim polegać możesz.

Kto szczęście z tobą podzieli
i losu zawiłe koleje,
tak w dobrej jak i złej dobie
na pewno jest przyjacielem.

Nie szafuj więc słowem - przyjaźń,
bo ono znaczy zbyt wiele,
znajomych pełno dokoła,
- nieliczni to przyjaciele.

Krystyna Kunigiel-Jabłońska

Jutro mija kolejna smutna rocznica. Nie chce mi się wierzyć, że to już tyle lat nie ma mojej babci.  Osoby, która chyba kochała mnie najbardziej na świecie i dziś byłaby zapewne moim najlepszym przyjacielem.
Przjacielem....

Chyba każdy miał w dzieciństwie najlepszego, pierwszego przyjaciela...takiego jeszcze z "piaskownicy". Ja mam taką przyjaciółkę, chociaż nie z „piaskownicy”. To wspo mnienie jest jednym z moich najsympatyczniejszych z okresu mojej wczesnej młodości…. Pamiętam dzień, w którym się poznałyśmy, jakże mogłabym go zapomnieć, chociaż minęło już ponad 20 lat. Poznałyśmy się, gdy obie stałyśmy samotnie na korytarzu, czekając na pierwsze zajęcia. Nie wiem co mną kierowało, że podeszłam właśnie do niej, a przecież obok było jeszcze kilka osób w podobnej sytuacji.

Agnieszka… Imienniczka mojej zmarłej babci. Miała długie ciemne włosy zielone oczy i tajemniczy uśmiech…  Teraz myślę, że przyciągnął mnie do niej jakiś magnez, przeznaczenie…. Bo gdybym znała jej wszystkie cechy charakteru, to pewnie nigdy bym nie wybrała jej świadomie. A przecież zostałyśmy przyjaciółkami, pomimo różnic w naszych usposobieniach. Każda z nas jak przystało na rogaciznę, miała swój charakterek. Jednak przez te lata przyzwyczaiłyśmy się do naszych wad, które nas czasem zapewne denerwowały.

Dla mnie jednak ona była najważniejsza. Liczył się  czas który mogłyśmy spędzać. Wspólna nauka, wspólne wyjazdy, wspólne spacery, gotowanie….

Gdy byłyśmy razem nie ważne były dla mnie inne osoby. Z nią było troszkę chyba inaczej, jednak wiedziałam, że zawsze mogę na nią liczyć.

Jednak więź jaka wytworzyła się pomiędzy nami była wyjątkowa.

Niestety, obecnie nasz kontakt nie jest tak intensywny. Jednak wiem, że nadal jestem dla niej kimś ważnym. I w każdej chwili mogę na nią liczyć.

Wczoraj na chybił trafił otworzyłam moją Księgę Myśli i trafiłam na słowa Herberta:

ŻYCIE BEZ PRZYJACIÓŁ JEST ŚMIERCIĄ BEZ ŚWIADKA.

Może to natchnęło mnie do tych przemyśleń...



Podziel się:

Zaszumiało (11) | Zostaw myśl

Pomysł na....

sobota, 29 maja 2010 6:37

 Róża

Lilie półnagie
chabry nieczesane
kaczeńce jak kaczuszki co stanęły boso
wszystkie pietruszki jawnie rozebrane
A jednak święty Józef
dąsa się wyraźnie
gdy Matce Bożej różę wystrojoną niosą

Jan Twardowski

Niewiele było w maju dni bez deszczu. Cały czas słyszałam krople dzwoniące w okno. Gdzie podział się ten, najpiękniejszy miesiąc z moich dawniejszych lat? Ostatnio nie dostrzegam już piękna w deszczu. Bardzo bym chciała, aby ktoś zakręcił  się ten kurek z wodą i rozpędził chmury. A może po prostu trzeba tylko pocieszyć płaczącą tam pałacu Króla Słońce jego najmłodszą córkę Wiosnę? Jaki jest jednak powód jej rozpaczy? Bez tego nie uda się jej uspokoić.

Potrzebne mi słońce i sucha droga do pracy. Ostatnio bowiem w moich butach słyszę tylko chlup, chlup.....

W ten deszczowy, zimny, dziwny maj nie pozostaje nic innego jak jak wyczarować w kuchni coś na poprawę humoru.

Tak, tak.... Jak co roku w  maju nachodzą mnie kulinarne przemyślenia. Może jest to związane z tym, że w maju mam powody do świętowania? Jednak z drugiej strony lubię przy takiej pogodzie opanować kuchnię i przyrządzić coś dobrego sprawdzonego lub całkiem nowego. Lubię jak zupa bulgocze w garnku, a zapach aromatycznej pieczeni rozchodzi się po całym domu.

Potem lubię ładnie przystroić stół Jednak modne teraz kwadratowe talerze zdecydowanie mi się nie podobają. Tradycyjny owal naczyń działa na mnie zdecydowanie uspokajająco. Szpice kwadratowych talerzy kłują mnie, denerwują.  Często nie lubię tych nowoczesnych wynalazków.

Koło jest kształtem naturalnym, normalnym, tradycyjny, odziedziczonym.

Często nie lubię tych nowoczesnych wynalazków. Podobnie jest też zazwyczaj z gotowaniem

Na przykład we współczesnej kuchni często w obawie przed kaloriami, cholesterolem rezygnuje się z zastosowania śmietany lub masła. Dlatego ziemniaki, kasze.... polewane są lekkimi, przezroczystymi „sosami". W przypadku sosów wierna jestem tradycji i wolę dodawać niewielkiej ilości śmietany i odrobiny  masła. Nic tak jak one nie podnoszą walorów smakowych, a stosowane z umiarem nie powinny zaszkodzić.

Zawsze wydawało mi się, że zrobienie sosu to nie lada sztuka. A już na pewno nie powinien to być sos z torebki.

Jednak do sosów trzeba mieć dobrą rękę. Jednak tajemnica dobrego sosu odpowiednie dobranie proporcji jego składników, a także barwa, konsystencja, smak i zapach.  .

Nieumiejętnie dobrana ilość składników powoduje, że smak i cały czar sosu pryska. Teraz na ryku mamy dostęp do wielu egzotycznych przypraw, więc łatwo o przesadę.  A dobry sos to zazwyczaj tylko kilka dobrze dobranych składników.

Zapach sosu powinien być konkretny, ale z drugiej strony subtelny, aby nie zagłuszał podstawowej potrawy.

Powinien mieć także odpowiednią konsystencję. Nie do każdej potrawy można podać sos gęsty. Czasem powinien on być lejący się, jedwabisty.

Może ktoś zna dobry przepis na ciekawy przepis z pysznym sosem? Może wykorzystam go na moich imieninach? A jeżeli będzie dołączona zwykła konwalia, niekoniecznie wystrojona róża, która tym razem nie zdąży zakwinąć na moje święto, to zaświeci u mnie słoneczko? Ale na szczęscie niezawodne są pachnące akacje. One pamiętały o mnie w tym roku.



Podziel się:

Zaszumiało (9) | Zostaw myśl

Leniwa niedziela

niedziela, 23 maja 2010 8:09

Deszczowe łzy

Pada deszcz-
patrzę przez okno
Przechodzi mnie dreszcz-

jest smutno

Spływają krople-                  
jedna za drugą
Nie myślę pochopnie-
one się gubią

Łączą się gładko-
ciągnąc pierwszą w dół

Wymijają się rzadko-
przecinają się w pół

Wreszcie gdzieś giną-
znikają zapomniane
Za nimi następne płyną-
lecz już nie te same

Szynter Aneta

Ostatnio zrobiłam się śpiochem. Zawsze należałam do skowronków , ale ostatnimi czasy coś mi się poprzestawiało i bardzo rzadko mam teraz szanse na pisanie o świcie. O wieczornym pisaniu jednak nadal nie ma co marzyć. Zanim coś wystukam na klawiaturze, to pewnie wcześniej zasnę na mojej kanapce. Czyli więcej czasu przeznaczam teraz na spanie, ale ochota na ranne pisanie mi nie przeszła. Lubię zaczynać dzień od wizyty w wirtualnym świecie. Potem jak dzień nabierze swojego normalnego tempa, rzadko tu zaglądam.

Najbardziej jednak lubię takie niedzielne, leniwe poranki, które rozpoczynają się zdecydowanie później. Nigdzie nie muszę się spieszyć, za niczym gonić. Mam czas na delektowanie się poranną ciszą. Piję moją gorącą herbatę z tego samego co każdego dnia kubka, chociaż na półkach mam do wyboru wiele innych... Powoli się rozkręcam. Moja głowa wolna jest od codziennych, zawodowych problemów, a myśli płyną lekko siedząc na pierzastej chmurce za oknem.

Dzisiaj zaszyłam się w domu i nie mam zamiaru nigdzie wychodzić.

 Czas mi upływa na lenistwie, czytaniu, gotowaniu... Wesołe skrzaty przygotowały mi  pyszne śniadanko, ale o obiadku muszę pomyśleć sama.  Stoję w kuchni z łyżką mieszającą kipiącą zupę, a drugiej z książką, od której nie mogę się oderwać w drugiej. Minuty mijają bardzo szybko, a ja wiem, że z niczym nie muszę się spieszyć. To, co normalnie muszę zrobić szybko, ciągle w biegu z zegarkiem ręku, teraz mogę spokojnie powoli. Mijające minuty nie mają dla mnie znaczenia.

Może znowu  słońce wyjrzy zza chmur, a termometr za oknem nie będzie nie kulił się z zimna. Tak bym chciała znowu poczuć na twarzy te ogrzewające promyki. Bardzo mi tego potrzeba. Słonko zawsze wpływa na mnie w pozytywny sposób. Jednak teraz zrobiło sobie przerwę urlopową i bez zgody Pani Wiosny, która od kilku dni z tęsknoty wylewa potoki łez.

 Jednak chłód i szaruga panujące za oknem nie mają do mnie dostępu. Jest ciepło i przytulnie. Nie muszę jechać do pracy. Nie muszę się ubierać „wyjściowo" Mam grube skarpety na nogach i jest mi ciepło w miękkim szlafroku. Dodatkowo otula mnie mój ulubiony zapach.  Jak dobrze...

I czego trzeba mi więcej? Dzisiaj jestem sama dla siebie, siedzę i myślę, albo wcale nie myślę, tylko siedzę żeby posiedzieć i nic nie robić.

Muszę się jednak zaraz pozbierać. Może niespodziewanie ktoś zatęskni za mną i zapuka do moich drzwi, a nie chciałabym go przestraszyć moją odrobiną dulszczyzny. Jednak zamiast sztywnego mundurka mogę założyć luźną bluzę, miękkie spodnie....

Wstyd przyznać, ale często w takie wolne dni jestem zdyscyplinowana. Kiedy nie pracuję, rzadko udaje mi się do czegoś zmobilizować. Najchętniej leniuchowałabym, nic nie robiąc. Teraz to nazywa się „relaksowaniem" I tak sobie jednak myślę, że ta moja chęć nieróbstwa jest w dużej mierze reakcją przeciwko codziennej, szarej rutynie życia

Jutro trzeba powrócić do zwykłych dni w pracy i dotrwać jakoś do kolejnego, mam nadzieję prawdziwie wiosennego weekendu. .Potrzebna mi była ta chwila lenistwa.



Podziel się:

Zaszumiało (6) | Zostaw myśl

Ile lat już minęło?

piątek, 14 maja 2010 7:46


Nie musimy o to pytać fachowego ogrodnika,
Z amatorskich bowiem obserwacji już wynika,
Że konwalia jest wyraźnym przeciwieństwem słonecznika.
Jako drobny, 
Skromny kwiat od urodzenia,
Nie pcha się na plaże pełne słońca,
Szuka raczej cienia.
A w tym cieniu,
Gdzie wokoło są konwalie inne,
Życie wiedzie typowo rodzinne.
Gdy się człowiek czasem spotka z konwaliami,
To tak wyglądają konwalie pod drzewami,
Jakby właśnie przyjechały na wycieczkę,
Żeby sobie w lesie odpocząć troszeczkę.
Wszędzie dzieci konwaliowe,
Mężowie
I żony,
 Taki konwaliowy piknik na kocach zielonych.
Tyle, że nikt tu nie pije
I jajek nie pieprzy,
No i zapach od konwalii płynie dużo lepszy.
Chociaż niepokaźna taka,
Choć ma wzrost na dwóję,
To konwalia, mimo wszystko, pierwszorzędnie truje.
Takie jak ta wiadomostki
Przydać się nam mogą,
Bo wskazują jakie kwiaty dawać naszym wrogom.
A konwalie wypadają w dodatku niedrogo.
L. J. Kern

 Właśnie zakwitły konwalie, moje ulubione kwiaty.

Dawne wierzenia traktowały konwalię jako znak pomyślności, szczęścia i miłości. Znalazła również miejsce na obrazach poświęconych tematyce religijnej. Ułożenie kwiatów przypominało drabinę, dlatego też w średniowieczu mnisi nazywali konwalię „drabiną do nieba".

Do tej pory jednak nie wiedziałam, że są one nazywani łzami Ewy, wygnanej z raju. Konwalia jest również  obiektem innych legend na przykład jej białe drobne kwiaty stały się symbolem Matki Boskiej, nazywane łzami Naszej Pani, naszej Królowej.

 Ostatnio też często myślę o Królowej, ale o Królowej Nauk - Matematyce. Pewnie dlatego, że Matematyka znowu pojawiła się jako przedmiot obowiązkowy na maturach. I bardzo dobrze. Moje zdanie nie jest jednak podyktowane tym, że był to mój ulubiony przedmiot, z którego wiele razy zdawałam egzamin: maturalny, semestralny na studiach... Nawet temat mojej pracy dyplomowej związany był z Matematyką

Jedna w życiu nikt z nas nie ucieknie od matematyki. Dopada nas wszędzie: podczas prognozy pogody, w sklepie, u lekarza....

Istnienie radia i telewizji jest możliwe dzięki Matematyce. Podróże kosmiczne stały się możliwe, bo ktoś rozwiązał odpowiednie równania. Odpowiednie algorytmy szyfrowania danych umożliwiają korzystanie z banków internetowych.

Dlaczego tak dużo osób od tak dawna odczuwa przed nią lęk, obawę?

Może jest to spowodowane trudnymi, żmudnymi sposobami rozwiązywania zadań. A może już na początku nauczyciele straszą, że Matematyka jest trudna i wymagają od uczniów rzeczy skomplikowanych, zamiast nauczyć ich tego co najprostsze.  Z doświadczenia wiem, że na egzaminie uczeń potrafi podać skomplikowany wzór matematyczny, a nie umie w praktyce pomnożyć lub dodać dwóch ułamków do siebie. Efekt tego bywa taki, że zarówno np. Ania z Zielonego Wzgórza, jak i szatan z siódmej klasy nie potrafili sobie wyobrazić czegoś gorszego niż Matematyka. 

 Ja w szkole także miałam nauczycielkę, która nie potrafiła wytłumaczyć niektórych zagadnień, a niektóre działy całkowicie pominęła. I jak w takim przypadku można było polubić Matematykę, nawet w klasie o tym profilu, gdzie matura z tego przedmiotu była obowiązkowa?

Dla Platona Matematyka była nauką zbliżoną do ideału. Nad wejściem do swojej Akademii napisał „Niech nie wstępuje tu nikt, kto nie jest wyćwiczony w geometrii". I mi ten zakaz groził. W liceum ten dział pominięto.

Nic dziwnego, że społeczeństwo się od Matematyki odwróciło.

Co sprawiło jednak, że ja się do tego przedmiotu nie zniechęciłam. Cóż u mnie Matematyka to cecha rodzinna i zamiłowanie do niej odziedziczyłam. Sama nadprogramowo rozwiązywałam rozmaite zadania (szkoda, że tej pilności nie miałam do języka ojczystego). Oczywiście dużo mi w tym pomogła moja mama, która miała dużo cierpliwości, aby uzupełnić moją niekompletną wiedzę.

Matematyka i jej rola we współczesnym świecie jest powszechnie znana. Już dawno napisano: „Nie posunę się aż do stwierdzenia, ze rozważania historii bez studium idei matematycznych byłoby usunięciem Hamleta ze sztuki pod tym tytule. Ale z pewnością jest ono analogiczne pominięciu roli Ofelii. Ofelia jest bowiem dla tej sztuki istotna, a poza tym czarująca i odrobinę szalona."

Teraz tylko żałuję, że w życiu zawodowym drogi Matematyki i moje się rozeszły.



Podziel się:

Zaszumiało (6) | Zostaw myśl

Niestety to już było

środa, 05 maja 2010 15:39

Ale to już było

Z wielu pieców się jadło chleb
Bo od lat przyglądam się światu
Nieraz rano zabolał łeb
I mówili zmiana klimatu
Czasem trafił się wielki raut
Albo feta proletariatu
Czasem podróż w najlepszym z aut

Częściej szare drogi powiatu


Ale to już było i nie wróci więcej
I choć tyle się zdarzyło to do przodu

Wciąż wyrywa głupie serce
Ale to już było, znikło gdzieś za nami
Choć w papierach lat przybyło to naprawdę
Wciąż jesteśmy tacy sami

Na regale kolekcja płyt
I wywiadów pełne gazety
Za oknami kolejny świt
I w sypialni dzieci oddechy
One lecą droga do gwiazd
Przez niebieski ocean nieba
Ale przecież za jakiś czas
Będą mogły same zaśpiewać
Ale to już było i nie wróci więcej...

Patrzę na dziewiczą, nieskoszoną jeszcze w tym roku łąkę, poprzetykaną łebkami żółtych mleczy .

Chyba tylko w maju trawa jest tak zielona, a mlecze tak jaskrawe. Za parę tygodni łąka utraci swoją świeżość i rozpocznie się czas dmuchawców. Dlatego staram się nacieszyć tym widokiem jak najdłużej.

Jest już po pisemnych maturach, a u nas kasztany na szczęście w ostatniej chwili zdążyły zakwitnąć. Już myślałam, że w tym roku maturzyści, będą musieli obejść się bez swojego kwiatu.

Muszę przyznać, że przez matury mam duży sentyment do kasztanowców... Rosły i nadal rosną w pobliżu mojego Domu. Mijałam je, gdy biegłam do szkoły na maturę.

Co roku w maju myślę o mojej maturze. I wspominam ją z dużą sympatią, pomimo stresu jaki wówczas przeżywałam. Cały czas wydawało mi się, że z języka polskiego jestem zielona niczym trawa w ogrodzie. Ale to właśnie w przypadku tego przedmiotu miałam najwięcej szczęścia. A może po prostu najbardziej się do tego egzaminu przyłożyłam i potraktowałam go najpoważniej? Do innych bowiem podchodziłam bardziej pewnie i wynik był gorszy od oczekiwań?

Niestety, dzięki długiej zimie i panującemu teraz zimnu w tym roku, nie wszędzie przed maturą zakwitły kasztany. Nie wszędzie ich kremowe lub różowe kwiaty dają nadzieję maturzystom... Na szczęście to nie kasztany przesądzają o wynikach egzaminów, ale z drugiej strony nie dla wszystkich są tylko miłym widokiem dla oczu maturzystów.

Jest zimno. Jednak ja  nie chcę marznąć w maju. Tak, tak wiem Zimni Ogrodnicy i Zośka jeszcze przed nami, ale przecież mieliśmy już w tym roku lato i teraz też by się jeszcze przydało.

Moja matura wypadła w połowie maja. Było niemal upalnie, duszno, a kasztany pięknie kwitły.

Jaki to był beztroski czas (pomimo stresów związanych z nauką). Czas nauki i czas przyjacielskich spotkań.  Doskonale pamiętam niedzielę przed ma turą. Włożyłam po raz pierwszy nową letnią sukienkę (nawiasem pisząc mam ją jeszcze do dzisiaj) i wraz z innymi maturzystami spędziliśmy popołudnie w parku. Do tej pory nie mogę zrozumieć osób, które na naukę poświęcały noc przed egzaminem. Mnie to nigdy nie dotyczyło.

Z dużym sentymentem wspominam te czasy.

Po zdanej maturze wchodziłam w życie pełna optymizmu, dumna, bardzo chciałam szybko usamodzielnić się...

Teraz patrzę na zdjęcia z tamtych lat, widzę uśmiechnięte, pełne nadziei twarze nastolatków.

Teraz jest jednak zimno. Może dla maturzystów, taka temperatura jest korzystniejsza. Teraz wyglądamy inaczej. Czas jest niestety nieubłagalny... Przyprósza i przerzedza włosy, tka zmarszczki na twarzach, dodaje kilogramów. Doświadczenia życiowe wyrwały nas z beztroski i zamieniły w odpowiedzialne osoby.

Tak pewnie będzie z tegorocznymi maturzystami. Życie zawsze zatacza swoje kręgi.  



Podziel się:

Zaszumiało (7) | Zostaw myśl

Zielone mieszkanie

poniedziałek, 26 kwietnia 2010 19:31

Miedziane mieszkanie

Małe mieszkanko
na Bożym Świecie,
zielony fotel, zielone drzwi,
za oknem słońce
wesoło świeci,
wieczorem księżyc wesoło lśni.

To zielone mieszkanie,
panowie i panie.

na starej fotografii śpi.
To zielone mieszkanie,

panowie i panie,
na starej fotografii śpi...

Drugie mieszkanie,
mieszkanie z miedzi,
miedziany Fotel, miedziane drzwi,
za stołem żonka wesoło bredzi,
a jej kochanek wesoło drwi.

To miedziane mieszkanie,
panowie i panie,
ma zdartej fotografii śpi.
To miedziane mieszkanie,
panowie i panie,
na zdartej fotografii śpi...

Trzecie mieszkanie,
mieszkanie czarne,
fotele czarne i czarne drzwi,
poranki parne i noce parne,
a dni już nie ma.
Bo po co dni?

To ostatnie mieszkanie,
panowie i panie,
najbardziej odpowiada mi.
To ostatnie mieszkanie,
panowie i panie,
najbardziej odpowiada mi...

Agnieszka Osiecka

Ostatnie wydarzenia wszystkim nam dały wiele do myślenia. Nikt z nas nie jest przygotowany na to, że nagle, niespodziewanie przychodzi jedna chwila, jedna wiadomość, która wszystko zmienia..... Nasze plany, zamiary pryskają niczym bańka mydlana. Nawet wtedy, gdy ta wiadomość nie dotyczy nas bezpośrednio, to jednak gasi naszą radość

Ale czas się tym nie przejmuje i życie toczy się dalej, bo toczyć się musi, niezależnie od tego, co się wydarzyło. Zawsze coś się kończy, coś zaczyn, chociaż trudno jest się nam z tym pogodzić.

Na szczęście moje smuteczki postanowiły sobie odpocząć i dziś wiosenne myśli snuję się po mieszkaniu. Czas przepływa obok mnie, mierzony kolejnymi kubkami herbaty.

Piję zieloną herbatę, na którą solidnie zasłużyłam, przegryzam małe co nieco... Jak dobrze jest tak "nic nie robić" - chociaż tylko przez chwilkę. Zapominam o szarej codzienności.

Już niedługo wieczór, a za oknem wciąż świeci słońce. Pokój tonie w jego promieniach, które nie pozwalają mi pisać. Po mieszkaniu snują się jeszcze leniwe niedzielne klimaty Ciepłe, zielone, wiosenne pochodzące jeszcze z mojego Domu. Nazbierałam ich przez ostatnie dni do koszyka i przywiozłam do mojego mieszkanka. Mam tylko nadzieję, że nie uciekną mi do następnego weekendu.

Bardo potrzebny był mi ten pobyt w Domu. Wylogowałam się z codzienności na dłużej i  pomimo zimna jakie panowało za oknem było mi tam bardzo dobrze...  Jak tylko mogłam szłam wolniutko na „pola" aby powdychać zapach ziemi i napawać się widokiem zieleniejących traw. Szkoda było nie skorzystać z uroków Wiosny. Zieleń już za parę dni nie będzie tak czysta i świeża jak teraz. Zza płotów uśmiechały się do mnie kwiaty, a wróble starały się przekornie pokłócić.

W tym roku magnolie zakwitły wyjątkowo późno, zresztą jak wszystko dookoła, a ich bladoróżowe płatki spadały mi pod nogi z każdym podmuchem wiatru.

Wystarczyła odrobina wiosennego słońca, widok kwitnących żonkili i tulipanów, rozwijających się zielonych listków... To wszystko wystarczyło, aby na chwilę odpłynęły wszystkie smuteczki, abym mogła cieszyć się tym co dookoła. Mogłam odpoczywać razem ze słonkiem... Mogłam cieszyć się dniem dzisiejszym i nie martwić tym co będzie... 

Przez chwilę poczułam się częścią tego piękna, które mnie otaczało.

Wiosna zazwyczaj kojarzy się z nadzieją, początkiem nowego życia. Wszystko budzi się z długiego snu i życie nabiera wówczas intensywniejszego koloru. Ciepło, słońce, zieleń...To pozwala  patrzeć mi na świat z większym optymizmem. Wiosna zawsze mnie rozpromienia i sprawia, że najbardziej lubię to moje zielone mieszkanie.



Podziel się:

Zaszumiało (6) | Zostaw myśl

Wiosna mimo wszystko

wtorek, 20 kwietnia 2010 16:44

 KROKUS
Kacynel K.
Wyszedł spod ziemi krokus
jak promyk słońca z obłoku.
Rozejrzał się wkoło
I rzekł wesoło:
- Jak tylko trochę podrosnę,
zrobię prawdziwą wiosnę!

Wiosna, najmłodsza córka Króla Słońce zapukała do naszego życia jak zwykle cicho i nieśmiało. Przyniosła ze sobą promienie słońca, błękit nieba, śpiew ptaków, kwitnące kwiaty, seledynowy kolor traw i drzew. Jednak w zeszłym tygodniu taktownie schowała się za chmurkami i zapłakała z nami. Także nie mogła uwierzyć, że to rzeczywiście się stało. Każdego dnia jednak coraz szerzej znowu otwiera swoje okienko i z uśmiechem spogląda na nasz świat.  Także i my powoli zaczynamy żyć codziennością, chociaż w sercu jeszcze smutek.

Od kilku dni mam wyłączną możliwość cieszenia się moim Domem i ogrodem.

Dlatego muszę to wykorzystać jak najlepiej. Chcę zapomnieć o wszystkich swoich problemach i choć na chwilę wtopić się w naturę z żółto-zielonymi barwami. Żółty i zielony to barwy, które najbardziej kojarzą mi się z wiosną.

Chętnie wtulam się w pachnące kwiatów, przytulam się do drzewa.... Szkoda tylko, że te chwile potrwają tylko kilka dni. Potem znowu będę miała to raz na tydzień i to nie w takiej błogiej ciszy jak teraz.

Każdego ranka budzi mnie promyk słońca i świergot ptaków, których u mnie nie słychać. Za oknem nie jest już ciemno. Nareszcie czuję powiew prawdziwej wiosny... wreszcie.

Tego roku Wiosna pozwoliła tak długo na siebie czekać... Ale już jest. Każdego dnia jest coraz bardziej widoczna.  Kwiaty w moim ogrodzie kwitną w tym roku późno, jakby czekały na zakończenie żałoby.

Wiosna w przyrodzie: pąki na drzewach, śpiew ptaków, dni coraz dłuższe i coraz bardziej słoneczne.

Nareszcie można rzucić z siebie niepotrzebne, występujące w nadmiarze rzeczy i wyjąć z szafy te prawie już zapomniane . Niestety radość topnieje tak szybko jak niedawne śniegi. Tu przybyło, tam znowu wisi. Wiosna jak co roku zaskakuje.

To jednak nie znaczy, że popadam w kompleksy i nie staje do ogólnego pędu zmierzającego, do idealnych wymiarów. Do moich niedoskonałości zdążyłam się już przyzwyczaić.  Przecież to nie one są najważniejsze.

A co jest? Przecież Wiosna jest  w całej krasie... Tego dnia nie można  było spędzić w domu...Teraz cieszę się z każdego spaceru „po polach", kiedy mogę czuć zapach wiosny, patrzeć na rozkwitające drzewa, łąki....

Łąka wabi mnie soczystą zielenią,  chciałabym  przysiąść na chwilkę, ale niestety, ziemia jest wilgotna od deszczu, którym ostatnio płakał świat. Na szczęście dziś wystarcza mi zapach wiosny, który uświadamia mi, że jestem tylko małym punkcikiem tego co mnie otacza. Jestem zieloną gałązką, którą silniejszy wiatr może złamać. Jednak mimo tej kruchości nadal jestem zielona, pełna wiary i nadziei.

Wiosna niesie ze sobą wszystko co najpiękniejsze i trzeba myśleć, że wszystko, co najlepsze chociaż  jeszcze się nie wydarzyło, ale jeszcze się wydarzy



Podziel się:

Zaszumiało (7) | Zostaw myśl

sobota, 31 lipca 2010

Przemknęło:  98 325

Ziarenka myśli

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moich stronkach

Piszę więc jestem

Czy to ja??????

Dziewczyna po lepszej (?) stronie trzydziestki
Staram się być optymistycznie nastawiona do świata i ludzi, szukać dobrych stron życia choć w moim życiu nie brakuje trudnych chwil.

Uśmiechy myślicieli

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 14.05.2010 20:40:20
  • autor: Polinka
  • punkty: 100
  • treść: Wpadłam tylko na mom...

Księga myślicieli

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 07.06.2010 14:57:51
  • autor: dotkabar
  • treść: Zostawiam namiar:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Gołąbek pocztowy

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Przemknęło

Zajrzało: 98329
Zostawione myśli
  • liczba: 342
  • komentarze: 2839
Galerie
  • liczba zdjęć: 99
  • komentarze: 45
Księga Myślicieli: 45
Liczba uśmiechów: 1998
Szumię : 1526 dni